niedziela, 27 listopada 2011

Recenzja książki Mroczne serce

Mimo, że większość paranormali jest uważana za przewidywalne i schematyczne, to i tak wszyscy od czasu do czasu je czytamy. Cenimy je za lekkość fabuły, szybkie tempo czytania i prostotę. Szczerze przyznam, że przeszłabym obok cyklu obojętnie, ale fuksem zdobyłam część drugą, a że nie lubię zaczynać czytania od środka, to kupiłam sobie część pierwszą. Fabuła jest bardzo prosta i lepiej byłoby dla całej historii, gdyby autorka zrobiła z tego jedną, nieco grubszą książkę, zamiast dzielić ją na trylogię, zgodnie z zasadą marketingowych chwytów. Jakis czas temu recenzowałam książkę pt. Lucian Jej autorka pani Abedi stworzyła całkiem znośną historię i zmieściła się w jednej części. Wyszło to na dobre i całej powieści i mnie jako czytelnikowi. Trylogie paranormalne dla młodzieży mają to do siebie, że początkowo niewiele się w nich dzieje, akcja wlecze się jak ślimak, a bohaterowie tylko wzdychają i się zastanawiają czy kocha, czy nie kocha. A jeśli już dojdzie do pocałunku, to jest wielkie halo.
Dlatego postanowiłam, że o obydwu częściach opowiem w jednej recenzji. Główną bohaterką jest szesnastoletnia Jane Jonas, samotniczka i zamknięta w sobie dziewczyna. Od pewnego czasu nie chodzi do szkoły i uczy się w domu, gdyż koleżanki tak jej dokuczały, że uczęszczanie do szkoły stało się dla niej niemożliwe. Dlatego Jane jest bardzo nieufna, niepewna siebie i w ogóle nie ma znajomych. Jane ma również dziwne sny, w których spotyka tajemniczego chłopca. Jane wyczuwa w nim ogromny smutek i jednocześnie jest pewna, że jest on jej bratnią duszą. Tymczasem w świecie realnym bohaterka poznaje Evana, przystojnego, pewnego siebie i również tajemniczego nieznajomego. Od tej pory Jane, lawiruje pomiędzy realnym i bardzo nią zauroczonym Evanem, a Luką, który jest znacznie mniej realny, smutny, ale za to bardzo pociągający. Okazuje się, że Luka jest wilkołakiem, mieszka w Nissilum, magicznej krainie pełnej wampirów, wilkołaków, czarownic i aniołów. Pewnego dnia Jane dostaje od Luki, stary pamiętnik. Zawiera on zapiski młodej dziewczyny, która straciła ukochanego. Pamiętnik ma pomóc Jane zrozumieć całą sytuację. Oczywiście bystry czytelnik od razu się domyśli, kim była autorka pamiętnika. Cała powieść to rozterki Jane, która nie potrafi zdecydować, na którym z chłopaków bardziej jej zależy. Trudno ją zresztą o to winić, bo Luka stwarza między nimi spory dystans, tłumacząc to tym, że w Nissilum związki ze śmiertelnikami nie są mile widziane i właściwie skazane z góry na porażkę. Dopiero na koniec książki akcja nieco przyśpiesza, ale wtedy jako czytelnik jesteśmy w takiej sytuacji, że albo sobie dajemy spokój, albo czytamy dalej, bo tak naprawdę wiemy niewiele. Jako że miałam pod ręką część drugą od razu zabrałam się za lekturę.
Mimo że pierwsza część zasugerowała happy end dla Jane i Luki, który naskładał dziewczynie masę obietnic, w drugiej części nic z tych obietnic nie zostało. Luka ugina się pod naciskami rodziny i zaręcza się z wybraną przez matkę Lilą. Jane musi zapomnieć, bo wiele zrobić nie może. Wyjeżdża więc na wakacje do babci, a po powrocie zaczyna studia. Rozpaczliwie tęskni, ale chłód i dystans Luki paraliżuje wszystkie jej działania. Kiedy przypadkiem poznaje Sorena, zupełnie niespodziewanie zyskuje nowego sojusznika, co być może pozwoli jej odzyskać Lukę. 
W drugiej części dowiadujemy się więcej na temat funkcjonowania społeczności w Nissilum, poznajemy nową twarz Evana  alias Rafaela i to jego oczyma dostrzegamy błędy i nieprawidłowości w Nissilum. Pozorne dążenie do wzajemnej harmonii ras, okazuje się w rzeczywistości, unikaniem uczuć, gubieniem siebie i godzeniem się na związki bez miłości i uczuć, byle tylko zachować czystość rasy i zadowolić rodzinę. 
Jane nadal sprawia wrażenie jakby się miotała, choć przyznam, że dostrzegam dla niej promyk nadziei. Za to Luka zwiódł mnie kompletnie. Okazał się ciepłymi kluchami, bez woli walki i własnego zdania. Po prostu pozwalał się nieść na fali wydarzeń. 
Na uwagę zasługuje za to Rafael, jako ten który chce zmian i reform; i Soren, który wydaje mi się dużo lepszą partią dla Jane niż Luka. Jest stanowczy, błyskotliwy, zaradny i zwyczajnie mądry, że nie wspomnę o tym, że jest też bardzo sexy. Niestety, gdy główna bohaterka też zaczęła dostrzegać zalety tego ostatniego, tom drugi się skończył, a Jane wylądowała w ramionach Luki, zakochana i niepomna na to co było. A szkoda, bo moim zdaniem, czasem to co pod okiem i przy nas, jest znacznie lepsze od tego, za czym tak uparcie gonimy. Czy Jane pokierowana piórem pani Monroe zmieni punkt widzenia, tego niestety nie wiem, uważam jednak, że taka zmiana wyszłaby fabule na dobre. Trzecia część ukaże się dopiero w roku przyszłym, na rozwiązanie przyjdzie więc jeszcze nieco poczekać.
Pozycje książkowe dobre na jesienną niedzielną zawieruchę, ale nie spodziewajcie się zbyt wiele. Trzeba raczej wrzucić na luz, bo przy wielce krytycznym i poważnym podejściu do cyklu zbyt wiele się z niego wyłuskać nie da. Dlatego polecam albo fanom gatunku, albo szukającym lekkiej, naprawdę lekkiej lektury. 

Autor: Lee Monroe
Tytuł cyklu: Mroczne serce
Tytuł: Przeznaczeni cz.1,
Nieśmiertelni cz. 2
Wydawnictwo: Mak Verlag
Stron: cz. 1: 363
cz. 2: 366
Moja ocena 6-7/10

sobota, 26 listopada 2011

Recenzja książki Niewyznane grzechy siostry Juany

Na Pomorzu szaleje wicher i nie omija nawet naszego Pępka Trójmiasta. 
Kłębiaste chmury pędzą po niebie, w kominku buzuje ogień, czarując swoim blaskiem i łaskawie przypomina, że jest weekend i można, a nawet trzeba zapomnieć o pracy i oddać się lenistwu, jakże słodkiemu, bo wyrażanemu poprzez zatopienie się w przytulnym fotelu z książką w dłoniach. W dniu wczorajszym pan listonosz przyniósł mi książkę o tajemniczej siostrze Juanie i tak mnie te jej tytułowe grzechy zaciekawiły, że od razu zabrałam się za czytanie. Tym bardziej, że mój Maciek, na widok tytułu powiedział: "O, to chyba jakaś erotyczna będzie. Ja też przeczytam". Trudno mieć mu za złe to skojarzenie, w końcu, gdy się słyszy w jednym zdaniu grzechy i siostra,  erotyzm sam na myśl przychodzi. Jestem świeżo po lekturze i muszę powiedzieć, że erotyzm tu się znajdzie, to fakt, ale tak naprawdę ta książka kipi od tylu uczuć, że aż trudno je wymienić w jednym zdaniu.
Główną bohaterką jest młoda doktorantka Laura. Dużo czasu spędza w Sewilskim Archiwum Indii Zachodnich i podczas przeglądania starych dokumentów natrafia na siedemnastowieczne zapiski, które wcale nie powinny się tam znaleźć, bo tematycznie nie pasują do reszty. Są to dzienniki - wspomnienia zakonnicy Isabel Marii de San Jose, siostrzenicy słynnej i tytułowej siostry Juany. Świadoma wagi odkrycia, Laura zaczyna przeglądać zapiski i  wpada na trop, prowadzący ją do wielkiej przygody, która przekracza granice czasu. 
Tytułową siostrę Juane poznajemy z zapisków jej siostrzenicy Isabel. Isabel, jako mała dziewczynka, została oddana przez rodziców na wychowanie do klasztoru, tam trafiła pod opiekę swojej ciotki, kształciła się pod jej okiem, aż w końcu sama wybrała zakonne życie, przekonana, że uchroni ją ono od złego losu, jaki w tamtych czasach był udziałem słabej płci. Pod pojęciem zły los, zarówno i Juana, jak i Isabel rozumiały uległość kobiet wobec uczuć mężczyzn, niemożność samodzielnego decydowania o własnym życiu i niemożność kształcenia się, gdyż wówczas, tylko mężczyźni bez przeszkód mogli to wykształcenie zdobywać.  Obie kobiety były sobie bardzo bliskie, darzyły się ogromnym zaufaniem, do tego stopnia, że Juana zleciła Isabel spisanie wspomnień i uczyniła ją swoją spadkobierczynią i powiernicą swoich sekretów. A tych sekretów Juana miała w swoim barwnym życiu całkiem sporo. Przyszła na świat z głodem wiedzy, wciąż chciała się uczyć, czytać książki, podróżować, poznawać nowe kraje i nowych ludzi. Świadoma, że na wykształcone kobiety nie patrzy się życzliwym okiem, z biegiem czasu nauczyła się wykorzystywać zdobyte umiejętności, do manipulowania innymi, tak, by dbać nie tylko o własne potrzeby, ale też o bezpieczeństwo bliskich. Owa umiejętność manipulacji zrodziła się w niej wtedy, gdy była damą na dworze wicekrólowej Meksyku. Życie dworskie pełne intryg, dwuznaczności szybko nauczyło Juane, że nikomu nie powinno się ufać, a wszędzie pełno jest oczu i uszu, które tylko czyhają na jakieś nowe rewelacje. Po kilku latach spędzonych na dworze, przekonała się, że najlepszym sposobem zachowania wolności osobistej, będzie dobrowolne i jakże pozorne jej oddanie czyli wstąpienie do klasztoru i wdzianie habitu. Zapiski Isabel pokazują, że Juana nie była zwykłą zakonnicą. Żyjąc w klasztorze przeprojektowała ogród, pisała sonety, interesowała się malarstwem i sztuką, spotykała się z wybitnymi osobistościami renesansu. Rzecz jasna, gdyby trzymała się reguł klasztornych nie dokonałaby tylu rzeczy, nie trudno się zatem domyślić, że łamała śluby ubóstwa, posłuszeństwa, a nawet czystości. Ludzi obracających się wokół niej nie zostawiała obojętnymi, albo ją szanowano i kochano, albo zaciekle nienawidzono. Swoim życiem i działalnością zwróciła nawet na siebie uwagę Świętego Oficjum. 
Razem z Laurą czytamy zapiski Isabel i zagłębiamy się w historię życia Juany, a jednocześnie wplątujemy się w międzynarodową intrygę, która dopiero teraz po trzystu latach ma swój finał. Dowiadujemy się, dlaczego Oficjum tak interesowało się osobą Juany, poznajemy wszystkie białe plamy w jej życiorysie, dowiadujemy się o istnieniu tajemniczego portretu, którego tak zawzięcie szukano, a mimo to nigdy nie odnaleziono.  Jednocześnie poznajemy rozterki uczuciowe Laury, która przyłapuje swojego chłopaka na zdradzie i dowiaduje się, że sama zostanie matką. Historia Juany i Isabel pozwala Laurze lepiej zrozumieć siebie samą i podjąć decyzję w sprawie swojej przyszłości.  Tym, co mnie w Laurze denerwowało, była zbytnia łatwość, z jaką zapomniała i wybaczyła zdrady. Choć z drugiej strony wydaje mi się, że zapiski Isabel na temat Juany, tak ją wciągnęły, że  zwyczajnie łatwiej było jej to przeboleć. A że częściowo sama bez winy nie była, to na resztę przymknęła oko.
Czytało mi się bardzo przyjemnie i dość zachłannie, bo o istnieniu tajemniczego obrazu wspomina się już w prologu, a bardzo się chciałam dowiedzieć co na nim było. Powieść kipi od emocji i namiętności. Juana, głodna wiedzy i świata, dokonała w swoim klasztornym życiu więcej,  niż niejedna kobieta współcześnie.  iA w dodatku zrobiła to w czasach, gdy mądre i zaradne kobiety miały tak niewielkie pole manewru, a ich jedyną bronią  było ciało, wzbudzające męskie pragnienia. Jednocześnie nazwy słodyczy i łakoci, o których wspomina Isabel sprawiały, że ślinka mi ciekła, a opisy upalnych hiszpańskich dni, sprawiały, że tym mocniej otulałam się kocem, marząc o gorącym lecie, z lazurowym niebem.
Bardzo lubię historie, owiane mgłą tajemnicy i zapomnienia; historie, które odkrywane na nowo, mają swój finał w czasach współczesnych. Jeśli Wy też takie lubicie, to "Niewyznane grzechy siostry Juany "są  lekturą właśnie dla Was. Zachęcam.
Autor: Kyra Galvan
Tytuł: Niewyznane grzechy siostry Juany
Wydawnictwo: Mała Kurka
Stron: 240
Moja ocena: 10/10
 Za książkę serdecznie dziękuję pani Bożenie z wydawnictwa Mała Kurka
Dziękuję również za okazane serce i sympatię. Pozdrawiam serdecznie! 

czwartek, 24 listopada 2011

Recenzja książki Bez mojej zgody

Jodi Picoult nikomu przedstawiać nie trzeba. Zresztą to z blogowych recenzji  dowiedziałam się o istnieniu tej pisarki. Wszyscy się nią zachwycali, a ja jak ten ignorant nie wiedziałam, czego te zachwyty dotyczą. Po przejrzeniu tytułów książek, wiem że oglądałam dwa filmy, będące adaptacją jej powieści, ale wtedy o tym nie wiedziałam. Wiedziona impulsem, w dniu wypłaty na początku listopada wstąpiłam do księgarni i okazało się, że na półce stoi kilkanaście książek tej pisarki. Wybrałam trzy; wiem zaszalałam, ale tematyka wydała mi się tak ciekawa, że trzy i tak były już poważnym zawężeniem. Kilka minut temu skończyłam czytać i muszę przyznać, że jestem pod ogromnym wrażeniem książki, że pani Picoult ma nową fankę i że na pewno nie jest to moje ostatnie czytelnicze spotkanie z tą pisarką. 
Krótko o fabule. Główną bohaterką jest trzynastoletnia Anna Fitzgerald, dziewczynka nad wyraz dojrzała i poważna. Anna jest dzieckiem z próbówki, idealnym i zaplanowanym. Po co? Otóż starsza siostra Anny, Kate jest ciężko chora na białaczkę. Anna urodziła się, by być dla Kate idealnym dawcą, najpierw komórek z krwi pępowinowej, potem szpiku kostnego, potem granulocytów, aż wreszcie nerki. Gdy zachodzi potrzeba przeszczepu tej ostatniej, coś się zmienia. Anna, która do tej pory zawsze żyła po to, by ratować życie swojej siostrze, teraz zaczyna się zastanawiać, kim jest i po co istnieje. O każdym zabiegu i przeszczepie do tej pory decydowali rodzice, a Anna to akceptowała. Bo niby jak nie godzić się na coś co ratuje życie ukochanej siostrze? Im jednak jest starsza, tym inaczej zaczyna patrzeć na pewne sprawy. Powieść zaczyna się w momencie, gdy Anna zwraca się do prawnika Campbella Alexandra z prośbą, by ją reprezentował. Dziewczynka chce sama decydować o sobie i o tym, czy odda siostrze nerkę. Od tej pory czytelnik poznaje zawiłą historię rodziny Fitzgeraldów, od szczęśliwych czasów młodości  Sary i Briana, młodego małżeństwa z dwójką dzieci,  kiedy Anny jeszcze nie było na świecie, a Kate nie była chora, aż do dnia dzisiejszego, kiedy to toczy się postępowanie sądowe. Autorka oddała głos bohaterom i całą historię poznajemy z relacji Anny, jej starszego brata Jessego, rodziców Sary i Briana, prawnika Campbella i Julii Romano, kuratora procesowego, wyznaczonego do sporządzenia opinii. Wokół choroby Kate i walki z tą chorobą koncentruje się tak naprawdę całe życie rodziny od blisko 16 już lat. Na podziw zasługuje Sara, która z niesamowitym uporem, uporem godnym pozazdroszczenia walczy o życie córki. Trudno mówić o normalności w tej rodzinie, choć z całych sił się o nią walczy. Nie jest to jednak łatwe i stąd na przykład święta spędzane w szpitalu, czy niezrealizowane plany, bo nagle się okazało, że Kate ma nawrót choroby. W  bardzo wnikliwy sposób autorka opisuje, jak rodzina ta uległa wewnętrznemu rozpadowi, przez to, że choroba jednego z domowników wszystko zdominowała. Wzruszył mnie zwłaszcza Jesse, który czuje się rozbity, niepotrzebny (bo nie może być dawcą dla Kate) i zaczyna schodzić na bardzo złą drogę, a żadne z rodziców tego nie widzi. Nie świadczy to wcale o tym, że Sara i Brian są złymi rodzicami, wręcz przeciwnie. Po prostu czasem człowiek nie jest w stanie wszystkiego dopatrzeć, więc zaczyna segregować problemy na takie, które można zbagatelizować i na takie, którym trzeba poświęcić całą uwagę.
Motywy Anny, nad wyraz dojrzałej dziewczynki, do samego końca pozostają tajemnicze. Nie oznacza to, że skoro wniosła pozew, przestała kochać siostrę lub chce zrobić coś wbrew jej. Anna  i Kate są niesamowicie zżyte i przyjemnie jest obserwować ich wzajemne relacje. 
W książce Bez mojej zgody nie ma stron, bo po żadnej nie da się opowiedzieć. Są różne perspektywy i każda rzuca nowe światło na sprawę, dzięki czemu poznajemy nowe szczegóły. To tak jak w greckiej tragedii; każdy wybór będzie dla kogoś krzywdzący, nie ma jednego wyjścia, prowadzącego do happy endu. Nic także nie obywa się bez łez i smutku, bo niestety takie jest życie.
Celowym, tak sądzę zabiegiem autorki, było oddanie głosu Kate dopiero w samym epilogu. Kate, chorą na białaczkę, Kate, wokół której kręci się życie całej rodziny, poznajemy z opowieści innych i w ten sposób budujemy sobie obraz jej osoby. 
Pani Picoult potrafi poruszyć czytelnika, trzeba to przyznać. Historia jest napisana jasnym i przystępnym językiem, dzięki pierwszoosobowej narracji wiadomo, co czują i myślą bohaterowie, co się dzieje w ich głowach i sercach. Jednocześnie w trakcie poznawania historii, czytelnik ciągle czuje się zmuszony do refleksji i zadawania pytań, a to też jest przyjemne, bo kto nie lubi lektury, która pobudza. Zaskoczyło mnie zakończenie. Przyznam, że zupełnie nie tego się spodziewałam i świadomość, że autorka też o tym wiedziała i zagrała mi na nosie, nieco mnie zirytowała. Ale to też dobrze, bo lubię książki, które potrafią zaskoczyć w ostatnim momencie. Czy płakałam? Nie. Rozwiązanie powieści dopadło mnie znienacka i nie miałam okazji by się popłakać. Po prostu, gdy już byłam pewna swego, autorka rzuciła bombę na sam koniec i wszystkie moje przypuszczenia legły w gruzach. 
Niemniej jednak powieść jest pełna wzruszających momentów, bywa zabawnie, bywa poważnie. Do tej pory chyba nawet nie byłam świadoma, że miłość w rodzinie może mieć tyle odcieni i barw, które przenikają się tak płynnie, że powstaje niesamowita życiowa mozaika, której granic i konturów nie sposób określić.
Polecam serdecznie wszystkim. Po przeczytaniu tej książki już nic nie będzie dla Was takie samo i na wiele spraw spojrzycie inaczej. Tak jak ja.
Autor: Jodi Picoult 
Tytuł: Bez mojej zgody
Wydawnictwo: Prószyński i s-ka
Stron: 528
Moja ocena: 10/10

środa, 23 listopada 2011

Recenzja książki Wilkołak

Dyskonty Biedronka oprócz tanich produktów mają inne zalety w postaci koszów z tanimi książkami. Wilkołak jest właśnie taka zdobyczą z biedronkowego kosza za 9 zł.
Osobiście najpierw usłyszałam o premierze kinowej filmu z Benicio del Toro i Emily Blunt oraz Anthonym Hopkinsem w rolach głównych, a dopiero potem dowiedziałam się, że istnieje książka. Oglądanie filmu sobie odpuściłam, bo miałam wówczas przesyt paranormalnymi istotami. Książka także długo stała na regale, czekając na swoją kolej i jak widać, w końcu się doczekała.
Fabuła powieści jest prosta i banalna. Wiktoriańska Anglia, rok 1891, rodzinna posiadłość rodziny Talbotów Blackmoor. Lawrence Talbot, znany i ceniony aktor teatralny, zmuszony jest wrócić do domu, po otrzymaniu wiadomości o tragicznej śmierci brata, Bena.  Powrót jest dla bohatera bardzo bolesny. Wciąż bowiem nie uporał się z tragiczną i nie do końca wyjaśnioną śmiercią swojej matki, a ojcu nie wybaczył, że ten oddał go na leczenie psychiatryczne do zakładu zamkniętego. Dlatego najchętniej w ogóle by tam nie wracał. Jednak brat był Lawrencowi naprawdę bliski, a kiedy okazuje się, że Ben nie umarł śmiercią naturalną, Lawrence czuje się w obowiązku te okoliczności wyjaśnić i złapać zabójcę brata. Blacmoor wita go niechętnie. W miasteczku panuje groza i strach przed bestią, która ponoć grasuje w okolicznych lasach. Początkowo miejscowi próbują winą za ataki obciążyć niedźwiedzia należącego do obozujących na obrzeżach miasta Cyganów, ale teza szybko upada, bowiem zwierzę jest nie tylko za małe, ale i zbyt otępiałe, żeby zaatakować kogokolwiek. Szokiem dla głównego bohatera jest widok zmasakrowanego ciała brata; widoczne na ciele zmarłego obrażenia, nie pasują do żadnego drapieżnika.
Lawrence uczestniczy w pogrzebie brata, poznaje jego narzeczoną Gwen i bez skutku próbuje porozumieć się z ojcem. Gdy w rzeczach zmarłego Lawrence znajduje tajemniczy medalion i dowiaduje się, że brat otrzymał go od starej Cyganki, postanawia udać się do obozowiska Cyganów, z nadzieją, że dowie się czegoś nowego. Stara Cyganka nie może lub nie chce powiedzieć mu zbyt wiele. Rozmowę przerywa nagły atak bestii, która pojawia się dosłownie znikąd i masakruje wszystko, co stanie jej na drodze. Ratując małego chłopca, Lawrence zostaje zaatakowany przez bestię i traci przytomność ze świadomością, że umiera. To co jednak bohaterowi wydawało się końcem, jest tak naprawdę dopiero początkiem. 
To tyle na temat  treści. Autor prezentuje w swojej powieści znany już motyw bestii, ugryzienia i przemiany w świetle Bogini Łowów, bo takim mianem określa się tu księżyc. W interesujący i nienachalny sposób przedstawił autor wilkołaka, bestię, kierującą się instynktem, głodem i żądzą mordu. Sporo się przy tym leje krwi, ręce są odrywane od korpusów, a głowy od szyi. Ale jako czytelnik rozumiem, że wilkołak to nie dziki piesek, a drapieżnik i gdy atakuje, to mówiąc krótko, gryzie jak popadnie.
Plusem jest również mglisty i przygnębiający klimat Anglii oraz sposób pokazania ludzi, którzy opętani strachem są w stanie obarczyć winą pierwszą lepszą osobę. Skoro Cyganie są obcy i inni, to z pewnością także winni. Tak, stereotypy były i będą krzywdzące. Podobała mi się Gwen, która okazała się nie tylko delikatną, wzdychającą panną, ale także, gdy zaszła taka potrzeba, potrafiła wykazać się sprytem i pomysłowością w działaniu.  Wilkołak jest powrotem do tradycyjnych powieści grozy i przyznam, że nawet  udanym. Akcja nie stoi w miejscu i sprawnie zmierza ku zakończeniu. Czy szczęśliwemu nie mogę zdradzić. Ten kto zna strukturę takich powieści,  będzie w stanie przewidzieć, w trakcie czytania, prawdopodobne zakończenie tej historii. Książka nie jest opasła, ma tylko niecałe 300 stron, dlatego nadaje się na jednowieczorową lekturę. Zachęcam.
Autor: Jonathan Maberry
Tytuł: Wilkołak
Wydawnictwo: Amber
Stron: 284
Moja ocena: 7/10












                                                              *********

Jonathan Maberry ur. 18 maja 1958, 
Dwukrotny laureat nagrody Brama Stokera, wykładowca i nauczyciel powieściopisarstwa, autor powieści, komiksów i kilkunastu książek popularnonaukowych, m.in. Vampire Universe.  Zasłynął jako autor trylogii, na którą składają się trzy powieści: Blues duchów, Song umarłych i Wschód złego księżyca. Jest konsultantem Stowarzyszenia Autorów Horrorów i członkiem wielu amerykańskich stowarzyszeń literackich. 

poniedziałek, 21 listopada 2011

Recenzja książki Mężczyźni, którzy lubią niebezpieczne zabawy

Ostatnio wiele dobrego czyta się na temat literatury skandynawskiej i na blogach i na portalach. Do tej pory nie czytałam niczego z tej tematyki i postanowiłam się wreszcie przekonać, jak sprawa wygląda. Niniejszą książkę otrzymałam kilka miesięcy temu w prezencie i tak sobie czekała na regale na swoja kolej. Przeczytałam uczciwie i solennie i tak szczerze przyznam, że fan literatury skandynawskiej to raczej ze mnie nie będzie. Dobrze przeczytać coś takiego jako przerywnik od fantastyki, ale żeby po jednej przeczytanej sięgać po następną, to nie dla mnie. Książki te są tak boleśnie realne i naturalistyczne w opisie, że aż nieprawdziwe momentami, choć z drugiej strony kto wie.
Mężczyźni, którzy lubią niebezpieczne zabawy jest trzecią wydaną w Polsce książką tej autorki i trzecią, w której pojawia się bohaterka stworzona przez panią Tursten, inspektor Irene Huss. Akcja dzieje się w Goeteborgu. Na nabrzeżu zostają znalezione ludzkie szczątki, bo nawet nie zwłoki. Właściwie jest to sam tors, bez głowy, nóg i kompletnie oczyszczony z narządów wewnętrznych. Wszystko to utrudnia identyfikację ofiary. Jedyną rzeczą, mogąca popchnąć śledztwo do przodu jest niekompletny tatuaż na ramieniu ofiary.  Inspektor Huss dowiaduje się, że taki rysunek widnieje na szyldzie jednego ze sklepów dla gejów w Kopenhadze. Policja szwedzka musi zatem nawiązać współpracę z policją duńską. W ten sposób inspektor Huss przenika do środowiska homoseksualistów preferujących niebezpieczny seks. Zdobywanie informacji jest naprawdę żmudne, a trup zaczyna się słać coraz gęściej. Wygląda to tak, jakby morderca, działający zresztą w sposób bardzo skrupulatny i uporządkowany, znajdował się w pobliżu głównej bohaterki. Wszystko prowadzi do dość logicznego zakończenia, ale nie ma tu czegoś co pozwoliłoby się domyślić kim jest morderca. To się okazuje w trakcie i po złożeniu wielu informacji w całość. Aby uniknąć, tak sądzę, stworzenia postaci płytkich, autorka pokazała czytelnikowi sceny z życia rodzinnego głównej bohaterki. Nie ma tego wiele, ale zawsze jest ciekawiej. 
Klimat powieści skandynawskich faktycznie jest specyficzny i inny od amerykańskich czy angielskich. Dodatkowo autorce należy się duży plus za ciekawe przedstawienie hermetycznego środowiska sadomasochistów i nekrosadystów.
Niemniej jednak po kolejne pozycje sygnowane nazwiskiem tej autorki raczej nie sięgnę, bo jakoś specjalnie mnie nie porwało. Lektura nie ma dłużyzn i czyta się szybko. Miejscami jednak  jest makabryczna, zwłaszcza przy opisach sekcji czy okaleczeń ofiar i to nieco razi.   
Myślę, że po prostu to nie mój typ literatury. Jeśli ktoś lubi takie książki to jak najbardziej polecam. Jeśli fanem powieści z dalekiej północy nie jest, to niech czyta te, które naprawdę go interesują.
Autor: Helen Tursten
Tytuł: Mężczyźni, którzy lubią niebezpieczne zabawy
Wydawnictwo: Videograf II
Stron: 420
Moja ocena: 6/10

sobota, 19 listopada 2011

Recenzja książki Dzieci cienie

Dzisiejszego popołudnia jakoś nie mogłam się zdecydować na żadną lekturę i w końcu, aż wstyd się przyznawać, przeważyła  czcionka i wybrałam nowy cykl wydawnictwa Jaguar Dzieci cienie. 
Akcja powieści dzieje się w totalitarnym, fikcyjnym państwie. Oficjalna propaganda głosi, że aby zapobiec groźbie głodu, Rząd wprowadził prawo populacyjne, polegające na tym, że każde małżeństwo może mieć tylko dwoje dzieci. Każde kolejne dziecko, jest nadprogramowe, nielegalne i powinno być zabijane. Czuwa nad tym Policja Populacyjna.  Głównym bohaterem jest dwunastoletni Luke, trzecie dziecko swoich rodziców, dziecko cień. Luke mieszka na farmie z rodzicami i dwoma starszymi braćmi. Odkąd pamięta jego życie wygląda inaczej niż życie jego braci.  Oni chodzą do szkoły, spotykają się z kolegami, pomagają ojcu w polu, on -  musi się ukrywać na strychu. Dopóki dom rodziców zasłaniał las, Luke miał znacznie więcej swobody i mógł nawet wychodzić do ogrodu. Ale gdy zaczyna się powieść, las zostaje wykarczowany, a w tym miejscu zostaje wybudowane osiedle dla bogatych notabli. Od tej pory Luke całe dnie spędza na strychu, o podejściu do okien nie ma co nawet marzyć, a świat obserwuje przez otwory wentylacyjne, a czasem zza firanki.  Rodzice bardzo go kochają, ale ciągłe ukrywanie się i bycie nielegalnym, mocno daje się chłopcu we znaki.  Cierpią też jego rodzice, zwłaszcza mama, która zawsze marzyła o tym, żeby mieć dużo dzieci. Luke bardzo długo żyje w nieświadomości, to znaczy nigdy do tej pory nie przyszło mu do głowy, że oprócz niego mogą być inni podobni do niego. Wszystko zmienia się, gdy pewnego dnia Luke zauważa, że w jednym z domów notabli, ukrywa się nielegalna dziewczynka. W ten sposób poznaje Jen i dowiaduje się prawdy o dzieciach  cieniach.  Więcej nie powiem, bo mogłabym za dużo zdradzić, a po co psuć przyjemność z lektury. 
Książka pani Haddix dotyka takich kwestii, jak prawo do decydowania o samym sobie, o własnym losie. Ponieważ cykl jest skierowany dla czytelników od lat 12, za duży plus uważam przedstawienie działania rządu, który wprowadza kolejne absurdalne przepisy, bez sprawdzania, jak się to odbije, na farmerach czy najuboższych. Dzisiejsze pokolenie wychowane w dobrobycie, nie rozumie, jak to jest czegoś nie móc mieć, a o  głodzie, czy systemie totalitarnym wie  naprawdę niewiele. Informacje przedstawione w fabule powieści być może  dadzą niektórym młodszym czytelnikom do myślenia. 
Czyta się naprawdę w tempie ekspresowym. Poza tym ktoś bardzo mądrze zadecydował, aby dwie pierwsze części wydać w jednym tomie i dobrze, bo przyznam szczerze, że gdybym przeczytała tylko Wśród ukrytych, to po kolejne części już raczej bym nie sięgnęła. Akcja rozwija się dość wolno i można mieć nadzieję, że w kolejnych częściach nieco przyśpieszy, bo tak naprawdę, to dzieje się niewiele. Luke jest zagubiony w świecie, w którym przyszło mu funkcjonować, tak mało wie o ludziach i o zasadach, jakimi się rządzą. Ma dwanaście lat i początkowo nieco drażniło mnie jego zahukanie i uległość, choć z drugiej strony, jak miał być inny, skoro od urodzenia musiał się ukrywać i mieszkać na strychu. Z czasem Luke zaczyna pewne zasady łamać, niekiedy z ciekawości, niekiedy bo ma taką potrzebę, a przecież na tym polega dojrzewanie. Powieść kończy się w takim momencie, że trudno wywnioskować co miałoby się dziać przez kolejnych pięć części. Pozostaje mieć tylko nadzieję, że autorka jeszcze czytelnika zaskoczy. Wrażenia mam pozytywne i myślę, że gdy pojawi się kolejny  tom cyklu chętnie po niego sięgnę i będę śledzić dorastanie Luke'a.

Autor: Margaret Peterson Haddix
Tytuł: Wśród ukrytych.  Wśród oszustów.
Tytuł cyklu: Dzieci cienie.
Wydawnictwo: Jaguar
Stron: 391
Moja ocena: 7/10

środa, 16 listopada 2011

Recenzja książki Wodnikowe Wzgórze

 
Czy przeszła Wam kiedykolwiek przez głowę myśl, że nie starczy Wam życia na przeczytanie wszystkiego, co chcielibyście przeczytać? Czy trafiając na daną książkę, po jej przeczytaniu pomyśleliście, że aż tak się Wam podobała, że  ogarnia Was strach, że mogliście nigdy na nią nie trafić? I czy wreszcie zdarzyło się Wam tak kiedyś, że książka przez Was czytana w przedziwny sposób poprowadziła Was do innej, ale nie kontynuacji czy drugiej części, ale zupełnie innej, z nią niepowiązanej? Jeżeli na każde z powyższych pytań odpowiedzieliście twierdząco, to książka, o której chcę dziś opowiedzieć, jest dla Was idealną lekturą. 



Autor książki Richard Adams bardzo lubił wiejskie klimaty i często z rodziną na wieś wyjeżdżał. To tam ponad 30 lat temu opowiadał swoim córkom historie o dzikich królikach. Potem spisał je na papierze i wydał w formie powieści, która sprzedała się w milionach egzemplarzy, została sfilmowana, przeniesiona na deski teatru i czytana w radio.
Do niedawna nie miałam pojęcia o istnieniu Wodnikowego Wzgórza. Jakieś dwa lata temu czytałam "Bastion" Stephena Kinga. To w tej książce jeden z bohaterów wspomniał o Wodnikowym Wzgórzu i o tym, że kupił książkę chrześniakowi, ale przedtem sam ją przeczytał. Pomyślałam wtedy: "King coś poleca i musi to być niezłe, skoro umieszcza ten tytuł w swojej powieści." Poszukałam w księgarniach internetowych i o dziwo, okazało się, że książkę można kupić od zaraz.  Kupiłam, przeczytałam i zostałam czytelniczo zwyciężona. 



Historia jest prosta: dzikie króliki żyjące dotychczas spokojnie i dostatnio w swojej królikarni, są zmuszone opuścić miejsce, które było dla nich domem. Powód? Otóż jeden z nich Piątek mały, delikatny i wiecznie węszący niebezpieczeństwo zaczyna rozpowiadać wokoło, że królikarni grozi zagłada. Nie potrafi podać konkretów, ale jego lęk jest tak wielki, że kilka królików decyduje się, wierząc mu na słowo, opuścić królikarnię i poszukać nowego domu. Dlaczego nie wszystkie króliki odeszły? Otóż większość, z Wielkim Królikiem na czele zlekceważyła, to mgliste przeczucie i nie wzięła go na serio.  Piątek jednak miał rację. Niebawem przyszli ludzie z zamiarem budowy nowoczesnego osiedla. Zniszczyli siedlisko królików trując je i zabijając. Dziesięć królików na czele z Leszczynkiem, bratem (z miotu) Piątka wyruszają w kierunku ich ziemi obiecanej. Podróż nie jest łatwa. Po drodze czyha na nich wiele niebezpieczeństw w postaci lisów, jastrzębi, polujących myśliwych. Do przekroczenia jest rzeka, do wykopania nory na schronienie, słowem wszystko trzeba zorganizować od początku. I w ten oto sposób wędrujemy z królikami o wrzosowiskach, poznajemy inne zwierzęta, obserwujemy świat z punktu widzenia delikatnego i płochliwego zwierzęcia, jakim jest królik. Dla nich świat to zapachy, dźwięki, szelesty, ruchy. Wielu rzeczy, stworzonych przez człowieka, króliki nie potrafią nazwać, bo są ponad ich pojęcie, stąd dudniący samochód będzie dla nich "hrududu," a każdy drapieżnik czy wróg będzie "elilem". Życie królików mimo zagrożeń, których muszą unikać jest proste. Ich dzień składa się z toalety, pożywiania się , trawienia pokarmu, odpoczynku i snu.  Historia, jak mówiłam jest prosta i tak należy ją odbierać, ale po bliższym przyjrzeniu się, dostrzegamy, że historia wędrujących i pokonujących przeciwności losu królików to metafora ludzkiego społeczeństwa. Pan Adams umieścił w swojej książce wiele wartości uniwersalnych, takich jak braterstwo, przyjaźń, troska, miłość, wierność sobie i temu, o co się walczy, zdrada, podstęp, zemsta, a nawet wojna. Piątek, niczym mityczna wieszczka Kassandra, zawsze będzie tym, w którego przepowiednie się nie wierzy. Ale wystarczy, że uwierzy kilku z nich, a  wtedy przepowiednie doprowadzą ich do ich ziemi obiecanej i nauczą ich, że nawet uważany przez wszystkich za szaleńca może mieć rację. Brat Piątka, Leszczynek, organizator całej wyprawy, w trakcie jej trwania dojrzeje do roli przywódcy i opiekuna całej królikarni. Nie aspirował do tej roli, ale swoim spokojem i rozwagą, zyskał zaufanie innych i oni sami nadali mu tę rolę, bezdyskusyjnie. Czubak, który zawsze bił się bez powodu, stanie się wspaniałym obrońcą i żołnierzem, po latach wręcz weteranem legendą. 
Autor nie dał królikom cech konkretnie ludzkich; no może odrobinę poczucia humoru i pewną umiejętność planowania. Ale poza tym kierują się one instynktem przetrwania i może dlatego cały obraz w tej historii jest tak spójny. To, o co społeczność królicza została dodatkowo wzbogacona, to mitologia. W trudnych chwilach ( w książce co kilka rozdziałów) poznajemy historię króliczego idola El- Ahrery, niesamowitego spryciarza i figlarza, który z każdej opresji wychodził zwycięsko;jego czyny są legendarne i dodają królikom ducha walki. 
Książka jest bardzo łatwa w odbiorze, ale chwilami trudno się od niej oderwać. Chce się po prostu wiedzieć co będzie dalej; czy kolejna wyprawa się uda, czy nikt nie ucierpi. Przeczytać naprawdę warto. Historia jest pogodna, pełna optymizmu, choć niektóre wysnute z niej lekcje mogą mieć gorzki posmak. Wzruszające zakończenie. Polecam gorąco. Umieściłam też okładki z wydań obcojęzycznych. Polska okładka sugeruje dorosłego jako potencjalnego odbiorcę książki. Brytyjskie okładki wydają mi się bardziej dla dzieci.
Autor: Richard Adams
Tytuł: Wodnikowe wzgórze (oryg. Watership down)
Wydawnictwo: Muza
Rok pierwszego wydania: 1972
Stron: 571
Moja ocena: 10/10






 *****************
Richard George Adams (ur. 9 maja 1920 w Newbury,  Berkshire Anglia) – angielski pisarz znany przede wszystkim jako autor Wodnikowego Wzgórza. Absolwent wydziału historii Uniwersytetu Oksfordzkiego. W latach 1940 -1046, podczas II wojny światowej służył w oddziałach spadochronowych. Później poświęcił się karierze w administracji państwowej. W  1972 r. opublikował swoją pierwszą powieść -Wodnikowe Wzgórze. Są to spisane historie, które kiedyś opowiadał swoim córkom. Książka w niedługim czasie stała się bardzo popularna. Przetłumaczona na 18 języków, wydana w 11 milionach egzemplarzy.W 1974 r.  r. Adams przeszedł na emeryturę i całkowicie poświęcił się pisarstwu. Wkrótce pojawiła się jego nowa powieść "Szardik" o kulcie wielkiego niedźwiedzia, oraz  The Plegue Dogs o życiu psów. Serię powieści ze świata zwierząt kończy dopiero The girl in the swing  z 1980 r.Ma żonę Elizabeth i dwie córki. *