czwartek, 29 czerwca 2017

Sarah Fine: Sanktuarium

Autor: Sarah Fine
Tytuł: Sanktuarium, t.1
Seria: Strażnicy z Krainy Cieni
Stron: 400
Wydawca: Jaguar







Lela jest problemową dziewczyną. Przez większość dzieciństwa tułała się po rodzinach zastępczych, doznając od nich więcej krzywdy niż wsparcia.  Jedyną przyjazną jej osobą, która okazała jej trochę serca i uczucia, jest poznana w nowej szkole Nadia. Ta szkolna królowa popularności okazała się cenną i wartościową przyjaciółką, która pokazała Leli wiele jasnych stron życia.
Dlatego, gdy zupełnie niespodziewanie okazuje się, że Nadia popełniła samobójstwo, Lela jest nie tylko zrozpaczona i zszokowana. Czuje, że nie spełniła się jako przyjaciółka, że w którymś momencie musiała zawieść, skoro Nadia zdecydowała się na tak drastyczny krok. W wyniku nieszczęśliwego zbiegu okoliczności, Lela także trafia do Podziemi. Czy odnajdzie Nadię w tym tłumie dusz? Czy przyjaciółki mają jeszcze jakąkolwiek szansę? 

Pomysł fabularny powieści pozornie jest prosty. Oto dwie dziewczyny z dwóch skrajnie różnych środowisk zaprzyjaźniają się. Już było? Zapewne tak, w końcu to dość znany motyw. Jednak im dalej, tym oryginalniej. Bo oto Nadia, która wydawała się taka mądra, zdolna i poukładana, wewnątrz jest wrakiem człowieka, który zmaga się z ciężką depresją. To trochę taka zamiana ról. Bo Lela, która od zawsze miała opinię kłopotliwej, będąc ciężko doświadczoną przez życie, potrafi jednak nad sobą panować i nie przekraczać pewnych granic. Ponieważ wiele uczuć jednak w sobie stłumiła, nie do końca widzi, co się dzieje z jej przyjaciółką i ogarnie ją ogromne poczucie winy. 

Motyw wędrówki o Piekle znany jest od czasów Boskiej Komedii Dantego. Sanktuarium to tata młodzieżowa wersja tej historii. Ogarnięta poczuciem misji Lela, za wszelką cenę próbuje odnaleźć Nadię, zanim zrobią to Mazikiny, demoniczne istoty, polujące na przybyłych do podziemi ludzi. Dziewczyna zapoznaje się z organizacją podziemi, przechodzi strażnicze szkolenie i odkrywa w sobie uczucia do magnetycznego Malachiego. Powieść czyta się bardzo przyjemnie i właściwie jedynym do czego mogłabym się przyczepić jest samo zakończenie. Przyznam, że nie do końca rozumiem, co się działo z Nadią i dlaczego dokładniej nie przybliżono jej choroby, przyczyn tego stanu i tego, co dziewczynę tak gnębiło. Potem jej wątek tak nagle ucięto, zupełnie jakby czas się kończył i trzeba było gdzieś bohaterkę upchnąć. To jeszcze mogę zrozumieć. Ale rozwiązanie wątku Leli i Malachiego, jak dla mnie, jest bardzo naciągane. Nie mogę tu za dużo pisać, aby nie zdradzić, ale trochę to nielogiczne i napisane tak, żeby można było z czegoś upleść drugą część. Czyżby autorka bała się zbyt konkretnych rozwiązań? A może skusiła ją wizja korzyści ze stworzenia serii? Pewnie raczej to drugie. 

Co z tego wyniknie, dowiem się niebawem z części drugiej. 
A już tak bez czepiania się szczegółów, mogę polecić Sanktuarium czytelnikom lubiącym wątki związane z życiem pozaziemskim i demonicznymi istotami. Bardzo dużo miejsca poświęciła autorka sprawie przyjaźni i tego, co otrzymujemy od bliskich nam osób oraz temu, że należy o tym mówić, zamiast tracić czas, który nam dano.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Co jednemu się podoba, drugiemu nie musi i na odwrót. Szanujmy się wzajemnie wyrażając własne opinie.
Wszystkie komentarze o treści obraźliwej, wulgarnej i tym podobnej będą usuwane.
Jeśli nie potrafisz wyrazić własnego zdania, bez obrażania drugiej osoby, to lepiej nie wyrażaj go wcale.

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.