środa, 14 marca 2018

Arwen Elys Dayton: Podrożniczka

Autor: Arwen Elys Dayton
Tytuł: Podróżniczka
Seria: Poszukiwaczka t.2
Stron: 426
Wydawca: Uroboros






Podróżniczka to druga część trylogii pt. Poszukiwaczka.
Pierwsza powieść z tej serii skupiała się głównie na zarysowaniu świata przedstawionego oraz postawieniu trójki głównych bohaterów w sytuacji wyboru. Tak samo jak Quin i Shinobu, szkolący się na Poszukiwaczy, myśleliśmy, że jest to szlachetna profesja, polegająca na pomaganiu słabszym oraz na chronieniu niewinnych. Tymczasem okazało się, że dysponujący kamiennymi athamenami podróżnicy w przestrzeni to zwykli mordercy i złodzieje. Losy trójki przyjaciół różnie się potoczyły. Quin i Shinobu co prawda udali się razem do Hongkongu, ale na tym koniec. Quin pozbyła się dręczących ją wspomnień i postanowiła zostać uzdrowicielką.  Shinobu natomiast pogrążył się w narkotykowym nałogu, a w chwilach trzeźwości wykonuje płatne zlecenia polegające na odszukiwaniu przedmiotów.  John Hart, chcąc ocalić rodzinną fortunę i dokonać słusznej, w jego mniemaniu, zemsty, prowadzi zacięte poszukiwania. 

Druga część zaczyna się w zasadzie tam, gdzie zakończyła się część pierwsza.
Quin i Shinobu kontynuują swoje poszukiwania. Chcą zgłębić przeszłość Poszukiwaczy. Kierując się zapiskami z dziennika Catherine Rennart, odkrywają kolejne groty z zagadkowymi liczbami. Sprawę utrudnia fakt, że bohaterowie są ścigani przez cuchnących wyrostków, którzy jak się okazuje są uczniami Średniego Sędziego.  
John Hart odbywa szkolenie pod okiem Młodej Sędzi, Maud. 

Podróżniczka, pod względem fabularnym, trzyma poziom swojej poprzedniczki. Świat Poszukiwaczy okazuje się znacznie bogatszy, niż się początkowo wydawało. Wrażenie głębi zyskujemy dzięki wprowadzeniu narracji z perspektywy młodej Catherine, przyszłej matki Johna. Catherine prowadziła te same poszukiwania, które teraz zajmą Quin. Pojawiają się nowe przedmioty. Jeśli atahamen wydawał się szczytem pragnień, to fokal - niezwykły hełm, poszerzający świadomość, jest jeszcze groźniejszy. To dzięki niemu, choć używanie go jest uzależniające, Quin i Shinobu zdecydują w jakim kierunku mają iść ich poszukiwania. 
Oprócz tego, obserwując degenerację rodów Poszukiwaczy poznajemy zło i zgniliznę moralną szerzoną przez Średniego Sędziego. Podczas czytania nie mogłam zrozumieć, dlaczego Stary Sędzia to tolerował. Co to za strażnik, który ani nie pomaga, ani nie powstrzymuje tych, co szkodzą? Jeśli rody Poszukiwaczy wyginęły lub zmarniały, to w dużej mierze odpowiedzialni są za to Sędziowie. A tak swoją drogą czy ci ludzie w ogóle ze sobą nie rozmawiali, tylko pozwalali się tak na siebie napuszczać? I nikomu nie przyszło do głowy, by zapytać, pomyśleć, itp?

Krótko mówiąc Podróżniczka to dobra historia. Nie dłuży się i ciągle się coś dzieje. Nie przeszkadza nawet to, że wątek miłosny jest marginalny. Zresztą bohaterowie mają mało czasu na amory, bo nieustannie ktoś ich ściga, a to nie sprzyja wyznaniom. Bardzo jestem ciekawa, jak się to wszystko zakończy, dlatego od razu sięgam to tom trzeci. 

 Dziękuję!

poniedziałek, 12 marca 2018

B. A. Paris: Na skraju załamania

Autor: B. A. Paris
Tytuł: Na skraju załamania
Stron: 352
Wydawca: ALBATROS







Byłam bardzo zadowolona po lekturze pierwszej powieści B.A.Paris Za zamkniętymi drzwiami. Ten dobry thriller dotykający problemu przemocy domowej w idealnej oprawie dobranego małżeństwa wręcz sam się czytał. To dlatego kiedy pojawiła się druga powieść autorki, nie zwlekałam. Jak się okazało, było warto. Druga powieść jest równie dobra, co pierwsza. 

Cass Anderson to nauczycielka stojąca u progu dwumiesięcznego urlopu. Wracając ze spotkania z kolegami z pracy, wybiera krótszą drogę przez las. Rozpętuje się burza i bohaterka boi się szybkiego ruchu na drodze, dlatego wybiera tę pozornie prostszą. Zdenerwowana burzą i złą widocznością  Cass, na widok znajomej w aucie na poboczu, nie zatrzymuje się, lecz jedzie dalej. Jakież są jej przerażenie i szok, gdy nazajutrz media podadzą do wiadomości publicznej, że kobieta została zamordowana. 
Od tej pory spokojne i uporządkowane życie Cass zamieni się w koszmar. Kobietę będą dręczyć potworne wyrzuty sumienia. Znała ofiarę, być może nawet miały szansę, by się zaprzyjaźnić, a ona powodowana panicznym strachem, nie pomogła jej. To jednak nie wszystko. Cass nie będzie dane cieszyć się urlopem. Ktoś zacznie ją dręczyć głuchymi telefonami, doprowadzając ją na skraj załamania. Kiedy przedmioty w domu zaczną zmieniać miejsce, a dostawcy przywozić niespodziewane zakupy, Cass dojdzie do wniosku, że oto dopadła ją rodzinną choroba i popada w demencję. W końcu jej własna matka zaczęła chorować już po 40 roku życia. Skoro zatem traci pamięć, jak ma się bronić przed czyhającym na nią mordercą?

W bardzo misterny sposób zbudowała autorka nastrój powieści. Początkowo drobne i pozornie bez znaczenia incydenty, zsumowane składają się na ciekawy obraz kobiety, która albo padała ofiarą zręcznej manipulacji, albo faktycznie popada w pierwsze stadium choroby. Najgorsze jest to, że im więcej takich wydarzeń, jak np. zgubienie samochodu na parkingu, zamówienie wózka dziecięcego zamiast szopy ogrodowej, czy zapominanie o planowanej wizycie znajomych, tym mniej wiarygodna Cass się staje. Z początku czujemy do niej sympatię, z czasem lekkie zniecierpliwienie, a z czasem sami zaczynamy wierzyć, że to chyba faktycznie początki Alzheimera. Niewiarygodne wydaje się bowiem, by nie pamiętać o tak prostych rzeczach. 

W trakcie czytania snułam różne teorie, co też może dolegać Cass, obstawiałam nawet schizofrenię. Samo zakończenie jest trochę mało spektakularne, choć trzeba przyznać, po części też i logiczne. 
Jedno mogę powiedzieć z czystym sumieniem: to naprawdę dobry thriller i czyta się go w ogromnym zaciekawieniem. Właściwie nie mogłam na długo tej książki odłożyć, tak mnie ciekawiło co dalej. Powtarzałam sobie, że jeszcze jeden rozdział, jeszcze jeden, aż w końcu dotarłam do finału. Dlatego polecam, to bardzo dobra lektura na sobotnie popołudnie.

czwartek, 8 marca 2018

Arwen Elys Dayton: Poszukiwaczka

Autor: Arwen Elys Dayton
Tytuł: Poszukiwaczka
Seria: Poszukiwaczka, t.1
Stron: 476
Wydawca: Uroboros 






Młode umysły są pełne wzniosłych idei o ratowaniu świata i pomaganiu innym. Rwą się do działania, myśląc już o przyszłej chwale. Quin, Shinobu i John od najmłodszych lat szkolą się na Poszukiwaczy, niezwykłych podróżników przez materię przestrzeni. Trenują z tym większym zapałem, im bliżej do złożenia przysięgi. Jednak nie wszystko okazuje się takie jak sobie wyobrażali. Brutalność świata dopada ich zdradziecko i przygniata ogromem okrucieństwa. Brzmi znajomo? Toż to przecież metafora wchodzenia w dorosłość. Ale po kolei. 

Jak już wspominałam nasi bohaterowie są tak wyjątkowi, dlatego że są ostatnimi z Poszukiwaczy. Kiedyś było ich wielu, należały do nich całe rody, dziś idea skurczyła się do dwóch dorosłych oraz trójki adeptów. Dlaczego tak się stało? Początkowo nie wiemy. 
Widać za to od razu, że najstarszy z trójki John Hart, nie ma dobrych przeczuć. Pełen tajemnic młodzieniec chce zostać Poszukiwaczem, by dokonać rodowej zemsty. Czuje jednak, że mentor Briac Kincaid nie pozwoli mu złożyć przysięgi. A od tego tak wiele zależy.  
Idealistka Quin już nie może się doczekać rytuału, podobnie jak jej kuzyn Shinobu. Chcą działać, chcą być pełnoprawnymi Poszukiwaczami. 
W noc złożenia przysięgi prawda spada na Quin niczym kamienny blok. To, co było jej marzeniem, to w czym widziała siebie do końca swego życia okazuje się wypaczonym ideałem, bez śladów dawnej świetności. Poszukiwacze nie są już obrońcami i wybawicielami, wręcz przeciwnie, to ciemiężyciele i mordercy. A najgorsze jest to, że przysięga została złożona i nie można się tak po prostu wycofać. 

Wykreowany przez A.E. Dayton świat jest niezwykły. Pozornie wydaje się stary, pełen broni białej i trenowania wojowników, zaś z drugiej strony na wskroś nowoczesny, obfitujący w szybko działające lekarstwa, bogatych przedsiębiorców i podniebne sterowce. Przyznam, że to zderzenie tradycji z nowoczesnością bardzo mi się podobało. 

Tom Poszukiwaczka jest tak naprawdę wprowadzeniem do akcji właściwej. Mamy okazję liznąć trochę specyfiki świata Poszukiwaczy, a potem obserwujemy jak krystalizuje się w nich decyzja; co zrobią, pogodzą się z obecnym stanem rzeczy? A może spróbują zgłębić prawdę i wrócić do korzeni?
Początkowo próbują zaprzeczać swojemu przeznaczeniu: Shinobu uderzy w opiumowy nałóg, a Quin zapomni. (!) Jeden tylko John z uporem maniaka, kierowany rodowym słowem będzie próbował zdobyć athamen. 
Książka może nie spodobać się młodszym czytelnikom. Mamy tu co prawda romansowy trójkąt, ale wątek ten nie jest wiodącym, oprócz tego nie ma typowego dla młodych wzdychania i dylematów. Akcja skupia się raczej na tym, jak skarlały ideały Poszukiwaczy, dla których liczy się tylko zysk i rzeź. Czy dwoje młodych idealistów ma szansę to odmienić? I czy złe uczynki powstałe z dobrych pobudek, są usprawiedliwione? Jedno jest pewne: każda decyzja niesie za sobą poważne konsekwencje, może też zagrozić życiu. 

Mnie się podobało. Bohaterowie są prawdziwi, popełniają błędy, dzięki czemu są ludzcy. Takich bohaterów literackich nam, czytelnikom, trzeba. Polecam. I od razu sięgam po tom numer dwa.


Dziękuję!

środa, 7 marca 2018

Psi sens życia czyli Był sobie pies

Reżyseria: Lasse Halstrom
Scenariusz: Catrhryn Michon, W. Bruce Cameron
Czas trwania: 100 min.
Na podstawie książki autorstwa W. Bruce'a Camerona





Każdy człowiek zadaje sobie w końcu pytanie, jaki jest sens i cel jego życia. W myśl twórców filmu Był sobie pies podobne pytanie zadają sobie także nasi czworonożni podopieczni. 

Będąc wielką admiratorką książkowego jak i filmowego Marleya nie mogłam sobie darować seansu tego filmu. Okazało się, że na niedzielne popołudnie Był sobie pies, to propozycja jak znalazł. 

Historia oparta na książce W. Bruce'a Camerona, współpracującego zresztą przy tworzeniu scenariusza do filmu, jest prosta, ale za to urocza i genialna w swojej prostocie. Otóż główny bohater, pies, zastanawia się, po do czego psy są potrzebne ludziom i jaki jest sens tego psiego życia. Zgłębienie tej zagadki istnienia dla żywotnego czworonoga nie będzie wcale takie proste. 

Fabułę poznajemy w bardzo ciekawy sposób. Żyjący krócej niż ludzie pies, przechodzi reinkarnację, trafiając tym samym do różnych właścicieli oraz w różne skóry.  Życia te są dłuższe i krótsze, mniej lub bardziej intensywne, lżejsze lub cięższe. Wynika z nich jednak kilka cennych nauk, które dla posiadaczy psów są oczywiste, mogą jednocześnie okazać się bardzo cenne dla tych, którzy nad wzięciem pupila dopiero się zastanawiają.  

Pies jest przede wszystkim nastawiony na kochanie swojego opiekuna. Nie ma dla niego znaczenia kolor skóry, stan cywilny, zawartość portfela. Chce kochać i być kochanym, a wdzięczność, którą daje w zamian za uczucie i opiekę, jest niezmierzona. 
Opieka nad pupilem to zobowiązanie (patrz lekcja z Małego Księcia) na całe życie owego pupila. Trzeba mieć zatem świadomość, że urośnie, będzie liniał, że czasem coś pogryzie lub nabrudzi. Może się wiązać z kosztami szczepionek lub leczenia medycznego. Pupil potrzebuje uwagi, dobrego słowa, drapania, głaskania, zabawek. Nie da się go po prostu odstawić na półkę lub przełączyć na tryb off. On żyje, czuje, potrzebuje. Jest prawdziwy i pod wieloma względami działa i funkcjonuje tak jak człowiek z małą tylko różnicą, że nie mówi ludzkim głosem, bo że mówi, w to nikt chyba nie wątpi. 

Filmowy Bailey przemierzy długą drogę (mierzoną w ludzkich latach i kilometrach), by dowiedzieć się, co jest jego celem i do czego w ogóle psom potrzebni są ludzie. Wejdzie więc w rolę psów rodzinnych i policyjnego funkcjonariusza. 

Był sobie pies to wspaniale opowiedziana historia. Zabawna jest narracja Baileya, śmieszne są jego relacje z kolejnymi opiekunami, łzy wyciskają jego odejścia i zaskoczenia zmianami w jego wyglądzie. Raz może być fajny ogon, za to nie ma siusiaka, bo jest się dziewczyną. Innym razem jest się fest chłopakiem, ale nie ma ogona. Kombinacji jest kilka. 
Myślę, że najlepiej byłoby film obejrzeć rodzinnie. W posiadaczach psów obudzi pokłady czułości do podopiecznych, widzów chwilowo bezpupilowych powinien należycie uczulić na odpowiedzialność, ale też i radość, jaką niesie  za sobą przyjęcie pod swój dach czworonoga.

czwartek, 1 marca 2018

Valentina Fast: Royal. Królestwo ze szkła

Autor: Valentina Fast
Tytuł: Royal. Królestwo ze szkła t.1 (z 7!)
Stron: 256
Wydawca: Media Rodzina







Historie o Kopciuszku są jak słodycze. Jeśli się przesadzi z ilością, mogą rozboleć brzuch i zęby. Jeśli jednak zajada się je z umiarem, wszystko jest tak jak trzeba. Jeśli o mnie idzie, w przypadku serii Rywalki, przesadziłam z ilością i przerwałam serię w połowie. Nie mogłam znieść tej wszechobecnej słodyczy i wzdychania bohaterów. Było tego dla mnie już za dużo. 
Czas mijał. 
Do dziś. 
Gdy zobaczyłam okładkę książki, a dawno nic kopciuszkowego nie czytałam, pomyślałam: czemu nie? 

Akcja toczy się w idealnym państwie Vittery, chronionym przed skażonym światem, szklaną kopułą. Oficjalna propaganda głosi, że poza kopułą nic nie ma, bo w wyniku wojny atomowej świat przestał istnieć. Jest więc tylko Vittera. Jednak już pierwsze słowa Tatiany - narratorki sugerują, że nie jest tak jak ona sama zawsze myślała. 
Wychowywana przez materialistyczną ciotkę dziewczyna marzy o zawodzie złotnika i współpracy z siostrą i szwagrem. Okazuje się jednak, że ciotka zaplanowała dla niej coś zupełnie innego. Otóż w Vitterze zbliżają się wybory przyszłej żony dla następcy tronu. Rozpoczynają się elektryzujące obywateli eliminacje. Zmuszona do udziału przez ciotkę Tatiana, ku swej rozpaczy, przechodzi do eliminacji i zamieszkuje w pałacu. Od tej pory jej życie ulegnie zmianie, stanie się osobą publiczną, a uczucia, które wzbudzą w niej młodzi książęta, zaskoczą nawet ją samą. 

Nie będę tutaj robić porównania z Rywalkami. Podzielę się tylko kilkoma spostrzeżeniami i dodam, że po lekturze nabrałam na nowo ochoty, by kontynuować serię autorstwa Keiry Cass.

Wadą dla starszego czytelnika, takiego jak ja, jest objętość książki. Jest ona zdecydowanie za krótka, a biorąc pod uwagę, że seria ma mieć 7 tomów, nie rozumiem, dlaczego nie można było tego połączyć w zgrabne 3 lub 4. Dzieje się tutaj naprawdę niewiele, bo ledwo dziewczęta mają czas zadomowić się w nowym miejscu i poznać książęta, już przewracamy ostatnią stronę. Nie pozostaje nic innego, jak czekać na kolejny tom, co oczywiście się rozciąga się w czasie. 

Młodszym czytelniczkom, a i starszym także z pewnością spodoba się słodki i czarujący klimat tej historii. Książęta sprawiają wrażenie sympatycznych, choć charakternych chłopaków, a większość dziewczyn to pazerne młode kocice, co to by tylko chciały drapać. Tania jest równie słodka, jak cała historia, i bardzo naiwna. Zastanawiam się, czy nie za szybko zaprzyjaźniła się z Claire, której tak od razu zaufała i czy gorzko tego nie pożałuje. Trudno przewidzieć. Choć patrząc na relacje współczesnych nastolatek, widzę, że sprawy wyglądają bardzo podobnie. Gdy się kogoś lubi i mu ufa, to od razu, bez sprawdzania i często bywa, że potem są łzy i dramaty, bo ten ktoś na zaufanie absolutnie nie zasłużył. 

Oprawa pięknych sukien i bajkowego zamku jest bardzo przyjemna i działa na wyobraźnię czytelnika. To dlatego sięgam po takie historie, bo mimo słodyczy i naiwności, odzwierciedlają kobiece marzenia o byciu Kopciuszkiem, który znajdzie swojego księcia,  a z nim swoje miejsce na ziemi. To dlatego, jeśli ktoś szuka dla siebie romantycznej historii na jeden zimowy wieczór Królestwo ze szkła idealnie się do tego nada.

niedziela, 25 lutego 2018

Victoria Schwab: Okrutna pieśń

Autor: Victoria Schwab
Tytuł: Okrutna pieśń
Seria: Świat Verity
Stron: 432
Wydawca: Czwarta Strona





Trzeba przyznać, że Victoria Schwab ma talent do tworzenia mrocznych, pełnych magicznej egzotyki światów. Jej cykl Odcienie magii o równoległych Londynach i magach władających żywiołami przypominał mi gaimanowską baśń dla dorosłych, naszpikowaną takimi motywami jak piraci, magiczne turnieje oraz niebezpieczne artefkaty, mogące zachwiać równowagą królestwa. 
Tej zimy autorka wskoczyła na rynek czytelniczy z nową powieścią, rozpoczynającą kolejny cykl o dość enigmatycznym tytule Świat Verity. Jestem już po lekturze powieści Okrutna pieśń i muszę przyznać, że nie tylko jestem mile zaskoczona, ale też chętnie sięgnęłabym od razu po kontynuację. 
Schemat powieści jest trochę podobny do Mroczniejszego odcienia magii. Oto los styka ze sobą dwoje bohaterów z wrogich obozów, by pokazać, że tak naprawdę więcej ich łączy niż dzieli.
Ona, Kate Harker, chciałaby zaimponować ojcu swoją siłą i pokazać na co ją stać. Póki co jednak osiąga jedynie tyle, że jest wyrzucana z kolejnych szkół; a to za pobicie, a to za podpalenie kaplicy, itd.,itp. Ot, typowa zbuntowana dziewczyna, która po śmierci matki, bardzo chce, by zapracowany ojciec zwrócił na nią uwagę. 
On, August Flynn, jest wyjątkowy, choć pozornie na to nie wygląda. Potrafi obłędnie grać na skrzypcach, zaś wygrywana przez niego melodia może wykraść człowiekowi duszę. Bo August nie jest zwykłym człowiekiem. W świetle obowiązujących w tym świecie przepisów, August jest potworem. 
Fransisco de Goya na jednym ze swoich dzieł umieścił słowa: Gdy rozum śpi, budzą się potwory. Zdanie to mogłoby być mottem tej książki. 

Świata jaki znamy, już nie ma. Spełniła się Apokalipsa. Ludzka chciwość, żądza krwi i zabijania, sprawiły, że świat zaludnił się potworami zrodzonymi z tego okrucieństwa. Corsaje, Malchaje i Sunaje; oto potwory, do których stworzenia ludzie sami się przyczynili, dokonując aktów barbarzyństwa. Raz powołane do życia, szukają ofiar, chcąc wyssać ich krew, siłę życiową, duszę. 
Miasto Prawdy zostało podzielone na dwa obozy, połączone kruchym rozejmem. Jedną stroną rządzi Harker, gwarantujący ludziom dość nikłą ochronę przed bestiami. Ma jednak prywatnego Malchaja i od początku nie budzi naszej sympatii. Drugą częścią miasta rządzą Flynnowie i choć mają w swoim gronie trzy bestie w ludzkiej skórze, to jest Sunaje, to od razu automatycznie opowiadamy się po ich stronie, gdyż ich wzajemne relacje przypominają normalną rodzinę, a to już sporo. 

Kate i August poznają się w szkole od razu domyślamy się, że dojdzie do konfrontacji. Bohaterowie jednak szybko przekonają się, że nie wszystko jest czarne albo białe i że potwór, niekoniecznie musi być potworny, a człowiek ludzki. Kate i August będą musieli połączyć siły, bo to jedyny sposób, by zapobiec eskalacji napięcia i wojnie. 
Muszę przyznać, że bardzo podobała mi się nowa książka Victorii Schwab. Sam pomysł na pochodzenie Sunajów jest genialny w swej prostocie. Nietrudno tu może przewidzieć, kto jest czarnym charakterem, ale nie wpływa to na odbiór powieści. 
Polecam książkę wielbicielom magicznych światów z potworami w roli głównej. Całość oblana sosem o posmaku katastroficznym z odcieniem młodocianego buntu i poszukiwania siebie. 
Mam tylko nadzieję, że na kontynuację nie będziemy zbyt długo czekać. Bohaterowie stanęli na rozdrożu i bardzo bym chciała wiedzieć co z nimi dalej będzie. 
Dobra powieść. Warto. 
Dziękuję!

niedziela, 11 lutego 2018

Emocjonalnie czyli Emotki

Reżyseria: Tony Leondis
Scenariusz: Tony Leondis, Eric Siegel, Mike White
Czas trwania: 86 min.
Wytwórnia: Columbia Pictures





Wydawać by się mogło, że o emotkach nie można powiedzieć wiele. No są, wysyła się je zamiast słów, albo żeby wzmocnić przekaz i tyle. Ale żeby stworzyć z tego historię z fabułą, która bawi i wciąga? A można. Zaś efekt jest zaskakująco przyjemny. 

Emotki żyją sobie w Tekstopolis, smartfonie swojego użytkownika i mają się świetnie, choć czasem ich jednofunkcyjność bywa nieco ograniczająca. Choinka na przykład przez cały rok musi się czuć w klimacie świątecznym, a emotka ze złamaną ręką musi się śmiać, choć ją boli. Tak już działa ten świat, każda emotka wyraża tylko jedną konkretną emocję. Jak to w takich historiach bywa musi być odstępstwo od normy. Młody Minek jest uniwersalny, to znaczy potrafi okazać każdą emocję, właściwie jest ich wulkanem. Biorąc pod uwagę jego pochodzenie i wiecznie zobojętniałych rodziców, w polskiej wersji etam, Minek faktycznie jest anomalią. I właśnie ta wszechstronność wpędzi naszego bohatera w nie lada kłopoty i zmusi do ucieczki  z Tekstopolis. 
Uniwersalna emotka stanowi zagrożenie dla bytu innych emotek. Co więcej może być potraktowane jako błąd w oprogramowaniu i tak też się dzieje. Alex, właściciel smartfona, postanawia go odnieść do serwisu. Całe Tekstopolis jest skazane na zagładę. 

Przez Minkiem trudne zadanie. Musi nie tylko uciec przed pościgiem botów czyścicieli, ale też przekonać Alexa, że jego emotki są wyjątkowe. Tylko jak to zrobić? Samemu byłoby trudno, od czego jednak ma się przyjaciół? Razem z energetyczną piąstką Piatką oraz zbuntowaną hakerką Matrix Minek wyruszy w szaloną podróż po aplikacjach smartfona. 

Animacja z pewnością spodoba się dzieciom, kolory aż biją tu po oczach. Emotki są duże i fajnie widzieć jak działają, jak marzą o popularności, jak liczy się dla nich pozycja. 
Mnie najbardziej podobała się emotka Uśmiech, demoniczna i zdecydowana, z szerokim uśmiechem mówiąca o eliminacji Minka, tak jakby to było wykasowanie czegoś bez znaczenia. Zupełnie inaczej to brzmi, gdy ktoś mówi o tym w ten sposób. Rozbrajający są także rodzice Minka, którzy mimo że mają okazywać rezygnację  i pesymizm, gdy idzie o dobro ich jedynaka, potrafią z siebie wykrzesać o wiele, wiele więcej. 
Zabawnie też ogląda się podróż przez aplikacje; inaczej, można rzec od kuchni, tu widać Facebooka, aplikacje muzyczne, słowne i rozrywkowe. 

Emotki to przyjemna w odbiorze opowieść.  Jest naprawdę kolorowo, barwnie i wesoło. 
Dobry pomysł na wspólny seans z dzieckiem.