Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Cooltowe animacje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Cooltowe animacje. Pokaż wszystkie posty

sobota, 12 października 2019

Bo nie ma mocnych, gdy są Iniemamocni

Tytuł: Iniemamocni
Reżyseria: Brad Bird
Scenariusz: Brad Bird
Czas trwania: 115 min.
Wytwórnia: Disney Pixar
Rok premiery: 2004





Iniemamocnych oglądałam dawno temu i miałam takie wspomnienie, że bardzo mi się ten film podobał. Ponieważ ostatnio wakacyjna aura wymusiła siedzenie w domu, postanowiłam sobie odświeżyć tę historię i od razu  zajrzeć także do części drugiej, bo w międzyczasie zdążyła powstać. 

Jak sam tytuł mówi Bob i jego żona Helen są superbohaterami i dzięki swoim spektakularnym mocom ratują świat od złoczyńców. On - Iniemamocny jest bardzo silny, ona - Elastyna to istna kobieta guma. Przypadek sprawia, że działalność superbohaterów staje się kłopotliwa dla społeczeństwa i w efekcie rząd zakazuje im ratowania świata. W krótkim czasie nasi bohaterstwie muszą zmienić się w zwykłych, szarych obywateli.  
Mija 15 lat. 
Bob pracuje teraz w ubezpieczeniach, a Helen zajmuje się domem i trójką dzieci: Violą, Maxem i małym Jackiem. Są szczęśliwi i bardzo się kochają, jednak Bob wyraźnie więdnie jako urzędnik. Brakuje mu adrenaliny i świadomości, że robi coś ważnego dla ludzkości. Dlatego, gdy nadarza się okazja udziału w tajnym projekcie rządowym nasz bohater bez wahania i krztyny podejrzeń, zabiera się do roboty. 

Obraz otrzymał 2 Oscary za Najlepszy film animowany oraz za montaż  dźwięku.

Tytuł: Iniemamocni 2
Reżyseria: Brad Bird
Scenariusz: Brad Bird
Czas trwania: 118 min.
Wytwórnia: Disney Pixar
Rok premiery: 2018

Druga część historii jest bezpośrednią kontynuacją pierwszej. Bohaterów spotykamy dokładnie w momencie, gdy ich zostawiliśmy. Gdy dochodzi do walki z Człowiekiem Szpadlem na czoło tym razem wysuwa się Elastyna i to ona weźmie udział w misji, której celem będzie przywrócenie herosom możliwości legalnej działalności. Role się odwrócą. Helen będzie walczyć z przestępcami, a Bob zajmie się domem i dziećmi. W końcu mamy równouprawnienie, co? 



Pierwsze wrażenie to spójność fabuły i świata przedstawionego. Choć te dwie produkcje dzieli 15 lat, to świetnie one ze sobą współgrają. Oglądając te filmy jeden po drugim miałam uczucie, jakby powstały one w niedługim po sobie czasie. 
Myślę, że w dużej mierze jest to zasługa polskiego dubbingu. Piotr Fronczewski i Dorota Segda jako Bob i Helen Parrowie stanowili naprawdę świetny duet. Ich mocne, zdecydowane głosy dały dużo wiarygodności charakterom postaci. Głosu Ednie od kostiumów w obu częściach użyczyła charyzmatyczna Kora, wokalistka Maanamu, która zmarła niedługo później. 

Świetnie w roli taty  na etacie sprawił się Bob. Ta zamiana ról niosła za sobą całą gamę gagów sytuacyjnych i słownych, które świetnie znamy z naszego otoczenia. Zadania z matematyki, które dla rodzica są za trudne, bo pani kazała wykonywać nową metodą, problemy dojrzewania wrażliwej nastolatki czy najmłodsza latarośl rodu Parrów, Jack-Jack, która wykazuje więcej zdolności, niż by się chciało. Tak swoją drogą a propos Jacka dobrze obejrzeć krótkometrażówkę na jego temat zatytułowaną Niemowlę kontratakuje, która pokazuje jak muzyka poważna podczas jednej sesji z małoletnią nianią sprawiła, że w Jack-Jacku obudziło się tyle mocy. Ten krótki filmik to majstersztyk, a dubbing Dominiki Kluźniak jako nieco głupiutkiej Carrie - po prostu bomba. 

Iniemamocnych nie da się nie lubić. Filmy świetnie pokazują, że najważniejsza w życiu człowieka jest rodzina, bo to w niej tkwi siła i razem można pokonać każdy problem. Kostium co prawda wiele ułatwia, ale wcale nie jest to tego konieczny. 

Polecam gorąco. Filmy warte uwagi całej rodziny.

piątek, 30 sierpnia 2019

Corgi, psiak królowej

Tytuł: Corgi, psiak królowej
Reżyseria: Ben Stassen, Vincent Kesteloot
Scenariusz: Rob Sprackling, Johnny Smith
Wytwórnia: produkcja belgijska
Czas trwania: 92 min.








Tytułowy Corgi to ulubiony pies brytyjskiej królowej. Nie jedyny, podkreślę, bo są jeszcze trzy inne, starsze, ale być może zgodnie z regułą najmłodszego w rodzeństwie, Rex jest najbardziej przez swoją panią kochany i rozpieszczany, co bez skrupułów wykorzystuje. 

W wyniku skandalu dyplomatycznego, a konkretnie nieudanego swatania Misi, pupilki państwa Trump, z Rexem, nasz bohater popada w niełaskę. Wpada zatem na genialny pomysł, aby opuścić pałac Buckingham i poszukać sobie lepszego opiekuna. Na ulicy, a potem w schronisku, szybko przekonuje się, jak totalną głupotę popełnił i postanawia wrócić do domu. Nie będzie to jednak łatwe, gdyż na miejsce arcypsa szykuje się już ktoś inny. 

Przyznam, że gdy zobaczyłam zwiastun tego filmu, byłam zachwycona. Pomysł na film o przygodach królewskiego psa - genialny. Początkowe minuty filmu obiecujące. Do czasu, gdy na scenie pojawili się państwo Trumpowie i historia zmieniła swój klimat. W tym momencie okazało się, że to nie jest film dla dzieci, a i dorośli mogą być zdegustowani. 

Sam dubbing i to tak postaci mówią, ocieka erotyzmem i jest momentami zawstydzające. 
Trudno polubić głównego bohatera, który jest rozpieszczony do granic możliwości a i tak nie docenia tego, jak cudowne ma życie. Nawet potem, będąc w schronisku, nie potrafi dokonać porównania swojego losu z życiem innych, bezpańskich, opuszczonych i zaniedbanych psów. Nie docenia, ile robią dla niego Jack i pozostałe psy, jest naiwny i pusty. 
Do pałacu chce wrócić, bo mu się to należy i było mu tam dobrze. Ani razu nie stwierdza, że tęskni za swoją panią, która tak szczerze go opłakiwała. 

To dlatego seans trochę mnie znudził. Plusem są mocne kolory i ładnie zrobione postaci psów, jednak to trochę za mało, aby film stanowił jakąś wartość. 
Spodobała mi się końcowa piosenka o pieskim życiu zatytułowana Psia kostka, do której muzykę napisał Piotr Rubik. 
Na tym jednak koniec i dlatego mam takie wewnętrzne poczucie straty. Straty, że mogło wyjść z tego naprawdę dobre familijne kino, a nie wyszło. No nie wyszło i już. 

sobota, 20 lipca 2019

Jak zostać Lwem czyli Król Lew

Tytuł: Król Lew
Rok produkcji: 1994
Reżyseria: Roger Allers, Rob Minkoff
Scenariusz: Irene Mecchi, Jonathan Roberts, Linda Woolverton
Wytwórnia: Disney
Czas trwania: 88 min.






Na początku, wstyd, ale co tam, należy się pokajać za to, że przez tyle lat nie znalazłam chwili, aby ten film zobaczyć. Zawsze gdzieś mi się ten tytuł obijał o uszy, przewijał na obrzeżach mojej świadomości, ale na tym się kończyło. Gdy na początku lata w mediach zaczęły się pojawiać reklamy i zwiastuny wersji odnowionej, stwierdziłam, że najpierw trzeba obejrzeć oryginał, żeby mieć świadomość tego, co się ogląda w remake'u. 

Tu pozwolę sobie na chwilę refleksji. Niesamowite, że ta produkcja ma już tyle lat. Ćwierćwiecze, wow. Był to 32 obraz ze stajni Disneya i okazał się ogromnym sukcesem dzięki nowatorskim, jak na tamte czasy, technikom rysowania postaci i generowania efektów trójwymiarowych. Odniesiony przez film sukces udało się pobić dopiero innej animacji ze studia Disneya, a mianowicie Gdzie jest Nemo i to po niemal 10 latach od premiery tego pierwszego.
Film otrzymał dwa Oscary za muzykę i piosenkę, których to autorami byli Hans Zimmer i Elton John (Can you feel the love tonight). Obraz może się też poszczycić wieloma nominacjami oraz wygranymi Złotymi Globami, Satelitami, Annie oraz Kids Choice. 

Afryka, Lwia Ziemia. Na świat przychodzi lwiątko Simba, syn króla Mufasy i lwicy Sarabi. Mieszkańcy sawanny witają go z radością, jako przyszłego następcę tronu i tylko jeden Skaza, brat Mufasy, nie cieszy się z tego, widząc w malcu rywala. 
Simba jest radosny, wścibski i ciekawy świata, co niejednokrotnie wpędza go w kłopoty. Stryj Skaza skwapliwie to wykorzystuje, prowokując sytuacje, w których zagrożone jest życie malca lub jego ojca. Póki co  trzyma się pewnej granicy, jednak pewnego dnia obmyśla intrygę, w wyniku której ginie króla Mufasa, a mały Simba zostaje uznany za zmarłego. Władzę nad sawanną przejmuje Skaza wspierany przez stado krwiożerczych i bezwzględnych hien.

Mały Simba, szczęśliwym zrządzeniem losu trafia pod opiekę dwóch przyjaciół: surykatki Timona i guźcca Pumby. Szybko zapomina o swoim pochodzeniu i przeszłości, dopasowując się do stylu życia nowych opiekunów. Tymczasem na Lwiej Ziemi dzieje się coraz gorzej... Czy Simba podejmie walkę o swoje dziedzictwo?

Historia tu opowiedziana jest prosta. Rolą dobrego władcy jest opieka nad poddanymi. Mufasa dobrze rozumiał, że nie chodzi o czerpanie korzyści, gdy się jest na szczycie łańcucha pokarmowego. Rolą dobrego władcy jest dbanie o los poddanych i rozumienie, że wszystko jest zamkniętym systemem zależności, działającym dobrze tylko wtedy, gdy każdy element jest na swoim miejscu. To dlatego królestwo za czasów rządów Mufasy kwitnie, a pod rządami samolubnego i leniwego Skazy popada w ruinę.
Simba, wychowany poza stadem będzie musiał przypomnieć sobie tę ważną naukę, jeśli ma pomóc rodzinie.

Jeśli idzie o polską wersję, to rewelacyjny jest tu Wiktor Zborowski jako Mufasa, uwielbiam jego głęboki, basowy głos. Idealnie pasuje do roli władcy i świetnie, że w wersji nowej, tej z 2019 r, także pod postać Mufasy podłoży swój magiczny głos. 

Animowany Król Lew to już klasyk i cieszę się, że teraz mogę go określać mianem obejrzanego. W późniejszych latach powstały dwie kolejne części. Co prawda za realizację odpowiadała już inna ekipa, ale świadczyło to pewnie o zapotrzebowaniu na tę historię i, że tak to nazwę, byciu na fali. Szalona, niezapomniana para przyjaciół Timon i Pumba zyskała tak dużą popularność, że doczekała się własnego 86-odcinkowego serialu. Myślę, że zaważyło na tym głównie ich życiowe motto Hakuna matata
Reasumując. Myślę, że każdy miłośnik Disneya powinien znać Króla Lwa. To mądra i piękna historia, mówiąca o tym, że czasem trzeba zawalczyć o swoje, bo ma to wpływ na los wielu innych osób.

wtorek, 20 marca 2018

Bo jedni chcą trykać, a inni wąchać kwiaty czyli byczek Fernando

Reżyseria: Carlos Saldanha
Scenariusz: Robsert L. Baird, Tim Federle
Czas trwania: 106 min.
Wytwórnia: Blue Sky Studios







Postać byczka Fernando od zawsze majaczyła w moim umyśle, za sprawą krótkometrażówki z 1938 wyprodukowanej przez wytwórnię Walta Disneya. Pamiętałam scenkę, w której wąchający kwiatki byczek zostaje boleśnie ukąszony przez pszczołę i wpada w histerię, choć rzecz jasna otoczenie bierze to za furię i wściekłość. Swoją drogą krótkometrażówka dostała Oscara, co znacznie zwiększyło sprzedaż książki, która już w roku swojego wydania okazała się problematyczna dla różnych dyktatorów, którzy brali ją za krytykę dążeń wojennych oraz pean pacyfizmu. 
Autorem książeczki jest Amerykanin Munro Leaf i zgodnie z głoszoną legendą napisał ją w jedno popołudnie w ciągu 40 minut. Ponieważ pojawienie się książki na rynku zbiegło się z wybuchem wojny domowej w Hiszpanii gen. Franco zakazał jej wydawania. Podobnym zakazem objęto książkę w III Rzeszy, negowały ją również amerykańskie środowiska prawicowe. Pozytywnie recenzowali ją za to Gandhi, H.G.Wells oraz Eleonor i Franklin Roseveltowie.  

Mały byczek Fernando dorasta w haciendzie, w której przeznaczeniem hodowanych tam byków jest walka na arenie. Do tego przygotowuje się tata Fernanda oraz ojcowie jego kolegów. Sam Fernando jednak nie jest tym zainteresowany. On woli wąchanie kwiatków i zachwycanie się pięknem świata. Nie widzi siebie na arenie i smuci go fakt, że w tym świecie byki nie mają innej alternatywy. 
Kiedy byczek trafia pod opiekę nastoletniej Niny i jej taty, wydaje się, że jego los się odmienił. W przepięknie położonym gospodarstwie Fernando ma wszystko, o czym tylko może zamarzyć pupil czyli dużo przestrzeni do zabawy, mnóstwo kwiatów (Nina i jej tata je uprawiają) i kochających opiekunów. 
Jest jednak bykiem i to potężnym i nie wszyscy rozumieją, że jest łagodny i spokojny. Historia z pszczołą na rynku pełnym ludzi także nie przysparza mu zrozumienia. Byk zostaje uznany za agresywnego i niebezpiecznego i wraca na haciendę, z której uciekł jako dziecko. Jego występ na arenie jest zatem tylko kwestią czasu. 

Fernando to urocza i ciepła historia o tym, że często niełatwo stanowić o własnym losie i trzeba o niego zawalczyć, podejmując często trudne decyzje. Okazuje się także, że niełatwo przekonać innych, by choć zechcieli spróbować coś zmienić w swoim życiu, bo łatwiej żyć w przekonaniu, że się nie da i że nie mamy na to wpływu. 
Na uwagę zasługuje dopracowany polski dubbing oraz przepiękna piosenka Home w wykonaniu Nicka Jonasa. Urocze są małe jeże, które kradną wszystko, co im wpadnie w łapki, trzy konie z niemieckim akcentem oraz koza, która potrzebuje, by ktoś ją pokochał. 

Fernando naprawdę zapada w pamięć. To godna obejrzenia historia, która rozbawi i wzruszy. Polecam, warto.

niedziela, 11 lutego 2018

Emocjonalnie czyli Emotki

Reżyseria: Tony Leondis
Scenariusz: Tony Leondis, Eric Siegel, Mike White
Czas trwania: 86 min.
Wytwórnia: Columbia Pictures





Wydawać by się mogło, że o emotkach nie można powiedzieć wiele. No są, wysyła się je zamiast słów, albo żeby wzmocnić przekaz i tyle. Ale żeby stworzyć z tego historię z fabułą, która bawi i wciąga? A można. Zaś efekt jest zaskakująco przyjemny. 

Emotki żyją sobie w Tekstopolis, smartfonie swojego użytkownika i mają się świetnie, choć czasem ich jednofunkcyjność bywa nieco ograniczająca. Choinka na przykład przez cały rok musi się czuć w klimacie świątecznym, a emotka ze złamaną ręką musi się śmiać, choć ją boli. Tak już działa ten świat, każda emotka wyraża tylko jedną konkretną emocję. Jak to w takich historiach bywa musi być odstępstwo od normy. Młody Minek jest uniwersalny, to znaczy potrafi okazać każdą emocję, właściwie jest ich wulkanem. Biorąc pod uwagę jego pochodzenie i wiecznie zobojętniałych rodziców, w polskiej wersji etam, Minek faktycznie jest anomalią. I właśnie ta wszechstronność wpędzi naszego bohatera w nie lada kłopoty i zmusi do ucieczki  z Tekstopolis. 
Uniwersalna emotka stanowi zagrożenie dla bytu innych emotek. Co więcej może być potraktowane jako błąd w oprogramowaniu i tak też się dzieje. Alex, właściciel smartfona, postanawia go odnieść do serwisu. Całe Tekstopolis jest skazane na zagładę. 

Przez Minkiem trudne zadanie. Musi nie tylko uciec przed pościgiem botów czyścicieli, ale też przekonać Alexa, że jego emotki są wyjątkowe. Tylko jak to zrobić? Samemu byłoby trudno, od czego jednak ma się przyjaciół? Razem z energetyczną piąstką Piatką oraz zbuntowaną hakerką Matrix Minek wyruszy w szaloną podróż po aplikacjach smartfona. 

Animacja z pewnością spodoba się dzieciom, kolory aż biją tu po oczach. Emotki są duże i fajnie widzieć jak działają, jak marzą o popularności, jak liczy się dla nich pozycja. 
Mnie najbardziej podobała się emotka Uśmiech, demoniczna i zdecydowana, z szerokim uśmiechem mówiąca o eliminacji Minka, tak jakby to było wykasowanie czegoś bez znaczenia. Zupełnie inaczej to brzmi, gdy ktoś mówi o tym w ten sposób. Rozbrajający są także rodzice Minka, którzy mimo że mają okazywać rezygnację  i pesymizm, gdy idzie o dobro ich jedynaka, potrafią z siebie wykrzesać o wiele, wiele więcej. 
Zabawnie też ogląda się podróż przez aplikacje; inaczej, można rzec od kuchni, tu widać Facebooka, aplikacje muzyczne, słowne i rozrywkowe. 

Emotki to przyjemna w odbiorze opowieść.  Jest naprawdę kolorowo, barwnie i wesoło. 
Dobry pomysł na wspólny seans z dzieckiem.

niedziela, 14 stycznia 2018

Pamiętajmy o bliskich czyli Coco

Reżyseria: Lee Unkrich,  Adrian Molina
Scenariusz: Adrian Molina, Matthew Aldrich
Czas trwania: 128 min.
Wytwórnia: Disney - PIXAR








12-letni Miguel ma miłość do muzyki we krwi. chciałby śpiewać i swoim śpiewem radować serca innych. Wygląda jednak na to, że nic z tego nie będzie. Od kilku pokoleń rodzina Riviera to szewcy. Całe swoje życie robią buty, a w ich domu, nigdy się ani nie śpiewa ani nie gra. 
Jednak Miguel bardzo, bardzo pragnie śpiewać i grać. Zbliża się Święto Zmarłych, a z nim konkurs wokalny na rynku miasteczka. Babcia Elena kategorycznie zabrania chłopcu udziału, twierdząc, że ten wieczór spędza się w domu z rodziną, a gra i występy estradowe to zajęcie dla próżniaków. Rozgoryczony Miguel ucieka z domu i wykrada gitarę z grobowca znanego w miasteczku śpiewaka Ernesta de la Cruz. Tym samym trafia do Krainy Zmarłych, gdzie pozna resztę swojej rodziny oraz zgłębi rodzinny sekret. Czy niepoznany nigdy pradziadek, czarna owca rodziny, naprawdę wyrzekł się żony i córeczki w zamian za sławę i uwielbienie tłumów?

Tym, co bardzo zaskakuje widza i pozostaje w pamięci na długo, jest obraz meksykańskiego święta zmarłych, tak inaczej obchodzonego niż to nasze rodzime. 
W Meksyku to czas nie tylko spędzany z rodziną i dla rodziny i nie tylko czas wspominania bliskich, którzy już odeszli. To także bardzo radosne święto w odróżnieniu od naszego. Jest zaprawione goryczą i łza się kręci w oku, gdy bohaterowie patrzą na zdjęcia zmarłych bliskich, ale to nie wszystko. Cmentarze toną w kwiatach, światełkach i stołach uginających się od jedzenia. Świat żywych w niesamowity sposób łączy się ze światem spoza zasłony. Jest to cudowne. Bohaterowie z czułością wspominają nieżyjących krewnych, pieczołowicie przechowują ich zdjęcia i pamiętają. Pamięć jest tutaj kluczowa, bo dopóki się o zmarłych pamięta, dopóki oni żyją tam w zaświatach. I z tym należy się zgodzić. Że zapomnienie to najgorsze, co może spotkać ludzi. Chodzi przecież o nasze korzenie, tradycję i kulturę. Bez tego nie mielibyśmy pojęcia kim jesteśmy, ani dlaczego akurat tacy jesteśmy. Kto wie? Być może nasze upodobania i zdolności to spuścizna po mniej znanych krewnych? 

Film jest barwny, rozśpiewany i magiczny. Z tego względu na pewno spodoba się młodemu widzowi. Przezabawni są także nieżyjący krewni, którym temperament co prawda pozostał ten sam, ale sztywny, szkieletowy chód jest nie do podrobienia przez żywych. Przepiękne i barwne są zwierzęta, jakby malowane henną, będące strażnikami i przewodnikami dusz. 
Klimat całej historii w polskim dubbingu nadają także hiszpańskie wtrącenia, takie jak dziękuję, rodzina, serce i innych kilka łatwych nie wymagających tłumaczenia słów. 
Urzekł mnie także odtwórca polskiej roli Miguela Michał Rosiński. Ten młody wokalista ma naprawdę piękny głos i z dużą zwadą nadał postaci Miguela swój wokalny rys. 

Starsi widzowie docenią z pewnością bardzo czytelny przekaz, że najważniejsza jest rodzina i że starszych trzeba szanować. Relacja dorastającego Miguela z nestorką rodu prababcią Coco, wyciska łzy z oczu. Kto z nas dziś miał szansę poznać własnych pradziadków? Z pewnością nieliczni. 

Film Coco zawojował moje serce i jestem pod wielkim wrażeniem. To bardzo wzruszająca i ciepła opowieść o tym, co naprawdę ważne w życiu. 
Polecam i dużym i małym.

piątek, 22 grudnia 2017

Wesele w obliczu końca świata czyli Epoka lodowcowa 5: Mocne uderzenie

Reżyseria: Mike Thurmeier
Scenariusz: Michael J. Wilson, Michael Berg, Yoni Brenner
Czas trwania: 88 min.
Wytwórnia: 20th Century Fox






Twórcy Epoki lodowcowej nie pozwalają swoim bohaterom przejść na emeryturę. O sielskim odpoczynku wśród lodowców nie ma mowy. Chociaż gdyby wysłać Scratta na terapię, może o całym zamieszaniu nie byłoby mowy. 

Od poprzedniego spotkania widza z nietypowym stadem minął jakiś czas. Brzoskwinka, córka Mańka i Eli, nie jest już kochliwą nastolatką. Młoda mamutka wydoroślała i szykuje się do zamążpójścia za fajtłapowatego, choć sympatycznego Juliana. O ile Ela jeszcze jakoś daje sobie w tym radę, o tyle Maniek już nie za bardzo. Opiekuńczemu ojcu trudno wypuścić spod swoich skrzydeł ukochaną jedynaczkę. 
Generalnie jednak życie mieszkańców doliny układa się dobrze. Ela i Maniek mają świętować rocznicę ślubu, Diego i Shira też dobrze się dogadują i nawet rozmawiają o potomstwie. Sid natomiast jak zwykle buja w obłokach, choć nie ukrywa, że i on chciałby się zakochać. 
Świętowanie rocznicy Eli i Mańka przerywają spadające z nieba kawałki meteorytów. Czyżby nadszedł koniec i nasi bohaterowie mieli wymrzeć w kwiecie wieku? 

No cóż, jak do tego doszło zdradzać nie będę, powiem tylko, że swój lwi udział ma w tym Scratt, który goniąc za ukochanym orzechem, niemało namiesza. 
W piątej części ponownie zawitamy do enklawy dinozaurów i spotkamy Bucka, zbzikowaną łasicę, który pomimo oczywistego bzika, wykaże niezłą pomysłowość, jeśli idzie o ratowanie świata. 
Pojawią się też niezbyt inteligentne i krwiożercze dinoptaki, będące doskonałym przykładem rodziny dysfunkcyjnej oraz groteskowe stadko zwierząt, którym udało się zachować wieczną młodość.
Nie zabraknie oczywiście babci Sida, na horyzoncie pojawi się też urocza i mądra (!!!) Lenia. J
Będzie uroczo, kolorowo i swojsko. 

Myślę, że dzieciom animacja przypadnie do gustu. Miło jest spotkać swoich ulubionych bohaterów w nowych odsłonach. 
Jednak dorosłych, przyzwyczajonych do aluzji i dowcipu językowego, piąta część trochę zawiedzie, bo zwyczajnie tutaj tego nie mamy, a jeśli, to tak mało, że musiałam tego nie wyłapać. Ogląda się fajnie, ale tego wow, do którego nas przyzwyczaiły poprzednie części już nie ma. Pazur gdzieś znikł. 
Gdyby jakość kolejnych części cyklu mierzyć częstotliwością ich ponownego oglądania, to część piąta uplasowałaby się na szarym końcu, bo mimo iż było całkiem miło, to na replay nie mam chęci.

niedziela, 17 grudnia 2017

Ekspres dla niedowiarków czyli Ekspres Polarny

Reżyseria: Robert Zemeckis
Scenariusz: Robert Zemeckis
Czas trwania: 99 min.
Wytwórnia: Castle Rock Entertainment






Z magią świąt bywa różnie. Jedni w nią wierzą, inni mają kłopot z jej odnalezieniem i wiek człowieka nie ma tu żadnego znaczenia. Można być dorosłym tę magię w sobie mieć, a można być dzieckiem (niby na tę magię szczególnie podatnym), a jednak mieć z tym kłopot. 

Taki problem ma właśnie główny bohater historii. Dom, w którym mieszka jest pięknie przygotowany na święta: choinka ubrana, młodsza siostrzyczka z niecierpliwością czeka na przybycie Mikołaja. Chłopiec jednak wątpi w Świętego, właściwie już przestał wierzyć. Dlatego gdy wigilijną nocą słyszy hałasy i widzi przed domem ogromny pociąg, po krótkim wahaniu, postanawia do niego wsiąść. 

Szybko okazuje się, że Ekspres jedzie na Biegun Północny i wiezie cały tłum przeróżnych dzieci, przeważnie wątpiących i osamotnionych. Każde dziecko otrzymało specjalny bilet, który swoim dziwacznym dziurkaczem, równie niezwykły konduktor kasuje w oryginalny sposób. By ogrzać zziębnięte gardła i dłonie, dzieci otrzymują gorącą czekoladę do picia. Podróż jest niesamowicie ciekawa, widoki zapierają dech w piersiach, a wszyscy zastanawiają się czy uda się im zobaczyć Mikołaja. 
Główny bohater nie potrafi jednak usiedzieć na swoim miejscu w przedziale i to głównie dzięki niemu widz przeżywa mnóstwo emocji związanych z iście kaskaderskimi scenami, np. szusowanie na nartach po ośnieżonym dachu pociągu czy pogoń za pędzonym wiatrem zgubionym biletem. 

Podczas seansu generalnie nie można się nudzić. Obraz jest niesamowicie barwny i pomysłowy. Oblodzony Biegun czy siedziba Świętego Mikołaja z całą chmarą elfów, budzi podziw. Przesłanie także jest bardzo czytelne. Liczy się by pomagać innym, a w Święta przede wszystkim być z bliskimi, a dawanie jest o wiele przyjemniejsze niż branie. Polski dubbing dodał nawet akcent polski od siebie w postaci łobuza z Koluszek, choć bystry widz zauważy, że globus zatrzymuje się wtedy na Nowym Jorku. (Ale co tam).

Seans polecam całej rodzinie, łatwa wtedy wprawić się w świąteczny klimat. Mam tylko jednen drobny zarzut: główny bohater prawie wcale się nie śmieje i mimo świątecznej odmiany, nadal pozostaje poważny. Niby to drobiazg, ale tak mi to jakoś utkwiło. 
Tak czy siak polecam. 
Pomysł Ekspresu jadącego do krainy Mikołaja genialny. Sama też chciałabym dostać taki bilet.

sobota, 14 października 2017

Priorytet: Orzeszki! czyli Gang Wiewióra

Reżyseria:  Peter Lepeniotis
Scenariusz: Lorne Cameron, Peter Lepeniotis
Wytwórnia:  Gulfstream Pictures
Czas trwania: 86 min.








Tytułowy Wiewiór to mistrz w zdobywaniu orzechów. Nie tylko nie ma skrupułów w ich kradzieży z ulicznych budek, ale przede wszystkim skutecznością i pomysłowością dorównuje Tomowi Cruise w Mission Impossible. Wiewiór, pomimo oczywistych zalet i wiewiórczej charyzmy, ma jednak wady, mianowicie nie lubi się dzielić, ani robić czegoś dla dobra ogółu. I nawet nie chodzi tu o gołym okiem widoczny egoizm, ale o brak autorefleksji. Kiedy bowiem w wyniku nieudanej akcji podprowadzenia orzechów, zniszczeniu ulega drzewo - spiżarnia należąca do wszystkich zwierząt w parku, Wiewiór nie ma sobie nic do zarzucenia. 
Decyzją ogółu zostaje wygnany poza granice parku. Na przedmieściach przypadkiem trafia na magazyn pełen orzechów i zaczyna planować skok. Nietrudno się domyślić, że do ogromnej partii orzechów znajdzie się więcej chętnych. Czy Wiewiór przyjmie pomoc innych zwierząt i czy nauczy się, że warto jednak czasem zrobić coś dla innych?

Jak sugeruje tytuł filmu, twórcy chcieli zrobić komedię sensacyjną i trzeba przyznać, że im się udało. 
Akcja toczy się na dwóch płaszczyznach, które zgodnie się przeplatają, ale żyją własnym życiem. 
Działania zwierząt to jedno. Wiadomo. Jest dużo orzechów, trzeba je tylko stamtąd wydobyć i przetransportować do parku. 
Ale worki z orzechami pełnią także istotną rolę w planie trzech rabusiów planujących skok na bank. Starania opryszków, kopiących tunel i plany Wiewióra często wchodzą ze sobą w kolizję, prowadząc do zabawnych sytuacji. Zabawne jest też to, że niezbyt inteligentni złodzieje, traktują zwierzęta jak szkodliwe gryzonie, zupełnie nie mając pojęcia o celowości ich działań. Wie o tym tylko widz i to właśnie w całym seansie jest najprzyjemniejsze. 

Na uwagę zasługują także bardzo sympatyczne, choć mało rozgarnięte, postaci zwierząt. Sunia, która tylko chciałaby wąchać i lizać, Trybsyn, który może jest i przystojnym wiewiórem, ale jest zwyczajnie głupiutki, Szczurek, który, choć nic nie mówi, jest wierny i zaradny, czy kilka innych pomniejszych postaci. Najlepsze jest jednak to, że działając razem zwierzęta mogą osiągnąć naprawdę wiele. 

Film przypadnie do gustu widzom w każdym wieku. Młodszych zachwycą zwierzęta, starszych rozbawią dialogi i aluzje językowe. Jasno i klarownie pokazano także aspekt dydaktyczny. Bez przyjaciół i stada trudno przeżyć, bo zawsze potrzebujemy tej drugiej osoby, by nas wspierała i nam pomagała. Oczywiście należy się także dzielić, bo co to za przyjemność mieć dużo i nie dać nic od siebie? Bardzo podobało mi się, że twórcy scenariusza pozwolili zachować Wiewiórowi jego rys charakterystyczny. Przeszedł przemianę i wiele zrozumiał, ale zupełnie stadny jednak się nie zrobił i to było fajne. 
Gang Wiewióra to dobra komedia dla całej rodziny. Polecam.

sobota, 16 września 2017

Pierwsze buty, selfie i popcorn? Tylko z Krudami!

Tytuł: Krudowie
Reżyseria: Chris Sanders, Kirk De Micco
Scenariusz: Chris Sanders, Kirk De Micco
Czas trwania: 98 min.
Wytwórnia: Dream Works






Naczelna zasada Krudów brzmi Nigdy się nie nie bój. W praktyce oznacza to, że wszystko co nowe jest złe, ciekawość jest zła i ogólnie powinno się siedzieć w jaskini. Na kupie, jak to sama czasem mówię.  Do tej pory ta zasada się sprawdzała. Sześcioosobowa rodzina Krudów siedziała głównie w jaskini i nawet by jej przez myśl nie przeszło choćby zerknąć, co jest gdzieś poza nią. 
Wszystko jednak ulega zmianie, gdy wchodząca w buntowniczy wiek dojrzewania Ip, poznaje samotnie wędrującego Guya, który nie tylko pokazuje jej jak działa ogień, ale też oznajmia jej, że zbliża się koniec świata i trzeba iść stąd jak najdalej. Dla Ip to brzmi wiarygodnie, ale jak przekonać do tego rodzinę?

Krudowie należą do moich ulubionych bajek. Plasują się bardzo blisko Jak wytresować smoka i Zaplątanych. Bajka promuje wartości rodzinne i to, jak nieuchronne są zmiany, na które rodzina jest narażona, przez co trudno tę rodzinę razem utrzymać. 
Prości w swej budowie Krudowie wszystkiego się boją, generalnie na niczym się nie znają i są naiwni jak dzieci. Mimo to, oprócz głowy rodziny Gruga, są chętni poznawać wszystko co napotykają na swej drodze, co ma swoje dobre i mniej dobre strony. Dobre, bo dzięki podróży, w którą się udadzą wiele zyskają, od butów począwszy, przez własne zwierzątka domowe, na lepszej miejscówce do życia skończywszy. Mniej dobre, bo bywają momenty, gdy poprzez  nieostrożne obchodzenie się z ogniem, mogą doprowadzić do spopielenia całej sawanny, wynajdując przy tym popcorn. 

Krudowie to zabawna i bijąca w oczy kolorami historia, którą aż się chłonie, być może dlatego, że traktuje o wielu współczesnych problemach, pomimo jaskiniowej szaty. Odwieczne i na czasie są konflikty pokoleń czy to ojca z dorastającą córką, czy to zięcia z teściową. Uniwersalne jest pragnienie poznania tego co nowe, co kryje się za horyzontem, bo może jest lepsze, cieplejsze, przyjemniejsze. No bo w końcu, ile można siedzieć w zimnej, ciemnej i zatęchłej jaskini? 
Rozczulające i przezabawne są próby ojca rodziny, by nadal być dla swoich bliskich autorytetem, gdy na horyzoncie pojawia się ktoś bardziej kompetentny. Wbrew pozorom wyhodowanie we własnej głowie dobrego pomysłu nie jest łatwe, no chyba że goni cię stado krwiożerczych, skrzydlatych odpowiedników piranii. 

Słowem Krudów nie da się nie lubić. Mogą być tępawi, niezbyt czyści i nie wiedzieć co to ogień, ale są zgrani i przeważnie pozytywnie nastawieni na nowości. 
To świetna komedia dla całej rodziny i w takim składzie najlepiej ją oglądać. Będzie kolorowo, wzruszająco i zaskakująco zabawnie. Polecam. To jedna z lepszych animacji ze stajni Dream Works. 
Doczytałam się ostatnio, że na rok 2017 jest planowana kontynuacja. Czy można dopisać kolejny rozdział do ich historii? Pożyjemy, to zobaczymy, a na razie póki co możemy cieszyć się częścią pierwszą.

poniedziałek, 4 września 2017

Trawiasta przygoda w wersji mini czyli Artur i Minimki

Reżyseria: Luc Besson
Scenariusz: Luc Besson
Czas trwania: 102 min.
Produkcja francuska






10 -letni Artur to chłopiec niezwykle żywotny i ciekawy świata. Z zaangażowaniem śledzi i słucha o odkryciach i podróżach swojego dziadka Archibalda; chce tak jak on podróżować, poznawać nowych ludzi, rzeczy i tworzyć nowe wynalazki. 
Artur jest dzieckiem i zwyczajem dzieci nie dostrzega, że  dziadek od trzech lat nie daje znaku życia, bo zaginął, dom jest tak zadłużony, że niebawem komornik eksmituje babcię chłopca, a zbyt zajęci sobą rodzice Artura, obijają się gdzieś po świecie, zamiast opiekować się synem. To ta trochę bardziej mroczna strona historii. 
Faktem jest jednak, że eksmisja staje się coraz bardziej realna i tylko nagły powrót dziadka oraz odnalezienie skarbu, mogą sytuację uratować. 

Dlatego Artur, kierując się wskazówkami pozostawionymi przez dziadka, trafia do świata, w którym żyją przezabawne i bardzo sympatyczne Minimki, małe istoty przypominające trolle, mieszkające pod ziemią, nikomu nie wadzące. No może z wyjątkiem jednego M...
Czy Arturowi uda  się odnaleźć skarb i uratować krainę nowych przyjaciół? Czy odnajdzie dziadka? Czy zdąży na czas?

Artur i Minimki  to bardzo sympatyczna, kolorowa i pełna niespodziewanych zwrotów akcji historia. Trochę tu klimatów rodem z Indiany Jonesa, trochę romansu i dużo praktycznego dowcipu słownego.
Film różni się od innych tego typu historii dla dzieci. Po pierwsze dlatego, że zaczyna się jak film fabularny z prawdziwymi aktorami i nawet po przejściu Artura do świata Minimków, mamy możliwość śledzić, co podczas jego nieobecności dzieje się na farmie. Rzadko trafia się takie połączenie. Luc Besson już nieraz udowodnił, że jego wyobraźnia jest bardzo rozległa i nie ma sobie równych. Po drugie takie przenikanie się światów daje odbiorcy do zrozumienia, że jeśli coś jest małe i nie widać goły okiem, to nie znaczy, że nie ma prawa istnieć. Okazuje się bowiem, że obydwa światy mocno na siebie oddziałują i zmiana w jednym, pociąga za sobą zmiany w drugim. 

Długo odkładałam seans Artura i Minimków, teraz widzę, że niepotrzebnie. Może zabrzmi to dziwnie, ale zniechęcały mnie głównie fryzury Minimków oraz ich nieco dziwaczny wygląd. Nic bardziej błędnego; Minimki są przemiłe, film zabawny i uroczy, a fabularny wygląd prowincji zachwyca. 
To dlatego z chęcią zasiądę do seansu części drugiej. Polecam obejrzeć film wspólnie z dzieckiem.

niedziela, 6 sierpnia 2017

Nieoczekiwana zamiana czyli Wilk w owczej skórze

Reżyseria: Andrey Galat, Maxim Volkov
Scenariusz: Maxim Sveshnikov
Czas trwania: 84 min.








Szary jest młody, pełen życia i uwielbia dobrą zabawę. Ani mu w głowie przejmowanie przywództwa w rodzinie czy żeniaczka z piękną Bianką. Brzmi znajomo? Z pewnością bardzo ludzko, tymczasem Szary jest wilkiem, synem przywódcy wielkiej watahy i w sumie nie traktuje swojej pozycji zbyt serio. Niecierpliwi to zarówno ojca młodzieńca, jak i czekającą na oświadczyny ukochanego Biankę. 

Dlatego Szary postanawia się zmienić, ponieważ jednak jest zwolennikiem szybkiego działania, naiwnie sądzi, że jeśli wypije miksturę, to zaoszczędzi sobie czasu. Tymczasem bohater budzi się w owczej skórze. Czy zrozumie swoje błędy, a tym samym ocali oba stada: owcze i wilcze? To się okaże. 

Historia miała potencjał, właśnie dlatego po nią sięgnęłam. Motyw zmiany bohatera w kogoś innego, jest wszak gwarantem dobrej zabawy. Chodzi w końcu o to, by zrozumiał on swoje błędy i zmienił postępowanie, ratując tym samym bliskich. 
Tymczasem tutaj tego nie ma. Szary podlega przemianie w owcę, choć jak słusznie zauważył mój bystry małżonek, nie dostaje runa, a tylko kopytka i rogi, poza tym w ogóle nie przypomina owcy. Zrozumienie spływa na niego nagle, nie pod wpływem ważnych wydarzeń, tylko tak po prostu. Zmienił się i już rozumie, teraz pozostaje mu tylko dążyć do powrotu do własnej postaci. 

Z przykrością stwierdzam, że historia jest nudna i jakby na siłę. Bohaterowie dwoją się i troją, korzysta się z typowych motywów i gagów słownych, a jednak jest po prostu drętwo. Sam sposób powrotu bohatera do wilczej postaci winien być spowodowany ważkim czynem, a nie drobnym szczegółem, z czego po pewnym czasie autorzy scenariusza się wycofali. 
Nie czuje się konfliktu między owcami i wilkami, wydaje się jakby te dwie grupy nie miały ze sobą nic wspólnego. 

To dlatego, dooglądawszy z dużym trudem, nie polecam. Lepiej poświęcić ten czas na inne, lepsze animacje. 
Szkoda, bo potencjał był spory.

środa, 2 sierpnia 2017

Wakacyjne i dinozaurowe klimaty czyli Wyspa dinozaura

Reżyseria: Reinhard Klooss, Holger Tappe
Scenariusz: Reinhard Klooss, Oliver Huzly, Sven Severin
Czas trwania: 87 min.
Wytwórnia:  produkcja niemiecka







Wyspa dinozaura to film, który powstał na motywach książek niemieckiego pisarza Maxa Kruse. 
Na samym środku oceanu na pięknej tropikalnej wyspie mieszka sobie, nieco zbzikowany Profesor w towarzystwie grupki gadających  ludzkim głosem zwierząt. Są tu więc pingwin Fraczek, który sepleni, jaszczurka Mundek, ciamajdowaty Dziubas, który raz po raz zderza się z jakąś skałą lub drzewem, pesymista Cienki, choć w talii grubawy, bo to lew morski oraz zrzędliwa świnka Frania z kompleksem idealnej pani domu.

Sielskie życie mieszkańców zupełnie się zmienia, gdy pewnego dnia morze wyrzuca na brzeg jajo, z którego niebawem wykluje się prawdziwy dinozaur. Mały Dyzio nie tylko postawi życie mieszkańców na głowie, ale też ściągnie na wyspę króla Pomopniusza, marzącego o kolejnym trofeum myśliwskim na swoją ścianę. Co z tego wyniknie? Cała masa komplikacji i przygód. 

Od pierwszych chwil filmu dokładnie widać, że jest on skierowany do najmłodszej widowni. 
Po pierwsze sam Dyzio swoim zachowaniem i mentalnością bardzo przypomina małe dziecko. Jest po dziecięcemu szczery, powtarza po dorosłych to co mówią, bardzo lubi się przytulać do mamy i myśli tylko o zabawie. Zaś wszystkie polecenia wykonuje na swój sposób, tzn. jeśli każą mu się nie ruszać z miejsca, to on nie zmieniając postawy ciała przesuwa się w wybranym przez siebie kierunku, jednocześnie powtarzając głośno: "nie ruszać się z miejsca, nie ruszać się z miejsca". 
Po drugie wszystkie postaci są kolorowe i mają takie owalne kształty, chyba po to, żeby dobrze się kojarzyły, w końcu kanty i  ostre rogi nie są dla dzieci. 
Przyjemne wrażenie sprawia sama wyspa, słoneczna, ciepła, przypomina wielką piaskownicę. 

W filmie umieszczono też kilka wątków dydaktycznych. Przede wszystkim należy mówić proszę i dziękuję, tego mały widz uczy się razem z Dyziem. Koniecznie też trzeba się dzielić zabawkami z przyjacielem, bo samolubów w przedszkolu czy na placu zabaw nikt nie lubi. No i oczywiście najważniejsza dla malucha jest mama, to życiowe marzenie małego Dyzia i tylko posiadanie mamy sprawi, że bohater zaśnie szczęśliwy. 

Przyjemny dla ucha jest polski dubbing, pingwin uroczo sepleni, a świnka jest taka władcza.
Wyspa Dinozaura to dobry film do obejrzenia razem z dzieckiem i to nawet w kilku podejściach. 

poniedziałek, 24 lipca 2017

A jednak przynoszą... czyli Bociany

Reżyseria: Nicholas Stoller, Doug Sweetland
Scenariusz: Nicholas Stoller
Wytwórnia: Warner Bros Animation
Czas trwania: 87 min.






Niespełna dwie dekady temu bobasowo-bocianową branżę dopadł kryzys. Do tamtego czasu bociany zajmowały się wyłącznie dostarczaniem dzieci do ich nowych domów. Potem jednak na skutek różnych czynników zewnętrznych musiały się przekwalifikować i obecnie już nie przynoszą dzieci. Są po prostu firmą kurierską i dostarczają różnorakie przesyłki. 

Do seansu zasiadłam wraz z mężem w sobotnie popołudnie i byłam nastawiona sceptycznie. Jednak z minuty na minutę, film wciągał mnie coraz bardziej. Powiem krótko: film Bociany to zabawna historia, pełna słownych gagów, pomysłowa i z polotem. Jestem mile zachwycona i zauroczona klimatem tej historii. 

Jak wspomniałam wyżej, bociany już nie przynoszą dzieci. Stara wytwórnia bobasów stoi odłogiem, a nowa część firmy jest gigantem w dostarczaniu wszystkiego, co tylko można nabyć na rynku. 
Tymczasem mały Nate, synek zapracowanych rodziców, marzy o braciszku. Przypadkiem znajduje starą ulotkę i wysyła list, który na skutek nadgorliwości jedynego człowieka w bocianiej społeczności, rudowłosej, gadatliwej Tulip, trafia do maszyny. I bach, powstaje bobas, którego trzeba dostarczyć. I co teraz? Junior, dziedzic firmy, postanawia dostarczyć dziecko rodzinie i zatuszować fakt, że kiedykolwiek istniała, inaczej będzie miał kłopoty. Tulip kieruje się względami uczuciowymi, a sfiksowana wilcza wataha, bardzo chce mieć ludzkie szczenię w stadzie. 

Bociany są rewelacyjne. Naprawdę. Zabawna żonglerka słowna między Tulip a Juniorem, starania wilków, by zdobyć niemowlę, czy sepleniący Lizus. Całymi garściami promuje się tutaj wartości rodzinne: a więc spędzanie czasu z dziećmi, grupowe uściski, a nawet ów naukowo udowodniony niemowlęcy czar, który każe opiekować się bobasem. 

Na pochwałę i uwagę zasługuje polski dubbing, zwłaszcza Dominika Kluźniak w roli emocjonalnej Tulip osiąga szczyty mistrzostwa.  

Ogląda się z zaciekawieniem i łezką w oku. Spodziewałam się po tym seansie niewiele, a otrzymałam o wiele więcej niż początkowo zakładałam. 
Bajkę powinni obejrzeć rodzice wspólnie z dziećmi, a każdy fan animacji zdecydowanie powinien do niej zajrzeć. Godna uwagi, naprawdę.

piątek, 14 lipca 2017

Kawalerska wyprawa czyli Epoka lodowcowa 4: Wędrówka kontynentów

Tytuł: Epoka lodowcowa 4: Wędrówka kontynentów
Reżyseria: Steve Martino, Mike Thurmeier 
Scenariusz: Michael Berg, Jason Fuchs
Czas trwania: 88 min.
Wytwórnia: 20 thCentury Fox







Obsesyjne działania Scrata na punkcie żołędzia doprowadzają do kolejnego pęknięcia w lodzie.  Sytuacja jest bardzo poważna. Rozpoczyna się wędrówka kontynentów. 


Od chwili, gdy widzieliśmy naszych bohaterów, minęło trochę czasu. Ten upływ widać głównie po osobie Brzoskwinki, córki Mańka i Eli. Młoda mamutka to już nastolatka, której najbardziej zależy na akceptacji grupy innych młodych mamutów, a nie jest to łatwe, gdy w rodzinie ma się oposy, przyjaźni się z jeżokretem i ma się własne oposowe nawyki. 

Gdy lód zaczyna pękać, nasza grupa się rozdziela. Zwierzęta z doliny pod wodzą Eli ruszają w stronę przesmyku. Tymczasem Maniek, Sid i Diego dryfują na krze na pełne morze. Tam spotykają piratów i tak zaczyna się wielka przygoda, która trochę mi się skojarzyła z kawalerską wyprawą. Gdy bohaterów było tylko trzech i żaden nie miał zobowiązań. 
Tym razem nasi bohaterowie nie są sami. Towarzyszy im zbzikowana babcia Sida, cuchnąca jeszcze bardziej niż nasz leniwiec. 

Czwarta część cyklu nie straciła pazura i podobała mi się dużo bardziej niż część trzecia. 
Tym razem jest to przygoda na pełnym morzu w typowo marynarskich klimatach. Są piraci, przewrotny kapitan Flak, są nawet marynarskie szanty. A drugim oficerem na pirackim okręcie jest przepiękna biała tygrysica Shirra... 
Kolorytu i zabawnych momentów dodaje babcia Sida, która ciągle wzywa jakiegoś Skarbusia; oczywiście nikt nie traktuje tego serio. Ogromny plus dla twórców filmu, że ten Skarbuś jednak nie był tylko wyimaginowany. 

Nasi bohaterowie dorośli i zmądrzeli. Nadal jednak mocno wierzą w wartość stada, co kilkakrotnie się podkreśla. Najbardziej mentorski jest w tej roli Diego i przyznam, że bardzo to do niego pasuje. Maniek jest świetny w roli nadopiekuńczego ojca dorastającej córki, a Sid jak zwykle jest sobą. 
Przyjemnie i z zainteresowaniem ogląda się morskie potyczki i do samego końca niczego nie można być pewnym.

Nie zabrakło także Scrata, którego sensem życia nadal jest pogoń za żołędziem, choć trochę smutne jest to, że w jego przypadku ważniejsze jest mieć, a nie być. 
Wędrówka kontynentów to dobra rozrywka dla całej rodziny. Akcja nie stoi w miejscu, tak samo bohaterowie, ciągle dowiadujemy się o nich czegoś nowego. Jest zabawnie, swojsko i miło. Polecam.

sobota, 8 lipca 2017

Budowlaniec czy Indiana Jones czyli Tedi i poszukiwacze zaginionego miasta

Reżyseria: Enrique Gato
Scenariusz: Jordi Gasull, Neil Landau, Ignacio del Moral, Javier Lopez Barreira, Gorka Magallon
Produkcja: Hiszpania
Czas trwania: 90 min.









Tedi Stones to zwykły budowlaniec, przeciętny zarówno z umiejętności jak i z wyglądu. Nieprzeciętne ma  jednak marzenia, od dziecka bowiem pragnie dokonać wielkiego odkrycia w dziedzinie archeologii. Jak na razie jednak nie ma na tym polu znaczących osiągnięć, a pracę traci już po raz siódmy. Cóż, życie marzyciela nie jest łatwe. 
Dlatego gdy zabawnym zbiegiem okoliczności Tedi zostaje wzięty za profesora archeologii i ma wyjechać na poszukiwania legendarnego Miasta Inków, bohater nie waha się długo i z właściwą sobie wdzięczną niezdarnością przystępuje do gry o skarb. A może przy okazji wygra coś więcej i jego nudne dotąd życie się odmieni?

Z nowo poznanymi na miejscu przyjaciółmi Sarą i Freddym, bohater będzie musiał wymknąć się przestępcom także czyhającym na skarb, rozwiązać kilka starożytnych wskazówek oraz zdecydować czy szuka się skarbu dla samego dreszczu poszukiwania i satysfakcji że się miało rację czy też może ważniejsze są splendor i rozgłos.

Film ogląda się bardzo dobrze i z przyjemnością, bo takie historie zawsze się dobrze ogląda, głównie ze względu na tematykę. Klimaty Indiany Jonesa są chwytliwe i dobrze się sprzedają, pod warunkiem, że twórcy choć odrobinę się przyłożą do swojej pracy. Trochę sensacji, atmosfera zagrożenia ze strony czarnych charakterów i napięcie towarzyszące rozwiązywaniu wskazówek dotyczących odkrywania skarbu. Całość jest okraszona dość przystępnym dowcipem, a bohaterów nie da się nie lubić. Tedi jest sympatyczny i taki swojski, a Freddy przemawia głosem Cezarego Pazury. Sfiksowana mumia - strażnik miasta świetnie dopełnia całości obrazu.  Nie wolno zapomnieć o wybitnie zabawnej papudze Belzonim, która wygląda jak żywcem wzięta z Angry Birds. 

Dużym atutem historii jest fakt, że z Tediego żaden super odkrywca czy awanturnik. To swój chłopak, przede wszystkim niezdarny i tak zwykły, że aż czasem boli, ale co ważne ma serce na właściwym miejscu i nie jest zmanierowany. To dlatego tak łatwo go polubić. Bohater nie ma w sobie ani krztyny głupiomądrości czy snobizmu. A to, że czasem potyka się o własne nogi czyni go tylko prawdziwszym. 

Tedi i poszukiwacze zaginionego miasta to dobry pomysł na seans dla całej rodziny. Świetnie umili czas i pozostawi o sobie bardzo przyjemne wrażenie. Polecam.

sobota, 24 czerwca 2017

Wyścig po baletki czyli Ballerina

Reżyseria: Eric Summer, Eric Warin
Scenariusz: Eric Summer, Carol Noble, Leuretn Zeitoun
Wytwórnia: Quad Productions
Czas trwania: 90 min.








11-letnia Felicia wychowuje się w sierocińcu na francuskiej prowincji.  Dziewczynka marzy o tym, aby zostać tancerką baletową.

Gdy nadarza się okazja wraz z przyjacielem Wiktorem, Felicja ucieka do Paryża. To tutaj dwójka przyjaciół postanawia spełnić swoje marzenia. Felicja szczęśliwym zbiegiem okoliczności poznaje tajemniczą Odette, która obiecuje nauczyć ją techniki, co zaowocuje tym, że dziewczynka będzie mogła powalczyć o wymarzone miejsce w szkole, a może nawet i o cenną rolę. Wiktor tymczasem spełni swoje marzenia o skonstruowaniu samolotu. Nie będzie to jednak takie proste, jak się wydaje. Bo przecież o marzenia trzeba powalczyć.

Największą rywalką Felicji okaże się jej własny brak samodyscypliny, a także ambitna Camille, która wydaje się pewna, że otrzyma wymarzoną rolę.

Przepięknie jest tutaj pokazany Paryż. Tło muzyczne, typowe dla kina francuskiego (trochę jak w Amelii) dodatkowo dodaje czaru. Jeszcze bardziej magicznie jest dzięki temu, że wieża Eiffela dopiero powstaje i jeszcze nikomu się nawet nie śni, że stanie się ona symbolem Francji. Natomiast słynna dziś Statua Wolności szykuje się do podróży do Ameryki.

Relacja Felicji i Odetty trochę przypomina wątki z filmów Karate Kid. I tam i tu mistrz każe uczniowi robić rzeczy, pozornie bez związku i wpływu na daną umiejętność, gdy tymczasem szybko okazuje się, że w jest w tym metoda. Felicja jest może i utalentowana, ale brakuje jej pokory i jest zbyt samowolna. Czy posłucha wskazówek Odetty i nauczy się pokory? A może nie będzie jej dane zostać Klarą w Dziadku do orzechów? 

Ballerina jest magiczna i ogląda się ją z wielką przyjemnością. Seans polecam przede wszystkim dziewczynkom i ich ambitnym mamom. Ten drugi wątek świetnie reprezentuje chorobliwie zawzięta i ambitna mama Camilli. 
Polecam. Ciepła, mądra i bardzo przyjemna w odbiorze opowieść.

wtorek, 13 czerwca 2017

Dzieciaczki kontra szczeniaczki czyli Dzieciak rządzi

Reżyseria: Tom McGarth
Scenariusz: Michael McCullers
Wytwórnia: Dream Works
Czas trwania: 97 min.









Fajnie jest być jedynakiem. Cała uwaga i miłość rodziców skupia się na jednym dziecku, a na dobranoc jest trzy razy więcej bajek i tyleż samo przytulasów. 
To dlatego 7-letni Tim jest bardzo szczęśliwym dzieckiem i nie marzy o rodzeństwie, bo i po co?
Gdy zatem w domu pojawia się Bobas, chłopiec jest zrozpaczony. Potem jednak robi się także podejrzliwy, gdyż mały Bobas ma neseser, garniturek i ...mówi! 
Początkowo Tim stara się zdemaskować tajemniczego osobnika. Kiedy jednak okazuje się, że rodzicom grozi niebezpieczeństwo, chłopcy, choć nie bardzo chcą, muszą się zjednoczyć. Co z tego wyniknie? I czy wygrają bobasy, czy szczeniaczki? To się okaże.

Film jest zabawny, nie można mu tego odmówić, momentami miałam jednak wrażenie, że twórcy raczej silą się na żartobliwą atmosferę niż faktycznie taka ona jest. Sam Bobas nie jest zabawny. Wtłoczony w garniturek i z teczką budził raczej mój niesmak, niż rozbawienie. Jakoś mi ta cała idea szefowania nie pasowała do wizerunku małego berbecia. 

W bardzo fajny sposób, mądry i bez przesady czy słodzenia został pokazany proces przyzwyczajania się i dorastania Tima do faktu, że ma młodsze rodzeństwo i że od tej pory rodzice muszą dzielić swoją uwagę i opiekę między dwoje dzieci. Pokazano to z dwóch perspektyw: Tima, który do tej pory był rozpieszczonym i wychuchanym jedynakiem oraz jego rodziców, którzy skonani opieką nad niemowlęciem zwyczajnie padają wieczorem na pysk. 

Oczywiście nietrudno przewidzieć zakończenie historii, jednak i tak czeka się na nie z przyjemnością. 
Dzieciak rządzi to przyjemna komedia o dorastaniu do nowych ról społecznych i o tym, że najważniejsi są bliscy. Choć czasem trudno się jest dzielić uwagą rodziców, to jednak w efekcie i tak wychodzi na to, że dobrze jest mieć rodzeństwo. Nic nie zastąpi przeżytych wspólnie przygód. To naprawdę bezcenne.
Polecam.

wtorek, 23 maja 2017

Ptasi Top Gun czyli Zambezia

Tytuł: Zambezia
Reżyseria: Wayne Thornley
Scenariusz: Andrew Cook, Rafaella Delle Donne, Wayne Thornley, Anthony Silverston
Wytwórnia: Triggerfish Animation
Czas trwania: 83 min.







Zambezia wyszła z rąk twórców Kumby i tego samego studia.  Jakoś ostatnio bardzo przypadły mi do gustu afrykańskie klimaty i dlatego akurat taki wybór filmu.

Afryka, gdzieś tam na krańcu, można by rzec tam, gdzie marabut mówi dobranoc. To tutaj mieszka młody sokół Kai. Młodzieniec rwie się do czynu i do brawurowego latania, próbując jednocześnie wyrwać się spod opiekuńczych skrzydeł ojca Tendaia. Zachowawczy i zgorzkniały ojciec najchętniej trzymałby syna w gnieździe i kazał mu tylko naprawiać ogrodzenie, zaś pełen życia i ciekawy świata Kai chciałby robić wszystko, tylko nie naprawiać ogrodzenie.

Stara prawda mówi, że kiedyś pisklęta muszą opuścić gniazdo. Kai także podejmuje taką decyzję i wspólnie z nowo poznanymi ptakami, decyduje się polecieć do legendarnej Zambezii, stolicy ptasiego świata. Po dotarciu na miejsce jest oczarowany; wszystkie ptaki żyją tu niczym w raju, bezpiecznie wysiadując jaja i pielęgnując pisklęta. Całą społeczność chronią Dziobasy, elitarna brygada szybko latających ptaków, do której Kai ma zresztą nadzieję wstąpić.

Tymczasem Tendai zaniepokojony zniknięciem syna, zaczyna go szukać i wpada w szpony marzącego o kradzieży wszystkich ptasich jaj ogromnego legwana Budzo. Ten ostatni zagabnie manipulując niezbyt inteligentnymi marabutami, opracowuje plan zagrażający całej Zambezii. Kai z przyjaciółmi będzie musiał nie tylko uratować swojego tatę, ale też zawalczyć o przyszłość całej Zambezii.

Animacja jest wdzięczna i miła w odbiorze. Barwna i kolorowa, rozśpiewana, jak cała ptasia społeczność. Okazuje się, że zamebezyjczycy trochę się rozleniwili i za dużo złożyli na barki Dziobasów. A kto zapomniał, że w jedności siła i wszyscy mogą zawalczyć o swój dom i jaja? Ano mogą i właśnie przyszedł na to czas.
O ile pierwsza połowa filmu toczy się dość spokojnie i beztrosko, o tyle końcówka i sceny walki ptaków z legwanami były super i w dużej mierze zważyły na ocenie filmu.

Zambezia to lekka, pogodna historia w sam raz do obejrzenia całą rodziną. Wielce ambitną bym jej nie nazwała, ale tak na jeden raz całkiem przyzwoita i pozostawia bardzo miłe wspomnienia.

wtorek, 9 maja 2017

Do krainy wiecznej zimy czyli Królowa śniegu

Tytuł: Królowa Śniegu
Reżyseria: Vladlen Barbe, Maksim Sveshnikov
Scenariusz: Vladlen Barbe, Maksim  Sveshnikov
Czas trwania: 80 min.
Wytwórnia: Wizart Animation







Rodzice Gerdy i małego Kaia znikają, porwani przez Północny Wiatr. Ten ostatni zrobił to na rozkaz Królowej Śniegu, która nienawidzi wszelkich artystów i rzemieślników. Ojciec rodzeństwa tworzył magiczne zwierciadła ukazujące prawdę.
Po tej tragedii dzieci trafiają do domu dla sierot, będącego jednocześnie zakładem pracy. Pogodna i mądra Gerda, mimo trudności i nieprzyjaznego zarządcy, jakoś radzi sobie, mając za przyjaciółkę uroczą łasiczkę Zuzię. Kai, utalentowany artystycznie, pracuje w kotłowni. 

Gdy dochodzi do rozpoznania, dzieci nie cieszą się sobą zbyt długo, gdyż Królowa znowu wysyła swoje sługi i tym razem dochodzi do porwania Kaia. Zdeterminowana Gerda z pomocą Zuzi i nowo poznanego trolla Orma, wyrusza w długą i pełną niebezpieczeństw podróż, by uratować brata. 

Czytałam w Sieci nie do końca pochlebne recenzje tej animacji. Na szczęście zanim to zrobiłam, obejrzałam film i zdążyłam sobie wyrobić na jego temat własne zdanie. Wyprodukowany przez rosyjskie studio Wizart Animation film, nie należy może do tej kategorii co Kraina Lodu, ale nie jest tak zupełnie bezwartościowy. 

Oparta na motywach baśni H.Ch. Andersena animacja w ciekawy sposób prezentuje podróż Gerdy do pałacu Królowej Zimy. Poznani w drodze ludzie w rożny sposób  przeszkodzą lub pomogą dziewczynce w dalszej podróży. 
Zdecydowanie najmocniejszym charakterem tego filmu jest troll Orm, mający zdolność przemiany w czarną łasicę, choć jak sam twierdzi, w niedźwiedzia polarnego też potrafi. Orm, jako sługa Królowej, ma za zadanie doprowadzić Gerdę do pałacu.  Marudny i złośliwy, początkowo wydaje się nieczuły na urok Gerdy i skupiony na sobie. Z czasem jednak przekona się, czym jest przyjaźń i troska o bliskich i być może odkryje w sobie niedźwiedziego ducha.

Bajka nie jest długa, ma zaledwie 80 minut, mnie jednak bardzo dobrze się ją oglądało. Pomysł, by Gerda spotykała w swojej podróży różne osoby, był bardzo dobry. Skupiona na sobie wiedźma chce handlować kwiatami, jednak nie umie sprawić by pachniały, a skłócony z dziećmi król, jest zmuszony wszystko dzielić na pół, zapominając o wartości najbliższej rodziny. Ciekawym zabiegiem było też sięgnięcie do przeszłości Królowej, by pokazać, co uczyniło ją taką, jaka jest teraz.
Krótko mówiąc, jestem zadowolona z seansu i chętnie obejrzę dwie następne części, bo obecnie to już trylogia.