Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podróż. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podróż. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 11 lutego 2018

Emocjonalnie czyli Emotki

Reżyseria: Tony Leondis
Scenariusz: Tony Leondis, Eric Siegel, Mike White
Czas trwania: 86 min.
Wytwórnia: Columbia Pictures





Wydawać by się mogło, że o emotkach nie można powiedzieć wiele. No są, wysyła się je zamiast słów, albo żeby wzmocnić przekaz i tyle. Ale żeby stworzyć z tego historię z fabułą, która bawi i wciąga? A można. Zaś efekt jest zaskakująco przyjemny. 

Emotki żyją sobie w Tekstopolis, smartfonie swojego użytkownika i mają się świetnie, choć czasem ich jednofunkcyjność bywa nieco ograniczająca. Choinka na przykład przez cały rok musi się czuć w klimacie świątecznym, a emotka ze złamaną ręką musi się śmiać, choć ją boli. Tak już działa ten świat, każda emotka wyraża tylko jedną konkretną emocję. Jak to w takich historiach bywa musi być odstępstwo od normy. Młody Minek jest uniwersalny, to znaczy potrafi okazać każdą emocję, właściwie jest ich wulkanem. Biorąc pod uwagę jego pochodzenie i wiecznie zobojętniałych rodziców, w polskiej wersji etam, Minek faktycznie jest anomalią. I właśnie ta wszechstronność wpędzi naszego bohatera w nie lada kłopoty i zmusi do ucieczki  z Tekstopolis. 
Uniwersalna emotka stanowi zagrożenie dla bytu innych emotek. Co więcej może być potraktowane jako błąd w oprogramowaniu i tak też się dzieje. Alex, właściciel smartfona, postanawia go odnieść do serwisu. Całe Tekstopolis jest skazane na zagładę. 

Przez Minkiem trudne zadanie. Musi nie tylko uciec przed pościgiem botów czyścicieli, ale też przekonać Alexa, że jego emotki są wyjątkowe. Tylko jak to zrobić? Samemu byłoby trudno, od czego jednak ma się przyjaciół? Razem z energetyczną piąstką Piatką oraz zbuntowaną hakerką Matrix Minek wyruszy w szaloną podróż po aplikacjach smartfona. 

Animacja z pewnością spodoba się dzieciom, kolory aż biją tu po oczach. Emotki są duże i fajnie widzieć jak działają, jak marzą o popularności, jak liczy się dla nich pozycja. 
Mnie najbardziej podobała się emotka Uśmiech, demoniczna i zdecydowana, z szerokim uśmiechem mówiąca o eliminacji Minka, tak jakby to było wykasowanie czegoś bez znaczenia. Zupełnie inaczej to brzmi, gdy ktoś mówi o tym w ten sposób. Rozbrajający są także rodzice Minka, którzy mimo że mają okazywać rezygnację  i pesymizm, gdy idzie o dobro ich jedynaka, potrafią z siebie wykrzesać o wiele, wiele więcej. 
Zabawnie też ogląda się podróż przez aplikacje; inaczej, można rzec od kuchni, tu widać Facebooka, aplikacje muzyczne, słowne i rozrywkowe. 

Emotki to przyjemna w odbiorze opowieść.  Jest naprawdę kolorowo, barwnie i wesoło. 
Dobry pomysł na wspólny seans z dzieckiem.

niedziela, 17 grudnia 2017

Ekspres dla niedowiarków czyli Ekspres Polarny

Reżyseria: Robert Zemeckis
Scenariusz: Robert Zemeckis
Czas trwania: 99 min.
Wytwórnia: Castle Rock Entertainment






Z magią świąt bywa różnie. Jedni w nią wierzą, inni mają kłopot z jej odnalezieniem i wiek człowieka nie ma tu żadnego znaczenia. Można być dorosłym tę magię w sobie mieć, a można być dzieckiem (niby na tę magię szczególnie podatnym), a jednak mieć z tym kłopot. 

Taki problem ma właśnie główny bohater historii. Dom, w którym mieszka jest pięknie przygotowany na święta: choinka ubrana, młodsza siostrzyczka z niecierpliwością czeka na przybycie Mikołaja. Chłopiec jednak wątpi w Świętego, właściwie już przestał wierzyć. Dlatego gdy wigilijną nocą słyszy hałasy i widzi przed domem ogromny pociąg, po krótkim wahaniu, postanawia do niego wsiąść. 

Szybko okazuje się, że Ekspres jedzie na Biegun Północny i wiezie cały tłum przeróżnych dzieci, przeważnie wątpiących i osamotnionych. Każde dziecko otrzymało specjalny bilet, który swoim dziwacznym dziurkaczem, równie niezwykły konduktor kasuje w oryginalny sposób. By ogrzać zziębnięte gardła i dłonie, dzieci otrzymują gorącą czekoladę do picia. Podróż jest niesamowicie ciekawa, widoki zapierają dech w piersiach, a wszyscy zastanawiają się czy uda się im zobaczyć Mikołaja. 
Główny bohater nie potrafi jednak usiedzieć na swoim miejscu w przedziale i to głównie dzięki niemu widz przeżywa mnóstwo emocji związanych z iście kaskaderskimi scenami, np. szusowanie na nartach po ośnieżonym dachu pociągu czy pogoń za pędzonym wiatrem zgubionym biletem. 

Podczas seansu generalnie nie można się nudzić. Obraz jest niesamowicie barwny i pomysłowy. Oblodzony Biegun czy siedziba Świętego Mikołaja z całą chmarą elfów, budzi podziw. Przesłanie także jest bardzo czytelne. Liczy się by pomagać innym, a w Święta przede wszystkim być z bliskimi, a dawanie jest o wiele przyjemniejsze niż branie. Polski dubbing dodał nawet akcent polski od siebie w postaci łobuza z Koluszek, choć bystry widz zauważy, że globus zatrzymuje się wtedy na Nowym Jorku. (Ale co tam).

Seans polecam całej rodzinie, łatwa wtedy wprawić się w świąteczny klimat. Mam tylko jednen drobny zarzut: główny bohater prawie wcale się nie śmieje i mimo świątecznej odmiany, nadal pozostaje poważny. Niby to drobiazg, ale tak mi to jakoś utkwiło. 
Tak czy siak polecam. 
Pomysł Ekspresu jadącego do krainy Mikołaja genialny. Sama też chciałabym dostać taki bilet.

piątek, 3 listopada 2017

Szwadron pierożkowy i sekcja kluskowa czyli Kung Fu Panda 3

Tytuł: Kung Fu Panda 3
Reżyseria: Jennifer Yuh, Alessandro Carloni
Scenariusz: Jonathan Aibel, Gelnn Berger
Czas trwania: 95 min.
Wytwórnia: Dream Works







W życiu każdego wojownika przychodzi taki czas, gdy z ucznia musi stać się mistrzem. Czy jednak tłustawy i dziecinny Po jest na taką zmianę gotowy? 

Generalnie jest bardzo dobrze. Po jest szczęśliwy. Ma przyjaciół, cieszy się powszechnym szacunkiem, dobrze dogaduje się ze swoim tatą panem Pingiem. Ale uczyć innych? No cóż, Po nie czuje się dobrze w roli nauczyciela, będzie jednak musiał się przemóc, gdyż Chinom grozi nowe niebezpieczeństwo. Oto z Zaświatów wydostał się generał Kai, który opanował sztukę zabierania wielkim wojownikom ich chi. Dzięki temu on sam staje się coraz silniejszy. Jego ostatecznym celem jest Smoczy Wojownik. Aby go pokonać Po musi opanować tę samą sztukę: dawania i odbierania chi. Oj, nie będzie łatwo.

Jak na początku nie byłam przekonana do tej animacji, tak teraz, z odcinka na odcinek, jestem coraz bardziej zachwycona. 
Trzecia część pozwala się bliżej przyjrzeć naturze pand. Wraz z Po trafiamy do wioski zamieszkałej przez pandy i mamy wiele okazji do śmiechu, zwierzęta te bowiem są jak starożytni epikurejczycy; kochają jeść, relaksować się, znowu jeść, bawić się i niczym nie przejmować. Jednocześnie wychowanie, które odebrał Po od swojego przybranego taty, odróżnia go od krewniaków, co może stać się jego największym atutem w walce z Kaiem. 
Spotkanie dwóch ojców: biologicznego i przybranego owocuje całą masą zabawnych sytuacji. Zazdrosny o syna pan Ping postanawia bowiem nie odstępować Po na krok i bierze ze sobą w podróż całą masę jedzenia, aby, broń Boże, nie zgłodniał. 

Ponownie twórcy filmu zastosowali tę samą zasadę co w części drugiej. Zbyt poważne chwile, łagodzi się dowcipem lub banalną gafą. 
Mocniej niż w poprzednich częściach uwagę zwraca przepiękna muzyka kojarząca się z kulturą Wschodu. Zadbano także o kolorystykę, dobrze widoczną zwłaszcza w barwach szat i wnętrz. 

Kung Fu Panda 3 jest zabawny, zaskakuje ciekawym zakończeniem, a przesłanie jest jasne. Cenniejsze jest dawanie, niż branie, a rodzina i bliscy to najważniejsza rzecz w tym i przyszłym życiu. Jednocześnie zgodnie z zasadą, że nietypowe metody są najlepsze pokazuje, że warto wydobyć z ucznia jego naturalne predyspozycje i zdolności, a wtedy osiągnie on sukces. 

Pokochałam świat Po i jego przyjaciół. To świetna animacja dla całej rodziny, do obejrzenia nie raz, a kilka razy. Polecam!

sobota, 16 września 2017

Pierwsze buty, selfie i popcorn? Tylko z Krudami!

Tytuł: Krudowie
Reżyseria: Chris Sanders, Kirk De Micco
Scenariusz: Chris Sanders, Kirk De Micco
Czas trwania: 98 min.
Wytwórnia: Dream Works






Naczelna zasada Krudów brzmi Nigdy się nie nie bój. W praktyce oznacza to, że wszystko co nowe jest złe, ciekawość jest zła i ogólnie powinno się siedzieć w jaskini. Na kupie, jak to sama czasem mówię.  Do tej pory ta zasada się sprawdzała. Sześcioosobowa rodzina Krudów siedziała głównie w jaskini i nawet by jej przez myśl nie przeszło choćby zerknąć, co jest gdzieś poza nią. 
Wszystko jednak ulega zmianie, gdy wchodząca w buntowniczy wiek dojrzewania Ip, poznaje samotnie wędrującego Guya, który nie tylko pokazuje jej jak działa ogień, ale też oznajmia jej, że zbliża się koniec świata i trzeba iść stąd jak najdalej. Dla Ip to brzmi wiarygodnie, ale jak przekonać do tego rodzinę?

Krudowie należą do moich ulubionych bajek. Plasują się bardzo blisko Jak wytresować smoka i Zaplątanych. Bajka promuje wartości rodzinne i to, jak nieuchronne są zmiany, na które rodzina jest narażona, przez co trudno tę rodzinę razem utrzymać. 
Prości w swej budowie Krudowie wszystkiego się boją, generalnie na niczym się nie znają i są naiwni jak dzieci. Mimo to, oprócz głowy rodziny Gruga, są chętni poznawać wszystko co napotykają na swej drodze, co ma swoje dobre i mniej dobre strony. Dobre, bo dzięki podróży, w którą się udadzą wiele zyskają, od butów począwszy, przez własne zwierzątka domowe, na lepszej miejscówce do życia skończywszy. Mniej dobre, bo bywają momenty, gdy poprzez  nieostrożne obchodzenie się z ogniem, mogą doprowadzić do spopielenia całej sawanny, wynajdując przy tym popcorn. 

Krudowie to zabawna i bijąca w oczy kolorami historia, którą aż się chłonie, być może dlatego, że traktuje o wielu współczesnych problemach, pomimo jaskiniowej szaty. Odwieczne i na czasie są konflikty pokoleń czy to ojca z dorastającą córką, czy to zięcia z teściową. Uniwersalne jest pragnienie poznania tego co nowe, co kryje się za horyzontem, bo może jest lepsze, cieplejsze, przyjemniejsze. No bo w końcu, ile można siedzieć w zimnej, ciemnej i zatęchłej jaskini? 
Rozczulające i przezabawne są próby ojca rodziny, by nadal być dla swoich bliskich autorytetem, gdy na horyzoncie pojawia się ktoś bardziej kompetentny. Wbrew pozorom wyhodowanie we własnej głowie dobrego pomysłu nie jest łatwe, no chyba że goni cię stado krwiożerczych, skrzydlatych odpowiedników piranii. 

Słowem Krudów nie da się nie lubić. Mogą być tępawi, niezbyt czyści i nie wiedzieć co to ogień, ale są zgrani i przeważnie pozytywnie nastawieni na nowości. 
To świetna komedia dla całej rodziny i w takim składzie najlepiej ją oglądać. Będzie kolorowo, wzruszająco i zaskakująco zabawnie. Polecam. To jedna z lepszych animacji ze stajni Dream Works. 
Doczytałam się ostatnio, że na rok 2017 jest planowana kontynuacja. Czy można dopisać kolejny rozdział do ich historii? Pożyjemy, to zobaczymy, a na razie póki co możemy cieszyć się częścią pierwszą.

niedziela, 30 kwietnia 2017

Jurasic Park dla najmłodszych czyli Epoka lodowcowa 3: Era dinozaurów

Tytuł: Epoka lodowcowa 3: Era dinozaurów
Reżyseria:  Carlos Saldanha
Scenariusz: Peter Ackerman, Yoni Brenner, Mike Reiss, Michael Berg
Czas trwania: 94 min.
Wytwórnia: 20th Century Fox





Czas płynie. W sercach mieszkańców doliny, mimo trwającej epoki lodowcowej, budzą się ciepłe uczucia.  W takim przyjemnym klimacie rozpoczyna się trzecia część serii filmowej Epoka lodowcowa.
Maniek i Ella oczekują potomka, więc przyszły ojciec stara się stanąć na wysokości zadania. Dba o partnerkę, buduje przepiękny plac zabaw, bardzo się tym wszystkim przejmując. Tym samym zapomina trochę o swoich przyjaciołach, którzy zaczynają się czuć jak piąte koło u wozu. 
Diego dochodzi do wniosku, że kapcanieje i decyduje się odejść, a Sid chciałby zostać rodzicem, ale nikt nie bierze serio jego marzeń. Czyżby unikalne stado miało się rozpaść? 

Przyznam, że początek filmu trochę mnie nudził, bo, w moim odczuciu,  za mało się działo. Kiedy jednak Sid znajduje w zamarzniętej jaskini trzy jaja, z których wykluwają się małe dinozaury, wreszcie akcja filmu wkracza na znane i przyjemne tory. Po małe dinki szybko zjawia się wściekła mama, a Sid staje się dobrowolną ofiarą porwania. Nie chce oddać dzieci. 
Nasi bohaterowie ruszają mu na pomoc i odkrywają, że dinozaury wcale nie wymarły, wręcz przeciwnie mają się bardzo dobrze. 

Twórcy trzeciej części cyklu wzięli na warsztat motyw dinozaurów i podróży do ich zaginionego świata. Maniek wraz z ciężarną Elą, Zdziśkiem, Edkiem oraz Diego wyruszają na pomoc Sidowi, który padł ofiarą własnych instynktów macierzyńskich. Przejście przez pełną niebezpieczeństw dolinę byłoby niemożliwe, gdyby nie pomoc sfiksowanej łasicy Bucka, który żyje wśród dinozaurów niczym tarzan wśród swoich małp. 

Świat dinozaurów według twórców Epoki... jest barwny i różnorodny, ale też bardzo nieprzyjazny i groźny. Dinozaury to najmniejsze ze zmartwień, choć i na nie trzeba uważać. Na naszych bohaterów czyhają mięsożerne rośliny, trujące opary gazów, podstępne przepaście i rzeka lawy. A przede wszystkim on. Rudi. Największy i najgroźniejszy z dinozaurów. Nemezis i Moby Dick Bucka w jednej osobie. 
Oczywiście w ślad za naszymi bohaterami do świata dinozaurów trafia też Scrat, którego pogoń za żołędziem wchodzi na nowy poziom. Oto bowiem nasz wiewiór pozna dziewczynę! Dopadnie go odwieczny dylemat co jest ważniejsze: kobieta czy jedzenie. Perypetie dwóch wiewiórek to jedne z lepszych scen filmu, a tango w ich wykonaniu - genialne. 

Epoka lodowcowa 3: Era dinozaurów będzie świetną rozrywką dla całej rodziny. Przygoda w świecie wymarłych gadów, opowiedziana z kpiącym komentarzem naszych bohaterów zapewnia blisko 1,5 godziny dobrej rozrywki. No i w końcu okazuje się, że najbardziej liczy się stado.

wtorek, 7 marca 2017

Czas mamutów, czas oposów czyli Epoka lodowcowa: Odwilż

Tytuł: Epoka lodowcowa. Odwilż
Reżyseria: Carlos Saldanha
Scenariusz:  Peter Gaulke, Jim Hecht, Gerry Swallow
Czas trwania: 91 min
Wytwórnia: 20th Century Fox







Życie zwierząt w dolinie biegnie spokojnie i dość sielsko.  Szybki Tosiek jednak nie  zasypia gruszek w popiele i kręci swoje biznesy.  Tym razem, prorokując rychłą powódź, stara się wcisnąć zwierzętom łodygi, które umożliwią im oddychanie pod wodą. Początkowo nikt nie wierzy w jego przepowiednie, kiedy jednak Maniek zajrzy za lodową ścianę, przekona się, że faktycznie nastał czas odwilży, a co za tym idzie powódź jest nieunikniona. Aby ratować życie zwierzęta postanawiają się udać na sam koniec doliny, gdzie ma czekać na nie łódź - ich ratunek. Czy to prawda, czy ściema? No cóż, innej opcji nie ma. Trzeba odbyć kolejną migrację. 

Sid, Maniek i Diego wyruszają razem z całą resztą, przy czym wspólnie będą borykać się z jeszcze jednym problemem, choć głównie to problem mamuta. Powszechna opinia głosi, że mamuty wyginęły, zatem Maniek jako ostatni szanse na przedłużenie gatunku ma zerowe. 
Jednak w trakcie wędrówki nasi bohaterowie spotykają trzy oposy, z których jeden wygląda jak mamut płci żeńskiej! I faktycznie Ela, bo tak ma na imię urocza samiczka, jest mamutem, jednak wychowana wśród oposów, ma ich mentalność, zwyczaje i ani myśli szukać pary do przedłużania gatunku. Przed naszymi bohaterami kolejny problem, a te piętrzą się w zaskakującym czasie. 
Lód robi się coraz cieńszy, a pod nim czają się potwory. Muszę przyznać, że przemykające pod cienką, lodową zasłoną cienie nieźle, jak na film dla dzieci, budowały nastrój grozy i napięcia. 

Druga część Epoki ... jest godną kontynuacją części pierwszej. Przyjemne jest to, że znamy już głównych bohaterów, którzy pomimo dzielących ich różnic, stanowią dbające o siebie stado. Manfred jak zwykle jest powolny i służy siłą w sytuacjach kryzysowych, Diego w ironiczny sposób komentuje rzeczywistość, a Sid jest po prostu sobą czyli trochę się wygłupia, niekiedy gada od rzeczy, ale gdy pojawia się problem lęku tygrysa przed wodą, potrafi go tak zmanipulować, aby przyjaciel ten lęk pokonał. Tak, Sid jest mądrzejszy niż na to wygląda. 
Nowi bohaterowie czynią historię jeszcze zabawniejszą. Ela wisząca na drzewie jako opos, czy jej dwaj nadpobudliwi bracia, w polskiej wersji Edek i Zdzisiek, którzy lamentują lepiej niż najlepsze zawodowe płaczki to wszystko sprawia, że okazji do śmiechu jest sporo i ogląda się bardzo przyjemnie. 

Tym razem twórcy Epoki... skupili się na problemie tożsamości, tu głównie na przykładzie Eli i łamania stereotypów, np. dotyczących tego, że koty nie pływają. Bardzo podobała mi się relacja Eli z jej braćmi, którzy choć wzrostem niewielcy, stoją murem za naszą Elą i zachowują się jak prawdziwi nadopiekuńczy bracia. Wzrusza także problem Mańka, który czując się ostatnim ze swego gatunku, czuje ogromną presję znalezienia partnerki, przez co jego zaloty do Eli są trochę nieudolne. Czy dwa uparte mamuty dorosną do trwałego związku? 

Nie zabrakło także szalonego Scrata, który kontynuując swoją pogoń za żołędziami dokonuje rzeczy naprawdę niezwykłych. Jak zwykle jest wyłupiastooki, nadal nie mówi, a elastyczność jego chudego ciałka wydaje się nie mieć granic. 

Epoka lodowcowa. Odwilż to udana kontynuacja przygód bohaterów. Ważne, że akcja nie stoi w miejscu, postacie się rozwijają, jest zabawnie i swojsko, ale też jest kilka miłych zaskoczeń, zwłaszcza w finale. Polecam.

niedziela, 5 lutego 2017

Leniwy, szablozębny i puszysty czyli Epoka lodowcowa

Tytuł: Epoka lodowcowa
Reżyseria: Chris Wedge
Scenariusz:  Michael Berg, Michael J. Wilson, Peter Ackerman
Czas trwania: 81 min.
Wytwórnia: 20th Century Fox





Wbrew temu co twierdzą podręczniki do geografii epoka lodowcowa może i była 100 tys. lat temu, ale swój prawdziwy renesans zaczęła przeżywać w XXI wieku, a konkretnie w roku 2002, kiedy to studio filmowe 20th Century Fox wyprodukowało pierwszą część filmu o tym samym tytule. 
Dziś, kiedy triumfy na ekranach kin święci już piąta część cyklu, o serii można powiedzieć, że to niemal gimnazjalistka, z którą dorastało całe obecne młode pokolenie.

Akcja pierwszej części dzieje się 20 tys. lat temu. 
Wszystko, jak to w tej serii bywa, zaczyna się od głupawej wiewiórki, której życiową obsesją są żołędzie. Pogoń za nimi to sens jej życia, przyczyna licznych tarapatów oraz zmian z klimacie i ukształtowaniu powierzchni Ziemi.
Postępujące zlodowacenie zmusza zwierzęta do migracji. Dwa spóźnione zwierzaki: mrukliwy mamut Manfred oraz gadatliwy leniwiec Sid poznają się przez przypadek i dalszą podróż kontynuują razem, mimo niechęci tego pierwszego i dobrych chęci drugiego. Niebawem dołączy do nich tygrys szablozębny Diego, który tylko czyha na okazję, aby ukraść bohaterom znalezione w drodze ludzkie niemowlę. Zwierzaki postanawiają oddać dziecko ojcu, a Diego ma być przewodnikiem. Odbyta podróż, wspólnie pokonywane przeszkody, zbliżają do siebie to najbardziej pogięte stado na świecie i sprawiają, że faktycznie stają się troszczącym się o siebie stadem. Ale w początku filmu daleka do tego droga. 

Schemat Epoki lodowcowej, jeśli idzie o charaktery bohaterów, jest bardzo podobny do fabuły Shreka. Mamy tu trio. Milczący, silny Maniek to samotnik i odludek, ale okaże się, że ma do tego powody. Przy bliższym poznaniu nie jest taki zły, o ile komuś będzie chciało się przebijać przez jego skorupę. Gaduła Sid, choć pozornie wydaje się tępy i głupiutki, ma serce na właściwym miejscu i nie przejmuje się opryskliwością mamuta, dzięki czemu może z nim wytrzymać. Tygrys Diego to myśliciel, jest naprawdę mądry i widzi wiele, choć o tym nie mówi. Przejdzie przemianę, gdy zda sobie sprawę, co oznacza lojalność wobec stada. Razem tworzą dziwaczną drużynę, która dałaby się za siebie pokroić. 
W międzyczasie śledzimy też starania wiewióra, który kierowany wiewiórczym instynktem stara się ukryć żołądź, a robi to tak pechowo, że zawsze wywołuje kataklizm. W odróżnieniu od reszty zwierząt nie mówi, choć jest całkiem dobry w kalambury. 
Komizmu dodają dwa nosorożce znajdujące ostatni tego lata mleczyk, czy starający się wyewoluować pancernik. 

Bardzo mi się podobał polski dubbing. Głębokie spokojne głosy P. Fronczewskiego i W. Malajkata idealnie oddawały powagę i opanowanie Manfreda i Diega, a sepleniący C. Pazura jest irytująco śmieszny w roli Sida. 
Choć animowane komputerowo, bardzo piękne są lodowe krajobrazy, a muzyka idealnie oddaje lodowy, czasem sentymentalny klimat wspomnień.  

Myślę, że seansu Epoki lodowcowej nikomu nie trzeba polecać. Nie ma tu limitu wiekowego i, co fajne, można ją oglądać wiele razy, bez zagrożenia nudą. Słowem, bajka broni się sama. To piękna opowieść o przyjaźni, lojalności i przewrotnym losie, który z wroga robi czasem sojusznika, a nawet przyjaciela.

poniedziałek, 19 grudnia 2016

Jak zostać ogrem... yyy królem czyli Shrek Trzeci

Tytuł: Shrek Trzeci
Reżyseria: Chris Miller, Raman Hui
Scenariusz: Peter S. Seaman, Jeffrey Price, Jon Zack, J. David Stem , David N. Weiss, Joe Stillman
Chris Miller, Aron Warner
Czas trwania: 93 min.
Wytwórnia: Dream Works






Zazwyczaj, gdy już po wielkim trudzie zyska się akceptację teściów, wtedy pojawiają się też pewne oczekiwania. Ogry także to obowiązuje. 
Gdy ojciec Fiony zaczyna chorować, królewna wraz z mężem Shrekiem, zastępują króla, mając nadzieję, że to tylko chwilowe. Dlatego, gdy król (obecnie żaba) umiera, zgodnie z jego wolą władzę w państwie ma przejąć właśnie Shrek. Ogr, który o niczym nie marzy bardziej niż o powrocie na ukochane bagno, jest tym faktem nieco przygnębiony. Kiedy jednak pojawia się możliwość związana z jeszcze jednym następcą, postanawia wyruszyć w podróż i sprowadzić go do Zasiedmiogórogrodu. 

Trzecia część serii zaczyna się sielankowym, dzieciowym klimacie. Nasi bohaterowie doszli do porozumienia i zaakceptowali fakt, że ich długo i szczęśliwie będzie na ogrowo i zielono. Gdyby tylko teraz mogli wrócić do domu, zamiast chrzcić statki, pasować na rycerzy i inne nudne, sztywne rzeczy. Chcąc tego uniknąć Shrek wraz z Osłem i Puszkiem, musi wyruszyć w kolejną podróż. Podczas ich nieobecności łaknący sławy i zemsty Książę z Bajki, przy pomocy czarnych, bajkowych charakterów dokonuje zamachu stanu. Tak w skrócie przedstawia się fabuła trzeciej części przygód zielonego ogra i jego wiernych przyjaciół. To jednak ledwie kawałek tego, co nas czeka w trakcie seansu. 

W trakcie podróży Shrek będzie musiał zmierzyć się z ojcowym kryzysem, w związku z wieścią, jaką przed jego wyjazdem przekazała mu Fiona. Powrotna podróż w towarzystwie prawdziwego nastolatka Artura da mu przedsmak tego, co go czeka jako rodzica. 
Ale to naprawdę nie wszystko. Puszek i Osioł przekonają się, jak to jest być w cudzej skórze; sytuacja iście ko(s)miczna. Spotkamy starego Merlina, a na jego przykładzie poznamy skutki wypalenia zawodowego nauczyciela. 
W tym samym czasie Fiona i inne królewny: Kopciuszek i jego brzydka siostra, Śnieżka, Śpiąca i Roszpunka osiągną szczyty feminizmu, przeciwstawiając się najeźdźcom. Nie zabraknie doborowej i niezastąpionej brygady: Ślepych Myszek, Trzech Świnek (w niemieckim akcentem), Pinokia i Ciastka. 

Trzecia część przygód opowiada tak naprawdę o dorastaniu do pewnych ról i obowiązków. Jedni radzą sobie z nimi lepiej, bo mają predyspozycje, tak jak np. Osioł. Inni muszą uwierzyć, że je mają, tak jak Artur i Shrek. Nie brakuje zabawnych nawiązań i aluzji. Jest wesoło i swojsko, ale zdarzają się też zaskoczenia, które świadczą o tym, że autorzy scenariusza jeszcze nie odkryli wszystkich kart. 
O czym mogą marzyć czarne charaktery? Dlaczego buty Puszka są tak niewygodne? Do czego może przydać się krasnal? Odpowiedzi na te i wiele innych bajkowych wątpliwości znajdziecie w trzeciej części przygód Shreka. Polecam. Trzyma poziom.

piątek, 9 września 2016

Z cyrkiem w świat! czyli Madagaskar 3

Tytuł: Madagaskar 3
Reżyseria: Eric Darnell, Tom McGrath, Conrad Vernon
Scenariusz:  Noah Baumbach, Eric Darnell
Czas trwania: 89 min.
Wytwórnia: Dream Works







Szczerze mówiąc, myślałam sobie w duchu, że szalona czwórka już wyrzekła swoje ostatnie słowo. No bo czego można chcieć więcej, po tym jak się odnalazło swoje korzenie i znalazło stado? 
Jednak trzecia część serii Madagaskar udowadnia bez dwóch zdań, że szalona jazda bez trzymanki dopiero się zaczyna. 

Po tym jak Pingwiny odleciały do Monte Carlo, nasi bohaterowie zdają siebie sprawę, że Afryka nie jest miejscem, w którym chcieliby być. Marzą o powrocie do zoo w Central Parku, gdyż uważają je za swój prawdziwy dom. Zbytnia idealizacja? Hmm, zobaczymy. 

Od razy powiem, że mimo iż nie spodziewałam się po trzeciej części zbyt wiele, to bije ona na głowę obie swoje poprzedniczki. Ta część to świetne połączenie komedii, sensacji i przygody, suto okraszona dobrym humorem, nawiązaniami do kultury masowej i błyskotliwymi dialogami. 

Kiedy Alex, Marty, Melman i Gloria przybywają do Europy i spotykają pławiące się w luksusie Pingwiny, nie wiedzą, że kłopoty przez duże k dopiero nadejdą. Nasi bohaterowie bowiem staną się celem pościgu hycla z prawdziwego zdarzenia socjopatycznej komisarz DuBois, która nie porzuca raz złapanego tropu, a za swoje największe trofeum uważa ... głowę Alexa. Sceny z udziałem komisarz to spektakularne pościgi rodem z Zabójczej broni, zaś sama bohaterka budziła we mnie dreszcz obrzydzenia. Jej opanowanie połączone z demonicznym błyskiem w oku i kompletny brak empatii były straszne. Co nie zmienia faktu, że postać wykreowano kapitalnie. 

Uciekając przed pościgiem, nasi bohaterowie trafiają do podupadającego cyrku Zaragoza i postanawiają przywrócić jego dawną świetność. Dojdzie do bardzo ciekawego pojedynku charakterów między znanymi już bohaterami oraz zwierzętami z cyrku. Na plan pierwszy wysuwają się tutaj lew morski Stefano o przeciętnej inteligencji, prześliczna, choć niezbyt bystra jaguar Gia oraz rozgoryczony, były gwiazdor areny tygrys Witalij. Ale to nie wszystko. Świetne smaczki gwarantuje nam ognisty romans króla Juliana z niedźwiedzicą cyrkową Sonią, desantowe działania Pingwinów oraz francuskie przebieranki szympansów. 
Jakie rozmiary ma najmniejsze kółko przez które może przeskoczyć tygrys? Czy zebry mogą latać, a żyrafa tańczyć na linie? Co to takiego trazpezo americano?  Na te i inne pytania odpowiedź daje nam trzecia część serii. 

Jest bardzo kolorowo, wybuchowo i zaskakująco magicznie. Cyrkowy występ w Londynie to majstersztyk i choć to przecież tylko animacja komputerowa, to ogląda się z drżeniem serca. Fosforyzujące obręcze, ogniste wrotki, fruwające zwierzęta,a  wszystko to w rytm Firewall Katy Perry. Natomiast finałowa scena już w Central Parku to ukoronowanie świetności cyrku Zaragoza. 

Czy nasi bohaterowie wrócą do zoo i czy faktycznie jest ono tym, za czym tak mocno tęsknili? A może już trochę dorośli i ich pragnienia się zmieniły? 
Madagaskar 3 to piękna historia o pokonywaniu własnych lęków i granic, o tym, że najważniejsze jest nie miejsce, w którym jesteśmy, ale bliscy, którzy są przy nas. To także opowieść o dokonywaniu wyborów życiowych, które choć czasem mogą wydawać się szalone i ryzykowne, mogą się też opłacić i zaprocentować. 
Gdyby jedynka i dwójka mnie nie przekonały, to po obejrzeniu trójki, zwę się zadeklarowanym fanem serii Madagaskar. Polecam gorąco seans. Dajcie się porwać magii cyrku Zaragoza.

niedziela, 21 sierpnia 2016

Czas na safari czyli Madagaskar odsłona druga

Tytuł: Madagaskar 2
Reżyseria: Eric Darnell, Tom McGrath
Scenariusz: Tom McGrath, Eric Darnell, Etan Cohen
Czas trwania: 89 min.
Wytwórnia: Dream Works







Wesołe stadko z Aleksem na czele, po wyremontowaniu starego samolotu, postanawia wrócić do Nowego Jorku. Niniejszą eskapadę chcą potraktować jako bonusowe wakacje. Teraz już naprawdę bardzo chcą wrócić do swojego życia w zoo. Do samolotu wsiadają również Pingwiny pod wodzą Skippera, dwa cyniczne szympansy oraz król Julian z Morrisem. Lemurzy władca uznał, że czas na podbój świata. 
Na skutek awarii nasi bohaterowie lądują w rezerwacie (daleko nie ulecieli), gdzie będą musieli się zmierzyć z nowymi wyzwaniami. Wyjdzie także na jaw kilka starych sekretów. Tak w skrócie prezentuje się fabuła drugiej części animacji Madagaskar. 

Tym razem akcję umiejscowiono w Afryce, gdzie ku zdziwieniu naszych bohaterów, żyje cała masa zebr, lwów, hipopotamów, żyraf i innych. Jest tu tego całe zatrzęsienie, więc trudno tu o indywidualność. 
Przyznam, że byłam nastawiona nieco sceptycznie do kontynuacji, ale okazało się, że naprawdę niepotrzebnie. Druga część jest równie zabawna, jak pierwsza, a może nawet bardziej. 
Lwi celebryta Alex sięgnie do swoich korzeni i będzie musiał przejść rytuał, co zaowocuje przewrotem, a potem jeszcze jednym. 
Zebra Marty zacznie się zastanawiać, czy w stadzie tylu zebr wyróżnia się czymś jeszcze oprócz blizny na pośladku po ugryzieniu kumpla lwa? Jego przyjaźń z Alexem będzie musiała przejść kolejną próbę. 
Hipopotamica Gloria postanowi zacząć randkować. Czy atrakcyjny Moto Moto będzie tym jedynym? 
Tymczasem rozczulający i rozbrajający swoją hipochondrią żyrafa Melman wejdzie w zupełnie nową rolę, a także przyzna się do czegoś bardzo ważnego. 

Swoje trzy grosze dorzucą do wszystkiego Pingwiny, a także Julian. Znalazło się też miejsce dla szalonej babuni, która jest nie do pobicia, jeśli idzie o stawianie lwów do pionu. 
Druga część serii jest zabawna, obfituje w znane nam, kultowe już dziś teksty, zaskakuje rozwiązaniami, ma także ważne przesłanie. Okazuje się, że w tak trudnym do życia miejscu największym skarbem jest...woda. Bo woda to życie. 
Oczywiście, gdy już ma się wodę, warto zatroszczyć się o rodzinę i przyjaciół, którzy niekoniecznie muszą być połączeni z nami więzami krwi, czy być tego samego gatunku. 

Podczas oglądania drugiej części nie można się nudzić, aż do ciekawie skonstruowanego finału, a przecież to jeszcze nie koniec perypetii szalonej czwórki z zoo z Central Parku. 
Dlatego jeśli ktoś jeszcze nie widział, w co wątpię, bo w sumie to już niemal klasyk, to zachęcam do obejrzenia. I to jak najszybciej. 
Jak to powiedział król Julian: Szybko, zanim dotrze do nas, że to bez sensu. 
Polecam. Fajna zabawa i miłe, przyjemne odmóżdżenie.

niedziela, 14 sierpnia 2016

Zielony, opryskliwy i ... jak cebula czyli Shrek

Tytuł: Shrek
Reżyseria: Andrew Adamson, Vixky Jenson
Scenariusz: Joe Stillman, Roger S.H. Schulman, Ted Elliott, Terry Rossio
Czas trwania: 90 min.
Wytwórnia: Dream Works





Kiedy wiosną 2001 roku na ekranach kin pojawił się Shrek, był to początek końca tradycyjnego postrzegania bajek.  Od tej pory każda historia mogła się co prawda zakończyć happy endem, ale przewrotnym, kpiarskim i puszczającym oczko do widza. 
Tego roku filmowy Shrek obchodzi swoje 15 urodziny. Kto by pomyślał, że historia zielonego ogra i jego przyjaciół nie tylko doczeka się czterech części, ale też stanie się filmem kultowym, kochanym przez widzów na całym świecie. 

Akcja filmu dzieje się w baśniowym świecie. To tyle, jeśli idzie o tradycję. Cała reszta to już novum. Główny bohater jest ogrem; jest zielony, gburowaty i lubi mieszkać na swoim bagnie. Sam. Wszystko jednak się zmienia, gdy lord Farquaad zaczyna ścigać przeróżne baśniowe stworzenia, a ze zdobytego mówiącego zwierciadła dowiaduje się, że gdyby się ożenił z królewną, zostałby królem. Wybór pada na zamkniętą w wieży, strzeżonej przez smoka, królewnę Fionę.  
Kiedy na bagnie Shreka zaczyna się robić tłoczno, poirytowany ogr idzie z lordem na układ. Dostarczy mu uratowaną z wieży królewnę, a w zamian chce bagno tylko dla siebie. W drogę wyrusza z poznanym wcześniej gadatliwym i irytującym Osłem, który nie chce się odczepić. 
Tak zaczyna się podróż, podczas której mamy okazję obserwować, jak twórcy filmu zagrali na nosie tradycyjnym bajkom. I co tu dużo mówić udało im się to koncertowo! 

Po raz pierwszy obejrzałam Shreka na studiach, na komputerze u koleżanki i do dziś część pierwsza z tamtym seansem mi się kojarzy. Tak sobie myślę, że dziś widzów Shreka można z grubsza podzielić na dwie grupy. 
Pierwsza, wiekowo bliższa mnie, traktuje film nie tylko jak świetną komedię pełną dowcipów, aluzji i nawiązań, ale też coś co na stałe wrosło do kultury popularnej. Pamiętam dobrze, jak zachwyciła nas Fiona walcząca z Robin Hoodem i ta sekwencja, gdy bohaterka przez ułamek sekundy wisi w powietrzu, zanim odda kluczowy cios; fani Matrixa i Neo dobrze wiedzą, o czym mówię. Oczarował nas gadatliwy Osioł, który flirtował ze Smoczycą, rozczulił torturowany Ciastek, śmieszył lord Farquaad, niewątpliwie mający jakiś kompleks. Oglądanie Shreka i wyłapywanie wszystkich aluzji i nawiązań było dla nas jak dobre ćwiczenie, jak swoista gra. 
Druga grupa to pokolenie, które dorastało wraz z pojawianiem się kolejnych części Shreka, ale nie znało tego, co było przed nim. Dla tego pokolenia Shrek jest po prostu bajką, obfitującą w ciekawe stworzenia, ociekającą dowcipami fizjologicznymi i ... to chyba wszystko. 

Kiedy ostatnio powiedziałam moim uczniom, że Shrek jest ich rówieśnikiem prawie nie chcieli wierzyć. Zresztą, czy w epoce, gdy tego typu animacji mamy istny zalew, Shrek może być konkurencyjny? Myślę, że tak, bo po pierwsze przetarł szlaki, po drugie naprawdę moim zdaniem jest już klasyką, a klasykę warto znać. I nie mam tu na myśli samej tylko fabuły. Kultowe stały się kwestie z filmu.  Skopać schodom poręcz, teoria o tym, że ogry są jak cebula, czy też informacja, że Żwirek kręci z Muchomorkiem. To było takie odkrywcze, zabawne, świeże.

Nie można nie wspomnieć o genialnym polskim dubbingu. Osioł już zawsze będzie dla mnie mówił głosem Jerzego Stuhra, a Shrek kpiącym tonem Zbigniewa Zamachowskiego.

Oprócz tego, pomijając niekiedy głupawy klimat, film jest naprawdę mądry. Przyjaciele wspierają i wybaczają, mówi wkurzony Osioł do Shreka i ma rację. Przyjaciele, jakby pozornie wydawali się niedobrani, pójdą za nami wszędzie, nie opuszczą w potrzebie, gdy trzeba powiedzą przykrą prawdę, a potem pomogą ocalić księżniczkę i zawalczyć o szczęśliwe zakończenie. Najwspanialsze jednak jest to, że piękno nie musi być takie wyraziście piękne i na wierzchu. Bardzo często, to co piękne jest ukryte i niedostrzegalne na pierwszy rzut oka. Piękno nie musi być klasyczne i mieć idealnych wymiarów Kopciuszka czy Śnieżki. Może mieć okrągłą, zieloną buzię, miły uśmiech i głos oraz dobre, uczciwe spojrzenie Fiony. Bo to co obdarzamy uczuciem, staje się piękne. I to jest właśnie główne przesłanie tego filmu.

czwartek, 4 sierpnia 2016

Pojedziemy w Dzicz! Czyli na Madagaskar!

Tytuł: Madagaskar
Reżyseria: Tom McGrath, Eric Darnell
Scenariusz: Eric Darnell, Tom McGrath, Mark Burton, Billy Frolick
Czas trwania: 86 min.
Wytwórnia: Dream Works






W nowojorskim zoo żyją sobie spokojnie i bez stresu przeróżne zwierzęta. Opiekunowie dbają o ich komfort i wygodę, a odwiedzający podziwiają je i kochają.  
Głównymi bohaterami filmu uczyniono tym razem cztery zwierzęta. Lew Alex, o bujnej grzywie i sympatycznej aparycji, to gwiazda wybiegu i wielbiciel surowych steków. 
Żyrafa Melman najchętniej nie wychodziłby od lekarza. To prześmieszny hipochondryk, niezgrabny i wiecznie przestraszony. 
Hipopotamica Gloria, pomimo opasłych kształtów ( w końcu to hipopotam) ma wdzięk i urok, a także siłę przekonywania. 
Zebra Marty to najlepszy przyjaciel Alexa. Właśnie nadchodzą jej 10 urodziny i Marty zaczyna marzyć o czymś więcej niż tylko szczerzenie się przed odwiedzającymi. Marty'emu marzy się dzicz, taka prawdziwa, jak ta z fototapety przed jego wybiegiem  

Niebawem na skutek zbiegu przezabawnych okoliczności (będą w tym miały udział wspominane wcześniej Pingwiny) czwórka naszych bohaterów trafi na wyspę u wybrzeży Afryki, tytułowy Madagaskar.
O ile Alex, Gloria i Melman nie są tym zbyt zachwyceni, o tyle Marty czuje się jakby wygrał na loterii. Wyspa jest ogromna, zielona, przepiękna, a ile tu miejsca do biegania. No prawdziwa, wymarzona dzicz. Na Madagaskarze mieszkają też lemury, (o cudnych, długich ogonach w poprzeczne czarno-białe paski), którym panuje król Julian XIII. 
Podobnie jak dla Pingwinów, tak i dla króla Juliana, film Madagaskar stał się trampoliną dla solowej kariery. Samouwielbienie króla i jego powiedzonka stały się już kultowe. Kto dziś nie zna tekstu wyginam śmiało ciało, mienie władzy to obowiązek króla czy ucieleśnianie ideału? Król Julian jest po prostu jedyny w swoim rodzaju i przyjemnie dziś, już przez pryzmat tego, jak stał się znany i kochany, obejrzeć jego początki. 

Początki pobytu na wyspie są dla naszych bohaterów przyjemne i sielskie. Nie minie jednak dużo czasu, gdy budzący się w Alexie głód mięsa, zagrozi życiu wszystkich niemięsożernych ssaków. W zoo było łatwo. Podali przepięknie soczyste steki i gotowe. A w dziczy? Nie dość, że nie ma gotowych steków, to jeszcze gdy Alex patrzy na przyjaciół, to zamiast nich widzi steki! 
Czy lew zapanuje nad naturą drapieżnika, czy sprawdzą się czarne przepowiednie Maurice'a? A może jest jakieś inne rozwiązanie? 

Madagaskar obejrzałam właściwie z sentymentu dla Pingwinów i Juliana, ale przyznaję, że bardzo dobrze się bawiłam. To zabawna, trochę przewrotna historia o tym, że marzenia czasem się spełniają, tylko nie do końca tak jakbyśmy tego chcieli. Antarktyda może się bowiem okazać za biała, a dzicz ... za dzika. Ale wszystko idzie okiełznać, gdy ma się przy boku oddanych przyjaciół i pomysłowe Pingwiny. 

środa, 27 lipca 2016

Bo w każdym drzemie strongman czyli Roman Barbarzyńca

Tytuł: Roman Barbarzyńca
Reżyser: Kresten Vestbjerg Andersen,
Thorbjorn Christoffersen, Philip Einstein Lipski
Scenariusz: Thorbjørn Christoffersen
Czas trwania: 89 min.
Wytwórnia: Einstein Films A/S






Gdyby mi ktoś powiedział, że Duńczycy mają takie fajne poczucie humoru, to chyba nie uwierzyłabym tak na słowo. Po seansie Romana Barbarzyńcy już nigdy w to nie zwątpię. 

Kraina Wszechściemia. Plemię osiłkowatych Barbarzyńców żyje sobie spokojnie, w przekonaniu, że skoro są potomkami silnego Crona, nie mają sobie równych. Jak widać pycha bywa zgubna, bo oto nasi Barbarzyńcy zostają nagle zaatakowani przez odział księcia Zamordora, który ma własne ciemne plany. Jak nietrudno się domyślić banda osiłków jest mu potrzebna do ich realizacji.
Z pogromu żywcem uchodzi jedynie bystry umysłem, lecz wątły i ubogi w bicepsy Roman. Jego naczelną powinnością jest teraz uwolnić ziomków i pokonać Zamordora. Jednak łatwiej zrobić niż powiedzieć. 
Nasz bohater, który wcale się bohaterem nie czuje, wyrusza w podróż, w której towarzyszyć mu będą kiepski w swym fachu bard Wrzaskier, bojowniczo nastawiona Ksenia oraz nieco zakręcony elf Lameras. Czy bohaterom uda się dotrzeć w jednym kawałku do celu podróży i pokonać wroga? To się okaże. 

Po przeczytaniu opinii innych użytkowników, zasiadałam do seansu z pewną dozą sceptycyzmu. Pisano tam m.in. że to nie dla dzieci, że trochę wulgarny itp., itd. 
Z jednym mogę się zgodzić. Nie poleciłabym tego filmu dzieciom. Kolory są bure i przygnębiające, a czaszki i trup ścielą się dość gęsto. Oprócz tego błyszczące na czerwono oczy Zamordora raczej nie byłyby miłe we śnie. Tematyka też raczej nie jest dla dzieci. Bohaterowie biegają półnago, więc wszystkie intymne części ciała mocno odznaczają się pod skąpymi odzieniami, a aluzji erotycznych mamy tu całą masę. Wiem, że dzieci mogą ich nie wyłapać, ale po co im już tak za młodu to sugerować, gdy jest tyle innych bardziej przystępnych dla nich bajek. 

Jeśli jednak potraktujemy to jako film dla nieco starszej młodzieży, to zagwarantujemy sobie blisko 1,5 godziny naprawdę dobrej zabawy. Oczywiście duża w tym zasługa polskiego dubbingu, a trio Stuhr/Mozil/Mucha to naprawdę niezły tandem. Ale nie tylko o dubbing chodzi. 
Historia jest dowcipna i z polotem, teksty błyskotliwe i nie raz, a wiele razy uśmiałam się do bólu brzucha. 
Roman Barbarzyńca to historia człowieka, który nie czuł się dobrze w swoim plemieniu, a już winy w tym, że akurat dla jego przodka zabrakło krwi Crona, przecież nie było. Kiedy jednak trzeba, Roman rusza w drogę, bo jakie ma inne wyjście? Oczywiście nie ma pojęcia jak uratuje swoich braci, ale coś zrobić trzeba i chyba właśnie to w głównym bohaterze jest najlepsze. Nie zyskuje nagle super mocy, nie staje się napakowanym mięśniakiem, po prostu pozostaje sobą.

Jak już pisałam nie poleciłabym seansu rodzicom i ich dzieciom, to po prostu nie ta liga. Niemniej jednak, jeśli ktoś lubi soczysty, nieco przaśny humor, jest w stanie znieść aluzje i jednoznaczne gesty i jeszcze się z tego uśmiać, to myślę, że może obejrzeć Romana Barbarzyńcę. Dziś, kilka dni po seansie, gdy przypominam sobie niektóre sceny, śmieję się sama do siebie.
Ten obraz to naprawdę świetna komedia i mam nadzieję, że uda mi się jeszcze trafić na podobne, utrzymane w tym klimacie.
Polecam, ale tylko osobom, których nie obrazi i nie zniesmaczy garść dowcipów fizjologicznych i erotycznych.  Jeśli trochę przymkniecie na to oko, będziecie się świetnie bawić.

niedziela, 17 lipca 2016

Do zadań specjalnych? Tylko nieloty czyli Pingwiny z Madagaskaru

Tytuł: Pingwiny z Madagaskaru
Reżyseria: Simon J. Smith, Eric Darnell
Scenariusz: John Aboud, Michael Colton,
Brandon Sawyer
Czas trwania: 92 min.
Wytwórnia: Dream Works




Kiedy po spektakularnym sukcesie filmów z serii Shrek, twórcy zielonego ogra postanowili zrobić film o czwórce zwierząt z nowojorskiego zoo, wątpię, by choć przez myśl im przeszło, że film owszem sprzeda się i zyska grono wiernych fanów, ale serca widzów skradnie kto inny. 
Pingwiny. Cztery szybkie, zwinne nieloty, z ambicjami ratowania świata i przeprowadzania tajnych misji. 

W 2008 roku, trzy lata po premierze pierwszej części Madagaskaru, Pingwiny dostały swój serial animowany. Stworzono 3 sezony w sumie 80 odcinków. Akcja działa się w nowojorskim zoo, a osią fabuły były działania Pingwinów i perypetie ich przyjaciół z innych zwierzęcych wybiegów: wydry Marlenki, króla lemurów Juliana czy dwóch cynicznych małp. Szczerze przyznam, że dziś jest to jeden z moich ulubionych seriali animowanych. Świetne teksty Skippera czy króla Juliana, zabawne sytuacje, wszystko to sprawiało, że po ciężkim dniu w pracy z przyjemnością zasiadałam do tv, by przez 20 minut śmiać się do łez. 

W 2014 roku Pingwiny dostały swój film kinowy, co było zresztą tylko kwestią czasu. Jeśli ktoś lub coś jest tak bardzo na topie i tak chwytliwe, trudno się oprzeć pokusie, dania tej postaci jej własnych, kinowych pięciu minut. 
Tym razem dane nam jest poznać początki wielkiej czwórki, która pod wodzą Skippera już od małego, ma pragnienie czegoś więcej niż tylko uczestnictwo w wielkim marszu pingwinów i bycie po prostu słodkim. Skipper, Kowalski, Rico i Szeregowy mają misję ratowania świata. To taka zwierzęca wersja serialu Drużyna A. Skipper o ujmującym głębokim głosie to przywódca, który nawet w najcięższych sytuacjach nie traci głowy. Rico to spec od połykania przeróżnych rzeczy, które potem potrafi zwrócić w nienaruszonym stanie; najczęściej są to narzędzia, bądź materiały wybuchowe. Kowalski to analityk, który wszystko przelicza na procenty, a najmłodszy Szeregowy jest słodki i ma tę słodkość wpisaną w zakres obowiązków. 

Tym razem Pingwinom przyjdzie się zmierzyć z doktorem Davem Mackiewiczem, który na cel wziął sobie wszystkie pingwiny z całego świata. Przed bohaterami trudne zadanie, gdyż wróg jest wciąż o krok przed nimi. To dlatego w pewnym momencie na arenę wkroczy ściśle tajna organizacja Północny Wiatr, której celem jest ratowanie zwierząt w tarapatach. Początkowo te dwie drużyny, jak to zwykle bywa, nie potrafią działać wspólnie, tak silne osobowości jak Skipper i Utajniony, zamiast słuchać, chcą rozkazywać, a to nie wróży dobrze misji. Z czasem jednak... No właśnie, to już warto zobaczyć samemu. 

Kinową wersję przygód Pingwinów ogląda się jak film sensacyjny. Mamy tutaj pościgi, wybuchy, nowoczesne gadżety, tajne bazy, geniusza zła i jego pomagierów. Są nawet dylematy moralne oraz wątek małego bohatera, który bardzo pragnie się wykazać i będzie mu to dane. Jest kolorowo, zabawnie, zaskakująco. Wprowadzenie członków Północnego Wiatru: wilka Utajnionego, śnieżnej sowy Evy (co za piękne rzęsy i akcent!), foki Detonatora oraz podatnego na słodkość misia polarnego Kaprala, nadało historii świeżości i więcej (o ile to jeszcze możliwe) dowcipu. 
Co najlepsze w tego typu historiach, film ten można oglądać kilka razy, bo trudno wyłapać wszystkie smaczki słowne i aluzje za jednym razem. 

Pingiwiny z powodzeniem mogą oglądać widzowie w każdym wieku, ci młodsi i ci starsi. Blisko 1,5 godziny dobrej rozrywki gwarantowane. Polecam. Z pewnością poprawi humor, co na bank wyjdzie na zdrowie.