środa, 11 kwietnia 2018

Kelly Oram: Cinder & Ella

Autor: Kelly Oram
Tytuł: Cinder & Ella
Stron: 314
Wydawca: Dolnośląskie






Ta historia mnie po prostu zauroczyła. W nocy nie mogłam zasnąć i jedyne o czym myślałam, to żeby czytać dalej. To najlepszy dowód na to, jak bardzo wciągająca jest ta książka. Historii o Kopciuszku mamy przecież mnóstwo. Są one różnej jakości, jedne zostają w pamięci na dłużej, inne są do obejrzenia/przeczytania na jeden raz. W gruncie rzeczy niełatwo stworzyć coś, co będzie bliskie oryginałowi, a jednocześnie inne i nowe. Kelly Oram się to udało. Uwierzcie mi historia Elli i Briana jest inna niż wszystkie. 

Ella i Brian nigdy się nie spotkali, a mimo to są dobrymi przyjaciółmi. Kontaktują się tylko mailowo, nie znają nawet swoich imion. Zwierzają się sobie z tajemnic, dyskutują o książkach i filmach. 
W dniu swoich 18 urodzin Ella ma wypadek. Ginie jej mama, a ona sama przez blisko rok wraca do zdrowia. Ciężko poparzona z uszkodzonym biodrem, trafia pod opiekę ojca i jego nowej rodziny. Czy bohaterka odnowi kontakt z internetowym przyjacielem? Czy wróci do pełnej sprawności i samodzielności? 

Przyznam, że gdy zaczynałam czytać, nie spodziewałam się, że to będzie tak dobra historia. Zaczyna się zupełnie zwyczajnie, ot Ella i jej mama jadą na narty. Jednak koniec pierwszego rozdziału pozbawia czytelnika złudzeń, że będzie to naiwna, banalna historia. 
Wypadek, któremu uległa dziewczyna był bardzo poważny i równie poważna jest rehabilitacja, której musi się poddać. Świeżo przeszczepiona skóra wciąż boli, chodzenie o lasce jest trudne, a świadomość śmierci mamy nie ułatwia Elli sprawy. 
Bardzo dużo miejsca poświęciła autorka relacjom rodzinnym; sytuacji dziecka w świetle rozwodu rodziców, nawiązywaniu relacji na nowo po latach, poznawania tej drugiej rodziny. Obie strony są w równie ciężkiej sytuacji; Ella z ranami na ciele i duszy nie umie zaakceptować ojca, którego tyle lat nie widziała, jego pięknej żony oraz swoich przyrodnich sióstr. Im z kolei także nie jest łatwo. Pojawiła się rodzinna tajemnica, pokiereszowana przez wypadek, psująca rodzinie idealny wizerunek. Trudno mi było polubić bliźniaczki Anę i Juliette, z drugiej jednak strony jestem w stanie zrozumieć ich niepokój i bunt. Że w końcu się dogadają w to nie wątpiłam, trochę jednak muszą ze sobą przeżyć. Padnie wiele przykrych słów oraz złośliwych zachowań. 

Kolejny smaczek to relacje Elli i Briana, ich dojrzewanie do uczucia, do odsłonięcia się przed drugą osobą. Czy celebryta i aktor, będący więźniem kontraktów i wizerunku ma w ogóle szansę na prywatne życie i własne wybory? I w tym temacie autorka spisała się świetnie, zwłaszcza przy fragmentach dotyczących reakcji fanów w Internecie i serwisach społecznościowych. Ot potęga Sieci, gdzie nikt nie jest anonimowy, a użytkownicy czując się mocni, zatracają empatię i życzliwość.

Kelly Oram w swojej powieści pokazuje, że nic nie jest proste. Powrót do zdrowia i zdobycie na nowo akceptacji otoczenia okazują się dla Elli bardzo trudne i naprawdę należy się autorce ogromna pochwała za opowiedzenie tej historii tak żeby nie wyszedł płytki banał.

Cinder & Ella to naprawdę świetna książka. Polecam wszystkim romantyczkom. Warto,

piątek, 6 kwietnia 2018

Sebastien de Castell: Cień rycerza

Autor: Sebastien de Castell
Tytuł: Cień rycerza
Seria: Wielkie Płaszcze t.2
Stron: 637
Wydawca: Insignis






Po lekturze tomu pierwszego zostało mi w głowie skojarzenie Wielkich Płaszczy z dumasowskimi muszkieterami. Pamiętam, że nawet mi się historia podobała, choć prowadzenie narracji z dwóch płaszczyzn czasowych było trochę dezorientujące. To dlatego po zakończeniu lektury, będąc nią trochę zmęczona, nawet się nie zastanowiłam, czy istnieje w ogóle jakaś kontynuacja. Dlatego do drugiej części cyklu, a wtedy już wiedziałam, że w zamierzeniu jest to tetralogia, podchodziłam dość nieufnie. 

Dla przypomnienia. Król Paelis, przywódca i mentor naszych bohaterów, nie żyje, a jego sztandarowy oddział rycerzy i sędziów w jednym poszedł w rozsypkę. Tristia, kraj w którym toczy się akcja tej historii stoi na skraju wojny domowej. Książęta i hrabiowie myślą tylko o własnych interesach, a lud cierpi pod jarzmem ich podatków.  Gorzej już być nie może? A jednak. 
Falcio, Kest i Brasti, kiedyś dumni trybuni, obecnie są na usługach człowieka, który jest martwy. Nie dość, że nie płacił im za życia, to teraz jeszcze padł ofiarą skrytobójcy, a oczywistym jest, że wina ma się znaleźć po stronie sławetnej trójki. Zupełnie przypadkiem bohaterowie wpadną na trop intrygi, której początek tkwi w ich własnej przeszłości, kiedy to zaczynali służbę u króla Paelisa. Ten ostatni co prawda także już od dawna nie żyje, ale był dość dalekowzroczny i nawet zza grobu wyznaczył swoim ludziom misję odnalezienia i obrony dziedziczki swojego tronu. Na tym, bardzo krótko mówiąc, skupia się fabuła części pierwszej. Gdy teraz o tym myślę, to pamiętam całkiem sporo, jednak blisko rok temu książka nie zrobiła na mnie wrażenia i patrząc na to z perspektywy przeczytanej części drugiej, nie umiem powiedzieć dlaczego tak było. 

Obecnie jestem po lekturze Cienia rycerza i moje wrażenia są o wiele lepsze. Odnoszę wrażenie, że albo historia kryła w sobie więcej potencjału niż początkowo myślałam, albo może sam autor, podpisawszy umowę na tetralogię, pisał ją z zupełnie innym nastawieniem. Być może zadziałało i jedno i drugie. 

Falcia, Kesta i Brastiego spotykamy właściwie w tym samym miejscu, w którym ich zostawiliśmy. 
Tristia nadal stoi na skraju wojny i rozpadu, zagrożenie to jest nawet bardziej realne niż wcześniej. Uzurpatorka Trin gromadzi swoich popleczników i jest zdecydowana objąć władzę w kraju, nawet jeśli będzie sobie musiała drogę do tronu utorować trupami książąt i ich rodzin. Zadaniem Falcia i jego druhów będzie ochrona Aline, młodej dziedziczki Paelisa, jednak ponownie wszystko jest tak bardzo trudne, ponieważ każda ze stron ma własną wizję przyszłego kształtu kraju. Jakby tego było mało Falcia zżera trucizna, która co rano paraliżuje jego członki i nie pozwala nawet drgnąć. Jeden z przyjaciół Falcia jest trawiony świętą gorączką, a wszędzie czyhają skrytobójcy. 

Świat wykreowany na potrzeby powieści jest barwny i okrutny; zadawanie tortur jest tutaj sztuką, w której wielu doszło do mistrzostwa.  Wielkie Płaszcze uosabiają zapomniane ideały, do których niełatwo teraz wrócić. Raz zszargana reputacja, sama się nie naprawi. Święci, do których bohaterowie ciągle się odwołują, są jak najbardziej realni i zwyczajnie ukazują się śmiertelnikom, by z nimi porozmawiać. Pod powierzchnią tego wszystkiego czai się magia, której natury jeszcze do końca nie rozumiemy, mam nadzieję, że autor poświęci jej więcej miejsca w kolejnych tomach. Książęta są bezduszni i zepsuci, a lud uciskany i traktowany jak zwierzyna. Historię zapamiętują i opowiadają ludziom wędrowni muzycy zwani tu bardatti, którzy także mają w sobie coś magicznego. No i są jeszcze dashini, tajni zabójcy, zwinnością przypominający ninja a sposobem zabijania hitmana. 

W tomie drugim dowiadujemy się więcej na temat tego, kim byli członkowie Wielkich Płaszczy, jakim szacunkiem i uznaniem się cieszyli, że ich zadaniem było rozsądzać spory i ogłaszać wyroki, a ich wierność ideom króla Pelisa była tak głęboka, że poświęciliby własne życie. 
Powiększa się też drużyna Falcia i to o dwie kobiety. Pierwszą jest Valiana, nieksiężniczka, była, niedoszła dziedziczka tronu, obecnie zdeterminowana Wielki Płaszcz, a drugą narwana i okrutna Darriana, która nie odkryła wszystkich swoich kart. 
Podobnie jak w części pierwszej sojusznicy okazują się zdrajcami, a pozorni wrogowie mogą się okazać przydatni. Każdy ma swój cel, do którego zacięcie dąży i jeśli poleje się przy tym krew lub polecą głowy, trudno.
Czy Falcio faktycznie ma przed sobą tylko 7 dni życia? Wiele od tego zależy, bo to on, Pierwszy Kantor i Królewski Trybun, wytycza drogi innym. To on planuje, nie poddaje się i jest tak nieznośnie i uciążliwie honorowy i prawy. 

Cień Rycerza to bardzo dobra powieść, dużo lepsza od swojej poprzedniczki, negująca regułę części drugich, w których zazwyczaj niewiele się dzieje. Tutaj dzieje się naprawdę dużo i nie można się nudzić. Jeśli kogoś, tak jak mnie, nieco zniechęciła część pierwsza, to zachęcam, by jednak dał szansę części drugiej. Historia Wielkich Płaszczy nabrała rozpędu i jest bardzo,bardzo ciekawa. Polecam. Kawałek dobrej literatury spod znaku płaszcza i szpady okraszony realiami naszego średniowiecza z magicznym posmakiem.



Dziękuję!

wtorek, 3 kwietnia 2018

Sana Krasikov: Patrioci

Autor: Sana Krasikov
Tytuł: Patrioci
Stron: 672
Wydawca: W.A.B.







Zaciekawił mnie opis z okładki. Uwielbiam wielopokoleniowe sagi, ponieważ dla czytelnika nie ma nic przyjemniejszego, jak obserwowanie zmieniającego się bohatera od czasów dzieciństwa poprzez przykrą często dorosłość i dojrzałość aż po starość na tle przemian politycznych i obyczajowych. To właśnie obiecywał opis powieści Sany Krasikov Patrioci.

Florence Fein, ambitna i niezależna Amerykanka pragnie dla siebie czegoś więcej niż jest jej w stanie ofiarować rodzinny kraj. Dziewczyna sądzi, że to co Ameryka końca lat 20 chce dać młodym ludziom, a zwłaszcza kobietom, to jedynie pozory niezależności. Możliwość palenia papierosów, noszenia pończoch czy większa swoboda obyczajowa to jedynie miraż. Florence pragnie znacznie, znacznie więcej. Chciałaby być wolna i sama o sobie decydować, ale marzy jej się też praca na rzecz czegoś większego. Być trybikiem wielkiej machiny z jednoczesną świadomością, że oto robi coś doniosłego, ważnego dla przyszłych pokoleń. Kilka przykrych dla dumy Florence wydarzeń w Ameryce sprawia, że bohaterka dochodzi do wniosku, że taką szansę rozwoju jest jej w stanie dać jedynie wyjazd do Związku Radzieckiego. Jak myśli tak też robi. Zakochana w ciemnookim Rosjaninie wsiada na statek i płynie do Rosji współbudować komunizm. 
Warunki życia i pracy w wymarzonym raju okazują się nadzwyczaj trudne, żeby nie rzec nieludzkie, ale Florence owładnięta ideą nie bierze tego zbytnio do siebie. Tutaj nie każdy da radę, a jeśli nie jest w stanie się przyzwyczaić, to znaczy, że jest rozpieszczony przez cywilizację Zachodu. W kolejnych latach Florence zmieni nie raz pracę, wyjdzie za mąż, urodzi dziecko, a wszystko to na tle zmieniającej się Rosji, rządzonej systemem, który niczym dobrze naoliwiona machina pochłonie tysiące istnień, oskarżonych o wrogość wobec systemu i szpiegostwo na rzecz Zachodu. A wrogiem może tu być każdy: ten kto robi, mówi, a nawet myśli niezgodnie z obowiązującymi ideami. 

Akcja powieści toczy się na dwóch płaszczyznach. Z jednej strony poznajemy Rosję od środka oczami dojrzewającej na naszych oczach Florence. Dziewczyna jest pełna zapału, podejmuje decyzję o wyjeździe nie słuchając rad rodziców. Kiedy zda sobie sprawę, że mieli rację, bojąc się o nią, będzie już za późno, a wszelkie działania, by wrócić do Ameryki, spełzną na niczym.  
Druga perspektywa czasowa to współczesność, rok 2008. Syn Florence Julian jest już dojrzałym człowiekiem, sam ma dorosłe dzieci, a jego matka od kilku lat nie żyje. Naznaczony trudnym dzieciństwem w domu dziecka (Florence przebywała wtedy w łagrze) dorosły dziś Julian próbuje na nowo zrozumieć postępowanie matki, przedefiniować ich wzajemne relacje, co być może pozwoliłoby mu wreszcie porozumieć się z dorosłym, mieszkającym w Rosji synem Lennym. 

Odgrzebywanie przeszłości, starannie przysypanej kurzem systemu nie jest proste, o czym Julian przekona się na własnej skórze. Czy jego matka faktycznie współpracowała ze służbami bezpieczeństwa? Do czego jest zdolny człowiek znajdujący się w pułapce systemu, gdy znikąd pomocy? 
Sana Krasikov w swojej powieści bardzo starannie ukazuje mechanizm uwiedzenia człowieka przez system; piękna otoczka wspólnej pracy nad wspólnym dobrem, skrywa w sobie śmiertelne niebezpieczeństwo, z którego nie ma ucieczki. Represje wobec wrogów systemu pochłoną miliony ofiar. W to jeszcze nietrudno uwierzyć, wszak ludzie ginęli za bardziej błahe sprawy. Fascynująca jednak jest sama mentalność i sposób myślenia głównej bohaterki. Gdzie jest ta granica między uwielbieniem dla systemu a świadomością, że jeśli nic się nie da zrobić i nie ma ucieczki, to trzeba brać rzeczywistość taką jaka jest? To samo próbuje zrozumieć Julian, dla którego zachowanie matki podczas organizacji wyjazdu do Ameryki, było tyleż niezrozumiałe, co głupie. 

Patrioci to wielowątkowa powieść napisana z wielką starannością i bogata w liczne detale. Każdy, kto choć odrobinę interesuje się tym tematem powinien ją przeczytać. Mnie kojarzyła się ona bardzo z cyklem Jeździec miedziany Pauliny Simmons, tyle że mniej tu było romansu, co w sumie wyszło fabule na dobre, bo byłą bardziej realna i odarta z pewnej cukierkowości. 
Polecam gorąco Patriotów. Powieść zapewni czytelniczą rozrywkę na poziomie na kilka wiosennych wieczorów.


Dziękuję!

czwartek, 29 marca 2018

Blair Holden: Bad boy's girl

Autor: Blair Holden
Tytuł: Bad boy's girl
Stron: 512
Wydawca: Jaguar







18-letnia Tessa nie ma łatwego życia.  Jej rodzice ciągle się kłócą i skupiają tylko na sobie. Starszy brat ma poważny problem z alkoholem i całym swoim życiem. To dlatego  dziewczyna jest praktycznie sama z tym, że w szkole jest społecznym pariasem. Kiedyś miała nadwagę i to tak naprawdę pośrednio przyczyniło się do wojny z byłą najlepszą przyjaciółką Nicole, która obecnie nie dość, że zmienia życie Tessy w piekło, to na dodatek chodzi z Jayem, w którym bohaterka beznadziejnie się kocha. 
To dlatego dziewczyna ma jeden priorytet na ten rok: skończyć szkołę. Potem pójdzie na studia i wszystko się jakoś ułoży. 

Teoretycznie mogłoby się to udać, gdyby nie nagły powrót Cole'a do miasta. Brat Jaya i bliski sąsiad Tessy, kiedyś także skutecznie obrzydzał jej życie. Teraz okazuje się, że chce być najlepszym przyjacielem Tessy, a może nawet kimś więcej. Co za niezwykła przemiana? Krucjata? Pokuta? A może okrutny żart? 
Tessa początkowo jest podejrzliwa i nieufna. Trudno jej jednak być odporną na urok przystojnego bad boya z ośmiopakiem na brzuchu. Może jednak podkochiwała się w niewłaściwym bracie? 

Wrażenia. Dobrze się zapowiadało. Temat, choć pozornie już ograny, jest przecież dość nośny. Gdyby tylko zachować umiar, tę złotą granicę pomiędzy powagą opowiadanej historii a banałem płaczliwego romansu, między drobnymi dramatami a łzawymi awanturami na pół ulicy, między drapieżnym erotyzmem a zwykłym banalnym obściskiwaniem się, gdzie popadanie? Dlaczego musiało to pójść w tę właśnie stronę?

Plusy? 
Minusy? 
Otóż są plusy dodatnie i ujemne.
Zanim dotarłam do końca, byłam święcie przekonana, że to pojedyncza powieść. To dlatego tak parłam do ostatniej strony. I gdyby  tak było, wyszłoby to na dobre całej fabule, bohaterom i czytelnikowi. Tymczasem tuż pod koniec okazuje się, że to zaledwie wierzchołek góry lodowej. Gdy wydawało się, że bohaterowie zmierzają ku prostej, wszystko się rozpadło i właściwie tak trochę na siłę. 
Kolejna rzecz to rozwlekłość. Wszystko to, co się dzieje między bohaterami jest urocze, przyjemne w odbiorze i naprawdę się im kibicuje, bo obydwoje zasługują na swój happy end. Jednak w pewnym momencie zaczęłam mieć wrażenie, że autorka zmieniła koncepcję i zamiast ten happy end wprowadzić w życie, celowo zaczęła go odwlekać, bo nagle okazało się, że będą kolejne części. 

I nagle to co miałam za urocze, zabawne, z erotycznym pazurem, zaczęło nagminnie przypominać historię z cyklu After Anny Todd. Nastąpiła ta sama zmiana układu sił. Tessa stała się tą, która dyktuje warunki, a charyzmatyczny i silny dotąd Cole, zmienił się płaczliwego słabeusza, który, zresztą bardzo doświadczony w tych sprawach, kompletnie nie widzi, że jakaś wydra, mieniąca się przyjaciółką z dzieciństwa, zagięła na niego parol. Nie podoba mi się coś takiego, bo naturalną koleją rzeczy, że on teraz będzie biegał za nią, rozpaczał i pił, pił i rozpaczał oraz, rzecz jasna, robił całą masę głupot po drodze. Jej oczywiście też wpadnie do głowy parę durnowatych pomysłów. 
Dlaczego opisywane w powieściach dla młodzieży związki nie mogą przechodzić życiowych prób, takich jak choroba, strata, dorastanie, a polegają jedynie na dramatach w stylu kocha, nie kocha oraz próbach uładzenia sytuacji obściskiwaniem się bohaterów lub przygodnym seksem? 

Dlatego w chwili obecnej mam szczery zamiar nie sięgać po kontynuację, gdy się pojawi. Czy wytrzymam w swym postanowieniu, to już inna sprawa. Boję się, że po prostu nie zniosę faktu, że fajna historia zmienia się w operę mydlaną z trójkątem  w roli głównej.

poniedziałek, 26 marca 2018

Dorastania i rozstajów czas czyli Pitch perfect 3

Reżyseria:Trish Sie
Scenariusz: Kay Cannon, Mike White
Obsada: Anna Kendrick, Rebel Wilson, Britanny Snow, 
Anna Camp, Hailee Steinfeld i in.
Czas trwania: 93 min.





Dorosłość dopadła członkinie Barden Bellas. Dziewczyny opuściły bezpieczne mury uczelni, by skupić się na pracy i robieniu kariery.  No właśnie. Z tym drugim jest ciężko. Rzeczywistość jest brutalna. Okazuje się, że same dobre chęci i odrobina talentu, to zdecydowanie za mało. A przecież świat wciąż idzie do przodu i nie zaczeka na niezdecydowanych. 
Wygląda jednak na to, że Becca, Chloe, Amy i reszta dziewczyn nie jest ostatecznie gotowa na siłowanie się z życiem. A gdyby tak jeszcze raz, taki ostatni zaśpiewać razem? Okazja się nadarza i dziewczyny zwarte i gotowe wyruszają w trasę. 

Przyznam, że nieco obawiałam się finałowej części. Po pierwsze dlatego, że nie lubię, gdy coś się kończy. To tchnie taką ostatecznością, że aż wyciska łzy z oczu. Po drugie, trochę się bałam, czy po spektakularnym sukcesie Barden Bellas w World Championship, jest jeszcze coś do pokazania, opowiedzenia i zaśpiewania? Tak. Zdecydowanie tak. 

Już na początku filmu okazuje się, że dorosłość nie jest usłana różami, a sukces nie czai się za rogiem. Becca nie została super producentką, a Chloe nie wie, co ogólnie ma ze sobą zrobić. Podobnie jak zresztą pozostałe dziewczyny. Psychologicznie rzecz biorąc, nie odcięły pępowiny. 
Być może muzyczna trasa USO pozwoli im pożegnać się ze studenckim dzieciństwem?

Powiedzmy to sobie od razu. Nie jest tak wybuchowo i gorąco, jak w dwóch poprzednich częściach. Jako że jednak fan wiele wybaczy, jest całkiem poprawnie. W moim odczuciu sytuację ratuje głównie Fat Amy, nie tylko dzięki związanemu z nią wątkowi sensacyjnemu, ale też totalnym tekstom, które są typowe tylko dla niej, np. Wreszcie z tych głupich ust wydobyło się coś mądrego! Taak, Amy jest epicka. 

Nie ma tu typowej dla poprzednich części rywalizacji, ale przecież, jak same bohaterki mówiły na początku, chodziło im o to, by razem wystąpić. Dlatego jest całkiem ok. Być może szykują się jakieś romanse, być może ktoś znajdzie swoje nowe zajęcie, pozbędzie się demona, może zostanie matką. A może w ogóle ktoś nie cierpiał występować i z ulgą z tym skończy?
Jedno jest pewne; trzeba zamknąć pewien rozdział w życiu, by móc spokojnie pójść dalej. 

Muzyka i wykonanie jest całkiem miłe dla ucha, a finałowa Freedom Becki i innych Bellas mnie akurat bardzo wzruszyła, ale może nie jestem obiektywna, bo mnie takie pożegnalne sceny zawsze zmuszają do płaczu. 

Polecam fanom serii. Bellas górą!

wtorek, 20 marca 2018

Bo jedni chcą trykać, a inni wąchać kwiaty czyli byczek Fernando

Reżyseria: Carlos Saldanha
Scenariusz: Robsert L. Baird, Tim Federle
Czas trwania: 106 min.
Wytwórnia: Blue Sky Studios







Postać byczka Fernando od zawsze majaczyła w moim umyśle, za sprawą krótkometrażówki z 1938 wyprodukowanej przez wytwórnię Walta Disneya. Pamiętałam scenkę, w której wąchający kwiatki byczek zostaje boleśnie ukąszony przez pszczołę i wpada w histerię, choć rzecz jasna otoczenie bierze to za furię i wściekłość. Swoją drogą krótkometrażówka dostała Oscara, co znacznie zwiększyło sprzedaż książki, która już w roku swojego wydania okazała się problematyczna dla różnych dyktatorów, którzy brali ją za krytykę dążeń wojennych oraz pean pacyfizmu. 
Autorem książeczki jest Amerykanin Munro Leaf i zgodnie z głoszoną legendą napisał ją w jedno popołudnie w ciągu 40 minut. Ponieważ pojawienie się książki na rynku zbiegło się z wybuchem wojny domowej w Hiszpanii gen. Franco zakazał jej wydawania. Podobnym zakazem objęto książkę w III Rzeszy, negowały ją również amerykańskie środowiska prawicowe. Pozytywnie recenzowali ją za to Gandhi, H.G.Wells oraz Eleonor i Franklin Roseveltowie.  

Mały byczek Fernando dorasta w haciendzie, w której przeznaczeniem hodowanych tam byków jest walka na arenie. Do tego przygotowuje się tata Fernanda oraz ojcowie jego kolegów. Sam Fernando jednak nie jest tym zainteresowany. On woli wąchanie kwiatków i zachwycanie się pięknem świata. Nie widzi siebie na arenie i smuci go fakt, że w tym świecie byki nie mają innej alternatywy. 
Kiedy byczek trafia pod opiekę nastoletniej Niny i jej taty, wydaje się, że jego los się odmienił. W przepięknie położonym gospodarstwie Fernando ma wszystko, o czym tylko może zamarzyć pupil czyli dużo przestrzeni do zabawy, mnóstwo kwiatów (Nina i jej tata je uprawiają) i kochających opiekunów. 
Jest jednak bykiem i to potężnym i nie wszyscy rozumieją, że jest łagodny i spokojny. Historia z pszczołą na rynku pełnym ludzi także nie przysparza mu zrozumienia. Byk zostaje uznany za agresywnego i niebezpiecznego i wraca na haciendę, z której uciekł jako dziecko. Jego występ na arenie jest zatem tylko kwestią czasu. 

Fernando to urocza i ciepła historia o tym, że często niełatwo stanowić o własnym losie i trzeba o niego zawalczyć, podejmując często trudne decyzje. Okazuje się także, że niełatwo przekonać innych, by choć zechcieli spróbować coś zmienić w swoim życiu, bo łatwiej żyć w przekonaniu, że się nie da i że nie mamy na to wpływu. 
Na uwagę zasługuje dopracowany polski dubbing oraz przepiękna piosenka Home w wykonaniu Nicka Jonasa. Urocze są małe jeże, które kradną wszystko, co im wpadnie w łapki, trzy konie z niemieckim akcentem oraz koza, która potrzebuje, by ktoś ją pokochał. 

Fernando naprawdę zapada w pamięć. To godna obejrzenia historia, która rozbawi i wzruszy. Polecam, warto.

niedziela, 18 marca 2018

Arwen Elys Dayton: Rozrywacz

Autor: Arwen Elys Dayton
Tytuł: Rozrywacz
Seria: Poszukiwaczka, t.3
Stron: 405
Wydawca: Uroboros








 Życiowa przygoda młodych Poszukiwaczy trwa i ani na chwilę nie staje się prostsza czy bezpieczniejsza. Wydawać się mogło, że po śmierci Średniego Sędziego wystarczy tylko odnaleźć zaginionych członków rodów i tajemnice się wyjaśnią. Tymczasem okazuje się, że był to ledwie wierzchołek góry lodowej. 

Zostawiona przez Shinobu w świecie pomiędzy Quin spotyka niespodziewanego sprzymierzeńca. Tajemniczy Dex, pogrążony w dziwnej mieszance amnezji i szaleństwa w nielicznych chwilach świadomości, relacjonuje  początki rodu Poszukiwaczy. Okazuje się, że już u źródeł tej zaszczytnej idei zalęgły się zawistna rywalizacja i żądza krwi, a to wszystko w jednej rodzinie. Czy Quin zdoła dotrzeć do zdrowej części umysłu Dexa? Od tego zależy życie jej i Shinobu. 
Wspomniany wyżej Shinobu znalazł się w sytuacji nie do pozazdroszczenia. Opanowany przez fokal i pozostałe w nim części świadomości Sredniego, stał się bezwolnym narzędziem w rękach Maggie, babki Johna Harta. Babki? No właśnie, okazuje się, że Maggie jest, a może była, kimś znacznie, znacznie więcej. 
Bardzo ciekawie poprowadziła również autorka wątek Johna Harta. Nie jest to już ten żądny zemsty chłopak. Młoda Sędzia Maud zgodziła się go szkolić i wyraźnie widać, że młodzieniec przeszedł ogromną przemianę. Przez lata determinowany kłamstwami babki oraz łaknącej zemsty matki, teraz wreszcie zaczyna myśleć samodzielnie i być może ta odmiana spowoduje odrodzenie instytucji Poszukiwaczy.

Jeśli spojrzeć na całą trylogię z perspektywy wydarzeń tomu trzeciego, da się ją ocenić znacznie wyżej, niż po lekturze samej tylko Poszukiwaczki. Okrutna prawda, którą odkryli młodzi Poszukiwacze: Quin, Shinobu oraz John, była co prawda szokująca, ale miałam takie poczucie, że wszystko to jest oderwane od większej całości. I faktycznie. Po przeczytaniu trzeciej części mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że trylogia prezentuje bardzo spójną i ciekawą historię, jednak sprostają jej tylko cierpliwi czytelnicy. Ci, którzy spodziewają się prześcigających się nawzajem akcji i sensacji w stylu Niezgodnej czy Igrzysk śmierci, sowicie okraszonej miłosnymi rozterkami, zawiodą się i stwierdzą, że seria jest nudna. Podejrzewam, że będą to ci czytelnicy, którzy zatrzymają się na części pierwszej albo gdzieś w połowie drugiej. Jednak dopiero przeczytanie trzeciej części zatytułowanej Rozrywacz, daje nam pełny, obraz tej historii.  

Młodzi bohaterowie dorastają na oczach czytelnika. Tak naprawdę żadni z nich herosi, ciągle wpadają w kłopoty, odnoszą ciężkie rany, po których długo i powoli wracają do zdrowia, albo stają się czyimiś marionetkami. Nie wychodzą z niebezpieczeństwa w cudowny, niespodziewany sposób, nie mają w sobie nadludzkiej siły, choć są dość zaradni i potrafią walczyć. Ale w sumie to dlatego, że ciągle trenują i dbają o formę, wydaje się więc to oczywiste. Mają ideały i choć wymaga to czasem dramatycznych decyzji, walczą o nie, bo właściwie jest to wszystko, co mają. 

Trylogię Poszukiwaczka poleciłabym nieco starszym, skłonnym do refleksji, czytelnikom. Warto jej dać szansę, ponieważ w ostatecznym rozrachunku naprawdę zyskuje. Mamy tu podróże przez przestrzeń i czas, nieustannie skaczemy pomiędzy starą, tradycyjną Anglią, a nowoczesnym, eklektycznym Hongkongiem, pomiędzy tym co się już wydarzyło, a tym co się dopiero dzieje. Czy dotarcie do początków historii Poszukiwaczy będzie finałem? A może nowym startem? Bardzo logiczne wydało mi się, że historia zatoczyła pełne koło, takie właśnie rozwiązania lubię. 
Polecam!


Dziękuję!