sobota, 11 lipca 2020

Harlan Coben: W głębi lasu

Autor: Harlan Coben
Tytuł: W głębi lasu
Stron: 430
Wydawca: ALBATRTOS







Do przeczytania książki W głębi lasu zachęciła mnie reklama serialu na podstawie książki. Żeby było jasne, nie oglądałam serialu, tylko słuchając o tym lesie i jego sekretach, zaczęłam się zastanawiać, co tak naprawdę stało się z tymi nastolatkami i jaka jest prawda. Czasem nawiedzi mnie taka myśl, pragnienie dowiedzenia się i nie daje mi spokoju. Jeśli chodzi wtedy o książkę, nie mam wyjścia, muszę ją przeczytać. 
Powieść ta jest także moim pierwszym spotkaniem z twórczością tego autora. Istnieje prawdopodobieństwo, że nie ostatnim. 

Fabułę śledzimy oczami głównego bohatera, Paula Copelanda, obecnie pełniącego funkcję prokuratora okręgu. Paul jest zwyczajnym człowiekiem, choć swoje już w życiu przeszedł. Kilka lat temu na raka zmarła jego żona, Jane i teraz mężczyzna samotnie wychowuje kilkuletnią córkę. Szczęśliwie może liczyć na pomoc szwagierki i szwagra, bo jego rodzice także już nie żyją. Wielką zadrą w sercu Paula jest niewyjaśniona śmierć jego siostry Camille. 
Sprawa miała miejsce 20 lat temu i mimo że uznany winnym przebywa w więzieniu, to wciąż wiele spraw pozostaje niewyjaśnionych. Do lasu wymyka się czworo nastolatków. Dochodzi do morderstwa, policja znajduje jednak tylko dwa ciała. Co się stało z pozostałą dwójką? Czyżby morderca tak przemyślnie ukrył ich ciała? 

Gdy po dwóch dekadach wydaje się, że wszyscy już zapomnieli, Paul zostaje wezwany przez policję do identyfikacji ciała nieznanego mężczyzny. Ze zdumieniem stwierdza, że ten martwy człowiek to Gil Perez, który miał zginąć tamtej feralnej nocy. Czy to oznacza, że siostra Paula, też może żyć? Sprawa zaczyna się wikłać coraz bardziej, a kolejne stare sekrety wychodzą na jaw. 

Jak to w takich historiach bywa, początkowo nic się ze sobą nie łączy. Prowadzona przez bohatera głośna sprawa o gwałt na czarnoskórej striptizerce zaczyna rzutować na jego życie osobiste. Po 20 latach milczenia odzywa się do niego jego dawna miłość z obozu, Lucy, do której też głośno dobija się dawne życie. Wszyscy wokół wydają się kłamać, nawet Paul ma na sumieniu drobne przekłamania i zastanawia się, czy gdyby wtedy powiedział całą prawdę, czy rzecz potoczyłaby się inaczej. 

Książkę czyta się bardzo dobrze.  Fabuła jest tak ułożona, że wciąż dowiadujemy się czegoś nowego, pojawiają się kolejni, kluczowi dla sprawy, bohaterowie, tajemnice się mnożą. Zastanawiamy się, co też mogło się tam wydarzyć i kto kłamie, a kto mówi prawdę. Tego trudno się domyślić. 

Nie wiem, jak jest z serialem, ale książka znakomicie nadaje się na wakacyjną lekturę, w końcu motyw z obozem letnim to sprawdzony patent na sukces.

niedziela, 28 czerwca 2020

Donato Carrisi: Władca ciemności

Autor: Donato Carrisi
Tytuł: Władca ciemności
Cykl: Marcus, t.3
Stron: 336
Wydawca: ALBATROS






Z bohaterami serii Marcus spotykamy się w części trzeciej, kilka lat po zakończeniu poprzedniej sprawy.  Sandra zrezygnowała z czynnej pracy w policji i przeszła do urzędu paszportowego. Tymczasem Marcus, no cóż, nie wiemy, co się z nim działo. Nie do końca wie to nawet sam bohater, gdyż budzi się z lochach pod miastem nagi i z amnezją, jak się tu znalazł i dlaczego. Co gorsza, jeśli nie uwolni się z kajdanek, umrze. 
W tym samym czasie na Rzym spadną 24-godzinne ciemności. Gwałtowne opady i zagrożenie powodziowe, powodują awarię prądu, a następnie wyłączenie elektryczności ze względów bezpieczeństwa. 

Odżywa na nowo sprawa porwanego przed 9 laty Tobiego. Trop prowadzi, na nowo połączonych Marcusa i Sandrę, do najgorszych zakamarków miasta i do miejsc, w których lęgnie się najgorsze zło. Tajemnicza śmierć jednego z kościelnych dostojników wydaje się łączyć z tamtym porwaniem. Czy Kościół znowu będzie tuszował grzechy swoich hierarchów?

Chaos, jaki zapanowuje w mieście i zachowanie mieszkańców przypominają klimatem film pt. Noc oczyszczenia. Skoro nie działa prąd, to w zasadzie nie działa nic. Miasto spowiły ciemności, nie działają telefony, ani uliczny monitoring, a nieliczne służby porządkowe okazują się bezradne w starciu z bezmyślną i agresywną tłuszczą. Do głosu dochodzą najgorsze z ludzkich instynktów; pierwotne pragnienie, by niszczyć, krzywdzić i siać zamęt. Wszystko to jest tak naprawdę tylko tłem dla zauszników zła, którzy starają się doprowadzić do triumfu swojego władcy ciemności. Kto nim będzie? Tego nie zdradzę. 

Powieść początkowo przybiera dość mocne tempo, by następnie nieco zwolnić. Mimo to czyta się ją równie dobrze, jak jej poprzedniczki. Zakończenie jednak pozostaje otwarte. To, czego dowiaduje się o sobie główny bohater oraz fakt, że nie wiemy, co będzie się z nim działo dalej, pozostawia czytelnika w nieprzyjemnym zawieszeniu. Spodziewałam się, że będzie to trylogia, tymczasem pewne, ważne sprawy nie zostały wyjaśnione. Wracam jeszcze do tożsamości bohatera, o czym już pisałam w części poprzedniej. Nie daje mi to spokoju i uważam, że autor także powinien to jakoś rozwiązać. 
Dlatego też, no cóż, powieść dobra, trzyma poziom, ale zostawia z niedosytem i poczuciem, że wszystkiego tu nie załatwiono. 
Jednocześnie jest to pozycja tylko dla osób znających poprzednie tomy, dla pozostałych będzie ona w wielu miejscach niezrozumiała.

środa, 17 czerwca 2020

Katherine Woodfine: Paryż w ogniu

Autor: Katherine Woodfine
Tytuł: Paryż w ogniu
Seria: Taylor i Rose tajne agentki, t.1
Stron: 336
Wydawca: Dwukropek







Od wydarzeń z cyklu Tajemnice domu Handlowego Sinclairs minęły dwa lata. 
Sophie Taylor i Lillian Rose już tam nie pracują, to znaczy nie w dawnym charakterze. Praca detektywów,  którą wykonywały pod szyldem pana Sinclaira, teraz jest o wiele poważniejsza i bardziej niebezpieczna. Sophie i Lil wykonują poważne zadania jako tajne agentki! Brzmi interesująco?

Jak sama autorka przyznała w dedykacji seria o dalszych losach Sophie i Lil powstała na wyraźne życzenie czytelników. Rozumiem autorkę, bo bardzo się do dziewczyn przywiązałam; rozumiem też, że żal byłoby marnować ich potencjał. 

Powieść zatytułowana Paryż w ogniu jest pierwszą z serii. Nasze bohaterki działają osobno; każda wykonuje własne zadanie, choć jak można się domyślić, być może sprawy pozornie bez związku coś ze sobą jednak łączy. 
Mamy rok 1912, a więc jasnym jest fakt, że Europa stoi na skraju wojny. Na potrzeby fabuły autorka wprowadziła na mapę kontynentu małe księstwo Arnovię, nie ulegające naciskom Niemiec. To do tego kraju trafia Lil jako guwernantka pary małych książąt, następców tronu. Jednak Lil nie byłaby sobą, gdyby miała odbywać z dziećmi tylko lekcje języków i matematyki. 
Tymczasem Sophie zostaje wysłana do Paryża, by zgłębić niejasne okoliczności śmierci jednego z profesorów Sorbony.  

Od razu widać, że Sophie i Lil wydoroślały. Obracają się teraz w świecie intryg i niebezpiecznych zagrywek politycznych na szczeblu międzynarodowym. Muszą umieć się kamuflować, radzić sobie w trudnych sytuacjach, gdy trzeba kłamać, posłużyć się wytrychem, a nawet pięścią. Ryzykują życiem nie tylko własnym, ale i tych, za których są odpowiedzialne. Z przyjemnością stwierdzam, że ta zmiana wyszła dziewczynom na dobre, dlatego też lektura Paryża w ogniu była bardzo satysfakcjonująca. 

Paryż w ogniu jest pomysłową i wciągającą historią z bohaterkami, które dobrze znamy. Książkę można czytać bez znajomości poprzednich tomów serii z Domem Handlowym Sinclairs. Osobiście jednak nie lubię, gdy o czymś się wspomina, a ja nie rozumiem po co to i do czego. Dlatego wygodniej będzie znać poprzednie przygody bohaterek i zobaczyć, jak znalazły się w tym punkcie, w którym są teraz, 
Lektura powieści nie nudzi; są nagłe ucieczki, zdrady, strach przed demaskacją, piękne wnętrza oraz Wielki Wyścig Powietrzny, który też odegra w całej historii swoją rolę. 
Graficznie książka też wygląda podobnie do swoich poprzedniczek, są ilustracje oraz fragmenty dziennika matki Sophie, Alice, stanowiące wprowadzenie do każdej części. 

Tym co można by uznać za minus i za plus jednocześnie jest zakończenie. To znaczy jest ono otwarte. Jedna misja się co prawda skończyła, ale losy bohaterki pozostają nieznane, prowadząc nas tym samym do kolejnego tomu. Ten na szczęście pojawi się już niebawem i tym razem zabierze nas w egzotyczną podróż do Petersburga. 

Taylor i Rose - tajne agentki to udana kontynuacja. Jako zdeklarowany fan działań Sophie i Lil niecierpliwie czekam na kolejną część.

poniedziałek, 8 czerwca 2020

Brandon Mull: Pan Widmowej Wyspy

Autor: Brandon Mull
Tytuł: Pan Widmowej Wyspy
Seria: Smocza Straż, t. 3
Stron: 496
Wydawca: WAB






Kocham autorów, którzy nie dość, że nie zwalniają tempa, to jeszcze sypią pomysłami jak z rękawa. Brandon Mull niewątpliwie do takich należy. Tworzone przez niego historie są interesujące, oryginalne i trzymają czytelnika przy sobie do ostatniej strony. I to jest zdecydowanie największa wada tych historii: zbyt szybko się kończą i zbyt długo się na nie czeka. 

Powieść Pan Widmowej Wyspy kontynuuje smoczy cykl tego autora. Uniwersum Baśnioboru wciąż znacznie się poszerza, teraz już o nowe lokalizacje, nowych sojuszników oraz jeszcze dziwniejszych i niepokojących przeciwników. 
Drugi tom, traktujący o szalonym wyścigu po Czarkamień dwóch rywalizujących ze sobą frakcji, zakończył się dość niefortunnie. Seth oddał swoją tożsamość i został porwany przez Ronodina i Sfinksa. Chłopiec zachował co prawda swoje moce i umiejętności, ale nie pamięta  kim jest.  Nie wie też, komu może ufać. Jest jak biała karta, którą można dowolnie zapisać. I przyznam, że ta cecha najbardziej mnie tym razem w bohaterze drażniła. Dawny Seth niczego nie zostawiał przypadkowi, był wścibski i rwał się do działania. Teraz taki nie jest. Rozumiem jednak, że w sytuacji, gdy nie wiemy komu możemy ufać, możemy także źle wybrać. Autor chciał pokazać drogę Setha do samodzielności i właściwych wyborów i bardzo dobrze mu się to udało. 

Wróżkokrewna Kendra wraz z przyjaciółmi jest zmuszona opuścić Smoczy Azyl. Bohatrowie tylko szczęśliwym zbiegiem okoliczności unikają śmierci z paszczy Celebranta, bardzo zawziętego na ludzi i strażników. Dziewczyna jest przygnębiona zaginięciem brata oraz ukochanego Paprota. Desperacko stara się, by misja strażników i uratowanie Setha szły ze sobą w parze, co łatwe nie będzie. 

W trzeciej części Smoczej Straży jest równie ciekawie i barwnie, jak w poprzednich tomach. Trafimy do podziemi pełnych przeróżnych widm i zjaw, odwiedzimy morskie tonie, w których mieszkają trytony i selkie, zajrzymy nawet do wnętrza wulkanu.  Wspólnie z bohaterami przeżyjemy chwile grozy i zwątpienia, gdy przyjdzie zastanowić się, co robić dalej i czy ta misja w ogóle ma sens. 
Autor wciąż każe swoim bohaterom rozwiązywać dylematy moralne i tak jak w poprzednich częściach, tak i tutaj na końcu książki mamy podaną listę tematów do dyskusji, czy to w grupie czy w rodzinie. W tej historii nic nie jest tylko czarne lub tylko białe. Zawsze jest coś pośrodku, jakiś odcień szarości. 
Polecam lekturę trzeciej części Smoczej Straży miłośnikom serii, a tych, którzy jeszcze jej nie znają, zachęcam do rozpoczęcia przygody z powieściami tego autora. Są ciekawe, pomysłowe i klimatyczne. Zachwyci Was mnogość magicznych stworzeń, niespotykanych dotąd artefaktów i lokalizacji. A gdy już raz zasmakujecie w książkach tego autora, zostanie Wam to na zawsze.


Papierowe Motyle 
Dziękuję!

niedziela, 31 maja 2020

Stephen King: Jest krew

Autor: Stephen King
Tytuł: Jest krew
Stron: 512
Wydawca: Prószyński i S-ka







Książka zatytułowana Jest krew opisem z tyłu okładki sugeruje tematyczny powrót do wydarzeń z powieści Outisder, jednak, uważam słusznie, to opowiadanie znajduje się na końcu zbioru, po trzech innych, równie dobrych.  

Gdybym chciała podać jakiś wspólny dla tych historii motyw powiedziałabym, że każde z opowiadań zbliża się do motywu śmierci oraz utraty kogoś, choć oczywiście, jak to u Kinga bywa przedstawione jest w specyficzny, czasem szalony, czasem makabryczny sposób.
Opowiadanie Telefon pana Harrigana klimatycznie kojarzyło mi się z latami 80. choć jego akcja toczy się zupełnie współcześnie. Jest to historia niezwykłej i niełatwej przyjaźni między tytułowym panem Harringtonem, miejscowym bogaczem na emeryturze i nastoletnim Craigiem, który zatrudnia się u mężczyzny, by mu czytać. Pan Harrington nie jest zwolennikiem nowoczesnej technologii, od smartfona i internetu woli prenumeratę gazet. Z czasem jednak chłopiec przekonuje go do kupna smartfona. Niespodziewanie urządzenie stanie się łącznikiem pomiędzy światem żywych i umarłych oraz wpłynie na całe dorosłe życie Craiga. 
Opowiadanie bardzo mi się podobało i zastanawiałam się, czy  poglądy pana Harringtona  na temat  współczesnej technologii nie są poniekąd tym, co sam King uważa na ten temat. 

Życie Chucka jest dość pomysłowe, choć po przeczytaniu pierwszych stron spodziewałam się, że będzie o czymś zupełnie innym.Potem jednak bardzo spodobał mi się pomysł przedstawienia życia bohatera od końca do początku oraz sama idea, że gdy umiera jeden człowiek, to ginie całe jego uniwersum.
Opowiadanie Szczur traktuje o niespełnionym pisarzu, który pragnie stworzyć swoją powieść życia i udaje się w tym celu na odludzie. Jaką cenę zdecyduje się zapłacić za opus magnum? Motyw szczura już się u Kinga pojawił stąd moje skojarzenie z opowiadaniem 1922.
Ostatnie opowiadanie wraca tematycznie do kwestii outsidera czyli istoty żywiącej się ludzkim cierpieniem i bólem. Holly Gibney znana z serii Pan Mercedes  i z powieści Outsider ponownie trafia na ślad kolejnej  istoty i z uporem godnym najlepszego maniaka detektywa postanawia się z nim rozprawić.

Przyjemnie było ponownie zanurzyć się w wykreowanym przez Kinga świecie. Pisanie o zwykłych, codziennych problemach i okraszanie ich odrobiną horroru bądź fantastyki to idealny przepis na dobrą, wciągającą historię. Traf chciał, że nadarzył się zimny, deszczowy dzień i zbiór Jest krew okazał się idealną pozycją na takie popołudnie. Pierwsze trzy opowiadania można czytać niezależnie od  innych książek Kinga, nie polecam jednak lektury Jest krew bez znajomości powieści Outsider, bo  jest to jakby kontynuacja, kilka razy wspomina się o tamtych wydarzeniach i żeby właściwie odebrać to opowiadanie, należy znać tamtą powieść.
Jest krew, zbiór czterech opowiadań to świetna propozycja na popołudnie w domu. Łatwo wciągnie czytelnika, każąc zapomnieć od tym co obok i na kilka godzin przykuje do fotela. To wspaniała rozrywka. Polecam.


Dziękuję!

czwartek, 7 maja 2020

Kelly Rimmer: Tego ci nie powiedziałam

Autor: Kelly Rimmer
Tytuł: Tego ci nie powiedziałam
Stron: 448
Wydawca: Znak







Bardzo lubię książki, które sugerują jedno, a dają więcej niż się czytelnik spodziewa. 
Sięgając po powieść autorstwa Kelly Rimmer spodziewałam się kolejnej historii spod znaku wojny i okupacji, a tymczasem otrzymałam wspaniałą historię rodzinną obejmującą 4 pokolenia.  
Zaczyna się dość zagadkowo. Krótki wstęp zabiera nas do do Związku Radzieckiego roku 1942. W obozie przejściowym dla uchodźców dwójka młodych ludzi bierze ślub. W brzydocie koszmaru wojny to wydarzenie jest jak promyk słońca i mimo koszmarnych warunków tu panujących, wiele osób bardzo się z tego cieszy. Sama panna młoda ma dość mieszane uczucia. Wychodzi za mężczyznę swojego życia, ale ma świadomość, że kłamie. Dlaczego? Tego dowiemy się wiele lat później. 
Kolejny rozdział przenosi nas do współczesności, gdzie Alice,  młoda matka musi się zmierzyć z gniewem swojego autystycznego syna. Incydent ma miejsce w markecie, a jedyny sposób, by Eddie, bo tak ma na imię chłopiec, przestał, to zmęczenie 7-latka. Przysłowiowym gwoździem do trumny okazuje się fakt, że wiekowa babcia Alice, Hanna, doznała udaru i prawdopodobnie już nie wróci do zdrowia. Hanna jest dla Alice bardzo ważna i gdy babcia prosi ją, by pojechała do Polski i odnalazła ślady jej dawnego życia, kobieta decyduje, że spełni jej prośbę. 

Tak zaczyna się ta historia. Inspiracją do jej napisania były prywatne doświadczenia autorki powieści, której to dziadkowie byli Polakami. Ponieważ zmarli oni w latach 80, Kelly Rimmer niewiele wiedziała o ich przeszłości. Zdecydowała się więc na podróż do Polski, gdzie odkryła rodzinną opowieść. Tę opowieść nieco zmodyfikowała i tak powstała książka, której oryginalny tytuł mógłby brzmieć: rzeczy, o których nie mogę mówić. Dlaczego? Bo były zbyt trudne, by je wypowiedzieć słowami, by wracać do nich choćby jedną myślą. Bo ten, kto nie widział i nie doświadczył, nie zrozumie w pełni koszmaru jakim jest wojna, wysiedlanie ludności, prześladowanie Żydów, świadomość, że jest się intruzem we własnym kraju. 

Oczami dorastającej Aliny Diakow śledzimy pogarszającą się sytuację w jej rodzinnej Trzebini, która jest taką Polską w miniaturze. Alina, początkowo nieco trzpiotowata i lekkomyślna nastolatka, przekona się na własnej skórze, jak wiele różnych postaw ludzkich generuje sytuacja okupacji. Ludzie, którzy są sąsiadami i których na co dzień dobrze znamy, mogą się nagle znaleźć po drugiej stronie z racji przekonań czy chęci zysku. Jak wiele jest w stanie znieść człowiek, aby zapewnić ukochanej osobie schronienie, jedzenie i bezpieczeństwo. Czytelnik dojrzewa wspólnie z Aliną i takie prezentowanie historii bardzo mi się podobało. 

Równie wartościowy jest współczesny wątek Alice i jej rodziny, w której jedno dziecko jest mega genialne, a drugie tak inne, że trudno to sobie wyobrazić. Autorka nie skupiła się na samym autyzmie; pokazała dwie bardzo ciekawe postawy rodziców, którzy zupełnie odmiennie tłumaczą sobie zachowania syna. Oddana, opiekuńcza matka oraz nieco chłodny i sceptyczny ojciec, naukowiec. Wyjazd Alice do Polski i konieczność rozstania uświadomi obojgu, że każde z nich miało trochę racji i każde się trochę myliło. Wątek Eddiego był momentami komiczny, ale także bardzo mi się podobał. 

Co tu dużo mówić; powieść Kelly Rimmer jest wspaniała. Zaciekawia od samego początku, nie nuży, a na koniec wzrusza. I to bardzo. Spotkanie dwóch wiekowych bohaterek wycisnęło mi łzy z oczu.
Takich książek nie trzeba zbytnio polecać, bo świetnie obronią się same. Niemniej jednak naprawdę warto po nią sięgnąć i przeczytać. Spodoba się ona nie tylko tym, którzy lubią powieści z czasów II wojny światowej. Miłośnicy sag rodzinnych i dobrych powieści obyczajowych także powinni być usatysfakcjonowani. Dla mnie książka ta jest świetnym powodem, by sięgnąć po inne tytuły tej autorki, co też niebawem uczynię.
Polecam bardzo, bardzo. Naprawdę warto.



Dziękuję!

niedziela, 3 maja 2020

Holly Black: Las na granicy światów

Autor: Holly Black
Tytuł: Las na granicy światów
Stron: 400
Wydawca: Jaguar





Holly Black tak kreuje swoje światy, że czytelnik wciąż pragnie do nich wracać i przeżywać wraz z bohaterami nowe przygody. Dlatego bardzo ucieszyła mnie wiadomość, że na rynku czytelniczym ukazała się powieść luźno nawiązująca do trylogii o Jude i Cardanie. Jej przeczytanie zajęło mi jeden wieczór i nie był to czas zmarnowany. Wręcz przeciwnie i szkoda tylko, że tak szybko się skończyło i nie ma teraz kolejnej historii, którą można by nasycić maniakalny głód tego rodzaju opowieści. 

Tym razem dla odmiany po trylogii Okrutny książę, akcja Lasu na granicy światów toczy się w ludzkiej rzeczywistości, ponieważ jednak świat elfów jest bardzo, bardzo blisko, całe miasteczko Fairfold żyje poniekąd zarówno w jego blasku, jak i cieniu. Generalnie te dwie rzeczywistości nie łączą się ze sobą, ale. No właśnie jest zawsze to ale. Czasem więc ktoś tu znika, zwłaszcza ciekawscy turyści, których tu pełno. Czasem elfy próbują podmienić dzieci. A w starym lesie stoi szklana trumna, w której na podobieństwo Śpiacej Królewny, spoczywa od nie wiadomo jak dawna, rogaty chłopiec. Nikt już nie pamięta ile lat tam jest i miejscowi oswoili się z nim na tyle, że rogaty chłopiec, a raczej młodzieniec, jest niemym świadkiem dorastania kolejnych pokoleń, które najchętniej imprezują w pobliżu miejsca jego  spoczynku. Leżący na jedwabiach elf, słucha licznych wyznań, staje się obiektem wielu pragnień i obsesji, osobą na robionych od niechcenia selfie i wciąż milczy. Ale czy aby na pewno niczego nie słyszy? 

Hazel i jej brat Ben, dzieci artystów - hippisów, od zawsze marzyli, że to oni przebudzą śpiącego chłopca. Doskonale świadomi udziału elfiej magii w ich życiu, przez pewien czas nawet walczyli z potworami, które przenikały do ludzkiego świata. Zbyt późno zdali sobie jednak sprawę, że przebudzenie i uwolnienie elfa, nie będzie końcem bajki, lecz początkiem wielkich kłopotów, w których znajdą się oni, ich przyjaciele i bliscy. Gdy Rozpacz zaśpiewa swą żałosną pień, a złowrogi Król Olszyn zażąda magicznego miecza, tylko od młodych Evansów będzie zależało, czy uratują wszystkich i pokonają mroczne siły. 

Ponownie Holly Black nie zawiodła. Znowu zabrała mnie do świata, w którym elfy są pociągające i niebezpieczne, a ludzie podatni na ich urok. Jednocześnie, choć te dwie rasy są tak od siebie różne, jakiś niewidzialny magnes przyciąga je do siebie, zupełnie jakby każda z grup miała coś, czego pragnie dla siebie ta druga. Autorka nie unika trudnych tematów, przedstawiając je w subtelny i prosty sposób. Rodzice nie zawsze są idealni i dobrymi opiekunami stają się dopiero z wiekiem, albo też nigdy. Chłopcu może się podobać inny chłopiec i nic w tym złego, a dorastająca dziewczyna może mieć etap, gdy fascynuje ją przemoc, która daje jej poczucie siły. 

Las na granicy światów to pięknie skonstruowana i barwnie opowiedziana historia. Lubię czytać o detalach elfich biesiad i lubię, gdy tworzą się niezwykłe, skomplikowane, pikantne relacje między bohaterami. Lubię ten baśniowy, magiczny klimat z nutą mroku, a w niej zwykłe, ludzkie dylematy. 
Czytelnikom, którzy pokochali Okrutnego księcia, ta pozycja z pewnością przypadnie do gustu. Można ją w zasadzie czytać bez znajomości trylogii. 
To dobry kawałek fantasy i aż szkoda, że to pojedyncza powieść. Bo tak bardzo chciałoby się jeszcze.