poniedziałek, 1 lipca 2013

Eva Voller: Złoty most

Autor: Eva Voller
Tytuł: Złoty most
Stron: 436
Wydawca: EGMONT Literacki
Moja ocena: 8/10


Powieść Złoty most to druga książka autorstwa E. Voller oraz kontynuacja przygód Anny i Sebastiana. Młodzi bohaterowie pod baczną opieką Starców podróżują w czasie i zapobiegają wydarzeniom, które mogłyby źle wpłynąć na przyszłość świata.
Lektura części pierwszej zatytułowanej Magiczna gondola była dla mnie prawdziwą przyjemnością, dlatego od razu sięgnęłam po Złoty most, zaciekawiona co też przydarzy się Annie i Sebastianowi i do jakiej epoki tym razem przyjdzie im trafić.
Na początku towarzyszymy bohaterom w jednej z podróży i jesteśmy świadkami jak uwalniają z więzienia słynnego Casanovę. Przy okazji dowiadujemy się, że od wydarzeń z części pierwszej minęło ponad półtora roku. Anna wciągnęła się w podróżowanie w czasie i całkiem nieźle się w tym wszystkim odnajduje. Przy sobie ma ukochanego Sebastiana, ich miłość kwitnie i tylko brak pomysłu na to, kim chciałaby być po zakończeniu szkoły, nieco psuje jej humor.
Po uratowaniu uwodziciela wszech czasów bohaterowie wracają do swojej epoki. Anna podchodzi do egzaminów i właśnie wtedy dostaje wiadomość od Jose, że musi natychmiast lecieć do Paryża, bo Sebastian znalazł się w niebezpieczeństwie. Tym razem główną bohaterkę czeka podróż do XVI wiecznej Francji, epoki muszkieterów i kardynała Richelieu czyli czasów, które najlepiej znamy z książek Aleksandra Dumasa.
Po przeskoku do przeszłości Anna, ku swojej rozpaczy dowiaduje się, że Sebastian z niewiadomych przyczyn stracił pamięć i jest teraz jednym z muszkieterów kardynała. Bohaterka już na samym wstępie próbuje przywrócić ukochanemu wspomnienia i szybko przekonuje się, że czeka ją naprawdę trudne zadanie. Sebastian bowiem jest nie tylko bardzo podejrzliwy i nieufny, ale też ktoś kto grzebał w jego wspomnieniach zrobił to bardzo dokładnie.
Anna nie mając innego wyjścia, decyduje się zostać w Paryżu, tym bardziej, że czeka ją też inne zadanie do wykonania.
Druga część serii o podróżnikach w czasie oparta jest na bardzo podobnym schemacie jak pierwsza. Anna znowu musi ciężko pracować, znosić niewygody i wszechobecny brud i odór. Spotyka na swojej drodze nowych znajomych i podobnie, jak w części pierwszej jedni okażą się lojalni, a  inni powodowani chciwością  zdradzą. Pierwszy przeskok się nie uda, gdyż  okaże się, że zadanie nie jest wykonane, a Anna będzie miała możliwość przekonać się, co mogłoby się zdarzyć, gdyby nie dokonano interwencji.
Nie zmienia to faktu, że historia jest bardzo przyjemna w odbiorze i dobrze skonstruowana. Dzięki amnezji Sebastiana, Anna i on mogą na nowo przeżyć zakochanie i miłosne podchody, choć tak naprawdę więcej tu ich sprzeczek niż zalotów, co jednak dodaje opowiadanej historii komizmu i smaczku.
Główna bohaterka dwoi się i troi, stara się wykonać zadanie, a przy okazji wzdycha, roni łzy i nogi się pod nią uginają, bo właśnie w ten sposób Anna reaguje na Sebastiana. Akurat to ostatnie nieco mnie irytowało. W Magicznej gondoli romansu było znacznie mniej, a Anna nie płakała co rusz. W części drugiej amnezja ukochanego bardzo Annę boli i nieustanie przyprawia ją o ataki płaczu. Z tego powodu w pewnym momencie zaczęło mi brakować stanowczej i zaradnej Anny.
Podobnie jak przy średniowiecznej Wenecji, tak i tu autorka  ciekawie i barwnie odmalowała Paryż zarówno ten ubogich, jak i bogatych. Po raz kolejny także działa blokada językowa, zmieniająca słowa bohaterki na ówczesne. Często nie były to dokładne odpowiedniki ze względów zrozumiałych; w końcu język to twór stale ewoluujący.
Złoty most jest godnym następcą Magicznej gondoli i aż chciałoby się od razu sięgnąć po kolejną część przygód podróżników w czasie. Historia jest lekka, zabawna i czyta się ją naprawdę przyjemnie. Polecam, bo naprawdę warto. Każdy miłośnik przygód, szczypty romansu i historii z pewnością znajdzie tu coś dla siebie.
Za książkę serdecznie dziękuję
pani Kasi z Wydawnictwa EGMONT Literacki.
Pozdrawiam ciepło!




Recenzja opublikowana także na:
nakanapie.pl
Księgarnia Gandalf
Księgarnia Matras
Księgarnia Fabryka.pl

sobota, 29 czerwca 2013

Eva Voller: Magiczna gondola

Autor: Eva Voller
Tytuł: Magiczna gondola
Stron: 464
Wydawca: EGMONT Literacki
Moja ocena: 9/10





Powieść Magiczna gondola została wydana w serii Poza czasem. Brzmi to bardzo intrygująco, a jeśli dodać do tego tytuł i gondolę kojarzoną z romantyczną Wenecją oraz dziewczynę  z okładki w masce na twarzy, to czytelnik już ma garść powodów, by po książkę sięgnąć z bardzo dobrym nastawieniem.
Główną bohaterką powieści jest 17-letnia Anna, która wraz z rodzicami spędza wakacje w Wenecji. Dziewczyna niczym nie różni się od swoich rówieśników. Czas wakacji najchętniej spędzałaby na lenistwie, długim spaniu oraz buszowaniu po sklepach, a także na słuchaniu muzyki oraz korzystaniu z Internetu.
Jednym ze znaków rozpoznawczych Wenecji są gondole czyli łodzie służące do przemieszczania się po kanałach miasta. Któregoś dnia, podczas spaceru z rodzicami Anna zauważa, że jedna z gondoli jest czerwona, a przecież wiadomo, że wszystkie gondole są czarne. Niedługo potem w trakcie oglądania parady historycznych łodzi dziewczyna wpada do wody. Szybko zostaje uratowana, zanim jednak wejdzie na pomost, zobaczy migoczące światło i odbędzie najdziwniejszą podróż swojego życia. Przeniesie się bowiem do Wenecji z XV  wieku. Bohaterka pozna tam nowych przyjaciół, zdobędzie wrogów oraz oczywiście przeżyje wielką miłość. Przede wszystkim jednak będzie miała okazję i przymus (ponieważ będzie zobligowana do dłuższego pobytu w przeszłości) do poznania realiów ówczesnego życia, zgłębienia zupełnie innej mentalności ludzi oraz do dokonania pewnych porównań między epoką, w której się urodziła, a tą do której trafiła.
Najzabawniejszym, jak dla mnie, aspektem pobytu Anny w średniowiecznej Wenecji był fakt, że bohaterka nie mogła wielu rzeczy powiedzieć tak jakby chciała lub w ogóle nie mogła ich wymówić. Włączała się wówczas specyficzna blokada dosłownie sznurująca Annie usta lub przerabiająca współczesne słowa na odpowiedniki średniowieczne.
Bardzo podobała mi się również główna bohaterka. Anna nie jest trzpiotką, która nieustannie wzdycha lub się rumieni. Gdy musi, stara się przystosować do trudnych warunków, korzystania z nocnika, mycia się na podwórzu i chodzeniu w brudnych ubraniach. Nie brakuje jej także zdecydowania i uporu, by poznać całą prawdę na temat podróży w czasie oraz wrócić do domu i rodziców. Jej postać jest, powiedziałabym, wypośrodkowana. Ani zbyt słodka, ani zbyt super. Zupełnie przeciętna, choć bardzo sympatyczna dziewczyna, która radzi sobie jak umie. Jest też dociekliwa i wykazuje się odwagą i zaradnością w trudnych sytuacjach, zagrażających jej życiu. Okazuje się bowiem, że podróżnicy w czasie mają wpływ na przeszłe wydarzenia, a ingerencja w nie może wpłynąć korzystnie lub tragicznie na wydarzenia przyszłe. Podobnie jest z Anną. Po przybyciu do przeszłości bohaterka poznaje Klaryssę, która tkwi tutaj już od pięciu lat. Po pewnym czasie wychodzi na jaw, że jest to skutek jej zaniedbania, swoista pokuta za to, że w żądanym momencie nie pomogła komuś, kto tej pomocy potrzebował. Zdeterminowana Anna stara się zrobić wszystko, aby nie powtórzyć błędu przyjaciółki.
Powieść Magiczna gondola jest napisana prostym, zabawnym językiem, czyta się bardzo szybko, dzięki temu, że nie ma w niej dłużyzn. Akcja toczy się dość wartko, opisy są barwne i wnikliwe, a zakończenie całej historii naprawdę zadowalające.
Przygody Anny w romantycznej Wenecji powinny się spodobać nie tylko nastoletnim, ale i starszym czytelniczkom. Magiczna gondola to odpowiednia historia na wakacyjne popołudnie.
Mnie książka naprawdę przypadła do serca i od razu sięgam po jej kontynuację pt. Złoty most.
Polecam. Spodoba się Wam!
Za możliwość towarzyszenia Annie w podróży po Wenecji
serdecznie dziękuję pani Kasi z Wydawnictwa EGMONT Literacki.
Pozdrawiam ciepło!





Recenzja opublikowana także na:
nakanapie.pl
Księgarnia Gandalf
Księgarnia Matras

piątek, 28 czerwca 2013

Najprzyjemniejsze i najmilsze, co może usłyszeć nauczyciel...

W ciągu całego roku szkolnego bywają dni dobre i mniej dobre. Niekiedy w natłoku obowiązków i innych spraw pozaszkolnych, ciężko dostrzec 
jakiekolwiek pozytywy. Zdarza się, że nachodzą mnie wątpliwości, że mogę coś zrobić, że mam na cokolwiek wpływ, że komuś moje starania wyjdą na dobre. 
Często mam wrażenie, że moje słowa trafiają w próżnię lekceważenia, rozbijają się o mp3 i jedzone ukradkiem paluszki,  a ja sobie tylko tak gadam, gadam i gadam. 
A potem przychodzi jeden dzień, tak jak właśnie ten dzisiejszy. Wchodzę do szkoły. Jestem ubrana na galowo, więc idę powoli, bo buty nie pozwalają na szybsze tempo. Zatrzymują mnie moi uczniowie i słyszę mniej więcej takie oto słowa: 
"Chciałyśmy podziękować, że zawsze z nami Pani była, w te dobre i w te gorsze dni i za te wszystkie rady, jakie nam Pani dawała. W przyszłym roku obiecujemy się bardziej starać. I życzymy udanego wypoczynku". 
Robi mi się tak miło, że nie da się tego opisać słowami. A w zasadzie żadne w tej chwili nie są potrzebne.

wtorek, 25 czerwca 2013

Stos 6/2013

Stos jaki jest każdy widzi. Kolejno od góry zatem:
1. E. Voller: Magiczna gondola, od pani Katarzyny z wydawnictwa Egmont Literacki. Już przeczytana, recenzja jutro. 
2. E. Voller: Złoty most, j.w.
3. L. Bardugo: Cień i Kość, egzemplarz przedpremierowy, od wydawnictwa Papierowy Księżyc.
4. J. Dashner: Próby ognia, j.w.
5. C. Ryan: Śmiercionośne fale, j.w.
6. J. Noon: Wurt, kolejna pozycja z UW,od pani Katarzyny z Wydawnictwa MAG. 
7. S. Erikson: Przypływy nocy, j.w. 
8. S. Erikson: Łowcy kości  j.w. 
Wydawnictwom serdecznie dziękuję za książki! 
Moje wakacje coraz bliżej. Wtedy zabiorę się na serio za kilka rzeczy, mi.in. za odpoczynek mentalny i czytanie. Ech, pięknie będzie!
Pozdrawiam i miłego popołudnia!


poniedziałek, 24 czerwca 2013

Anne Bishop: Most marzeń

Autor: Anne Bishop
Tytuł: Most marzeń
Seria: Efemera, t.3.
Wydawca: Initium
Stron: 463
Moja ocena: 8/10




Na finałową część trylogii Efemera czekało mi się nieznośnie długo, a kiedy już książka trafiła w moje ręce standardowo obchodziłam ją dookoła niczym świętą krowę. Już tak mam z książkami tej autorki.
Wykreowany przez autorkę świat, w którym każde, najdrobniejsze pragnienie serca może zmienić rzeczywistość przemówił do mnie z dużą siłą. Bohaterowie, tak oryginalni i prawdziwi w swoich namiętnościach, od razu zdobyli  moją sympatię. Do gustu przypadli mi zwłaszcza inkub Sebastian, jego przyjaciel Kpiarz oraz oczywiście kuzynka Sebastiana, Glorianna Belladonna, wojowniczka światła i mroku, najprawdziwsza Przewodniczka Serca.
Najlepszy przyjaciel Belladonny, a zarazem jej brat, mostowy Lee, był do tej pory traktowany w trylogii trochę po macoszemu, dlatego bardzo ucieszyłam się, że to właśnie on będzie głównym bohaterem trzeciej części cyklu. 
W finale drugiej części Belladonna pokonała Zjadacza Światów, ryzykując rozpadem własnej osobowości. Wróciła do domu i bliskich dzięki ukochanemu Michaelowi, który odnalazł ją i skłonił do powrotu. Wróciła jednak odmieniona. Odmieniona, bo od tamtej pory już nie jest Glorianną Belladonną. Bywa Glorianną, a czasem bywa Belladonną. Leczenie ran jest procesem powolnym i długim i czarodziejce trudno jest połączyć ze sobą na nowo te dwie tak skrajnie różne strony swojej osobowości. Jej przemiana najbardziej zabolała Lee. Mostowy nie umie się pogodzić z tym, że nie pomógł siostrze tak, jak w swoim mniemaniu powinien. Pozostali członkowie rodziny jakoś pogodzili się ze zmianami w osobowości jego siostry, Lee niestety tego nie potrafi. Rodzeństwo do tej pory tak mocno ze sobą zżyte zaczyna się od siebie oddalać.
Osłabiony i osamotniony Lee zostaje napadnięty i porwany przez wrogich Belladonnie czarowników, którzy chcąc dotrzeć do czarodziejki torturują i oślepiają Lee, a następnie umieszczają go w zakładzie dla umysłowo chorych, zwanym tu Azylem.
Azyl znajduje się w mieście o nazwie Wizja i szybko okazuje się, że mieszkańcom Wizji oraz Azylu grozi niebezpieczeństwo, z którym rozprawić się może tylko Glorianna Belladonna. Czy jednak Lee tak okrutnie okaleczony przypomni sobie skąd pochodzi i skontaktuje się z rodziną? Czy odnajdzie w sobie akceptację i zrozumienie dla odmienionej siostry?
Trzeci tom zaczyna się rewelacyjnie. Rozterki Lee, a potem jego nagłe porwanie i zniknięcie zwiastują ciekawą i intrygującą opowieść.
Bardzo intrygującym miejscem jest Azyl, a jego mieszkańcy - pacjenci, często zagubieni przez niemożność odnalezienia swojego miejsca w świecie, przypominali mi ludzi, którzy niekiedy całe życie gonią za czymś nieuchwytnym, by, niestety, nigdy tego nie odnaleźć i z bólem, przez całe życie tęsknić.
W trzeciej części autorka wprowadza także nową rasę, potocznie uważaną tutaj za demony. Są to Triady; trzy aspekty, dzielące jedną fizyczną powłokę, która zmienia się zależnie od tego, która z sióstr czy braci (w przypadku męskiej triady) się ujawnia.
Mieszkańcy Triadnei przypominają trochę pacjentów Azylu. Nieakceptowani, zmuszani do ukrywania swej prawdziwej tożsamości, swoim rozgoryczeniem i brakiem akceptacji dla samych siebie, doprowadzili swoją ojczyznę na skraj zagłady. Próbują co prawda jakoś temu zapobiec, ale pogarda dla jednolicych i wszystkich, którzy Triadami nie są, powoduje że nie umieją się otworzyć na innych i zbudować głębokich i szczerych relacji.
Do tego momentu cała historia napawała mnie nadzieją i zapowiadała się super. Z biegiem czasu i całej historii odnosi się jednak wrażenie, że autorka jakby zgubiła po drodze pomysł na to, co ze swoimi bohaterami zrobić. Zupełnie jakby kilkoma rozwiązaniami fabularnymi zagoniła się w ślepą uliczkę bez wyjścia. Mam tu na myśli nie tylko niemożliwą miłość Lee i Zhahar, ale też losy mieszkańców Triadnei. Jakoś trudno było mi zaakceptować takie zakończenie ich wątku.
Oczywiście cała historia ma także wiele pozytywów: piękne opisy, zabawne, błyskotliwe dialogi, bohaterów, których już się zna i lubi. Jednak jak na finał trylogii takie rozwiązania jakie autorka zastosowała, to dla mnie za mało. No chyba, że był to zabieg celowy, tzw. zostawienie sobie furtki, gdyby jednak nie miała to być trylogia, a coś więcej.
W lipcu wydawnictwo Initium wydaje opowiadanie Głos, które ma być dodatkiem, uzupełnieniem do cyklu Efemera. Żywię głęboką nadzieję, że to w nim właśnie znajdę odpowiedzi na dręczące mnie wątpliwości i rozwiązania, które tu mnie nie zadowoliły.
Książkę polecam miłośnikom twórczości A. Bishop. Ci, którzy pokochali pisarkę za świat Czarnych Kamieni, z pewnością zasmakują także i w trylogii(?) Efemera.

niedziela, 23 czerwca 2013

Leigh Bardugo: Cień i Kość

Autor: Leigh Bardugo
Tytuł: Cień i Kość
Seria: Trylogia Grisza, tom1.
Stron:...
Wydawca: Papierowy Księżyc
Data premiery: czerwiec 2013 
Moja ocena: 9/10


Debiut powieściowy Leigh Bardugo Cień i Kość otwierający trylogię o intrygującym tytule Grisza bardzo szybko trafił na listę bestsellerów New York Timesa i został okrzyknięty, co tu dużo mówić, objawieniem. Po takiej etykietce i opinii trudno po książkę nie sięgnąć i to z bardzo pozytywnym nastawieniem, co też uczyniłam wczorajszego popołudnia. 
Akcja powieści toczy się w Rosji, w krainie zwanej Ravką. Oprócz zwykłych ludzi, żyje tu elita rządząca zwana Griszami, parająca się magią różnej specjalizacji. Magia ta opiera się na prostych zasadach, choć wyuczyć się jej nie można. Trzeba się z tym urodzić, a potem od wczesnej młodości uczyć się nad nią panować i wzmacniać ją. Wydawać by się mogło, że w takim świecie ludziom pod rządami Griszów powinno żyć się dobrze i wygodnie, a jednak tak nie jest. Kraj otacza bowiem smolisty pas ciemności zwany powszechnie Fałdą Cienia, a w niej grasują krwiożercze ślepe stwory zwane wilkorami. Fałda Cienia powstała dawno temu i od tamtej pory żadnemu z Griszów nie udało się jej zneutralizować. Jak silni by nie byli, ich moc jest zwyczajnie za słaba. No chyba, że zgodnie z przepowiedniami pojawi się Przyzywaczka Słońca, która zniszczy Fałdę. 
Główna bohaterka powieści to młoda dziewczyna o swojsko brzmiącym imieniu Alina. Po tych wszystkich oryginalnych i wymyślnych imionach bohaterek, które zasilają ostatnio szeregi historii fantasy, Alina jest naprawdę miłą odmianą zarówno w brzmieniu, jak i w wymowie. 
Alina wychowała się w sierocińcu, razem ze swoim przyjacielem Malem. Obecnie Alina kształci się na kartografa, a Mal zdobywa pierwsze szlify jako wyjątkowo obiecujący zwiadowca. Alina i Mal są do siebie bardzo przywiązani, choć z biegiem lat ich relacja stopniowo się zmienia, zwłaszcza ze strony Aliny, która zaczyna czuć do Mala coś więcej niż przyjaźń. 
Bohaterów poznajemy w chwili, gdy pułk, w którym służą szykuje się do podróży przez Fałdę. Oddział szybko zostaje zaatakowany przez wilkory. W krytycznej chwili zdesperowana Alina, w strachu o los zaatakowanego przez wilkora Mala, wyzwala w sobie potężną moc światła, które odpędza potwory. Od tej pory życie Aliny diametralnie się zmienia. Dziewczyna zostaje zabrana przez tajemniczego Darklinga na dwór królewski, gdzie ma przejść szkolenie. Jej  moc, jedyna i niepowtarzalna ma uratować gnębioną przez ciemność i potwory Ravkę. 
Straciwszy kontakt z Malem, wyobcowana i przygnębiona Alina, podejmuje szkolenie, które jednak nie przynosi spodziewanych rezultatów. Samotna  i otumaniona przepychem i blichtrem, jakim otaczają się Griszowie, stopniowo zapomina o swoim dawnym życiu. I o Malu. 
Czy nowe życie okaże się lepsze i będzie tym właściwym Alinie przeznaczonym? Jakie tajemnice skrywa magnetyczny Darkling? I czy moc Aliny faktycznie może rozproszyć ciemności? Kto tu mówi prawdę i ma dobre zamiary, a kto ukrywa więcej niż się pozornie wydaje? 
Przez bardzo długi czas trudno odpowiedzieć na te pytania i zapewne dlatego książkę czyta się tak dobrze. 
Autorka bardzo starannie odmalowała realia i klimat panujący wśród Griszów, ich styl życia i brak jakiejkolwiek troski o losy ludności czy kraju. 
Ciekawa i wiarygodna jest również sama Alina. Wychowana w sierocińcu, gdzie mogła liczyć tylko na siebie, jest słaba, chorowita i nie ma motywacji, aby zawalczyć o siebie, czy dla siebie.
Tym co mi najbardziej zapadło w pamięć jest wątek tłumienia wrodzonych zdolności, które gdzieś tam tkwią w bohaterce, pogrzebane głęboko, pod pokładami lęku i nieufności. Na ile można zrezygnować z siebie dla ukochanej osoby i tego, by przy niej być? Czy da się zwalczyć swoją prawdziwą naturę i wbrew samemu sobie wieść inne życie? 
Na te pytania i wątpliwości Alina z bólem fizycznym i psychicznym będzie szukała odpowiedzi. Czy to co znajdzie w głębi siebie przyniesie jej więcej szkody czy pożytku?
Pierwsza część trylogii  zawiązuje pewne wątki. Tak naprawdę podróż Aliny i Mala dopiero się zaczyna, a o przyszłości Ravki trudno w tej chwili przesądzać. Niemniej jednak poczułam się na tyle zaciekawiona i zaintrygowana, by niecierpliwie czekać na kolejną część serii. 
Jak dla mnie książka ma wszystko, czego się oczekuje od dobrej lektury na weekend: intrygę, nietuzinkowych bohaterów, a przede wszystkim jest sprawnie i przyjemnie opowiedziana. 
Dlatego polecam. Naprawdę warto. 
Za egzemplarz przedpremierowy 
dziękuję serdecznie 
wydawnictwu Papierowy Księżyc 
i kochanej Tirin.

W Dniu Ojca...

Dziękuję, że znosiłeś to,
czego nie sposób było znieść,
że robiłeś coś z niczego,
że dawałeś, mając puste kieszenie,
że wybaczałeś, choć nie przepraszałam,
że kochałeś, gdy kochać się nie dało,
że mnie wychowałeś
i że to wszystko Ci się udało.

W tym roku minie 12 lat, odkąd nie ma Ciebie przy mnie. Podobno czas leczy rany, dlaczego w takim razie nadal tak mocno boli?