piątek, 29 kwietnia 2016

Wyniki konkursu

Czas ogłosić wyniki konkursu. 
Jednocześnie ponownie żałuję, że nie mam więcej nagród, bo najchętniej nagrodziłabym wszystkich uczestników. Nawet za samą chęć udziału. 
Ale żeby nie przedłużać. Po konsultacji z redakcyjną koleżanką Irenką, ustaliłyśmy, 
że nagrody, nowiutkie egzemplarze Ekonomii trafią do 

Dominiki 
 
 
Wiktorii
 
 
Gratulujemy! 
Dziewczyny proszę o kontakt mailowy na adres: leo20k@interia.eu 
A pozostałym uczestnikom bardzo dziękuję. 
Kto wie? 
Może niebawem pojawi się kolejny, majowy,  konkurs?

czwartek, 28 kwietnia 2016

Kate Morton: Zapomniany ogród

Autor: Kate Morton
Tytuł: Zapomniany ogród
Stron: 536
Wydawca: ALBATROS








Zapomniany ogród to moje drugie spotkanie z twórczością Kate Morton i z pewnością nie ostatnie. Zakochałam się na zabój w tworzonych przez tę autorkę historiach. 
Ta, o której chcę napisać dziś kilka słów, toczy się na przestrzeni wieku i przedstawia losy kobiet, które są ze sobą ściśle związane, choć początkowo wcale na to nie wygląda. 


Mała Nell zostaje znaleziona na pokładzie statku płynącym z Anglii do Australii. Nie ma z nią nikogo dorosłego, w dodatku na skutek upadku i uderzenia się w głowę (a może i szoku czy traumy) dziecko niczego nie pamięta. 
Dorosła Nell poznaje część tajemnicy i postanawia odkryć sekrety swojego pochodzenia. Czy podróż do Kornwalii i wizyta w chatce na klifie da jej odpowiedzi na dręczące ją od tylu lat pytania? 
Czy dorosła już wnuczka Nell, Cassandra pozna korzenie swojej babci? Kim tak naprawdę była zaginiona dziewczynka i z jakich powodów znalazła się na statku?
Nakładające się na siebie historie Rose Mountrachet i Elizy Makepeace oraz pomniejsze innych mieszkańców zamku stworzą coś na kształt gotyckiej baśni, której sercem jest pilnie strzeżony sekret. Jaki? Tego nie zdradzę, powiem tylko, że samo docieranie do prawdy, będzie największą przyjemnością.

Powieść jest głębokim ukłonem w stronę swej książkowej kuzynki zatytułowanej Tajemniczy ogród autorstwa Frances Hodgson-Burnett.  Początkowo są to nawiązania bardzo delikatne, z czasem przybierają na sile i czytelnik znający powieść Burnett rozpozna je bez trudu. Mamy zatem stare domostwo, którego mieszkańcy wydają się żyć w izolacji od reszty świata. Jest wuj zajęty swoimi sprawami, który często wyjeżdża i osierocona dziewczynka, która przybywa z zewnątrz, mając nadzieję, że odnajdzie tutaj swój dom. Jest wreszcie i ogród, o którym zapomniano i który przy odrobinie pracy i trudu może na nowo wrócić do życia. To jednak nie wszystko. Główna bohaterka tej historii ma na imię Eliza, a tak na drugie imię miała Frances Hodgson-Burnett. Podobnie jak jej imienniczka, Eliza ma wielki talent do snucia przepięknych baśni, pełnych symboli i metafor, ukrytych pod płaszczykiem żyjącym swoim życiem natury. Specyficznego smaczku całej powieści nadają pojawiające się na kartach książki baśnie autorstwa Elizy. Może je czytać zupełnie oddzielnie, choć wiadomo, że są one metaforami ważnych wydarzeń z życia młodej pisarki i dopełniają całą fabułę. I wreszcie, to najsłodsza wisienka na torcie; pani Frances Hodgson-Burnett pojawia się w książce osobiście na jednym z przyjęć wydawanych przez rodzinę Mountrachet. Co ciekawe, ma wtedy już nieco nadwyrężoną reputację, gdyż jej dwukrotną rozwódką. Miałam wrażenie, że to ogrody i labirynt tej posiadłości natchną autorkę do napisania własnej historii. Takie specyficzne zapętlenie dwóch historii ma ogromny urok i czyni je bardziej prawdziwymi. 

W powieści Kate Morton poszczególne wątki i płaszczyzny czasowe nakładają się na siebie i nic tu nie jest takie, jak się wydaje. Początkowo, to cecha wszystkich tworzonych przez Kate Morton historii, nic do siebie nie przystaje i trudno znaleźć związki między bohaterami. Z czasem z poszczególnych wątków wyłania się wspólna dla nich intryga, stara tajemnica, którą już trochę piaski czasu przysypały, ale ponieważ żyją nieliczni już uczestnicy tamtych wydarzeń, da się, choć jest to proces żmudny, odkryć większą część tajemnicy. Czytelnik, rzecz jasna poznaje ją w całości, współcześnie żyjący bohaterowie pewnych spraw muszą domyślić się sami. 

Podobnie jak Milczący zamek, tak i Zapomniany ogród mnie zaczarował. Historia ta zrobiła na mnie tak duże wrażenie, że dopiero po kilku dniach od jej przeczytania mogłam zasiąść do opisywania wrażeń z lektury. Uwielbiam stopniowe odkrywanie tajemnicy, niejednoznacznych bohaterów, z których każdy ma coś do powiedzenia na główny, frapujący nas temat. W dodatku atmosfera starego zamczyska i wietrznej, pełnej sztormów Anglii ma w sobie coś magicznego. Bierze się taką książkę do ręki i nie można się od niej oderwać. Ta zabawa autorki formami literackimi: dziennikiem, baśnią, listem, relacją z wydarzeń, powoduje że książka jest po prostu magiczna. Nie da się przerwać lektury w połowie. Ciekawa, co będzie dalej, nie mogłam zasnąć w nocy, więc wstałam z łóżka i poszłam czytać dalej. Jeśli książka jest w stanie oderwać człowieka od normalnego, codziennego trybu życia, to bez wątpienia coś w sobie ma. To klimat powieści gotyckich i tak kochanego przeze mnie Dickensa.  Kto czytał, ten zrozumie. 
Ze swojej strony mogę tylko polecić lekturę Zapomnianego ogrodu czytelnikom lubiącym sekrety kryjące się w grubych zamkowych murach. Dajcie się porwać tej magii. Nie będziecie żałowali.

niedziela, 24 kwietnia 2016

Vanessa Monfort: Legenda niemej wyspy

Autor: Vanessa Monfort
Tytuł: Legenda niemej wyspy
Stron: 368
Wydawca: Świat Książki






Są takie powieści, po których zakończeniu trudno cokolwiek o nich powiedzieć. Nie dlatego jednak, że były niezbyt dobre, ale właśnie dlatego, że były zbyt dobre. Tak jest właśnie w przypadku powieści Vanessy Monfort. 
Zdecydowałam się na jej lekturę, gdyż skusiło mnie zawarte w opisie nazwisko Karola Dickensa, który miał być jednym z głównych bohaterów. Nie sądziłam jednak, że książka okaże się tak dobra. Jestem nią zachwycona i stawiam ją na honorowym miejscu w mojej biblioteczce. Pod piękną, klimatyczną oprawą kryje się bowiem urzekająca i mądra treść, która na długo zapada w pamięć. 

Podróżujący po Ameryce młody, ale już uznany, pisarz Karol Dickens, otrzymuje tajemniczy list, zapraszający go do odwiedzenia okrytej niesławą Wyspy Blackwella, na której mieszczą się społeczne marginesy: przytułek, więzienie, szpital psychiatryczny, sierociniec. Wszystko to, czego młoda Ameryka się wstydzi, jest tutaj upchnięte w koszmarnej, obrzydliwej pigułce. Zaintrygowany Dickens, po zdobyciu odpowiednich pozwoleń, przybywa na wyspę, by spędzić tu dwa tygodnie. Zgodnie z obietnicą zawartą w liście, ma poznać tajemnicę i odkryć skarb. Czy poznana tutaj pielęgniarka Anne Radcliffe umożliwi mu to?

Fabułę powieści poznajemy z dwóch perspektyw czasowych. Po raz pierwszy Dickens odwiedza wyspę w styczniu 1842 r, po raz drugi po 25 latach, w roku 1867, gdy opowiada swoją historię innej młodej pielęgniarce, Margaret. 
Żądny tajemnicy i skarbu Dickens z ogromnym zaskoczeniem odkrywa mroczne tajemnice i brudne sekrety wyspy. W trakcie swojego życia spotykał się już z biedą i wyzyskiem, ale to co znajduje tutaj, wstrząsa nim do głębi. Bywalcy wyspy czy to pacjenci szpitala, czy to więźniowie są traktowani w sposób nieludzki. Wyzysku dopuszczają się strażnicy, ale także pielęgniarki, które swoją pracę uważają za karę i przez to wyżywają się na swoich podopiecznych, nie umiejąc ani nie chcąc ukazać im odrobiny serca i miłosierdzia. Czy pomysł eksperymentu, na który wpadają Karol i Anne, ma szansę wypalić i czy w ogóle cokolwiek zmieni? To się okaże. 

Powieść Legenda niemej wyspy jest po prostu obłędna i oczarowuje od pierwszej strony. Niesamowity, zimny klimat wyspy oraz jej mieszkańcy, w których każdy jest materiałem na literackiego bohatera, oczarowują i przykuwają uwagę do ostatniej strony. Powszechnie wiadomo, że swoje książki Dickens pisał nie tylko na podstawie własnych doświadczeń, ale też tego co zaobserwował. W tym przypadku czytelnik otrzymuje przepiękną wariację na temat tego, jak mogła powstać bodaj najsłynniejsza historia tego autora czyli Opowieść wigilijna. Obcując z pacjentami, Dickens snuje coś w rodzaju prototypu historii, która rok rocznie będzie zachwycać miliony czytelników na całym świecie. Fikcja przeplata się tu z rzeczywistością, a snuta przed oczami czytelnika i bohaterów historia zmierza ku zaskakującemu finałowi. 

Polecam Legendę niemej wyspy nie tylko fanom Karola Dickensa, który tym razem jest nie tylko pisarzem, ale też bohaterem historii. To przepiękna i bardzo mądra opowieść o tym, jak niewiele czasem potrzeba człowiekowi, by nie zatracił się w otchłani apatii i przygnębienia. Wystarczy trochę wyobraźni i serca, a narodzą się inicjatywy, które zdolne będą zmienić świat. 
Polecam i zachęcam. Coś wspaniałego!

Dziękuję!

piątek, 22 kwietnia 2016

Elle Kennedy: Układ

Autor: Elle Kennedy
Tytuł: Układ
Stron: 464
Wydawca: Zysk i S-ka








Kiedy zobaczyłam okładkę, pomyślałam, że to jakieś banalne romansidło i szybko o niej zapomniałam.  Jakiś czas później przypadkiem przeczytałam dość rzeczową recenzję, która stwierdzała, że choć historia jest dość standardowa, to postaci są tak sympatyczne i normalne, że poczułam się przekonana do lektury. I faktycznie. Teraz cieszę się, że jednak po książkę sięgnęłam i czekam niecierpliwie na kolejne części cyklu, opowiadające o losach przyjaciół głównych bohaterów. Fakt, że perypetie Hannah i Garretta zamykają się w jednym tomie, tylko dodatkowo przemawia na korzyść tej książki. 

Rzecz dzieje się w uczelnianym światku. 
Nie ma tu podziału, a przynajmniej nie tak silnego, na: on  - silny, emanujący męskością i ona - omdlewająca heroina. Przyznaję, że do pewnego momentu jest to fajne i nawet bawi, ale gdy wchodzi w schemat znany czytelnikom z takich powieści jak cykl After czy Piękna katastrofa, gdzie miłosne uniesienia wręcz kłócą się z głupimi dylematami, zaczyna to w końcu złościć. 
Hannah i Garrett studiują na tej samej uczelni, ale obracają się w różnych kręgach znajomych i przedmiotów. Ona skupia się na nauce, pracy, która pomaga się jej utrzymać oraz na śpiewaniu, które jest jej wielką pasją. On to gwiazda drużyny hokejowej i choć jest dość bystry i oceny ma niezłe, średnia jest mu potrzebna tylko do tego, by mógł grać. Swoją przyszłość wiąże z hokejem i nie widzi dla siebie innej alternatywy. Dlatego, gdy z filozofii otrzymuje za niską ocenę, a groźba przesiedzenia sezonu na ławce rezerwowej staje się namacalna, Garrett postanawia, że musi mieć korepetytorkę. Wybór pada na Hannah, która otrzymała z testu najwyższą ocenę.  Początkowo trudno im się dogadać, bo ich światy trochę się różnią, ale z czasem okazuje się, że mają wspólne zainteresowania oraz bagaż z przeszłości, który łatwiej będzie im nieść wspólnie. 

Z tego, co napisałam powyżej wynika, że fabuła powieści nie jest żadnym odkrywczym novum. Każde z bohaterów ma swoją tajemnicę, która w jakiś sposób determinuje ich obecną sytuację i choć częściowo już to przepracowali, bo minęło sporo czasu, blizny zostały. Nie chcę tutaj zdradzać zbyt dużo, więc zostawię już fabułę, a napiszę o tym, co mi się bardzo podobało. 
Nie da się nie lubić zarówno Hannah, jak i Garretta. Są sympatyczni i zwyczajni. Nie znajdziemy w tej książce dylematów, ciągnących się na kilkanaście stron, czy ma zadzwonić, czy nie, czy ją/jego pocałować czy nie i rozpamiętywania, jak było. Autorka przedstawia kilkanaście drobnych sytuacji, które stopniowo, acz naprawdę nienachalnie, zbliżają do siebie bohaterów, a kiedy już ich zbliży, każe im trochę popracować nad związkiem, zamiast ich nieustannie skłócać i ponownie namiętnie godzić. 
Bardzo zabawne są dialogi oraz drugi plan czyli przyjaciele Hannah i Garretta. Ten drugi plan zresztą stopniowo wyjdzie na plan pierwszy w kolejnych tomach. Szybko okazuje się bowiem, że koledzy Garretta z drużyny, to naprawdę fajne chłopaki, więc totalnym zaniedbaniem ze strony autorki, byłoby niedopisanie dla nich wciągających zakończeń miłosnych. Czekam na nie bardzo niecierpliwie. 

Powieść Elle Kennedy zagwarantowała mi bardzo miłe popołudnie i mogę tylko żałować, że nie sięgnęłam po nią wcześniej. Polubiłam bohaterów i bezpretensjonalny, swojski styl opowiadania autorki. Jeśli ktoś szuka dla siebie fajnej historii miłosnej, zabawnej i bez łzawo-głupawych rozwiązań, z czystym sumieniem polecam Układ. To naprawdę porządna powieść z gatunku young adult.

środa, 20 kwietnia 2016

Cassandra Clare: Pani Noc

Autor: Cassandra Clare
Tytuł: Pani Noc
Seria: Mroczne intrygi, t.1
Stron: 828
Wydawca: MAG





Wydawało mi się, że szósty tom Darów Anioła, to wszystko, co na temat świata Nocnych Łowców miała do powiedzenia Cassandra Clare. Historia zakończyła się dobrze, jako czytelnik byłam usatysfakcjonowana i w sumie nie poświęciłam poznanym w finale ostatniej części młodym Blackthorne'om zbyt wiele uwagi. Uznałam ich za dzieci, które jak wiele ofiar tamtej wojny, znalazły się w ciężkiej sytuacji, tracąc rodziców. Tymczasem wydaną ostatnio powieścią Pani Noc autorka pokazuje, że ostatnie słowo jeszcze nie padło. I to dobrze, naprawdę bardzo dobrze.

Od czasu, gdy zakończyła się Wielka Wojna, minęło pięć lat. Pamięć o poległych jest nadal żywa, wielcy bohaterowie czyli Clary, Jace i spółka na stałe już weszli do panteonu zasłużonych, surowe warunki Zimnego Pokoju utrzymują wszystkie rasy w ryzach, a tymczasem w dorosłość wchodzi nowe pokolenie Nocnych Łowców. To młodzi Blackthorne'owie, którzy w minionej wojnie stracili rodziców. 

Los Angeles. Głową tutejszego Instytutu oficjalnie jest Arthur Blackthorne, książkowy mól, którego dawna styczność z faerie, pozbawiła zdrowego spojrzenia na rzeczywistość. Nieoficjalnie opiekę nad młodszym rodzeństwem i wszystkim, co związane z prowadzeniem Instytutu, sprawuje niespełna 18-letni Julian Blackthorne. To na niego spadły te wszystkie obowiązki i trzeba mu oddać sprawiedliwość, wypełnia je z godną podziwu cierpliwością i spokojem. 
Tymczasem parabatai Juliana, Emma Carstairs, nie chce przyjąć do wiadomości faktu, że za śmiercią jej rodziców miałby stać Sebastian Morgenstern. Okoliczności ich śmierci nie dają jej spokoju, dlatego myślenie o tym i szukanie jakichkolwiek poszlak stało się dla dziewczyny swoistą obsesją, z której nie chce zrezygnować. Niespodziewanie z młodymi bohaterami kontaktują się faerie, które przed pięciu laty uprowadziły Marka Blackthorne'a. W zamian za odszukanie grasującego po L.A. zabójcy Podziemnych, proponują, że zwrócą Marka rodzinie, o ile rzecz jasna, sam będzie chciał z nimi zostać. 

Tak rozpoczyna się śledztwo, które nie tylko może doprowadzić Emmę do prawdy na temat zabójstwa jej rodziców, na nowo połączyć rozbitą rodzinę, ale też odsłonić nowe fakty z zamierzchłej przeszłości Blackthorne'ów. Jak to będzie? Uwierzcie na słowo, bardzo fajnie. 

Po pierwsze mamy bardzo sympatycznie przedstawionych młodych bohaterów, którzy w niedalekiej przyszłości mają szansę stać się cennymi dla Clave, wojownikami. Rodzeństwo Blackthorne, jest jak każda duża rodzina, różnorodne, ale i bardzo ze sobą zżyte. Przyjemnie obserwuje się ich poczynania i wzajemne relacje. Marnotrawny brat Mark, który, przez bytność wśród faerie, zapomniał, jak wygląda ludzkie życie, czyni ten obraz ciekawszym, czasem bardziej zabawnym, czasem nieco smutnym. 
Po drugie para głównych bohaterów, których często porównuje się do Cary i Jace'a, czyli Emma i Julian. Czy bardzo ich przypominają, nie będę się tutaj nad tym rozwodzić, bo uważam, że każdy powinien wyrobić sobie własne zdanie. Wiadomo jednak, że powieści C.Clare nie mogłyby się obyć bez dramatycznego wątku miłosnego, a duet Emma/Julian z pewnością go nam tutaj zapewni. Oczywiście, żeby nie było za łatwo, jest to miłość, która, nim będzie miała szansę zaistnieć, będzie musiała pokonać wiele przeszkód, ale czymże byłaby miłość, gdyby była lekka i przyjemna? 
Po trzecie wątek związany z intrygą napędzającą całą fabułę. Jasne, że o taką, jak ta związana z Sebastianem Morgensternem, byłoby trudno po raz drugi. Dlatego, na początek autorka tworzy coś, może na trochę mniejszą skalę, ale z szansą na rozwój w coś poważniejszego. Wiadomo, że praktyki związane z czarną magią mogą wstrząsnąć w posadach światem Nocnych Łowców, że od jednej rzeczy może się zacząć, a potem nagle powstanie lawina. Dlatego, choć prawdopodobnie, druga Wielka Wojna nas nie czeka, to może być całkiem ciekawie. 

Czy tytułowa Pani Noc to tylko postać z książeczek dla dzieci? Czym właściwie jest więź łącząca parabatai? Jak kochają faerie? I dlaczego wampiry nie powinny prowadzić pizzerii? Na te i masę innych pytań, w tonie poważnym, zabawnym, czasem łzawym, daje odpowiedzi najnowsza powieść Cassandry Clare, zatytułowana Pani Noc. 

Dodatkowo na deser dostajemy całą garść szczegółów na temat obecnego życia Clary, Jace'a, Simona, Isabelle, Tessy, Jema i całej reszty. Finał książki wieńczy zaś nowe opowiadanie ze świata Nocnych Łowców. Myślę, że fani książek z serii Dary Anioła czy Diabelskie Machiny powinni być zadowoleni, bo ja jestem. Książkę przeczytałam w dwa popołudnia, była dla mnie odskocznią na nudnym, długim dyżurze i ani się obejrzałam, a dyżur dobiegł końca, a powieść otworzyła się na ostatnim rozdziale. 
Zapowiada się, że ma to być trylogia i muszę przyznać, że zaczyna się obiecująco, być może dlatego, że bohaterów tych książek nie da się nie polubić, a przecież nic przyjemniejszego czytać, o kimś, kogo się lubi. Prawda? Nawet, jeśli momentami jest trochę cukierkowo, to mnie to wcale nie przeszkadzało. To był bardzo miły powrót do świata Nefilim i z przyjemnością do niego zajrzę, gdy pojawi się kontynuacja. 

Dziękuję!

Recenzja opublikowana także na portalu Secretum.pl

poniedziałek, 18 kwietnia 2016

Lesley Lokko: Białe kłamstewka

Autor: Lesley Lokko
Tytuł: Białe kłamstewka
Stron: 656
Wydawca: Świat Książki








Obowiązkowo czytam każdą nową powieść tej autorki. Moja przygoda z twórczością Lesley Lokko zaczęła się od lektury Świata u stóp i Szafranowego nieba, a potem już było z górki. Choć właściwie nie tak z górki, bo na kolejne powieści trzeba było czekać dwa, trzy lata. Najczęściej było warto. A jak było tym razem?



Czym jest białe kłamstwo? Najkrócej mówiąc to takie, które powstaje w dobrej wierze. Kierując się dobrem drugiej osoby, przemilczamy pewne fakty lub o nich nie mówimy, by nie zranić bliskiej nam osoby. Idealnym przykładem białego kłamstwa w literaturze jest  Kamizelka B. Prusa. Małżonkowie walczą z chorobą wywracającą ich życie do góry nogami, nie mówiąc o niej wprost. Gdy się dyskutuje o ich poczynaniach, faktycznie wyłania się z tego pewna prawda. Gdyby bowiem bohaterowie wprost i głośno przyznali, że Pan jest śmiertelnie chory i nie pożyje dłużej niż dwa miesiące, nie pozostałoby im nic innego, jak tylko załamać się i czekać bezczynnie na to co nadejdzie. A tak, tworząc iluzję poprawy zdrowia, bohaterowie przynajmniej w części byli szczęśliwi. A jak jest z bohaterkami powieści L. Lokko? Czy wypowiadane przez nie kłamstwa mają swoje uzasadnienie i czy wychodzą im na dobre?

W kolejnej powieści L. Lokko Białe kłamstewka śledzimy losy trzech zaprzyjaźnionych ze sobą kobiet i ich bliskich na przestrzeni ćwierćwiecza. Pochodzenie społeczne każdej z nich jest inne, a co za tym idzie inny będzie ich życiowy start i kompletnie odmienny sposób układania sobie życia. 
Rebecca, pochodząca z tradycyjnej rodziny Żydów bankierów będzie żyła jak księżniczka w bajce, nie martwiąc się dosłownie o nic. Zabezpieczona finansowo, wyjdzie korzystnie za mąż, założy rodzinę i nigdy nie będzie musiała się martwić o rachunki, pracę, czy utrzymanie dzieci. Czy to jednak zapewni jej pełnię szczęścia? Czy na tym idealnym wizerunku nigdy nie pojawi się ani jedna rysa? 
Annik, córka prezydenta i gwiazdy filmowej, przejedzie bardzo długą drogę od księżniczki do nędzarki. Czy wyciągnie wnioski z tej gorzkiej życiowej lekcji? 
Mądra, lecz niepiękna Tash, dzięki determinacji i pracowitości, zrobi błyskotliwą karierę w branży modowej. Czy bycie odkryciem finansowym roku da jej pełnię szczęścia? A może bohaterka poszuka spełnienia w innej dziedzinie? 

W myśl starej zasady, że prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie, Rebecca, Tash i Annik, będą się wspierały, choć nie obędzie się bez kłótni, łez i zdrad. Jednak to właśnie łącząca je więź, zobrazowana tatuażem przy zgięciu kciuka, pozwoli im przetrwać najtrudniejsze chwile ich życia: klęski finansowe, utratę bliskich czy statusu społecznego.
Obserwując poczynania bohaterek będziemy świadkami popadania w alkoholizm, otyłość, czy masochizm. Bohaterki powieści w żadnym razie nie są ideałami. Słabości, z którymi borykają się na co dzień, czynią je prawdziwszymi, kobietami z krwi i kości. Okazuje się, że tak naprawdę najważniejsze jest to, by być kochanym, mieć blisko siebie ludzi, którzy lubią nas za to jacy, a nie kim jesteśmy. 
Podobało mi się także zakończenie powieści, jak najbardziej logiczne. Nie ma szczęśliwych, nagłych rozwiązań. Powieść kończy się, ale życie toczy się dalej, zostawiając nasze bohaterki z problemami, które należy przepracować i decyzjami, które wreszcie dobrze byłoby podjąć. 

Białe kłamstewka to literatura typowo kobieca. Umili wieczór, pozwoli w duchu po krytykować i zganić za takie, czy inne wyskoki Rebeki, Annik czy Tash. Słowem każda kobieta znajdzie tu coś dla siebie i myślę, że w tym właśnie tkwi siła powieści L. Lokko. To historie życiowe; czasem zabawne, czasem romantyczne,  a czasem bolesne.

Dziękuję!

sobota, 16 kwietnia 2016

Luz Gabas: Czarownice z Pirenejów

Autor: Luz Gabas
Tytuł: Czarownice z Pirenejów
Stron: 480
Wydawca: MUZA






Czy miłość między dwojgiem ludzi może być tak silna, że przetrwa nie tylko rozłąkę i odległość, ale też czas? Czy obietnica złożona ponad cztery wieki wcześniej ma szansę być spełniona? Czy naprawdę uczucie łączące dwoje ludzi jest tak wielkie, że może przetrwać, by potem niespodziewanie się odrodzić? Wydaje się to niemożliwe, a jednak...

Gdy poznajemy główną bohaterkę Briandę, nie jest ona w najlepszej formie. Co prawda ma całkiem niezłą pracę i mężczyznę, z którym wiąże poważne plany, jednak powracające z coraz wierszą siłą nocne koszmary i dzienne nagłe zasłabnięcia, nie pozwalają się tym kobiecie cieszyć. Zadowolona dotąd z życia Brianda nie rozumie, skąd bierze się w niej ten niepokój, te obezwładniające lęki, słyszane dźwięki, strzępki obrazów i uczuć. Zupełnie jakby do bram jej zdroworozsądkowości zaczęło się dobijać coś, co przez długi czas trwało uśpione, by teraz nagle zaatakować ze zdwojoną siłą. Uporczywie trzymając się wersji, że to zwykła nerwica i przemęczenie, Brianda postanawia wyjechać na wieś do ciotki, licząc, że spokój prowincji przywróci jej równowagę ducha.  Tymczasem na wsi okazuje się, że tajemnice dotyczące i tego miejsca i samej głównej bohaterki mnożą się, jak pączkujące drożdże i zamiast oczekiwanego ukojenia, Brianda natyka się na coraz to nowe rewelacje. 

Fabuła powieści jest dość przewidywalna, głównie dlatego że sam opis z tyłu okładki zdradza zbyt wiele. Niemniej jednak nie psuje to przyjemności obcowania z tą historią. 
Po pierwsze akcja dzieje się w Hiszpanii, zarówno tej współczesnej, jak i tej z końca XVI wieku za rządów króla Filipa III. Niesamowitym urokiem może się pochwalić opisywana przez Luz Gabas hiszpańska prowincja, gdzie wszyscy wszystkich znają, a ludzkie charaktery są równie gwałtowne, jak pogoda. 
Po drugie w ciekawy, przystępny sposób pokazuje autorka wir przemian, w który wpada rodzinny region bohaterki. Ku jej rozpaczy okazuje się, że honor i prawda nie mają szans w starciu z siłą zabobonu i ludzkim lękiem przed cierpieniem i śmiercią. 
Trzecią, najciekawszą i chyba najbardziej wstrząsającą kwestią, jest przedstawienie wątku polowania na czarownice. Wystarczyła odrobina władzy, kilka urzędowych pism i ponad 20 niewinnych kobiet umierało w strasznych męczarniach. Na co dzień pobożne żony, czułe matki, zwyczajne i obyczajne kobiety, nagle stanęły przed oskarżeniami, które dziś mogą się wydawać śmieszne i bzdurne, a wtedy były nie do odparcia. To właśnie ten wątek jest najmocniejszą stroną powieści. 

Cała historia toczy się nieśpiesznie, kolejne fakty poznajemy stopniowo. Przeszłość miesza się tutaj z teraźniejszością, życiowy realizm z magią, lęki i pragnienia z dumą i ambicją. Wątek miłosny zaś przypomina te z najlepszych znanych nam z ekranu czy kart książek historie. Ona jest odważna i harda, on - szatańsko przystojny i uparty. Razem są niepokonani. Czy miłość, która ich połączyła wygra z tyloma przeciwnościami? Warto przekonać się samemu. 

Czarownice z Pirenejów to nie tylko epicki romans na przestrzeni wieków, to także niezwykła historia z klimatem, którą czyta się z zapartym tchem, żałując, że stron ubywa. 
Polecam nie tylko miłośniczkom powieści romantyczno-przygodowych. 

Dziękuję!