wtorek, 28 lipca 2020

Erika Johansen: Losy Tearlingu

Autor: Erika Johansen
Tytuł: Losy Tearlingu
Królowa Tearlingu, t.3
Stron: 519
Wydawca: Galeria Książki






Swoim poświęceniem i uporem Kelsea Glynn, albo jak kto woli Riley, zatrzymała zsyłkę na trzy lata. Tym samym utraciła wolność i stała się zakładnikiem Szkarłatnej Królowej, pozostając na jej łasce i niełasce. 
Regentem Tearlingu został Buława, który ani przez chwilę nie porzuca planu, by uratować swoją królową. 
Jaką rolę w całej tej historii odegrają szafiry i legendarna korona? Jakie tajemnice skrywają królowa Mort, potwór zwany Sierotą oraz nieuchwytny Duch? Odpowiedzi na te i kilka innych pytań daje trzecia część niezwykłej i wciągającej trylogii o władzy, marzeniu o utopii oraz zgłębianiu przeszłości, która decyduje o tym, jaka będzie przyszłość. Książka podobała mi się bardzo, choć pozostawiła we mnie mieszane uczucia. Po części rozumiem przyczynę zastosowania takich rozwiązań fabularnych, jak to zrobiła autorka, ale po części jest mi zwyczajnie żal. 

Trzecia część trylogii pozwala czytelnikowi na wgląd w psychikę Szkarłatnej Królowej, której latami budowane królestwo chyli się ku upadkowi. Umowa z Kelsea na zaprzestanie zsyłki na okres trzech lat jest równoznaczna z niewszczynaniem wojny, zatem żądna krwi i łupów armia musiała się cofnąć spod bram Tearlingu. Niezadowoleni żołnierze stoją na skraju buntu i są coraz mniej karni. Potwór nazwany przez wszystkich sierotą tylko czyha, aby wysłać swoje upiorne dzieci na żer. Szafiry, których tak pragnęła królowa, nie działają.  Moc władczyni słabnie. 

Kelsea, która ma okazję lepiej poznać królową Mort, może też w końcu podjąć decyzję, jaką królową, a przede wszystkim człowiekiem chce być. Jej niedawne decyzje nie zawsze są przyjemnym wspomnieniem. Czy taka właśnie chciała być? Czy okrucieństwo, którym się wykazała, było uzasadnione? 

W finałowej części trylogii możemy także poznać pierwsze lata istnienia Tearlingu, który rzecz jasna jeszcze się tak wtedy nie nazywał. Od chwili Przeprawy minęło niemal 20 lat. Dzieci, które urodziły się już w nowym świecie, dorastają i zaczynają być krytyczne wobec otaczającej ich rzeczywistości. Oczami Katie, stojącej dość blisko Johna Tearlinga i jego rodziny, widzimy jak rodzą się pierwsze niesnaski i podziały. Marzeniem Tearlinga był świat bez biednych i bogatych, świat, w którym nikt nie jest gnębiony, należy tylko i wyłącznie do siebie i w którym wszyscy mają tyle samo. Założyciele popełnili jednak podstawowy błąd, z który już niedługo przyjdzie im słono zapłacić, a co boleśnie odbije się na życiu kolejnych pokoleń, a w końcu i na Kelsea oraz jej poddanych. 
W obecnym świecie nie mówi się w ogóle o dawnym życiu, ani o powodach, dla których Przeprawa w ogóle się odbyła. Młodym ludziom wydaje się, że to co obecnie mają ich rodzice nie jest zadowalające, chcieliby hierarchii i odpowiedniej gratyfikacji. Przyjaciel Katie, Row Finn, już wytrwale nad tym pracuje. 
Związana mentalnie z Katie, Kelsea z przerażeniem obserwuje, jak coś co miało być pięknym marzeniem, upada, zanim zdąży się w ogóle rozwinąć.  Na podstawie tych obserwacji bohaterka będzie musiała podjąć decyzję, jaką wersję przyszłości wybierze, gdy legendarna korona znajdzie się na jej skroniach.  
Dlatego, gdy już ten moment nastąpił, pomyślałam, że to jedynie dla bohaterki taka mała wstawka. Tym większe było moje zdziwienie, gdy zobaczyłam, że to ostatni rozdział i taki koniec. Początkowo byłam zawiedziona. Teraz, gdy emocje opadły, dochodzę do wniosku, że wybór Kelsea, był rozsądny i logiczny. Rozumiem ją. 

Trylogia Eriki Johansen o królestwie Tearlingu z pewnością zasługuje na uwagę. Oryginalny świat przedstawiony, nie przesłodzeni bohaterowie i zaskakujące rozwiązania fabularne czynią Królową Tearlingu jedną z bardziej wartościowych pozycji na półce z fantasy. 
Polecam.

wtorek, 14 lipca 2020

Alex Michaelides: Pacjentka

Autor: Alex Michaelides
Tytuł: Pacjentka
Stron: 352
Wydawca: WAB









Pierwsze strony powieści nie zachęciły mnie do lektury. Były to strony z pamiętnika głównej bohaterki, trochę niepoukładanej życiowo malarki. Jednak kolejne strony książki mówiące o tym, że ta sama malarka makabrycznie zamordowała swojego męża wciągnęły mnie w fabułę książki całkowicie.

Utalentowana malarka Alicia Berenson zabija swojego męża Gabriela, także utalentowanego fotografa, kilkoma strzałami z pistoletu. Po tym wydarzeniu kobieta przestaje mówić. Z tego powodu zamiast do zakładu karnego, bohaterka trafia do ośrodka psychiatrycznego, gdzie ma być poddawana leczeniu. Mija 6 lat, a Alicia nadal nie wymawia ani słowa. Jedyną jej formą kontaktu z otoczeniem, jeszcze za czasów procesu było namalowanie głośnego obrazu zatytułowanego Alkestis; miał to być jej autoportret i jedyne zeznanie, jakie od siebie dała. Dlaczego przestała mówić? Bo przeżyła taką traumę, że się zablokowała? Czy też może to sprytnie obmyślana strategia, aby uniknąć więzienia? A może istnieje jeszcze inna przyczyna?

Gdy do Grove, ośrodka w którym przebywa Alicia, przybywa nowy terapeuta, wreszcie pojawia się szansa, że bohaterka przemówi. Dlaczego? Ponieważ Theo ma wrażenie, że przywrócenie Alicii światu jest właśnie jego misją, że to jemu się uda. Terapeuta z powołania, głęboko świadomy wagi terapii i więzi, jaką można nawiązać z pacjentem, by poprowadzić go ku wyzdrowieniu czy ogarnięty obsesyjnym pragnieniem mężczyzna? 
W powieści Pacjentka przez długi czas  nic nie jest jednoznaczne. 
Alex Michaelides ukończył studia z psychoterapii i umiejętnie dzieli się z czytelnikiem swoją wiedzą, której użył także do nakreślenia interesujących sylwetek dwójki głównych bohaterów. 
Alicia zabiła męża. Wszystko na to wskazuje. Jednak, gdy Theo rozpoczyna terapię, chcemy wierzyć, że może jednak jest niewinna, że ktoś ją wrobił, zmusił, że to nie ona. 
Theo jest zmotywowany do pracy. To także fakt. Ale czy nie kierują nim żadne ukryte motywy? 

Najlepsze w kreacjach bohaterów, zwłaszcza Alicii jest to, że nie ma jednego obrazu osoby, bo nikt nie jest płaski jak kartka papieru. Alicię poznajemy z jej pamiętnika, a więc jest to bardzo subiektywny obraz. Kobieta jest uczuciowa, pełna obaw, ma za sobą trudne dzieciństwo i niełatwą dorosłość. Biorąc pod uwagę jej przeszłość, trudno bez wątpliwości wierzyć w to, co opisuje. 
Zupełnie inny obraz kobiety wyłania się z opinii ludzi z jej otoczenia. Dobra sąsiadka, namiętna żona, piękna, pożądana bratowa, zdolna, awangardowa artystka, zabójczyni z premedytacją. Tych obrazów jest wiele, bo każdy człowiek widzi ją inaczej, w subiektywny dla siebie sposób. To dlatego tak trudno z tych elementów stworzyć jednolitą wiarygodną całość. 
Podobnie jest z Theo, tylko, że jego poznajemy z różnych życiowych ról: syna, lekarza, męża. Nie jest jednoznacznie ani dobry ani zły, bo nikt taki nie jest. Może być zaangażowanym lekarzem i targanym demonem zazdrości mężem. 

Autor budując fabułę powieści nawiązał do tragedii klasycznej.  Pierwszą jest Alkestis Eurypidesa, która po powrocie z Hadesu, do którego udała się z zamian za męża, zamilkła znacząco. Tak jak Alicia. 
Drugi utwór to Otello W. Szekspira. To zazdrość poprowadziła Theo na skraj szaleństwa. Do końca właściwie nie mamy pewności, czy sprawy z jego żoną miały faktycznie miejsce, czy też były wytworem jego fantazji. 
Pacjentkę czyta się naprawdę świetnie. Jest przemyślana i dopracowana. Do samego końca wodzi czytelnika za nos. Polecam, doskonała historia.


sobota, 11 lipca 2020

Harlan Coben: W głębi lasu

Autor: Harlan Coben
Tytuł: W głębi lasu
Stron: 430
Wydawca: ALBATRTOS







Do przeczytania książki W głębi lasu zachęciła mnie reklama serialu na podstawie książki. Żeby było jasne, nie oglądałam serialu, tylko słuchając o tym lesie i jego sekretach, zaczęłam się zastanawiać, co tak naprawdę stało się z tymi nastolatkami i jaka jest prawda. Czasem nawiedzi mnie taka myśl, pragnienie dowiedzenia się i nie daje mi spokoju. Jeśli chodzi wtedy o książkę, nie mam wyjścia, muszę ją przeczytać. 
Powieść ta jest także moim pierwszym spotkaniem z twórczością tego autora. Istnieje prawdopodobieństwo, że nie ostatnim. 

Fabułę śledzimy oczami głównego bohatera, Paula Copelanda, obecnie pełniącego funkcję prokuratora okręgu. Paul jest zwyczajnym człowiekiem, choć swoje już w życiu przeszedł. Kilka lat temu na raka zmarła jego żona, Jane i teraz mężczyzna samotnie wychowuje kilkuletnią córkę. Szczęśliwie może liczyć na pomoc szwagierki i szwagra, bo jego rodzice także już nie żyją. Wielką zadrą w sercu Paula jest niewyjaśniona śmierć jego siostry Camille. 
Sprawa miała miejsce 20 lat temu i mimo że uznany winnym przebywa w więzieniu, to wciąż wiele spraw pozostaje niewyjaśnionych. Do lasu wymyka się czworo nastolatków. Dochodzi do morderstwa, policja znajduje jednak tylko dwa ciała. Co się stało z pozostałą dwójką? Czyżby morderca tak przemyślnie ukrył ich ciała? 

Gdy po dwóch dekadach wydaje się, że wszyscy już zapomnieli, Paul zostaje wezwany przez policję do identyfikacji ciała nieznanego mężczyzny. Ze zdumieniem stwierdza, że ten martwy człowiek to Gil Perez, który miał zginąć tamtej feralnej nocy. Czy to oznacza, że siostra Paula, też może żyć? Sprawa zaczyna się wikłać coraz bardziej, a kolejne stare sekrety wychodzą na jaw. 

Jak to w takich historiach bywa, początkowo nic się ze sobą nie łączy. Prowadzona przez bohatera głośna sprawa o gwałt na czarnoskórej striptizerce zaczyna rzutować na jego życie osobiste. Po 20 latach milczenia odzywa się do niego jego dawna miłość z obozu, Lucy, do której też głośno dobija się dawne życie. Wszyscy wokół wydają się kłamać, nawet Paul ma na sumieniu drobne przekłamania i zastanawia się, czy gdyby wtedy powiedział całą prawdę, czy rzecz potoczyłaby się inaczej. 

Książkę czyta się bardzo dobrze.  Fabuła jest tak ułożona, że wciąż dowiadujemy się czegoś nowego, pojawiają się kolejni, kluczowi dla sprawy, bohaterowie, tajemnice się mnożą. Zastanawiamy się, co też mogło się tam wydarzyć i kto kłamie, a kto mówi prawdę. Tego trudno się domyślić. 

Nie wiem, jak jest z serialem, ale książka znakomicie nadaje się na wakacyjną lekturę, w końcu motyw z obozem letnim to sprawdzony patent na sukces.

niedziela, 28 czerwca 2020

Donato Carrisi: Władca ciemności

Autor: Donato Carrisi
Tytuł: Władca ciemności
Cykl: Marcus, t.3
Stron: 336
Wydawca: ALBATROS






Z bohaterami serii Marcus spotykamy się w części trzeciej, kilka lat po zakończeniu poprzedniej sprawy.  Sandra zrezygnowała z czynnej pracy w policji i przeszła do urzędu paszportowego. Tymczasem Marcus, no cóż, nie wiemy, co się z nim działo. Nie do końca wie to nawet sam bohater, gdyż budzi się z lochach pod miastem nagi i z amnezją, jak się tu znalazł i dlaczego. Co gorsza, jeśli nie uwolni się z kajdanek, umrze. 
W tym samym czasie na Rzym spadną 24-godzinne ciemności. Gwałtowne opady i zagrożenie powodziowe, powodują awarię prądu, a następnie wyłączenie elektryczności ze względów bezpieczeństwa. 

Odżywa na nowo sprawa porwanego przed 9 laty Tobiego. Trop prowadzi, na nowo połączonych Marcusa i Sandrę, do najgorszych zakamarków miasta i do miejsc, w których lęgnie się najgorsze zło. Tajemnicza śmierć jednego z kościelnych dostojników wydaje się łączyć z tamtym porwaniem. Czy Kościół znowu będzie tuszował grzechy swoich hierarchów?

Chaos, jaki zapanowuje w mieście i zachowanie mieszkańców przypominają klimatem film pt. Noc oczyszczenia. Skoro nie działa prąd, to w zasadzie nie działa nic. Miasto spowiły ciemności, nie działają telefony, ani uliczny monitoring, a nieliczne służby porządkowe okazują się bezradne w starciu z bezmyślną i agresywną tłuszczą. Do głosu dochodzą najgorsze z ludzkich instynktów; pierwotne pragnienie, by niszczyć, krzywdzić i siać zamęt. Wszystko to jest tak naprawdę tylko tłem dla zauszników zła, którzy starają się doprowadzić do triumfu swojego władcy ciemności. Kto nim będzie? Tego nie zdradzę. 

Powieść początkowo przybiera dość mocne tempo, by następnie nieco zwolnić. Mimo to czyta się ją równie dobrze, jak jej poprzedniczki. Zakończenie jednak pozostaje otwarte. To, czego dowiaduje się o sobie główny bohater oraz fakt, że nie wiemy, co będzie się z nim działo dalej, pozostawia czytelnika w nieprzyjemnym zawieszeniu. Spodziewałam się, że będzie to trylogia, tymczasem pewne, ważne sprawy nie zostały wyjaśnione. Wracam jeszcze do tożsamości bohatera, o czym już pisałam w części poprzedniej. Nie daje mi to spokoju i uważam, że autor także powinien to jakoś rozwiązać. 
Dlatego też, no cóż, powieść dobra, trzyma poziom, ale zostawia z niedosytem i poczuciem, że wszystkiego tu nie załatwiono. 
Jednocześnie jest to pozycja tylko dla osób znających poprzednie tomy, dla pozostałych będzie ona w wielu miejscach niezrozumiała.

środa, 17 czerwca 2020

Katherine Woodfine: Paryż w ogniu

Autor: Katherine Woodfine
Tytuł: Paryż w ogniu
Seria: Taylor i Rose tajne agentki, t.1
Stron: 336
Wydawca: Dwukropek







Od wydarzeń z cyklu Tajemnice domu Handlowego Sinclairs minęły dwa lata. 
Sophie Taylor i Lillian Rose już tam nie pracują, to znaczy nie w dawnym charakterze. Praca detektywów,  którą wykonywały pod szyldem pana Sinclaira, teraz jest o wiele poważniejsza i bardziej niebezpieczna. Sophie i Lil wykonują poważne zadania jako tajne agentki! Brzmi interesująco?

Jak sama autorka przyznała w dedykacji seria o dalszych losach Sophie i Lil powstała na wyraźne życzenie czytelników. Rozumiem autorkę, bo bardzo się do dziewczyn przywiązałam; rozumiem też, że żal byłoby marnować ich potencjał. 

Powieść zatytułowana Paryż w ogniu jest pierwszą z serii. Nasze bohaterki działają osobno; każda wykonuje własne zadanie, choć jak można się domyślić, być może sprawy pozornie bez związku coś ze sobą jednak łączy. 
Mamy rok 1912, a więc jasnym jest fakt, że Europa stoi na skraju wojny. Na potrzeby fabuły autorka wprowadziła na mapę kontynentu małe księstwo Arnovię, nie ulegające naciskom Niemiec. To do tego kraju trafia Lil jako guwernantka pary małych książąt, następców tronu. Jednak Lil nie byłaby sobą, gdyby miała odbywać z dziećmi tylko lekcje języków i matematyki. 
Tymczasem Sophie zostaje wysłana do Paryża, by zgłębić niejasne okoliczności śmierci jednego z profesorów Sorbony.  

Od razu widać, że Sophie i Lil wydoroślały. Obracają się teraz w świecie intryg i niebezpiecznych zagrywek politycznych na szczeblu międzynarodowym. Muszą umieć się kamuflować, radzić sobie w trudnych sytuacjach, gdy trzeba kłamać, posłużyć się wytrychem, a nawet pięścią. Ryzykują życiem nie tylko własnym, ale i tych, za których są odpowiedzialne. Z przyjemnością stwierdzam, że ta zmiana wyszła dziewczynom na dobre, dlatego też lektura Paryża w ogniu była bardzo satysfakcjonująca. 

Paryż w ogniu jest pomysłową i wciągającą historią z bohaterkami, które dobrze znamy. Książkę można czytać bez znajomości poprzednich tomów serii z Domem Handlowym Sinclairs. Osobiście jednak nie lubię, gdy o czymś się wspomina, a ja nie rozumiem po co to i do czego. Dlatego wygodniej będzie znać poprzednie przygody bohaterek i zobaczyć, jak znalazły się w tym punkcie, w którym są teraz, 
Lektura powieści nie nudzi; są nagłe ucieczki, zdrady, strach przed demaskacją, piękne wnętrza oraz Wielki Wyścig Powietrzny, który też odegra w całej historii swoją rolę. 
Graficznie książka też wygląda podobnie do swoich poprzedniczek, są ilustracje oraz fragmenty dziennika matki Sophie, Alice, stanowiące wprowadzenie do każdej części. 

Tym co można by uznać za minus i za plus jednocześnie jest zakończenie. To znaczy jest ono otwarte. Jedna misja się co prawda skończyła, ale losy bohaterki pozostają nieznane, prowadząc nas tym samym do kolejnego tomu. Ten na szczęście pojawi się już niebawem i tym razem zabierze nas w egzotyczną podróż do Petersburga. 

Taylor i Rose - tajne agentki to udana kontynuacja. Jako zdeklarowany fan działań Sophie i Lil niecierpliwie czekam na kolejną część.

poniedziałek, 8 czerwca 2020

Brandon Mull: Pan Widmowej Wyspy

Autor: Brandon Mull
Tytuł: Pan Widmowej Wyspy
Seria: Smocza Straż, t. 3
Stron: 496
Wydawca: WAB






Kocham autorów, którzy nie dość, że nie zwalniają tempa, to jeszcze sypią pomysłami jak z rękawa. Brandon Mull niewątpliwie do takich należy. Tworzone przez niego historie są interesujące, oryginalne i trzymają czytelnika przy sobie do ostatniej strony. I to jest zdecydowanie największa wada tych historii: zbyt szybko się kończą i zbyt długo się na nie czeka. 

Powieść Pan Widmowej Wyspy kontynuuje smoczy cykl tego autora. Uniwersum Baśnioboru wciąż znacznie się poszerza, teraz już o nowe lokalizacje, nowych sojuszników oraz jeszcze dziwniejszych i niepokojących przeciwników. 
Drugi tom, traktujący o szalonym wyścigu po Czarkamień dwóch rywalizujących ze sobą frakcji, zakończył się dość niefortunnie. Seth oddał swoją tożsamość i został porwany przez Ronodina i Sfinksa. Chłopiec zachował co prawda swoje moce i umiejętności, ale nie pamięta  kim jest.  Nie wie też, komu może ufać. Jest jak biała karta, którą można dowolnie zapisać. I przyznam, że ta cecha najbardziej mnie tym razem w bohaterze drażniła. Dawny Seth niczego nie zostawiał przypadkowi, był wścibski i rwał się do działania. Teraz taki nie jest. Rozumiem jednak, że w sytuacji, gdy nie wiemy komu możemy ufać, możemy także źle wybrać. Autor chciał pokazać drogę Setha do samodzielności i właściwych wyborów i bardzo dobrze mu się to udało. 

Wróżkokrewna Kendra wraz z przyjaciółmi jest zmuszona opuścić Smoczy Azyl. Bohatrowie tylko szczęśliwym zbiegiem okoliczności unikają śmierci z paszczy Celebranta, bardzo zawziętego na ludzi i strażników. Dziewczyna jest przygnębiona zaginięciem brata oraz ukochanego Paprota. Desperacko stara się, by misja strażników i uratowanie Setha szły ze sobą w parze, co łatwe nie będzie. 

W trzeciej części Smoczej Straży jest równie ciekawie i barwnie, jak w poprzednich tomach. Trafimy do podziemi pełnych przeróżnych widm i zjaw, odwiedzimy morskie tonie, w których mieszkają trytony i selkie, zajrzymy nawet do wnętrza wulkanu.  Wspólnie z bohaterami przeżyjemy chwile grozy i zwątpienia, gdy przyjdzie zastanowić się, co robić dalej i czy ta misja w ogóle ma sens. 
Autor wciąż każe swoim bohaterom rozwiązywać dylematy moralne i tak jak w poprzednich częściach, tak i tutaj na końcu książki mamy podaną listę tematów do dyskusji, czy to w grupie czy w rodzinie. W tej historii nic nie jest tylko czarne lub tylko białe. Zawsze jest coś pośrodku, jakiś odcień szarości. 
Polecam lekturę trzeciej części Smoczej Straży miłośnikom serii, a tych, którzy jeszcze jej nie znają, zachęcam do rozpoczęcia przygody z powieściami tego autora. Są ciekawe, pomysłowe i klimatyczne. Zachwyci Was mnogość magicznych stworzeń, niespotykanych dotąd artefaktów i lokalizacji. A gdy już raz zasmakujecie w książkach tego autora, zostanie Wam to na zawsze.


Papierowe Motyle 
Dziękuję!

niedziela, 31 maja 2020

Stephen King: Jest krew

Autor: Stephen King
Tytuł: Jest krew
Stron: 512
Wydawca: Prószyński i S-ka







Książka zatytułowana Jest krew opisem z tyłu okładki sugeruje tematyczny powrót do wydarzeń z powieści Outisder, jednak, uważam słusznie, to opowiadanie znajduje się na końcu zbioru, po trzech innych, równie dobrych.  

Gdybym chciała podać jakiś wspólny dla tych historii motyw powiedziałabym, że każde z opowiadań zbliża się do motywu śmierci oraz utraty kogoś, choć oczywiście, jak to u Kinga bywa przedstawione jest w specyficzny, czasem szalony, czasem makabryczny sposób.
Opowiadanie Telefon pana Harrigana klimatycznie kojarzyło mi się z latami 80. choć jego akcja toczy się zupełnie współcześnie. Jest to historia niezwykłej i niełatwej przyjaźni między tytułowym panem Harringtonem, miejscowym bogaczem na emeryturze i nastoletnim Craigiem, który zatrudnia się u mężczyzny, by mu czytać. Pan Harrington nie jest zwolennikiem nowoczesnej technologii, od smartfona i internetu woli prenumeratę gazet. Z czasem jednak chłopiec przekonuje go do kupna smartfona. Niespodziewanie urządzenie stanie się łącznikiem pomiędzy światem żywych i umarłych oraz wpłynie na całe dorosłe życie Craiga. 
Opowiadanie bardzo mi się podobało i zastanawiałam się, czy  poglądy pana Harringtona  na temat  współczesnej technologii nie są poniekąd tym, co sam King uważa na ten temat. 

Życie Chucka jest dość pomysłowe, choć po przeczytaniu pierwszych stron spodziewałam się, że będzie o czymś zupełnie innym.Potem jednak bardzo spodobał mi się pomysł przedstawienia życia bohatera od końca do początku oraz sama idea, że gdy umiera jeden człowiek, to ginie całe jego uniwersum.
Opowiadanie Szczur traktuje o niespełnionym pisarzu, który pragnie stworzyć swoją powieść życia i udaje się w tym celu na odludzie. Jaką cenę zdecyduje się zapłacić za opus magnum? Motyw szczura już się u Kinga pojawił stąd moje skojarzenie z opowiadaniem 1922.
Ostatnie opowiadanie wraca tematycznie do kwestii outsidera czyli istoty żywiącej się ludzkim cierpieniem i bólem. Holly Gibney znana z serii Pan Mercedes  i z powieści Outsider ponownie trafia na ślad kolejnej  istoty i z uporem godnym najlepszego maniaka detektywa postanawia się z nim rozprawić.

Przyjemnie było ponownie zanurzyć się w wykreowanym przez Kinga świecie. Pisanie o zwykłych, codziennych problemach i okraszanie ich odrobiną horroru bądź fantastyki to idealny przepis na dobrą, wciągającą historię. Traf chciał, że nadarzył się zimny, deszczowy dzień i zbiór Jest krew okazał się idealną pozycją na takie popołudnie. Pierwsze trzy opowiadania można czytać niezależnie od  innych książek Kinga, nie polecam jednak lektury Jest krew bez znajomości powieści Outsider, bo  jest to jakby kontynuacja, kilka razy wspomina się o tamtych wydarzeniach i żeby właściwie odebrać to opowiadanie, należy znać tamtą powieść.
Jest krew, zbiór czterech opowiadań to świetna propozycja na popołudnie w domu. Łatwo wciągnie czytelnika, każąc zapomnieć od tym co obok i na kilka godzin przykuje do fotela. To wspaniała rozrywka. Polecam.


Dziękuję!