piątek, 30 grudnia 2011

Recenzja książki Książę mgły

Opisywanie wrażeń z Mariny pobudziło czytelnicze apetyty i naszło mnie na  czytelnicze wspominki. Teoretycznie rzecz biorąc, czytam teraz Światła września, ale okres świąteczny nie sprzyja czytaniu, tylko spędzaniu czasu z Rodziną. Książki nie uciekną, tylko grzecznie zaczekają na regale na swoja kolej, a Rodzina nie. Dlatego pozostając w kręgu słownych czarów pana Zafona dziś powspominam sobie Księcia mgły. 
Zanim go przeczytałam, byłam już po lekturze Cienia wiatru i raczej nie planowałam czytania kolejnych jego książek. Księcia mgły kupiła moja Mama, przeczytała go i bardzo się jej spodobał, choć panujący w tej książce wszechobecny smutek i specyficzne zakończenie historii, spowodowały, że Mama nie chciała już czytać kolejnych książek pana Zafona.
Co do mnie, to przyznam, że  ociągałam się z lekturą. W sumie nie wiem dlaczego, bo tak naprawdę, jak już wspomniałam bardziej cenię młodzieżowe książki tego autora, niż historie spod znaku Gry Anioła i Cmentarza Zapomnianych Książek. Niemniej jednak, kiedy przeczytałam Księcia mgły, zaczęłam niecierpliwie wypatrywać Pałacu Północy, a potem Świateł września.  Słowem stałam się fanem. 
Krótko na temat treści książki.
W tle historii rozbrzmiewają echa wojny, jest rok 1943. Rodzina Carverów z trójką dzieci Maxem, Alicją i Iriną przeprowadzają się do małej osady rybackiej na wybrzeżu Atlantyku. Rodzina zamieszkuje w domu, naznaczonym piętnem tragedii innej rodziny, bowiem niegdyś syn państwa Fleischmannów utonął w morzu.
Wszystko od samego początku jest dziwne i to nie tylko z powodu przeprowadzki i trudności adaptacyjnych. Nastoletni Max czuje, że są obserwowani, niepokojem napawa go ogromny, wielkooki kot, nocą w ogrodzie pojawiają się posągi artystów cyrkowych. Zdarzenia obserwujemy razem z Maxem i oczywiście dorośli nie są świadomi tego, co się dzieje, gdyż patrzą na świat realnie. Kto czytał książki pana Zafona ten wie, że świat przedstawiony w jego powieściach to niesamowicie zgrabnie ze sobą połączona mieszanka realizmu i magii i nie umiem powiedzieć co jest dominujące. Czy magia jest w realizmie, czy realizm tkwi w magii. 
Gdy rodzeństwo poznaje nastoletniego Rolanda zaczyna dużo czasu spędzać nad oceanem. Dzięki nowemu koledze poznają historię miasteczka, wyspy, dowiadują się, że pod koniec pierwszej wojny światowej u wybrzeży zatopiono tutaj statek. 
Klimatu tajemniczości dopełni dziadek Rolanda, stary latarnik Victor Kray, który opowie dzieciom historię groźnego i budzącego najgłębsze lęki, Księcia mgły. Jak zwykle bywa w książkach pana Zafona, tragedia sprzed lat na oczach czytelnika się dopełni i odnajdzie swój finał. Finał równie tragiczny, co gorzki. 
Lektura Księcia mgły zaciekawia na początku, a kiedy już nie można się od niej oderwać wciąga coraz mocniej, niczym podwodny wir. Bywa często, że dany bohater nie jest tym, za kogo się podaje, by uchronić siebie i swoich bliskich przed złem, które bezczelnie podnosi łeb. 
Można czytać Księcia mgły jak dobrą powieść przygodową. Dorośli znajdą w niej szereg metafor dotyczących ludzkiej egzystencji.  Sama zatapiając się w lekturze czułam chłód bijacy od zatopionego Orfeusza i chwilami się bałam. Nie znałam specyfiki fabuły tego autora i wydawało mi się, że można oczekiwać słodkiego happy endu. W tym się zawiodłam. Ale mimo, że zakończyło się nieco inaczej, niż w klasycznych powieściach dla młodzieży, to czar realnej magii, czy też magicznego realizmu uwiódł  mnie na tyle mocno, że jak już wspomniałam stałam się fanem. A jak było z Wami?                                                

Autor: Carlos Ruiz Zafon                                                                      
Tytuł: Książę mgły                                                                 
Wydawnictwo: Muza                                                                              
Stron: 198                                                                                                 
Moja ocena: 10/10 









13 komentarzy:

  1. Książka świetna, choć ja swoje serce oddałam "cieniowi wiatru" i "grze anioła" ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam ją w planach. Lubię Zafona, więc i tę książkę wcześniej czy później przeczytam:))

    OdpowiedzUsuń
  3. Widziałam już recenzję tej książki na innym blogu i bardzo mi się spodobała. Doszłam do wniosku, że przypomina mi książkę Martina Bootha "Złodziej dusz". Na pewno już ją przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
  4. A ja wciąż czekam - a raczej Zafon czeka - na swoją kolej:)Mam nadzieję, że się nie zawiodę.
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  5. Z Zafonem nie miałam raczej pozytywnego spotkania, ale może jeszcze kiedyś zaryzykuje się sięgnę po jakąś książkę tego autora.

    OdpowiedzUsuń
  6. Podobała mi się ta książka, chociaż zakończenie zaskakująco smutne...

    OdpowiedzUsuń
  7. Jak tylko mi sie kolejka przeczyści, sięgnę po Zafona, bo wrażenia po "Cieniu wiatru" zostały mi pozytywne.

    OdpowiedzUsuń
  8. Zafon znalazł się w moich priorytetowych planach na rok 2012. Mam nadzieję, że po 'Księcia mgły' uda mi się sięgnąć jak najszybciej.

    OdpowiedzUsuń
  9. Ech...Ciągle jestem w tyle, Zafon zacznie śnić mi się po nocach, muszę w końcu przeczytać coś co wyszło spod jego pióra.

    OdpowiedzUsuń
  10. Muszę się koniecznie za tę serię wziąć;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Tak tak tak zdecydowanie kolejna z jego pozycji którą MUSZĘ przeczytać :D

    OdpowiedzUsuń
  12. Wpisuję na listę do przeczytania. Pozdrawiam sylwestrowo i życzę, by Nowy Rok był owocny w kolejne czytelnicze podróże.

    OdpowiedzUsuń
  13. Wstyd się przyznać, że jeszcze nie czytałam książek Zafona. Ale w planach je mam xD

    Szczęścia w 2012 roku :*

    OdpowiedzUsuń

Co jednemu się podoba, drugiemu nie musi i na odwrót. Szanujmy się wzajemnie wyrażając własne opinie.
Wszystkie komentarze o treści obraźliwej, wulgarnej i tym podobnej będą usuwane.
Jeśli nie potrafisz wyrazić własnego zdania, bez obrażania drugiej osoby, to lepiej nie wyrażaj go wcale.

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.