niedziela, 20 listopada 2016

John Galsworthy: Posiadacz

Autor: John Galsworthy
Tytuł: Posiadacz
Seria: Saga rodu Forsyte'ów
Stron: 200
Wydawca: MG






John Galsworthy jest uważany za jednego z najwybitniejszych pisarzy przełomu wieków XIX I XX i epika ery wiktoriańskiej. Nagrodzony w roku 1932 Literacką Nagrodą Nobla cieszył się w swojej epoce ogromnym autorytetem i szacunkiem. Dziełem jego życia jest wielotomowa powieść rzeka prezentująca dzieje rodziny Forsyte'ów na tle przemian gospodarczych i kulturowych. Powieść Posiadacz otwiera tę sagę i dziś, przez wielu krytyków i historyków literatury, jest uznawana za najlepszą książkę pisarza. 

Forsyte'owie są specyficzną rodziną. Przede wszystkim jest to rodzina bardzo liczna i  mimo wzajemnych niesnasków czy drobnych złośliwości, bardzo ze sobą zżyta. Te więzy widać jednak bardziej w czynach niż słowach, bo o czym jak o czym, ale o wzajemnych uczuciach Forsyte'owie nie umieją rozmawiać, co niestety często prowadzi do wielu nieporozumień i konfliktów. Nieprzegadane sprawy stopniowo zmieniają się w zadawnione urazy, a to rzutuje na dalsze wzajemne relacje w rodzinie. 

Historia zaczyna się w 1886 roku w Londynie.  Historię poznajemy z dwóch perspektyw. Soames, jeden z braci Forsyte'ów, niedawno się ożenił i choć jego żoną została kobieta, o którą długo musiał zabiegać, która jest piękna i ma wszelkie inne cnoty, związek ten nie wygląda na szczęśliwy. Co tak naprawdę dzieje się między Soamesem i milczącą Ireną?  Jedna z młodszych latorośli Forsyte'ów, wychowana przez dziadka June, właśnie się zaręczyła i to z młodym, zdolnym architektem, choć nie Forsyte'm. Czy projekt na budowę domu, który przyjmie narzeczony June, doprowadzi go do sławy i bogactwa, czy też może na zawsze zburzy stary porządek w rodzinie?

Spodziewałam się historii w stylu Dickensowskim i faktycznie takie elementy, niekiedy w powieści znajdowałam. Jednak nie było tego wiele. Tworząc warstwę fabularną, autor skupił się na opisach i w rezultacie powstała powieść, w której jest bardzo mało dialogów, a gdy się one już pojawiają, cechuje je pewna enigmatyczność, jak gdyby autor zakładał, że czytelnik sam pewnych rzeczy się domyśli, a więc bohaterowie już nie muszą ich omawiać.  Oprócz tego, z wyjątkiem Soamesa, za wszelką cenę starającego się zdobyć uczucia i uznanie chłodnej Ireny, nie jest nam dane dowiedzieć się co dzieje się w głowach i sercach bohaterów. Nie wiadomo, co tak właściwie kieruje Ireną, która niszczy życie ludzi wokół siebie, dlaczego Bossiney związał się z June, choć wcale nie wygląda jakby mu na niej zależało i dlaczego June ma tak mało pary, by walczyć o to, co jej. 
Splatani zastarzałymi konwenansami bohaterowie tkwią w sytuacjach dla nich samych nieznośnych lub przykrych, a najwięcej rozrywki ma rodzina, która cichaczem to wszystko omawia i komentuje. 

Pomimo oczywistych walorów, takich jak swojski, wiktoriański klimat i zabawna, jak na współczesne czasy mentalność bohaterów, powieść nie do końca spełniła moje oczekiwania. Zabrakło mi stanowczych decyzji bohaterów i morału, który jasno dałby mi do zrozumienia, że za błędy się płaci, a pokrzywdzeni wychodzą na swoje. Dlatego, mimo że czas przy Posiadaczu spędziłam dość miło, raczej nie sięgnę po kolejne tomy sagi. Uważam jednak, że z pewnością znajdą się lubujący się w takich klimatach czytelnicy, którzy chętnie zawrą z rodziną Forsyte'ów bliższą znajomość. 

Dziękuję!

4 komentarze:

  1. Kiedyś zainteresował mnie serial o forsytach ale z chęcią przeczyalabym książki ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Twoja recenzja mnie nie zachęciła, ale jeśli kiedyś wpadnę na tę książkę, może dam jej szansę ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Coś jakoś nie mam ochoty na książkę. ;/

    OdpowiedzUsuń
  4. Dawno temu oglądałam serial oparty na tym cyklu, potem sięgnęłam po książki - dla mnie wspaniałe :)

    OdpowiedzUsuń

Co jednemu się podoba, drugiemu nie musi i na odwrót. Szanujmy się wzajemnie wyrażając własne opinie.
Wszystkie komentarze o treści obraźliwej, wulgarnej i tym podobnej będą usuwane.
Jeśli nie potrafisz wyrazić własnego zdania, bez obrażania drugiej osoby, to lepiej nie wyrażaj go wcale.