środa, 14 grudnia 2011

Recenzja książki Mrok

Zaletą środkowych części cyklu jest szybsze tempo akcji, głębszy rys charakterologiczny bohaterów i akcja obfitująca  w nowe wydarzenia. Słowem jest po prostu ciekawiej. Wszystko to ma druga część cyklu Strażnicy Veridianu zatytułowana Mrok. 
Z bohaterami, członkami Straży spotykamy się rok po wydarzeniach, które zakończyły tom pierwszy. Zjednoczeni strażnicy pokonali wtedy Marduka, najwierniejszego sługę bogini chaosu Lathenii. Bogini wpadła w gniew i poprzysięgła strażnikom zemstę.
W życiu bohaterów sporo się zmieniło. Ojciec Ethana Shaun wrócił w szeregi straży, a nowym uczniem Ethana jest Matt, brat Isabel. 
Isabel natomiast stara się nie przyznawać nikomu do uczuć, jakie żywi względem Arkariana. Nie jest jej łatwo, zwłaszcza że zwierzchnicy zlecają jej do wykonania misję, przy wykonaniu której ma jej towarzyszyć właśnie Arkarian. 
Zadanie jednak nie idzie tak jak zaplanowali. Gdy już pewni swego wracają do Cytadeli, tam czekają na nich słudzy bogini i porywają Arkariana. Dla wszystkich członków Straży porwanie Arkariana jest ogromnym szokiem i dużą stratą. Ethan i Isabel od razu chcą wyruszać z misją ratunkową, jednak zwierzchnicy decydują, że na razie Straż nie podejmie próby ratowania Arkariana.
W drugiej części  autorka przekazała narrację Isabel i Arkarianowi. Nieco mnie zdziwiło takie posunięcie, bo w praktyce zaowocowało to odsunięciem Ethana na dalszy plan. Ale z drugiej strony, gdyby nie wypowiedzi Arkariana czytelnik nie dowiedziałby się, co się działo z bohaterem w podziemnym świecie.
Oczywiście Ethan i Isabel nie godzą się z decyzją Rady i planują wyprawę ratunkową, w której weźmie także udział Matt. Ich wyprawa w dziwny i groźny świat podziemi jest naprawdę ciekawa i chwilami budzi grozę. Pomysłowość trójki przyjaciół zasługuje na pochwałę. Czy misja się powiedzie? Tego już nie zdradzę, zachęcam zatem do lektury. 
Z zabiegów autorki na plus muszę powiedzieć, że zaskoczyła mnie ewolucja postaci Isabel i kwestia pochodzenia Arkariana. Szkoda natomiast, że postać Ethana stanęła w miejscu. Do wykorzystania w części trzeciej jest potencjał postaci Matta i Rochelle. Zapowiada się naprawdę ciekawie i na pewno przeczytam część trzecią zatytułowaną Klucz, do czego i Was zachęcam. 
Autor: Marianne Curley
Tytuł: Mrok
Tytuł cyklu: Strażnicy Veridianu
Wydawnictwo: Jaguar
Stron: 432
Moja ocena: 7/10





                                                                                           premiera styczeń 2012

poniedziałek, 12 grudnia 2011

Recenzja książki Posłuszeństwo

Kiedy wędrując po stronie jednej z internetowych księgarni, natrafiłam na tę książkę i przeczytałam krótki opis fabuły, od razu wiedziałam, że muszę ją przeczytać. Potem o niej zapomniałam, aż nadarzyła się szczęśliwa okazja nakanapie.pl i proszę udało mi się dostać tę książkę do recenzji. To naprawdę niesamowity traf.
Książka  Posłuszeństwo jest debiutem powieściowym  Willa Lavender. Urodzony w Kentaucky autor, przez kilka lat był wykładowcą literatury i kreatywnego pisania, interesował się także pracami psychologa społecznego Stanleya Milgrama. Milgram badał przyczyny ślepego posłuszeństwa wobec autorytetów i utożsamianie się obserwatorów eksperymentu z nieznaną osobą, której zadaje się ból. Do tych właśnie badań nawiązuje książka  Posłuszeństwo .
Akcja powieści dzieje się w środowisku studenckim. Sporym zainteresowaniem słuchaczy cieszy się kurs profesora Williamsa „Logika i rozumowanie” Od samego początku zarówno czytelnika, jak i studentów intryguje fakt, że profesor jest tajemniczą osobą, a jego wygląd i sposób bycia znacznie odbiegają od stereotypu wykładowcy wyższej uczelni. Zajęcia z logiki i rozumowania mają trwać sześć tygodni, w trakcie których uczestnicy mają rozwiązać zagadkę porwania i morderstwa młodej dziewczyny Polly. Profesor regularnie dostarcza im kolejne poszlaki, zdjęcia i wskazówki. Jeśli studenci nie rozwiążą zagadki w czasie sześciu tygodni, Polly umrze.
W zajęcia i całe śledztwo najbardziej angażuje się troje studentów. Mary Butler jest ambitna i zawsze chce się wykazać. Ponadto próbuje sobie poradzić z uczuciami do byłego chłopaka Dennisa, który również jest uczestnikiem kursu.
Dennis tymczasem zupełnie niespodziewanie wdaje się w namiętny romans z żoną dziekana uczelni, pociągającą Elizabeth. Chłopak zdaje sobie sprawę, że jest dla kobiety tylko odskocznią od rutyny małżeńskiej, ale i tak nie umie zakończyć romansu.
Trzeci ze studentów Brian, ma problemy osobiste i nie potrafi pogodzić się z samobójczą śmiercią brata. Kurs, który coraz bardziej go wciąga, pozwala mu choć na chwilę zapomnieć o rodzinnej tragedii.
Atmosfera powieści coraz bardziej gęstnieje, gdy okazuje się, że profesor Williams ma swoje prywatne grzeszki. Mary i Brian odkrywają, że Williams nie mówi swoim studentom prawdy, a wręcz celowo wprowadza ich w błąd, podając im fałszywe poszlaki. Historia zaginionej Polly gmatwa się coraz bardziej. Uczestnicy kursu są przerażeni, gdy dowiadują się, że podobne porwanie miało miejsce dwadzieścia lat temu i że zaginionej wtedy dziewczyny nie odnaleziono. Mary i Brianowi wydaje się coraz bardziej prawdopodobne, że Polly również może być prawdziwa. Pojawia się pytanie, czy te dwie sprawy coś ze sobą łączy i czy morderca nie powrócił do zbrodniczego procederu? Przerażeni i zastraszeni studenci zdają sobie sprawę, że wplątali się w coś bardzo poważnego, co już dawno przekroczyło granice zwykłej symulacji i eksperymentu.
Autor powieści tak sprytnie zaciera granice między fikcją a rzeczywistością, że czytelnik momentalnie się gubi. Jest to ten rodzaj zagubienia, gdy śledzimy uważnie akcję poznawanej przez nas historii i staramy się niczego nie przeoczyć, w nadziei, że odgadniemy, kto jest zabójcą, kto kłamie i myli ślady. W tym przypadku zupełnie nie jest to możliwe. Przynajmniej mnie się nie udało. W powieści  Posłuszeństwo bowiem nikt nie jest tym, za kogo się podaje. Każdy może okazać się kłamcą, nikomu nie wolno ufać, nawet sobie, bo być może i studenta i czytelnika dopada już zmęczenie, a jak wiadomo zmęczony umysł, jest podatny na paranoję.
Powieść pana  Lavendera jest niezłym majstersztykiem, muszę to przyznać. Z takim kluczeniem, myleniem śladów, sprowadzaniem czytelnika na manowce jeszcze się do tej pory nie spotkałam. Kiedy już wydaje się, że coś wiemy i że jest to rzecz pewna, zaraz ta pewność zostaje nam zabrana. Trzeba pozwolić prowadzić się kolejnym pozostawianym wskazówkom i brnąć do końca tej przerażającej historii, by w finale po raz kolejny dać się brutalnie podejść i zaskoczyć. W prawdziwym życiu taki afront z czyjejś strony trudno byłoby znieść. Autorowi powieści należy to wybaczyć, bo oznacza to, że pozwoliliśmy sobie zafundować wieczór z dreszczykiem, tajemnicą i intrygą tak gęstą, że można by ją nożem kroić. Podczas lektury nie ma czasu na nudę, nie da się tej książki odłożyć na potem. Czyta się ją od razu i zachłannie aż do ostatniej strony, a jej zakończenie na długo zapada w pamięć.
Na uwagę zasługuje również okładka; jest czarna z wyjątkiem zdjęcia z przodu. Przedstawia ono twarz młodej kobiety z czarną opaską na oczach. Od razu pojawia się pragnienie, by tę opaskę zdjąć i zobaczyć całą twarz dziewczyny. Zdjęcie opaski nastąpi, gdy zagadka zostanie rozwiązana. Wtedy wszystko się wyjaśni.
Polecam zarówno fanom sensacji, thrillerów jak i dobrych, spójnych kryminalnych historii. Czas przeznaczony na tę książkę na pewno nie będzie czasem zmarnowanym. 
Autor:  Will Lavender
Wydawnictwo: Bellona
Rok wydania: 2011
Moja ocena:10/10
Książkę otrzymałam do recenzji od serwisu  nakanapie.pl  
Serdecznie dziękuję!

niedziela, 11 grudnia 2011

Recenzja książki Straż

Na niedzielę wybrałam lekturę niewymagającą, zwłaszcza że Rufi  jest naprawdę absorbujący i trudno byłoby mi się skupić na czymś trudniejszym. Ale po tygodniu już widzę, że jest dużo lepiej niż było. Ustają lamenty, zaczyna panować regularność, a Rufi staje się spokojniejszy. To w tych momentach, gdy nie psoci, a psocenie zdarza mu się to dość często. Jest jednak na tyle bystry, że wystarczy mu raz powiedzieć nie i zostawia to co miał zamiar gryźć. 
Książka Straż jest pierwszym tomem cyklu Strażnicy Veridianu. Powieść jest przeznaczona dla młodzieży, jednak i starszy niewymagający czytelnik też będzie zadowolony.
Tytułowi strażnicy stoją na straży historii i pilnują, by toczyła się ona korzystnie dla ludzkości. Największym wrogiem Straży jest Zakon uosabiający Chaos i próbujący tak pokierować wydarzeniami w historii, by ludzkość jak najbardziej na tym ucierpiała. Członkiem Straży jest główny bohater Ethan. Na co dzień chłopak jest normalnym nastolatkiem, choć sytuację w domu rodzinnym ma nieciekawą od czasu, gdy ponad dwanaście lat temu tragicznie zmarła jego siostra. Rodzice nie umieją się pozbierać po tej tragedii, dlatego synowi poświęcają mało uwagi. Akcja części pierwszej rozpoczyna się w momencie, gdy Ethan w dowód zaufania zwierzchników ma za zadanie wyszkolić Isabel, siostrę swojego najlepszego niegdyś przyjaciela. Isabel okazuje się niezwykle zdolna i pojętna i między nią a Ethanem szybko nawiązuje się przyjaźń. Takie rozwiązanie mi się bardzo podobało, bo okazało się, że tym dwojgu jest pisana nie miłość, a szczera przyjaźń. Te momentalne zakochiwania w paranormalnych są dla mnie niekiedy zbyt nieuzasadnione.   
Wraz z dwójką przyjaciół czytelnik ma okazję obserwować sposób w jaki wypełniają oni zadania strażników i na plus autorce trzeba powiedzieć, że watek duchowej (bo ciało pozostaje we śnie) podróży w czasie, został przedstawiony w sposób spójny i interesujący.
Narracja jest prowadzona z dwóch punktów widzenia: raz opowiada Ethan, a raz Isabel. Dzięki temu czytelnik zyskuje pełniejszy obraz sytuacji. Akcja toczy się sprawnie i nie ma momentów nudnych. Po kilku rozdziałach wstępno- zapoznawczych, w których poznajemy też innych bohaterów, takich jak brat Isabel Matt, Rochelle jego dziewczyna, czy Arkarian, mistrz Ethana, rozpoczyna się przygoda. Do Ethana i jego bliskich wraca tragiczna przeszłość. Pojawia się dawny wróg, wysłannik Chaosu. Okazuje się, że to jak wydarzenia potoczą się w przeszłości ma także wpływ na obecne losy bohaterów. Całość szybko i sprawnie zmierza do momentu kulminacyjnego. Strażnicy muszą się zjednoczyć, by pokonać zło i uratować nie tylko bliskich, ale także historię.
Powieść pani Curley to dobra lektura na zimowe popołudnia pełne deszczowej pluchy za oknem. Rufi posapywał sobie przez sen tuż przy moich stopach, a ja mogłam poznawać kolejne przygody Ethana i Isabel. Książka mi się podobała, przyjemnie spędziłam czas i chętnie sięgnę po drugi tom. Zaplanowana jest trylogia, cieszę się więc, że nie będzie sztucznego rozciągania fabuły. Trzy tomy to optimum. 
Polecam serdecznie.
Autor: Marianne Curley
Tytuł cyklu: Strażnicy Veridianu
Tytuł t. 1: Straż
Wydawnictwo: Jaguar
Stron: 431
Moja ocena: 8/10

sobota, 10 grudnia 2011

Rufi w obiektywie

Zgodnie z obietnicą zamieszczam zdjęcia Rufiego. Od razu mówię, że nie jest łatwo zrobić mu fotkę, bo gdy widzi, że uwaga się mocno na nim koncentruje, zaczyna się kręcić i wiercić, machając ogonem. Poza tym pogoda nadal paskudna i niedobre światło do zdjęć. Ale choć ogólny zarys czekoladowego pieska chciałam zamieścić. Światło jest o tyle ważne, że w sztucznym Rufi wydaje się być czarny. Dopiero dzienne światło pokazuje jego piękny, głęboki brąz. 
Dziś mija tydzień odkąd jest z nami. Dość szalony i niełatwy tydzień. Ale nie od razu Kraków zbudowano. Do nauki potrzebny jest czas, a tego mamy dużo. 
Pozdrawiam i dobrej niedzieli.





















piątek, 9 grudnia 2011

Recenzja książek z cyklu Akademia mroku

Całe szczęście, że zyskałam te książki fuksem w konkursie internetowym, bo celowo dla siebie bym ich nie kupiła. Jak wiadomo paranormali mamy obecnie na rynku istny zalew, z czego większość to kicz i chłam. 
Czytane niedawno Mroczne serce byłam w stanie przełknąć i raczej przeczytam kolejną część, bo dzięki niektórym postaciom historia się wybroniła. Akademia mroku niestety nie ma niczego, co byłoby ją w stanie uratować. Rozczarowałam się fabułą, a brak logicznego uzasadnienia niektórych wydarzeń, ujawniły tylko braki w warsztacie pisarskim autorki. 
Główną bohaterką jest Cassie Bell, która jako stypendystka dostaje się do szkoły tytułowej Akademii. Szkoła co pół roku przenosi się do innego miasta. Podobno Cassie wybrano ze względu na jej wyjątkowość, niestety lektura dwóch części jeszcze tej wyjątkowości nie ujawniła. A może jestem mało bystra i nie zauważyłam. Szybko daje się zauważyć, że w szkole wiedzie prym grupa uczniów bogatych i wyjątkowych. Na czym ta ich wyjątkowość polega idzie się nietrudno się domyślić. Wybrani są wampirami, ale żeby było oryginalniej wampirami energetycznymi czyli żywią się energią ludzką. Noszą w sobie duchy i to te duchy tej energii potrzebują. Oczywiście początkowo Cassie jeszcze tego nie wie. Próbuje się zaaklimatyzować, poznać otoczenie, zdobyć przyjaciół. Potem dochodzi do rozwiązania zagadka tajemniczych zgonów uczniów, a zamieszani są w to Wybrani. 
Akcja książka to rama czasowa pół roku. Kiedy to minęło, nie wiem. Początkowe rozdziały to pierwsze dni, potem kilka tygodni, a pod koniec, który następuje dość szybko okazuje się, że minęło już pół roku. Cassie nie wiedziała, kiedy ten czas minął. Ja też nie. 
W drugiej części, po krótkiej przerwie Cassie wraca do szkoły. Odmieniona i głodna. Wybrani podstępem poddali ją tajemniczemu rytuałowi i zrobili z niej energetycznego wampira. Czy jej to wyszło na dobre, nie wiadomo. 
Kolejne co mi się nie podobało; chłopak, który w pierwszej części ledwie Cassie dostrzegał, z którym zamieniła może trzy na krzyż słowa, teraz od początku książki jest jej chłopakiem, takim super wymarzonym i godnym pozazdroszczenia. Akcja drugiej części skupia się na powrocie byłej uczennicy,  żądnej zemsty. Wszyscy od razu domyślają się, że to ona i całe napięcie bierze w łeb.
Książki budzą skojarzenia z Harrym Potterem i Błękitnokrwistymi, ale nędzne to nawiązania. Z Cassie kiepski Harry Potter, a Alaric Drake Dumbledore'owi do pięt nie sięga. Sama Akademia ma tylko tajemnicze  i ciemne korytarze, gdzie jej tam do Hogwartu. 
Z Błękitnokrwistymi łączy książki chyba tylko zamiłowanie przyjaciółki Cassie, Isabelli do drogich ciuchów.  
Postaci płaskie i papierowe,  napięcie zerowe. Po kolejną część nie sięgnę, gdyż zakończenie drugiej w ogóle mnie nie zaciekawiło. 
Z drugiej strony przyszło mi do głowy, że może jestem za stara na takie książki i spodziewam się po nich Bóg wie czego. Choć taką łatwiznę mało kto wytrzyma. Przeczytałam, więc trzymam się postanowienia przelewania na bloga wrażeń, ale już dawno nic mnie tak nie rozczarowało. Dlatego nie polecam. Szkoda czasu.
Autor: Gabriella Poole
Tytuł cyklu: Akademia mroku 
Tytuł: cz. I Wybrańcy losu s. 280
cz. II Więzy krwi s. 280
Wydawnictwo: Mak Verlag
Moja ocena: 3/10



poniedziałek, 5 grudnia 2011

Czekoladowy labrador od Mikołaja

No i stało się. Nadarzyła się taka okazja, że grzechem byłoby z niej nie skorzystać. Po miesiącach wyczekiwania i wertowania stron rozmaitych hodowli, a także odkładania i gromadzenia  funduszy  kupiliśmy psa! To dlatego od paru dni mam tyły w czytaniu i nie tylko w czytaniu. Kto kiedykolwiek miał szczeniaka w domu ten wie, o czym mówię. W chwili obecnej Rufi, bo takie mu daliśmy imię posapuje sobie przez sen, a śpi na moich stopach. Jest czekoladowy, mocnej budowy ciała, (matko nigdy nie widziałam takich grubych łapek u psa) i ma cztery miesiące. Właściwie to przypomina małego niedźwiadka. Jak to w przypadku maluchów bywa, nawet tych dużachnych, ma jeszcze kłopoty z sikaniem i kupką, więc obecnie jesteśmy na etapie wdrażania się w rytm. Ale już mogę powiedzieć o nim jedno; jest niesamowicie czuły i przylepny. Wszystko go ciekawi i  chętnie przygląda się każdej czynności w domu. Dwugodzinną podróż samochodem do nowego domu zniósł niemal idealnie; przytulony do moich kolan, od czasu do czasu tylko zmieniał pozycję, by wyjrzeć przez okno. Byłam naprawdę pod wrażeniem. Zdjęć na razie nie zamieszczam, bo nie miałam głowy do ich robienia, a pogoda tak paskudna, że światło do fotografowania też nie najlepsze. Ale postaram się to nadrobić i za parę dni coś wrzucę. W każdym razie w tym roku mój, nasz Mikołaj naprawdę się sprawił. Pozdrawiam wszystkich i dobrego tygodnia życzę!

czwartek, 1 grudnia 2011

Recenzja książki W naszym domu

Kiedy decydujemy się na daną książkę różne rzeczy nas do niej skłaniają: okładka, cena, osobiste upodobania, itp. Mnie zachęciła notatka z tyłu, a przeważyły dwa słowa: zespół Aspergera. W moim otoczeniu na co dzień mam okazję obserwować takiego człowieka i trzeba przyznać, że ludzie z Aspergerem łatwo nie mają. 
Zespół Aspergera określa się mianem  łagodnej postaci autyzmu. Jak to wygląda w praktyce? Otóż ludzie z zespołem Aspergera są niesamowicie dosłowni, nie rozumieją żartów, aluzji, dwuznaczności, nie pojmują mowy ciała, nie znoszą dotyku, są nadwrażliwi na dźwięki, zapachy, kolory. Podczas rozmowy nigdy nie patrzą drugiej osobie w oczy, kontakt wzrokowy jest dla nich wręcz bolesny. Ich życiem rządzi rutyna, wszystko musi mieć dla nich stały czas i stałe miejsce. Zawsze jednakowo, bez żadnych zmian i odstępstw od normy. Najmniejsze zakłócenie tej rutyny powoduje u Aspegerowców najpierw drżenie i niepokój, potem wybuchy gniewu, krzyki, rzucanie się po podłodze, a nawet uderzanie głową o ścianę. Co wtedy pomaga? Przywołanie czegoś co lubią, np słów piosenki, dosłowne przygwożdżenie go do podłogi, tak by nie mógł się ruszyć, a jeśli zdarzyło się to w domu, zakopanie go pod stertą ubrań lub kołder, tak aby czuł się jak w kokonie. Aspergerowcy to także pasjonaci i fiksaci. Gdy zainteresują się jednym tematem, chłoną wiedzę jak gąbka, dopóki nie dowiedzą się wszystkiego. Często nieświadomi wrażenia jakie wywołują na innych ludziach potrafią znienacka zacząć mówić na bliski sobie temat, głosem jak z automatu. Zdarzają się wśród tych ludzi geniusze matematyczni. Najgorsze jest chyba to, że nie są i nie będą nigdy empatami, tzn. nie umieją się postawić w sytuacji drugiej osoby, nie potrafią współczuć, ani się martwić.
Taki właśnie jest Jacob Hunt, główny bohater książki. Jacob ma lat 18, mieszka z mamą i młodszym bratem Theo. Jacob uwielbia kryminalistykę i wszystko co wiąże się z dochodzeniami i śledztwem. Jest wielkim fanem serialu "Pogromcy zbrodni" i ogląda go na okrągło; każdy odcinek oglądał już blisko 38 razy i  z każdego odcinka robi dokładne notatki. Będąc w posiadaniu radia z policyjną częstotliwością, Jacob często przychodzi na miejsce wydarzenia i poucza dochodzeniowców. Gdy trzyma się swojej codziennej rutyny, funkcjonuje dość dobrze, gdy coś rutynę zakłóci -  dostaje ataku. Ktoś powie: nic trudnego utrzymać taką rutynę, wystarczy po prostu trzymać się tego co się ustaliło. Być może, gdyby nie wychodzić z domu, byłoby to łatwe. Ale życia wśród ludzi nie da się przewidzieć. Dlatego nie jest łatwe życie ani człowieka z Aspergerem, ani jego bliskich. Na uwagę zasługuje matka Jacoba, Emma, która większość swojego życia poświeciła opiece nad synem, co w praktyce oznaczało rezygnację z własnych celów, ambicji i zamierzeń. Wzrusza również Theo, bohater drugiego planu; młodszy brat, któremu jednak przypadło grać rolę starszego. Theo wie, że to Jacob zawsze jest najważniejszy i godzi się z takim stanem rzeczy, bo co ma innego zrobić. Domowa zasada mówi: Szanuj brata swego, masz tylko jednego. Koniec, kropka, bez dyskusji.
Życie rodziny ulega drastycznej zmianie, gdy prywatna instruktorka Jacoba, ucząca go umiejętności i interakcji społecznych zostaje znaleziona martwa. Czy Jacob ze swoim upodobaniem do kryminalistyki ma coś wspólnego z jej śmiercią? Każda cecha zespołu Aspergera czyni chłopaka coraz bardziej podejrzanym. A jak jest naprawdę? Zachęcam, byście przekonali się na własnej skórze. 
To moje drugie spotkanie z panią Picoult i muszę przyznać, że udane. Schemat fabularny jest podobny jak w powieści Bez mojej zgody, tzn. autorka oddaje głos bohaterom, co poszerza perspektywę i rozprasza czytelnicze znużenie. Wypowiada się także sam Jacob i choć mam świadomość, że zespół Aspergera nie jest powodem do śmiechu, to muszę przyznać, że gdy czytałam jego wypowiedzi śmiałam się nieraz. No bo jak tu się opanować, gdy główny bohater w ramach szkolnej prezentacji na temat prawa ciążenia i grawitacji zupełnie na serio planuje zdjąć przed klasą spodnie, by to ciążenie zademonstrować i na dodatek nie widzi w tym niczego niewłaściwego? Takich sytuacji jest w tej książce sporo i powodują one, że czyta się z naprawdę wielkim zaciekawieniem. Znużyły mnie same przygotowania do procesu i przepychanki adwokatów, to mogła autorka nieco skrócić, ale w ogólnym rozrachunku nie wyszło to tak źle i przeboleć się dało. Dlatego polecam tę książkę i fanom pani Picoult i  wszystkim zainteresowanym tematem i wreszcie takim, którzy szukają ciekawej lektury. 
A na koniec mały fragment wypowiedzi Jacoba, który mnie wzruszył, bo pokazał dobitnie jak trudno jest funkcjonować ludziom z zespołem Aspergera w naszym głośnym, wielobarwnym, szybko zmieniającym zasady świecie: 
Gdzie jestem, kiedy mnie niema?
W pokoju bez okien i drzwi, gdzie ściany są tak cienkie,że widzę i słyszę wszystko, co jest na zewnątrz, ale jednocześnie za grube, żebym mógł się przez nie przebić.
Jestem tam, ale mnie tam niema.
Dobijam się, żeby mnie wypuścili,ale nikt nie słyszy.
Gdzie jestem, kiedy mnie nie ma?
W krainie, gdzie nie jestem podobny do nikogo innego,gdzie ludzie porozumiewają się, milcząc, a powietrze, którym oddychamy, przesycone jest hałasem.
Wpadłem między wrony i chcę krakać tak jak one; chcę się porozumieć, ale nikt nie raczył mi
powiedzieć, że ci ludzie są głusi.
Gdzie jestem, kiedy mnie nie ma?
W miejscu, które jest całkowicie,nieopisanie pomarańczowe.
Gdzie jestem, kiedy mnie nie ma?
W miejscu, gdzie moje ciało zamienia się w klawiaturę złożoną z samych czarnych klawiszy, tylko -is i -es, a przecież wiadomo, że aby zagrać piosenkę, której inni zechcą słuchać,potrzeba jeszcze trochę tych drugich, białych.
A po co wracam?
Żeby znaleźć te białe klawisze.



Autor: Jodi Picoult
Tytuł: W naszym domu
Wydawnictwo: Prószyński i s-ka
Stron: 692
Moja ocena: 9/10