środa, 2 listopada 2011

Recenzja książki Nocny ogrodnik

Książka Nocny ogrodnik George'a Pelecanosa jest drugą przeczytaną przeze mnie pozycją  tego autora. Kupiona za 4 zł na wyprzedaży w internetowej księgarni Prószyński Media. Mniej więcej od czasu wakacji staram się wyrobić sobie dyscyplinę czytania  danej książki do końca w nadziei, że coś jednak zaskoczy. Metoda ta zaprocentowała w przypadku Smoczego tronu Tada Williamsa i po przebrnięciu przez 500 stron dłużyzny tak mi się reszta spodobała, że nie mogłam się doczekać zakończenia, a dzieliło mnie od niego ok. trzy tysiące stron. Wniosek z tego taki, że czasem warto dać jakiemuś dziełu szansę i przymknąwszy oko na jego mankamenty, znaleźć cechy wartościowe. 
Niestety metoda ta w przypadku Nocnego ogrodnika okazała się nieskuteczna. Jednak przeczytałam  książkę i z racji mojego szacunku do słowa pisanego uważam, że tak czy siak należy się jej słowo komentarza. Książka jest nieco lepsza od czytanej przeze mnie i recenzowanej tu kilka postów temu  Zawrócić, ale nie oszałamia, ani nie porywa, jak winna to robić z  czytelnikiem dobra powieść kryminalna. Okładka mnie przyznam zaciekawiła, choć nadal nie mogę przeboleć większej czcionki w nazwisku autora niż w tytule, no ale dobrze, nie ma idealnie. Akcja powieści dzieje się w Waszyngtonie. W jednym z ogrodów osiedlowych zostają znalezione zwłoki nastolatka. Chłopak umarł od postrzału w głowę i miał na imię Asa, co jest dla policji o tyle istotne, że imię ofiary czyta się od przodu i od tyłu identycznie. To palindrom. Niespełna 20 lat temu troje nastolatków z palindromicznymi imionami zostało zamordowanych w identyczny sposób. Sprawcy nigdy nie ujęto. Nadano mu wówczas miano nocnego ogrodnika. Policjanci prowadzący śledztwo pamiętają tamtą sprawę i zaczynają szukać powiązań. 
Bohaterów mamy trzech. Gus Ramone, wzorowy gliniarz, mąż i ojciec jest w sprawę podwójnie zaangażowany, gdyż jego syn chodził z Asą do szkoły. Dan Holiday już w policji nie pracuje, ale tamtą sprawę pamięta, a dodatkowo, to on znalazł ciało Asy. Natomiast T. C. Cook, emerytowany policjant ma na sprawę ogromne parcie, gdyż jest to jedyna w jego karierze, której nie zakończył. Miał podejrzanego, ale z braku dowodów nie mógł nawet zrobić mu rewizji w domu. Teraz trzej mężczyźni jednoczą swoje siły i starają się odnaleźć mordercę. Dokładniejsze poznanie szczegółów z życia prywatnego Asy ujawnia zaskakujące detale, które jednak śledztwo tylko komplikują. To tyle na temat  fabuły. 
Wspominałam już, że autor książki jest scenarzystą i współproducentem serialu Prawo ulicy. W trakcie lektury nie mogłam się oprzeć wrażeniu, że ta książka jest właśnie jednym odcinkiem tego serialu. Przyglądamy się policjantom podczas ich pracy, widzimy jak żyją prywatnie, jak praca współgra lub i nie z ich życiem rodzinnym. Tak samo jest właśnie w tym serialu. To czego mi osobiście brakowało to tego dreszczu emocji, zaciekawienia, czy bohaterowie znajdą zabójcę czy nie. Nie mogłam się pozbyć uczucia, że jakieś rozwiązanie będzie, bo skoro się książka kończy to coś być musi. Ale kryminalnego bum! mi zabrakło. Być może takie seriale jak Prawo ulicy czy inne mu podobne o życiu policjantów dobrze się sprzedają i mają oglądalność. Ale książki wychodzą nudne. A może zwyczajnie pan Pelecanos powinien pozostać przy tworzeniu scenariuszy do seriali? Bo powieści kryminalne ma zdecydowanie średnie, żeby nie powiedzieć słabe. Nie polecam. 
Autor: George Pelecanos
Tytuł: Nocny ogrodnik
Wydawnictwo: Prószyński i s-ka
Stron: 291
Moja ocena: 4/10

wtorek, 1 listopada 2011

Refleksyjnie...

W tym szczególnym dla wszystkich dniu daruję sobie umieszczanie recenzji, choć pierwotnie zamierzałam tak właśnie zrobić.  Przygotowując jednak obiad, tym razem tylko dla jednej osoby (moja druga połowa musiała na dłużej wyjechać), słuchając miękkich, melancholijnych brzmień w radio, pomyślałam, że napiszę kilka słów o tym co mi dziś leży na sercu. Mówią, że czas leczy rany, ale albo ja jestem jakaś inna, albo to zwykłe tanie pocieszenie, bo mam wrażenie, że moje rany po Twoim gwałtownym odejściu nadal się nie zagoiły. 19 października minęło 10 lat. Mój Boże, jak ten czas umyka. Do dziś trudno mi o tym mówić i zazwyczaj tego nie robię, ale uwierz mi myślę o Tobie co dzień. Sądzę, że byłbyś ze mnie dumny i pochwalił życiowe decyzje, jakie podjęłam w ciągu kilku ostatnich lat swojego życia. Skończyłam studia, po zwyczajowych trudnościach znalazłam pracę. Związałam się z człowiekiem, którego myślę polubiłbyś, bo jest dobry, kochany i szczery. Mam kontrolę nad własnym życiem i wszystko zmierza w dobrym kierunku. Tylko szczerze powiedziawszy wolałabym, abyś sam zobaczył to na własne oczy, uczestniczył w tym, mógł mi doradzić, kiedy miałam wątpliwości, zamiast odchodzić tak szybko i niespodziewanie. Ale naszej rodzinie nie było to dane i los brutalnie tę rodzinę zmniejszył. Ból po odejściu bliskiej osoby wcale nie mija. Chyba się po prostu do niego przyzwyczajamy i z czasem wydaje się jakby mniejszy. Tak samo z uczuciami. Nie przestajemy kochać, tak ja nie przestałam kochać Ciebie Tato...
 


Poniżej tekst piosenki, która najbardziej kojarzy mi się z Tobą, choć słuchana wywołuje ból serca. 
Eric Clapton:  My Father's eyes.             
Żeglując w oddali poza słońcem
Czekając, aż moj książe nadejdzie
Modląc się o uzdrowicielski deszcz
By ponownie ożywić moją duszę
Po prostu łajdak który ciągle ucieka
Skąd się tu wziąłem?
Cóż uczyniłem ?
Kiedy moje wszystkie nadzieję powstaną?
Jak ja go poznam?
Gdy patrzę w mego ojca oczy
Mego ojca oczy
Gdy patrzę w mego ojca oczy
Mego ojca oczy
Wtedy światło zaczyna świecić
I słyszę tą antyczną kołysankę
I obserwuję jak ta sadzonka rośnie
Czuję jak moje serce przepełnia
Gdzie znaleźć słowa by powiedzieć?
Jak ich uczyć?
Jak się bawić?
Krok po kroku, zrozumiałem
Wtedy gdy ich potrzebuję
Wtedy potrzebuję mego ojca oczu
Mego ojca oczy
Wtedy potrzebuję mego ojca oczu
Mego ojca oczy
Wtedy pojawiła się postrzepiona krewędź
Przez odległe chmury łez
Jestem jak most który został zmyty
Moje fundamenty zostały zbudowane z gliny
Gdy moja dusza zmierza do śmierci
Jak mogłem stracić go?
Czy się starałem?
krok po kroku, zrozumiałem
Że on był tu ze mną
Patrzyłem w mego ojca oczy
ojca oczy
Patrzyłem w mego ojca oczy
Mego ojca oczy
Mego ojca oczy
Mego ojca oczy
Patrzyłem w mego ojca oczy
Mego ojca oczy

Dla chętnych wrażeń słuchowych 
My father'e eyes
Zapraszam.

niedziela, 30 października 2011

Recenzja książki Czarna, bezgwiezna noc

Z racji panującego wszędzie klimatu grozy i duchów postanowiłam umieścić recenzję książki pisarza, który dla mnie jest niekwestionowanym mistrzem słowa i pióra i horroru i w ogóle, w ogóle. Książkę przeczytałam kilka miesięcy temu, w zasadzie zaraz po polskiej premierze, ale to niczemu nie wadzi. 
Dla kogoś, kto w ciągu kilku ostatnich lat przeczytał niemal wszystko, co King napisał, każda nowa książka jest na wagę złota. Czekam na taką niecierpliwie i pochłaniam ją tak szybko, jak wygłodniały człowiek obiad. Wspominam przy tym zawsze moje początki z literaturą tego Pana, gdy nieświadomie sięgałam po powieść o dziwacznym tytule Sklepik z marzeniami i nie wiedziałam, że to co mnie czeka podczas lektury spowoduje, że żaden inny pisarz nie będzie już  dla mnie równie dobry. Owszem są dobrzy w moim odczuciu twórcy horroru, thrilleru, ale zawsze mi coś szepce w duszy, że King to to nie jest i nigdy nie będzie.
Tym razem autor serwuje czytelnikowi cztery długie opowiadania, które łączy jeden motyw, mianowicie obecności obcego w każdym człowieku. U większości ludzi jest on uśpiony, niczym wirus i hibernuje sobie przez lata, by umrzeć wraz z zakończeniem życia człowieka. Często jednak bywa, że na skutek dramatycznych przeżyć, ten obcy się w człowieku budzi i nie tyle przejmuje nad nim kontrolę, ile zaczyna szeptać i zmusza do spojrzenia na pewne sprawy z innego punktu widzenia. Kiedy już do tego dojdzie i człowiek wysnuje pewne, często bolesne wnioski, obcy zdecydowanie popycha nas do działania. Bo na bezczynność, czy bierność nie można tu sobie pozwolić. Działanie jest koniecznością.
Bohaterka mojego ulubionego opowiadania zostaje napadnięta i zgwałcona. Obcy nie pozwala jej jednak wejść w rolę ofiary, nakazuje jej myśleć i poszukać potrzebnych informacji, a na koniec wymierzyć sprawiedliwość na własną rękę. Przyjemnym dla czytelnika będzie zapewne (jak to było dla mnie) samodzielne domyślenie się, jak bohaterka się w tę sytuację wpakowała.
Do kompletu mamy też stary jak świat motyw paktu z diabłem, dla przedłużenia życia. Motyw już znany i oklepany, ale King przedstawia go w nieco innym świetle, przypominając wtajemniczonym o istnieniu innych wymiarów i istot pochodzących ze świata Mrocznej Wieży. Opowiadanie pozostawia pewien niedosyt. Jak dla mnie zabrakło końcowego rozrachunku, którego możemy się niestety sami domyślać.
Najbardziej psychodeliczne opowiadanie pierwsze w tym tomie, opowiada historię człowieka, który kłóci się z żoną o sprzedaż rodzinnej ziemi. Żonie marzy się przeprowadzka do miasta, mężowi powiększanie ojcowizny. Nie widząc innego wyjścia z sytuacji mąż w drastyczny sposób zabija żonę. To co jednak miało w jego mniemaniu być zakończeniem konfliktu, jest tak naprawdę tylko początkiem długiego końca spirali przemocy, brutalności i nienawiści. Wszystko zbliża go do totalnej porażki. A fakt, że przez większość czasu tak naprawdę nie wiemy, czy to co się dzieje z bohaterem i to co on widzi, jest prawdziwe, czy dzieje się tylko w jego głowie jest iście przerażające. Chyba właśnie dlatego to opowiadanie tak przygnębia, co nie oznacza, że nie jest majstersztykiem.
Na sam koniec zaś mamy zwykłą przykładną żonę i matkę, która zupełnym przypadkiem odkrywa, że człowiek, z którym ma dzieci, dom, wspólne życie, którego przez blisko 30 lat uważała za najlepszego przyjaciela, jest w rzeczywistości, sadystycznym psychopatą, poszukiwanym w kilku stanach. Bohaterka stanie przed poważnym wyborem: czy ujawnić wszystko i zniszczyć życie sobie i dorosłym już dzieciom, czy poszukać innego wyjścia z sytuacji. Oczywiście poszuka, ale co znajdzie, tego już nie zdradzę.
Opowiadania napisane sprawnie, bez niepotrzebnych dłużyzn, jednak z charakterystycznym dla Kinga dokładnym rozrysowaniem psychiki bohaterów, umiejętnym stopniowaniem napięcia i zadowalającym zakończeniem.
Zachęcam gorąco do przeczytania tej książki. Fanów mistrza, jak sądzę, nie muszę, ale dla tych którzy jeszcze Kinga nie znają ( co w dzisiejszym świecie wydaje mi się wręcz niewiarygodne) może to być całkiem niezły początek długiej i owocnej czytelniczo pisarskiej przyjaźni.
Polecam, bo naprawdę warto.

Recenzja książki Zawrócić

W normalnych warunkach ani nigdy bym tej książki nie kupiła,ani po nią nie sięgnęła. Parę dni temu weszłam jednak na stronę księgarni internetowej wydawnictwa Prószyński i zauważyłam zakładkę Wyprzedaż. Zawierała ona książki sporo tańsze niż normalnie i po dokładnym przejrzeniu znalazłam kilka godnych kupienia. Co 3 zł, to nie 25 zł.  Dzięki temu mogłam wrzucić w koszta zakup Tarantuli (http://edytka28.blogspot.com/2011/10/recenzja-ksiazki-tarantula.html). 
Książka Zawrócić zaliczona jest do powieści kryminalnej, ale moim zdaniem, a  mimo oporów i znudzenia przeczytałam do końca, jest to raczej minipowieść obyczajowa. To co mi się nie podoba od pierwszego rzutu oka, to nazwisko autora napisane większą czcionką, niż sam  tytuł książki. Fakt, nazwisko może i sławne, bo George Pelecanos jest producentem i scenarzystą popularnego serialu Prawo ulicy, ale laikowi Pelecanos wyda się raczej tytułem. No cóż ten kto projektował okładkę,  do końca tego nie przemyślał. Niby to drobna kosmetyka, ale wiem, że ma znaczenie. Bo już samo zdjęcie całkiem niezłe i sugeruje więcej, niż okazuje się być w środku. 
Powieść dzieli się na dwie części. Jedna, krótsza dotyczy wydarzeń z  roku 1972, kiedy Ameryka równością  i tolerancją, jeśli idzie o kolor skóry się poszczycić nie mogła. Czarni mieszkali w gorszych, biedniejszych dzielnicach, a młodzi, biali chłopcy mieli niezłą rozrywkę, kiedy mogli do takiej dzielnicy pojechać szybkim samochodem, wyzwać miejscowych od "czarnuchów", rzucić butelką po piwie lub plackiem i odjechać z piskiem opon. Taka sytuacja jest przedstawiona tutaj. Trzej młodzi chłopcy znudzeni, po piwie i nieco na haju, z czystej głupoty pojechali do jednej z takich dzielnic. Mieli jednak pecha, bo uciekając trafili na ślepą ulicę, musieli zatem zawrócić, a tam już czekali na nich miejscowi. Padł strzał, ktoś został ciężko pobity i okaleczony na całe życie, komuś się udało uciec. Koniec. Sprawa prosta. Nawet dla sądu. Żadnej zagadki kryminalnej tu nie ma. 
Druga część przenosi czytelnika 35 lat potem w czasy współczesne. Czytelnik ma szansę się przekonać, jak się potoczyło życie tych, którzy byli zamieszani w "incydent", bo tak się to tutaj nazywa. Aleks Pappas, syn greckiego emigranta, prowadzi rodzinną restaurację, lokal, który przejął po ojcu i który za jakiś czas odda synowi. To Aleks został wtedy dotkliwie pobity. Drugi z bohaterów Raymond Monroe pracuje w szpitalu dla weteranów jako terapeuta. Ci dwaj, nie są może i zbyt porywający, ale wyszli na ludzi, coś w życiu osiągnęli. Mają pracę, bliskich, są uczciwi i przekonani o tym, że jeśli tylko się chce, zawsze można zawrócić ze złej drogi. Jeden błąd w życiu człowieka, zwłaszcza jeśli wynika z młodzieńczej głupoty, niczego nie skreśla. Mimo to chyba najlepiej się autorowi udał trzeci z bohaterów niejaki Charles Baker. Nie skończył on szkoły, pół życia przesiedział w więzieniu, teraz jest na warunkowym i niczego go to nie nauczyło. W dalszym ciągu żyje w przekonaniu, że dorobić się można tylko w sposób nieuczciwy: wymuszeniami, szantażem, handlem narkotykami. Patrzy na pracujących i ciągle gdzieś biegnących ludzi i nie jest w stanie zrozumieć, jak oni to robią, skąd wiedzą dokąd iść i złości go to, bo sam tak nie potrafi. Baker nie budzi sympatii, jest odrażający, ale za to o wiele prawdziwszy niż Pappas i Monroe. Chyba Pelecanosowi lepiej wychodzą czarne charaktery. W powieści brak punktu kulminacyjnego, podskórnie wiadomo, że wszystko się rozwiąże samo, jak to w życiu bywa, kiedy zadziała splot odpowiednich okoliczności. 
Za jedno jestem jednak wdzięczna autorowi. Jego powieść ściągnęła mnie na ziemię, pozwalając na chwilę zapomnieć o fantastyce i paranormalnych motywach i postaciach. To trochę tak, jak zjeść od czasu do czasu zwykłą zupę kartoflankę, zamiast wykwintnych sosów i mięs, a mimo to być najedzonym. Pewna doza realizmu i płytkich, przewidywalnych wydarzeń, jest potrzebna i przypomina że żyjemy w świecie pełnym zwykłych ludzi i sami tacy jesteśmy. A ta cała magia opisywana w książkach to tylko mrzonki kolorowo opisywane dla lepszego klimatu, kiedy chcemy się poczuć lepiej, magicznie i zapomnieć o tym co codzienne.
Autor: George Pelecanos
Tytuł: Zawrócić
Wydawca: Prószyński i s-ka
Stron: 231
Moja ocena: 4/10

czwartek, 27 października 2011

Recenzja książki Łowcy mitów

Autora niniejszej pozycji książkowej można powiązać z takimi projektami jak Hellboy, Buffy, postrach wampirów, czy Angel. Christopher Golden jest autorem  książek, komiksów, a nawet twórcą gier komputerowych. Książka Łowcy mitów jest pierwszą częścią trylogii Za Zasłoną. 
Akcja powieści rozpoczyna się w środku zimy  pewnego wieczoru, kiedy to  młody prawnik Oliver Bascombe, na dzień przed swoim ślubem, zauważa w oknie swojego pokoju dziwaczną postać. Tajemniczym gościem okazuje się być sam legendarny Dziadek Mróz ścigany przez równie tajemniczego i groźnego prześladowcę. Mróz jest ranny i prosi Olivera o pomoc. Zaskoczony młodzieniec, który już dawno przestał wierzyć w bajki, pomaga Mrozowi uciec i w ten sposób przechodzi za Zasłonę, czyli niewidzialną dla śmiertelników ścianę, która oddziela świat realny od świata mitów i legend. Przejście za Zasłonę było dość łatwe, ale powrót będzie już znacznie trudniejszy, okazuje się bowiem, że gdy śmiertelnik przejdzie na drugą stronę musi już tam zostać na zawsze. Dla Olivera, który następnego dnia ma się żenić, taki stan rzeczy jest nie do przyjęcia. Sytuacja jest tym gorsza, że obydwa światy są zagrożone, ponieważ ktoś poluje zarówno na legendarne istoty, jak i na zwykłych śmiertelników. Życie Olivera także jest w niebezpieczeństwie. Młodzieniec wspólnie z Mrozem i spotkaną po drodze Kitsune, kobietą - lisem uciekają przed prześladowcami. Ze zgrozą odkrywają, kolejne pomordowane istoty, o których Oliver dotąd myślał, że są tylko wymysłem bajarzy. 
Tymczasem w świecie realnym ojciec Olivera wynajmuje prywatnego detektywa, by bez niepotrzebnego rozgłosu odnalazł jego syna. Sytuacja komplikuje się, gdy niedługo potem pan Bascombe zostaje brutalnie zamordowany, a siostra Olivera, Colette - porwana. Oczywiście od razu domyślamy się, kto stoi za tymi wszystkim mordami, choć imię najważniejszego mocodawcy poznajemy dopiero na końcu książki. 
Szczerze mówiąc mam dość mieszane uczucia do tej książki. Przez ogromny szacunek, jakim darzę twórcę Buffy i Angelusa, doczytałam powieść do końca, ale czy sięgnę po kolejny tom, tego nie wiem. Akcja toczy się dość sprawnie, nie ma niepotrzebnych dłużyzn, język jest jasny i zrozumiały. A jednak to ciągłe pojawianie się coraz to nowych,  dziwacznych stworzeń, które wyskakują bez uprzedzenia niczym diabeł z pudełka, nieco drażni. Były momenty, że czułam się nieco zagubiona i przytłoczona tym nawałem ludzko - zwierzęcych hybryd. Zakończenie powieści jest otwarte, co jest zrozumiałe w obliczu planowanych dwu kolejnych tomów. Zagadka morderstw nie zostaje do końca wyjaśniona, do połączenia akcji z obu światów na razie nie dochodzi. Mnie osobiście zabrakło w tej książce tego czegoś, co nie pozwala się oderwać od lektury i każe połykać jej treść aż do końca, do tej wspaniałej czytelniczo chwili poznania. Tu tego nie było. Spokojnie mogłam odłożyć czytanie, by pójść coś zrobić, a potem wrócić do czytania, bez poczucia, że straciłam wątek. Książkę Łowcy mitów mogę zatem polecić fanom gatunku i ludziom cierpliwym, gdyż na przekład kolejnej części przyjdzie zapewne trochę poczekać. Ci, którzy podobnie jak ja oczekiwali tego książkowego magnetyzmu, mogą sobie lekturę darować.
Autor: Christopher Golden
Tytuł: Łowcy mitów
Seria: Za Zasłoną
Wydawnictwo: Amber
Stron: 366
Moja ocena: 7/10

środa, 26 października 2011

Recenzja książki Wiedźma z Wilżyńskiej Doliny

Jak widać pani Brzezińska polubiła stworzoną przez siebie Babunię Jagódkę, skoro poświęciła jej kolejną książkę. Wiedźma z Wilżyńskiej Doliny jest kontynuacją Opowieści z Wilżyńskiej Doliny i podejmuje wątki zaczęte lub przerwane w części pierwszej. Odnoszę wrażenie, że być może za jakiś czas powstanie kolejna część, bo tak naprawdę ostatecznego zakończenia tutaj nie mamy. Tom Wiedźma z Wilżyńskiej Doliny składa się  z 7 opowiadań. Autorka znowu łamie kanony znanych nam już historii i przekształca je wedle własnego upodobania. I tak: Kiedy odbywa się polowanie na smoka, to nie dość, ze smok jest malutki, to jeszcze całe polowanie spędza pod łóżkiem wiedźmy zamieniony w kryształowy kamień przez złośliwego bazyliszka. Bo opowiadanie o polowaniu na smoka, jest tak naprawdę pretekstem do pokazania  zmian w społeczności i tego jak zawiązują  się nowe układy.
W opowiadaniu Babie lato mamy zaczątek ciekawej historii miłosnej, w czym palce macza Babunia. Z biegiem czasu okazuje się jednak, że nawet Wiedźma nie wie o wszystkim i nawet najlepiej rokująca miłość ustępuje przed chorobą i tym, co ludzkie. Smutne, ale prawdziwe. 
Babunia Jagódka nadal jest we wsi ważną personą i to do niej udają się po radę i pomoc kmiecie, kasztelanki, a nawet rusałki i utopce. A Babunia pomaga, choć często robi to niechętnie i dopiero, gdy sytuacja działa na jej własną niewygodę. A nawet wtedy przede wszystkim dba o własne interesy. 
Drugi tom opowiadań z Wilżyńskiego podwórka jest tomem powrotów. Wraca zaginiony na wojnie władyka. Chłopstwo rozkradło i rozparcelowało mu całe włości, a on sam, jakoś nie umie wrócić do dawnego życia i dawnych obowiązków. 
Wraca uznany za zmarłego Wronisz. Jego powrót jest tym trudniejszy, że wszyscy zdążyli go uznać za zmarłego, a własna ślubna ułożyła sobie życie na nowo z innym mężczyzną. Co najbardziej bulwersujące dla mieszkańców, kobieta nie potrafi wybrać, z którym z mężczyzn chce być, bo obaj dla niej dużo znaczą. Zakończenie tej historii będzie niecodzienne, a oczywiście udział w tym będzie miała nasza Babunia. Powracają do Doliny odchowane już dzieci Jarosławny. Poszukują one porwanej przez Wiedźmę matki nieświadome, że prawda o jej przeszłości wygląda zupełnie inaczej i z bajką nie ma nic wspólnego. 
Co się stanie z rusałką, która straci swoje drzewo i zostanie zabrana przez drwala do chłopskiej chaty? Czy delikatna i eteryczna istota przystosuje się do życia w gospodarstwie? Ta historia podobała mi się najbardziej, choć happy end ma gorzki. Babunia spełniła życzenie, ale znowu wyszło inaczej, niż życzący się spodziewał. 
Lektura drugiego tomu opowiadań autorstwa pani Brzezińskiej skłania do refleksji nad przemijalnością i sensem ludzkiego istnienia. W pierwszym tomie było zabawnie, dowcipnie i z przymrużeniem oka. Tutaj, nie wiem dlaczego, czuć jesienny klimat, smutek i tęsknotę za tym co było. Niektórzy bohaterowie bardzo chcieliby wrócić do tego, co było dawniej, wiadomo jednak, że nie jest to możliwe. Napawa ich to smutkiem i nostalgią i te uczucia udzieliły się mnie - czytelnikowi. Trzeba jednak powiedzieć, że drugi tom dorównuje  poziomem pierwszemu. Książkę czyta się szybko, nie ma niepotrzebnych dłużyzn. Język jest lekki i zrozumiały. Przyjemnie jest dowiedzieć się jak potoczyły się losy znanych czytelnikowi z pierwszego tomu, bohaterów. Zgodnie z tym co nam serwuje autorka, większość szczęśliwych zakończeń jest tylko pozorem. Potem przychodzi życie i weryfikuje jej wedle uznania. Mimo to polecam obydwa tomy opowiadań wszystkim spragnionym wiejskich klimatów  z najlepszą  w polskiej fantastyce Wiedźmą  na czele. 
 recenzja do pierwszego tomu opowiadań tutaj

Autor: Anna Brzezińska
Tytuł: Wiedźma z Wilżyńskiej Doliny
Wydawca: Agencja Wydawnicza RUNA
Stron: 433
Moja ocena: 10/10

niedziela, 23 października 2011

Recenzja książki Jedna bogata, druga biedna

Niniejsza pozycja książkowa jest czwartą w dorobku pisarskim pani Lokko, stosunkowo szybko wydaną przez Świat Książki, być może dlatego nie zachwyciła  mnie tak bezgranicznie jak Gorzka czekolada. Coś mi jednak mówi, że na godną rywalkę Gorzkiej czekolady przyjdzie mi długo poczekać tym bardziej, że w oryginale pani Lokko wydała już dwie nowe powieści, a w zapowiedziach wydawnictwa ani słowa o jakiejś dacie. Cóż, ogromna szkoda. Okładka nie zachwyca i szczerze powiem, że nijak się ma do treści, bo nie dość że ta na górze i na dole to jedna i ta sama, to w dodatku książka ma cztery główne bohaterki. Już dawno jednak dałam sobie spokój z okładkami, bo często zdjęcie lub rysunek na zewnątrz nie odzwierciedla tego co jest w środku. Bywa często, że ilustracja na okładce jest na wyrost, a treść przywodzi na myśl myśli typu: "Rety, mogłam kupić jednak tamtą, lepiej bym zrobiła". Ale do rzeczy. Ponieważ jestem fanką tzw. cegieł książkowych,  objętość tylko mnie ucieszyła. To swoiste zboczenie tak daleko już zawędrowało, że książka mająca często na przykład stron 300 jest przeze mnie określana mianem cienkiej. Dopiero tak od 500 stron wzwyż moja radość zamienia się w czytelniczą podnietę. 
Schemat fabularny w powieści jest ten sam, co w poprzednich. Bohaterki poznają się w szkole. Ponieważ nie mają wsparcia w swoich rodzicach, często zajętych sobą lub jeszcze bardziej sobą, dziewczyny wchodzą w dorosłość mając tylko siebie nawzajem. W ciągu następnych lat ich drogi będą się schodzić i rozchodzić, bo każda z nich będzie miała własne pragnienia, priorytety i mniejsze lub większe szanse na ich realizację. Razem z bohaterkami będziemy podróżować na linii Londyn i Zimbabwe, bo tym razem te dwie lokacje autorka wybrała na miejsce akcji swojej powieści. 
Jak już wspomniałam bohaterek mamy cztery. Pochodzą z zupełnie różnych środowisk i jedyne co je łączy to głęboko ukryte pragnienie bycia kochaną, akceptowaną, potrzebną. 
Nicola, zwana przez wszystkich Nik, ma bajecznie bogatego ojca i drugą już macochę. Matki nie pamięta, a z braćmi nie łączą jej bliskie więzy. Nazwisko ojca może i otwiera wiele drzwi i przyciąga uwagę, ale za to izoluje Nik od bliskich jej ludzi i uniemożliwia zawieranie poważniejszych związków. Bo ojciec niby pozornie Nik  nie zauważa, ale ma świadomość, że jako człowiek biznesu może wiele stracić, gdyby jego córkę otaczali niepożądani ludzie. Brak miłości i rodzinnego ciepła zaważy na dorosłym życiu Nik, która pod pozorami siły i mocnego charakteru, będzie naiwna, łatwowierna i podatna na manipulacje. Gdyby była ostrożniejsza, oszczędziłoby jej to wielu kłopotów i w sumie nie byłoby tej książki. 
Druga z bohaterek Tory całe życie będzie walczyła z widmem zamordowanej siostry. Najpierw będzie próbowała wyrwać się z domu, gdzie wiecznie panuje żałoba, potem uwikła się nie mający przyszłości romans z dawnym narzeczonym siostry. Tak, Tory będzie irytowała czytelnika, bo będzie reprezentować typ: krok do przodu i dwa wstecz. Czy przejrzy na oczy i doceni porządnego faceta przy swoim boku, zanim będzie za późno? O tym trzeba będzie się samemu przekonać. 
Trzecia z bohaterek Caryn to typ Samarytanki. Dobra, uczciwa, świetna uczennica, która zrobiłaby karierę naukową, gdyby nie matka pogrążona w depresji matka, gdyby nie brat dealer narkotykowy i młodszy braciszek, którym trzeba się zaopiekować, bo inaczej trafi do sierocińca. Caryn rezygnuje z własnych ambicji i bardzo długo dba o innych, nie myśląc o sobie. Jednocześnie jej naiwność i uległość również irytuje. 
I wreszcie mogę napisać o dużym plusie tej książki. Może jest i czwarta z kolei, może jest słabsza od Gorzkiej czekolady, ale za to jako pierwsza książka tej autorki ma czarny charakter kobiecy! To ta czwarta. Estelle. Tajemnicza, pełna gniewu na ubogie dzieciństwo, za które wini właściwie wszystkich z wyjątkiem siebie. Jedyny kapitał Estelle stanowi uroda i to ona przynosi jej ogromne zyski, bo Estelle jest luksusową prostytutką. Wiedzie lekkie i puste życie, czego sama w głębi ducha jest doskonale świadoma. Marzy o czymś, czego nie umie lub nie chce nazwać. O miłości, rodzinie, akceptacji, przyjaźni. Brak tych rzeczy w życiu wzbudza w niej zazdrość i wściekłość, choć nigdy się ona nie przyzna, że właśnie o to jej chodzi. Bo Estelle zapragnie zemsty na wszystkich, którzy ją kiedykolwiek skrzywdzili i nie będzie tutaj chodziło o jej bogatych klientów, tylko o tych, którzy nigdy nie chcieli jej widzieć  swym gronie. Pojawienie się Estelle w życiu Nik, Tory i Caryn spowoduje wiele zawirowań, odsłoni tajemnice i skrywane sekrety. Komu to wyjdzie na dobre, a komu nie? Kto wyjdzie z tej próby obronną ręką, a kto utonie na amen? O tym warto się przekonać, czytając książkę pani Lokko. 
Jest to lektura na kilka popołudni lub wieczorów, gdy za oknem jesienne mroki i chłody. Przyjemnie się wtedy zagłębić w ten książkowy świat, razem z  bohaterkami poszukać miłości  i  swojego miejsca w życiu. Przyjemnie pokibicować Nik, Tory i Caryn, cieszyć się  z ich sukcesów, smucić się z ich porażek, pozżymać się na Estelle. 
Bardzo lubię takie klimaty. Mam nadzieję, że i Wam się spodobają.

Autor: Lesley Lokko
Tytuł: Jedna bogata, druga biedna
Wydawnictwo: Świat książki
Stron: 576
Moja ocena: 8/10