niedziela, 8 lipca 2012

Andriej Diakow: Do światła

Autor: Andriej Diakow
Tytuł: Do światła
Projekt: Dmitry Glukhovsky. Uniwersum Metro 2033.
Wydawca: Insignis
Stron: 326
Moja ocena: 8/10
Powieść Do światła powstała w ramach projektu Uniwersum Metro 2033 Dmitry'a Glukhowsky'ego, autora  książek Metro 2033 i Metro 2034. W projekcie biorą udział pisarze osadzający swoje historie w postapokaliptycznym świecie Metra 2033. 
Książka A. Diakowa jest pierwszą przeze mnie przeczytaną powieścią z tego cyklu i już wiem, że nie ostatnią. Świat Metra wstrząsnął mną i chętnie poznam go jeszcze dokładniej.
Akcja książek z projektu Metro 2033 toczy się  w Rosji, a konkretnie w tunelach metra, dokąd zeszli ludzie po tym, jak na powierzchni doszło do katastrofy atomowej i wszystko uległo skażeniu, mutacji i zostało napromieniowane. Świat po katastrofie to widok gorszy od najgorszego koszmaru. Skażone jest wszystko, dlatego na powierzchni są w stanie egzystować jedynie zmutowane, pokraczne i żarłoczne mutanty - krzyżówki różnych gatunków zwierząt, a także istoty, które kiedyś były ludźmi, by po wybuchu zmienić się w dzikich kanibali lub stworzenia przypominające wilkołaki. Tych prawdziwych zwierząt jest coraz mniej i raczej nie mają one zbyt wielkich szans na przetrwanie. Podobnie jest z ludźmi. Ukryli się oni w tunelach metra i tam od ponad 20 lat, próbują na nowo zorganizować sobie życie z nadzieją, że może kiedyś znowu będą mogli wyjść na powierzchnię, odetchnąć nieskażonym powietrzem i popatrzeć na czyste, błękitne niebo. Na razie w podziemiach kwitnie handel wymienny lekarstwami, konserwami, paliwem i bronią. Tworzą się nowe społeczności, które nawet toczą ze sobą wojny. Nie można tego nazwać normą, ale każdy przecież chce żyć i stara się radzić sobie najlepiej jak tylko umie. 
Głównym bohaterem jest niejaki Taran, zwany przez mieszkańców metra stalkerem. Stalker to ktoś w rodzaju łowcy, handlarza i najemnika. Od mieszkańców petersburskiego metra Taran dostaje propozycję poprowadzenia ekspedycji do Kronsztadu, który ma być źródłem tajemniczego światła. Atmosferę dodatkowo podsyca jeden z kapłanów, tworzącej się religii Exodusa, która głosi, że gdzieś tam musi istnieć ziemia obiecana, wolna od promieniowania i gotowa przyjąć nowych wyznawców. 
Za udział w wyprawie Taran żąda Gleba, chłopca sieroty, z którego szybko czyni swojego ucznia i asystenta. Początkowo szorstkie relacje między chłopcem a stalkerem stopniowo ulegają ociepleniu. 
Ekspedycja, która od początku nosiła miano samobójczej nie jest łatwa ani bezpieczna i oczywistym jest nie tylko fakt, że nie wszyscy wrócą z niej żywi, ale też świadomość, że owo tajemnicze światło może być zwykłą ułudą i widmem. Poza tym na straceńców czyhają nie tylko krwiożerce bestie i kanibale, ale też szaleństwo, schowane w głębi umysłu każdego z nich. 
Autor w ciekawy sposób opisuje świat po katastrofie, zapełnia go przerażającymi mutantami i dobitnie sugeruje, że gorszy od tych stworzeń stał się tak naprawdę człowiek, który już dawno stracił czystość, umiejętność empatii, czy dostrzegania światła nadziei w najczarniejszej nocy. Egzystencja, którą wiodą ludzie w metrze jest nie tylko godna pożałowania i budzi odrazę. Okropny jest fakt, że wielu ludzi już tak się urządziło w tym atomowym świecie, że o innym nie chce nawet słyszeć.
Czy grupa Tarana odnajdzie źródło światła? Czym się ono okaże: nadzieją, widmem, a może czymś jeszcze innym? Czy młody Gleb nie ulegnie skażeniu okrucieństwem i oprze się chorobie zdemoralizowania?
Na te i inne pytania daje odpowiedź powieść Diakowa.  Ponieważ, póki co, nie znam innych książek z tego cyklu trudno mi porównać Do światła z Metrem 2033, czy Piterem. Jednak historia w tej książce jest zgrabnie opowiedziana, zawiera przesłanie moralne, a zakończenie ma element, który na pewno czytelnika zaskoczy. Są to niewątpliwe plusy tej pozycji.
Książkę czyta się łatwo i szybko, nie tylko ze względu na łatwo przyswajalną treść, ale także dzięki sporej czcionce, która nie męczy wzroku i sprawia, że czytanej historii szybko ubywa.
Powieść polecam nie tylko fanom cyklu, ale też wszystkim, którzy lubią literackie wizje świata po katastrofie. Spodoba się Wam!
Za egzemplarz 
do recenzji 
dziękuję serdecznie 
portalowi Secretum 
Wydawnictwu Insignis 

piątek, 6 lipca 2012

Brandon Mull: Baśniobór

Autor: Brandon Mull
Tytuł: Baśniobór
Tytuł cyklu: Baśniobór cz. 1.
Wydawca: WAB
Stron: 340
Moja ocena: 9/10
Do lektury Baśnioboru zachęciły mnie opisy wydawcy i pozytywne recenzje innych czytelników. Kiedy wreszcie książka trafiła w moje ręce nie zwlekałam i od razu zabrałam się za czytanie. 
Główni bohaterowie to rodzeństwo: Kendra i Seth. Ponieważ ich rodzice wybierają się w trzytygodniowy rejs, dzieci zostają oddane pod opiekę dziadków, których słabo znają. Dzieciaki nie są zachwycone perspektywą spędzenia trzech tygodni w obcym dla nich domu, tym bardziej, że już na samym początku dziadek stawia mnóstwo zakazów i przestróg, dotyczących lasu i poruszania się wokół domu. 
Dzieci jak to dzieci, rzecz jasna, nie potrafią poskromić swojej ciekawości i co rusz pakują się w kłopoty oraz próbują zapoznać się z ogromną posiadłością dziadków. Zwłaszcza ciekawski i wścibski Seth łamie zakazy, "eksploruje" las, denerwując siostrę i dziadka, któremu dał słowo. Wynika z tego cała masa zabawnych sytuacji, bo Seth mimo lekkomyślności i skłonności do łamania zakazów, jest bystry i pomysłowy, a to cechy przydatne w trudnych sytuacjach. 
Bardzo szybko okazuje się, że dziadek dzieci jest opiekunem i strażnikiem Basnioboru, magicznego rezerwatu dla wróżek, skrzatów, chochlików, nimf i wielu innych stworzeń. Zasady, które próbował wpoić wnukom są po to, by w Baśnioborze panowała harmonia między mieszkającymi tam stworzeniami, a ludźmi, którzy rezerwatu strzegą i się nim opiekują. Naruszenie tych zasad może mieć katastrofalne skutki, o czym Kendra i Seth dość szybko i boleśnie przekonają się na własnej skórze. Łamiąc kolejny zakaz, rodzeństwo obudzi siły, które zagrożą nie tylko rezerwatowi, ale i całej rodzinie Sorensonów. 
To tyle na temat treści. Kto chce poznać więcej szczegółów, ten musi przeczytać książkę. 
Teraz czas na wrażenia. Pierwsze co zwróciło moją uwagę to klimat książki. Ciepły, wakacyjny i kojący. Zazdrościłam Kendrze i Sethowi możliwości spacerowania i przebywania w tym cudownym, pełnym dziwów ogrodzie. 
Kolejna sprawa to lekki i zabawny język; błyskotliwe dialogi i opisy zachowań bohaterów nie raz skłaniały mnie do śmiechu.
W bardzo ciekawy sposób opisał autor stworzenia zamieszkujące Baśniobór. Ceni się w nim inność i oryginalność. Nawet jeśli jakieś stworzenie nie jest do końca dobre, nie znaczy to, że należy je z rezerwatu usunąć. Wystarczy po prostu zapewnić mu odpowiednie warunki, takie by nie zagrażało innym ani sobie. Bardzo mi się ta ideologia podobała. 
Dużo miejsca poświęca autor kwestii posłuszeństwa i trzymania się zakazów, idzie nawet o krok dalej, mianowicie przedstawia skutki nieposłuszeństwa. Idealnym przykładem jest Seth, który łapie wróżkę i próbuje trzymać ją w słoiku, nie mając pojęcia o specyfice jej gatunku, ani o tym, na co ją może narazić. 
Plusem jest też wyraźna czcionka, która nie męczy wzroku i sprawia, że książkę czyta się naprawdę szybko.  Z rozdziału na rozdział akcja biegnie coraz szybciej i jest naprawdę coraz ciekawiej.
Choć książka jest skierowana raczej do młodszych czytelników warto, by zajrzeli do niej również rodzice. Na końcu zawarto 11 tematów do dyskusji związanych z zachowaniami, sytuacjami i postępowaniem bohaterów książki. Z takim rozwiązaniem spotykam się po raz pierwszy i muszę przyznać, że pomysł jest całkiem niezły.
Drobnym minusem są ilustracje, które niestety są czarno-białe, a szkoda bo robią znacznie mniejsze wrażenie, niż gdyby były kolorowe. Da się to jednak przeboleć, bo poza tym jednym mankamentem książka jest po prostu super i podziwiam autora, że z tak prostego pomysłu zrobił tak fantastyczną historię.
Dajcie się uwieść magii Baśnioboru, zaprzyjaźnijcie się z wróżkami i pohandlujcie z satyrami. Napijcie się magicznego mleka, a zobaczycie wszystko w zupełnie innym świetle.
Polecam, bo naprawdę warto!
                                                              *****************
U mnie dziś jak nie burza, to taka duchota, że ciężko oddychać. Niemal czuję, jak mi się myśli sklejają w głowie. Doprawdy mam nadzieję, że szybko się ta pogoda ustabilizuje. A jak jest u Was?
A na koniec zamieszczam zdjęcie dzikiego, niemal półtorametrowego dziko rosnącego ostu. Kłujący jest straszliwie, ale wygląda super. 
Pozdrawiam!

czwartek, 5 lipca 2012

Margaret Peterson Haddix: Wśród zdradzonych. Wśród notabli.

Autor: Margaret Peterson Haddix
Tytuł: Wśród zdradzonych. Wśród notabli.
Tytuł cyklu: Dzieci cienie, cz. 3 i 4.
Wydawca: Jaguar
Stron: 383
Moja ocena: 6/10
Wśród zdradzonych. Wśród notabli to 3. i 4. część cyklu M. Peterson Haddix Dzieci cienie. Akcję swojej powieści umieściła autorka w totalitarnym państwie, w którym bardzo wyraźnie zarysowany jest podział na ludzi biednych i tych bardzo bogatych. Życiem obywateli rządzi ustawa populacyjna, w myśl której każdemu małżeństwu wolno mieć tylko dwoje dzieci. Każde kolejne dziecko to pojaw, egzemplarz nadliczbowy i powinno być zabijane. Oficjalna propaganda głosi, że ustawę wprowadzono, by zapobiec widmu głodu, ciekawe jednak, że pomimo tego ludzie biedni nadal przymierają głodem, a u bogatych jedzenie się marnuje. 
Głównym bohaterem tej historii jest Luke Garner trzecie dziecko swoich rodziców. Po opuszczeniu domu rodzinnego w poprzednich częściach cyklu Luke trafił do szkoły dla chłopców i zyskał nową tożsamość, dokumenty chłopca, który zginął w wypadku na nartach. Finał części drugiej sugerował, że w życiu Luke'a/Lee doszło do przełomu i że teraz wszystko powinno się już ułożyć. Okazuje się jednak, że nie do końca. Tego czytelnik dowiaduje się jednak w części 4. zatytułowanej Wśród notabli. Luke trafia bowiem do rodzinnego domu chłopca, którego tożsamość przejął. Poznaje jego rodziców i młodszego brata, pogrążonego w bólu po stracie bliskiej mu osoby. Zdezorientowany Luke bardzo szybko zdaje sobie sprawę, że w domu Grantów ściera się kilka wrogich sobie frakcji, a sami Grantowie też mają wobec niego własne plany. Co zrobi bohater? Czy znajdzie wyjście z sytuacji? Czy pomoże Smitsowi, czy też może pójdzie na współpracę w ruchem wywrotowców? Na te pytania daje odpowiedź 4. część cyklu i przyznam, że podobała mi się ona znacznie bardziej niż trzecia. Co prawda jej zakończenie było nieco naciągane, jeśli idzie o załatwienie sprawy z Grantami, bo trudno było mu uwierzyć, że tak łatwo się to wszystko udało, no ale przecież to książka dla młodszych odbiorców. :)
Część 3. Wśród zdradzonych podobała mi się średnio. Główną bohaterką jest nastoletnia Nina schwytana przez Policję Populacyjną. Dziewczyna zostaje zmuszona do współpracy z rządem i dostaje obietnicę, że jeśli skłoni swoich współwięźniów do przyznania się, wtedy odzyska wolność. Od tej pory rozpoczyna się gra, w której nikt nie jest tym za kogo się podaje. Sam pomysł całkiem dobry, ale nie mogłam polubić Niny, która nieustannie zachowywała się jak rozkapryszona księżniczka, co zresztą było efektem wychowania przez babcię i trzy ciotki, które dziewczynkę w tym przekonaniu utwierdzały. Nina jest samolubna, niezaradna i zdumiewająco naiwna. Niechęć do bohatera znacznie utrudnia pozytywny odbiór książki. Wierzcie mi.
Książkę czyta się w tempie ekspresowym. Jest to głównie zasługa sporej czcionki i dość małej ilości tekstu na stronie. Pamiętam, że części 1. i 2. zrobiły na mnie większe wrażenie. Może dlatego, że Luke był znacznie bardziej sympatyczny od Niny, a może dlatego, że cała wiarygodność tej historii jakby zmalała. Brakowało mi wątków, dotyczących restrykcyjnych działań rządu wobec nadliczbowych dzieci. Od razu też widać, że dzieci bez pomocy dorosłych nie potrafią znaleźć wyjścia z sytuacji kryzysowych, dlatego odniosłam wrażenie że ci "dobrzy" dorośli pojawiają się trochę tak jak diabeł z pudełka. No i na koniec; czyżby cały totalitaryzm tego rządu opierał się tylko na jednej ustawie? Przydałoby się nieco więcej szczegółów na temat funkcjonowania samego państwa. 
Czy sięgnę po kolejną część, tego na dzień dzisiejszy nie wiem, bo przyznam, że trochę się zawiodłam. Zdaję sobie sprawę, że cykl jest adresowany głównie do młodszego czytelnika i być może na nim zrobi żądane wrażenie. Dla mnie, jako osoby dorosłej, jest po prostu naiwny i niedopracowany. 
Sięgnąć po tę książkę mogą fani cyklu lub osoby szukające dla siebie łatwego czytadła na deszczowe popołudnie. Zanim przestanie padać, skończycie czytać. :)
W każdym razie ja nie polecam. Sądziłam, że będzie lepiej.
P.S. Przypominam o konkursie. Szczegóły tutaj :)

środa, 4 lipca 2012

Aleksandar Tesic: Zakon Smoka

Autor: Aleksandar Tesic
Tytuł: Zakon Smoka
Tytuł cyklu: Kosingas, t.1.
Wydawca: Prószyński i S-ka
Stron: 504
Moja ocena: 9/10
Jako wielbiciela wszelkich mitów i wierzeń ludowych interesują mnie wszystkie historie nawiązujące do mitologii różnych krajów. Dlatego, kiedy w notce Wydawcy zobaczyłam słowo Serbia, a potem Hades i wreszcie na końcu tajemniczo brzmiącą nazwę Zakon Smoka pomyślałam, że może to być książka dla mnie. Początkowe wątpliwości, czy aby w książce nie będzie zbyt dużo historii, która przyćmi stronę fantastyczną, szybko umknęły, gdy tylko zaczęłam czytać. Właśnie jestem świeżo po lekturze i wiem, że czas poświęcony na tę powieść, zdecydowanie nie był czasem straconym. Ale po kolei. 
Zakon Smoka to pierwsza część planowanej trylogii pod intrygującym tytułem Kosingas. Jest to także debiutancka powieść A. Tesica, nad którą autor zaczął pracować już w młodości. Zebrał w niej wierzenia swojego kraju, dotychczas przechowywane głównie w formie ustnej. 
Czym więc jest Zakon Smoka, kim są tajemniczy Kosingas? Po kolei. 
Jednym z głównych bohaterów i jednocześnie narratorem całej historii jest mnich -  wojownik Gabriel, którego sława zdążyła już dawno wyprzedzić. Dokądkolwiek by się nie udał ludzie oddają mu należny szacunek i słuchają jego słów. Nic dziwnego, skoro jako jedyny żywy Gabriel był w Hadesie, z którego następnie udało mu się uciec. Ponadto Gabriel jest Kosingas, członkiem Zakonu Smoka, zrzeszającego wybitnych wojowników walczących ze złem, z hordami potworów Hadesu, strzegących kruchej granicy między dwoma światami.
W przededniu wielkiej bitwy na Kosowym Polu zaczyna się spełniać pradawna przepowiednia, mówiąca że nadejdzie Wybraniec, który raz na zawsze powstrzyma ataki bestii z Hadesu. Wybrańcem ma być książę Marko, a zadaniem mnicha jest wskazanie Marko drogi, pomoc w zdobyciu dla niego magicznego miecza Smoczana oraz uświadomienie mu, że jest Wybrańcem.
W ten oto sposób zaczyna się długa i pełna przeróżnych niebezpieczeństw podróż, w trakcie której bohaterowie będą walczyć z potworami, rozmawiać z elfami, powoływać się na mądrość krasnoludów oraz uczestniczyć w obrzędach prostych ludzi, którzy mimo przyjęcia wiary chrześcijańskiej, nie potrafią i nie chcą zapomnieć i zaprzestać dawnych, pogańskich zwyczajów. I w sumie trudno im się dziwić, skoro np. człowieka podejrzanego o bycie wampirem nie wolno pogrzebać w ziemi, a spalić, bo inaczej wróci i będzie polował na ludzi. Pogrzebany w ziemi faktycznie wraca, a spalony nie. I jak tu wierzyć Kościołowi katolickiemu? Podobne przykłady można by mnożyć. Jedne mogą wydawać się śmieszne, inne budzą przerażenie, ale wszystkie składają się na barwny i różnorodny obraz tego kraju, o którym wciąż tak mało wiemy.
O Gabrielu bardzo mało się dowiadujemy. Autor oszczędnie odsłania szczegóły jego bogatego w przygody życia, czyni go jednak doświadczonym, odważnym i rozsądnym człowiekiem, który potrafi znaleźć kompromis pomiedzy tym co nakazuje ludziom Kościoł, a tym w co prości ludzie wierzą od urodzenia. 
Za to bardzo irytował mnie książę Marko. Plus dla autora, że nie kazał mu być nieopierzonym nastolatkiem, a człowiekiem w średnim wieku, co jest doskonałym dowodem, że na zostanie bohaterem nigdy nie jest  zbyt późno. Mimo to Marko bardzo długo nie zdaje sobie sprawy z powagi sytuacji, a tym co go intersuje najbardziej jest aby dobrze zjeść, wypić i wyspać się. Na szczęście z czasem i to ulega zmianie. 
Ilość pokonanych przez bohaterów potworów jest naprawdę imponująca i trzeba przyznać, że jak na jeden tom Gabriela i Marko spotyka naprawdę wiele i aż się zastanawiam, co jeszcze może ich spotkać w kolejnych częściach. Niemal na każdej stronie czytelnik czegoś się dowiaduje a to o jakimś magicznym artefakcie, a to poznaje kolejny ludowy obrzęd lub też śledzi walkę z kolejną bestią. W tej podróży naprawdę nie można się nudzić.
Książka zawiera imponującą liczbę historii, zgrabnie ze sobą połączonych, opisanych barwnym i klarownym językiem. Widać od razu, ile pracy włożył autor w jej napisanie i nadanie jej atrakcyjnego kształtu. Trochę mi tu pachniało Tolkienem, trochę mitologią grecką. Po prostu zgłębiając te wierzenia miałam wrażenie, jakbym już je znała. Wszystko jednak jest tu przedstawione w tak oryginalny sposób i jakby z innej strony, że po prostu chłonie się tę historię i tylko zastanawia się, co będzie dalej.
Powieść ma zakończenie otwarte, to znaczy Gabriel w pewnym momencie przestaje opowiadać i czytelnikowi nie pozostaje nic innego, jak czekać na ciąg dalszy, choć powtarzam, nie mam żadnych podejrzeń, w którą stronę może pójść akcja. Dlatego na pewno sięgnę po kolejną część, gdy tylko się pojawi.
Jeśli zatem lubicie mitologię, opowieści z mnóstwem potworów, magiczne przedmioty i pełne przeszkód misje, to Zakon Smoka jest książką dla Was. Powieść wciągnie Was i nie pozwoli się od siebie oderwać aż do ostaniej strony.
Polecam, bo naprawdę warto!

Za egzemplarz 
do recenzji 
serdecznie dziękuję 
Panu Marcinowi 
z Wydawnictwa Prószyński i S-ka.

sobota, 30 czerwca 2012

Jane Borodale: Księga ogni

Autor: Jane Borodale
Tytuł: Księga ogni
Wydawca: Mała Kurka
Stron: 448
Moja ocena: 9/10
Najnowsze pisklę Małej Kurki po raz kolejny bardzo mile mnie zaskoczyło. Zaczęło się od oprawy i jej surowej oszczędności w użyciu barw. Czarna jak noc okładka, tytuł wypisany białą czcionką i jedyna ilustracja przedstawiająca starą, niekompletną już książkę z tajemniczą zawartością. Nietrudno się domyślić, że chodzi o Księgę ogni. Ale czym ona jest i co w sobie kryje?  Po kolei. 
Księga ogni jest debiutem powieściowym Angielki Jane Borodale. Przetłumaczona została na wiele języków i była nominowana do nagrody Orange Award dla debiutantów w dziedzinie literatury.
Akcja książki przenosi czytelnika do Anglii roku 1752 do małej wioski w hrabstwie Sussex. Główną bohaterką i zarazem narratorką całej historii jest młoda dziewczyna Agnes Trussel. Agnes jest córką ubogich rodziców, dzierżawców pańskiej ziemi, posiada liczne młodsze rodzeństwo. Cała rodzina przymiera głodem i wiecznie walczy o przetrwanie. Ojciec popija, matka rodzi kolejne dzieci, żołądków do wyżywienia przybywa, a perspektyw na poprawę życia jak nie było tak nie ma. Agnes, bystra i przenikliwa, jest świadoma tego, że może być tylko gorzej. Tej jesieni, kiedy zaczyna się akcja książki, rodzina zabija ostatnią świnię i choć wszyscy o tym wiedzą, nikt nie mówi głośno, że w następnym roku przyjdzie im umrzeć z głodu. Oprócz ciężkiej pracy i braku jasnych punktów w niepewnej przyszłości, Agnes ma jeszcze jeden kłopot; jest w ciąży. Nie ma znaczenia, że ciąża jest owocem gwałtu, dla wszystkich, którzy się o niej dowiedzą liczył się będzie tylko fakt, że dziecko jest bękartem. Bohaterka znajduje się zatem w naprawdę beznadziejnej sytuacji.
Zupełnie przypadkiem Agnes wchodzi w posiadanie kilku złotych monet i postanawia uciec z domu do odległego Londynu. W ten sposób chce ukryć swoją hańbę i być może znaleźć nowy cel w życiu. 
W wyniku kolejnego przypadku dziewczyna trafia do domu oschłego Johna Blacklocka, twórcy fajerwerków i sztucznych ogni i zostaje jego pomocnicą. Blacklocke ma trudny charakter, jest porywczy i tajemniczy, ale Agnes dobrze czuje się w jego domu i warsztacie, gdzie poznaje tajniki wytwarzania egzotycznych ogni i nazwy chemicznych substancji i proszków. To co początkowo miało być dla Agnes źródłem utrzymania, stopniowo staje się jej pasją, którą zaczyna dzielić z Blacklockiem. 
Warto dodać, że życie Agnes nie staje się proste i cudowne z dnia na dzień. Dziewczyna ukrywa przed wszystkimi swój stan, walczy z własnym ciałem i gorączkowo szuka najlepszego wyjścia z sytuacji. Lęk i wyrzuty sumienia nie opuszczają jej nawet na krok. Czytelnik dzieli obawy Agnes i razem z nią przeżywa każdy trudny moment. 
Jak zakończy się historia Agnes i czy Mistrz Blacklocke odkryje ważny dla swojego fachu sekret? Tego warto się przekonać czytając Księgę ogni. 
Jane Borodale bardzo dokładnie i wiernie oddała  na kartach swojej powieści styl życia w XVIII wiecznej Anglii. Wykreowana przez autorkę prowincja, czy też Londyn są brudne, szare i brzydkie. Zewsząd czuć wilgoć i wylewane wprost na ulicę nieczystości. Brudowi fizycznemu miasta, towarzyszy brud moralny i zepsucie społeczne; każdy mieszkaniec myśli tylko o własnych interesach, natrętnie interesuje się cudzymi sprawami, a największą rozrywką są publiczne egzekucje skazańców wykonywane na Placu Tyburn. Smutny jest fakt, że obcy przybysze nie mają w Londynie szans na godziwą pracę czy mieszkanie. Gdyby Agnes nie zabłądziła i nie trafiła do domu Blacklocke'a, najprawdopodobniej skończyłaby w burdelu pani Bray lub też wykrwawiła się na śmierć w wyniku nieudolnie i nielegalnie przeprowadzonej aborcji. 
Tym, co mi się bardzo podobało w Księdze ogni jest drobiazgowy opis otoczenia i przeżyć wewnętrznych spodziewającej się dziecka Agnes. Nasuwa mi się skojarzenie z holenderskim malarstwem rodzajowym i obrazami J.Vermeera oraz historią Dziewczyna z perłą. Dużo miejsca w powieści jest poświęcone barwom, zapachom i właściwościom substancji. Pasja, z jaką Blacklocke tworzy sztuczne ognie i jak tą pasją zaraża Agnes jest niesamowita. 
W powieści dzieje się naprawdę niewiele lub też można by rzec wiele, ale na zupełnie innej płaszczyźnie, ponieważ nie jest to ten typ historii, w którym akcja pędzi na łeb na szyję i co rusz czymś zaskakuje. Księga ogni to historia prostej dziewczyny, która stara się tak pokierować swoim życiem, aby coś w nim osiągnąć i móc bez poczucia wstydu patrzeć ludziom w oczy. 
Brzydki i nieprzyjazny Londyn na długo zapada w pamięć, postaci są prawdziwe i albo irytują jak pani Blight, albo fascynują jak Blacklocke. 
Zaskakujące zakończenie powieści i rozwiązanie całej historii, nie tylko satysfakcjonuje czytelnika, ale również daje do myślenia, bo jak mówi jeden z fragmentów książki:
"Największe dziwa mogą mieć swój początek w najmniejszych zmianach."
Zachęcam Was do zapoznania się w Księgą ogni. Dajcie się porwać magii, która pozwala wytwarzać egzotyczne kolorowe ognie rozświetlające niebo. Zaprzyjaźnijcie się z Agnes i podzielcie z nią jej sekret. Na pewno będziecie zadowoleni. 
Polecam!
Za egzemplarz 
do recenzji 
bardzo serdecznie 
dziękuję 
pani Bożenie 
z wydawnictwa 
Pozdrawiam serdecznie!

A już w poniedziałek na blogu rozpocznie się konkurs, w którym do wygrania będzie nowiutki egzemplarz Księgi ogni. Szczegóły niebawem. Pozdrawiam raz jeszcze i miłej niedzieli!

piątek, 29 czerwca 2012

Witajcie Wakacje!

Nadeszły długo i niecierpliwie wyczekiwane wakacje. W mojej pracy wyczekuję wakacji równie tęsknie co młodzież. Miniony tydzień był ciężki i bardzo pracowity; świadectwa, sprawozdania z działań różnego rodzaju, podliczenia itp. Słowem nerwówka i masa starań, aby zdążyć ze wszystkim i aby wszystko było dopięte na ostatni guzik. Udało się i mam nie lada satysfakcję, bo nie tylko udało się dopiąć wszystko, ale też moi uczniowie docenili moją pracę, a to dla mnie bardzo ważne. Dlatego z poczuciem wolności na najbliższe dwa miesiące, poniżej prezentuję Wam zdjęcia kwiatów, które otrzymałam od moich dzieciaków. To przemiłe otrzymać coś takiego! 

























































Frezje są od moich trzecioklasistów, z którymi bardzo ciężko było mi się pożegnać i za których trzymam kciuki w nowych szkołach.











Wszystkim związanym ze szkołą życzę udanych, słonecznych i bezpiecznych wakacji.
A na blogu już niebawem nowa recenzja i konkurs z atrakcyjną nagrodą. Zapraszam i pozdrawiam wszystkich serdecznie!

poniedziałek, 25 czerwca 2012

Siódmy w blogowym życiu stosik do recenzji!

Znowu się smakowity stosik uzbierał. Połowa już przeczytana i zrecenzowana.
Kolejno od góry:
1. T. Anderson, Cykl Niszczyciel: W oku cyklonu, Krucjata, Malstrom. Od pana Bogusława z Domu Wydawniczego Rebis.  
(Recenzja zbiorcza)
2. A. Tesic: Zakon smoka, od pana Marcina z Wydawnictwa Prószyński i S-ka.  (Recenzja)
3. E. Nylund: Wrzawa śmiertelnych, również od pana Marcina z Wydawnictwa Prószyński i S-ka :) (Recenzja)
4. J. Cross: Burza, od Wydawnictwa Bukowy Las. (Recenzja)
5. W. Hohlbein: Wieża. Nieśmiertelność od Wydawnictwa Telbit i portalu Secretum. (Recenzja)
6. J. Burlington: Smutna historia braci Grossbart od Wydawnictwa MAG, (Recenzja).
Wydawnictwom serdecznie dziękuję za książki! 
Pozdrawiam ciepło i idę odpoczywać, bo dzień w pracy miałam dziś ciężki. Dobrze, że moje wakacje zaczynają się za 4 dni!