piątek, 31 stycznia 2014

Cinda Williams Chima: Tron Szarych Wilków

Autor: Cinda Williams Chima
Tytuł: Tron Szarych Wilków
Seria: Siedem Królestw, t.3.
Wydawca: Galeria Książki
Stron: 579
Moja ocena: 8/10





Tron Szarych Wilków to już trzecia odsłona przygód Raisy, Hana oraz ich przyjaciół i wrogów.
Część druga Wygnana królowa zakończyła się dość mocnym akcentem. W finale powieści Raisa, musiała stawić czoło nie tylko próbującemu ją porwać Micah Bayarowi, ale też uciec asasynom, nasłanym przez samego Wielkiego Maga Gavana Bayara.
Han, który nie miał pojęcia o prawdziwej tożsamości Raisy, ruszył śladem zaginionej przyjaciółki, wspomagany wątłymi wskazówkami, które otrzymał od Amona Byrne'a.
W Górach Duchów dochodzi do kolejnej rozprawy z najemnikami Bayarów i Raisa, jako jedyna pozostała przy życiu, szykuje się już na pewną śmierć. 
Tymczasem Han, świadom swych rosnących mocy i umiejętności, nie rezygnuje z poszukiwań i znajduje przyjaciółkę, niemal w ostatniej chwili. Bohaterowie docierają do kolonii Sosen Marissy, gdzie będą się ważyć ich dalsze losy.
Brzmi zawikłanie? Otóż zapewniam Was, że to dopiero początek pełnej przygód, intryg i zwrotów akcji powieści, która zdążyła podbić losy czytelników na całym świecie.
Po roku spędzonym na wygnaniu spowodowanym chęcią uniknięcia niekorzystnego dla kraju małżeństwa, Raisa na skutek kolejnych niesprzyjających okoliczności, jest zmuszona wrócić do Fells. Od czasu jej ucieczki do Wien House, gdzie przyszła królowa szkoliła się w akademii wojskowej, sytuacja polityczna uległa pogorszeniu. Wokół widać przygotowania do wojny, której Fells raczej uniknąć nie zdoła. Okazuje się także, że jeśli Raisa nie wróci szybko do domu, wtedy królowa Marianna, która uległa naciskom Bayarów, sceduje dziedziczenie tronu na młodszą siostrę Raisy, księżniczkę Mellony. To jednak nie koniec kłopotów. Wkrótce bowiem do kolonii dociera wieść, że królowa Marianna zmarła. Raisa i jej sojusznicy muszą teraz działać szybko i ostrożnie, bo i Bayarowie nie próżnują.
Han tymczasem dowiaduje się, że Raisa, którą znał jako Rebekę i w której już zdążył się zakochać, uosabia wszystko czego nienawidzi, a mianowicie rodzinę królewską, która w mniemaniu Hana jest winna śmierci jego matki i siostry. Jednak czasu na rozterki i żale Alister będzie miał bardzo mało, gdyż pod naciskami klanu, będzie musiał się zadeklarować, jako obrońca interesów przyszłej królowej.
Od tego momentu akcja powieści skupi się na wysiłkach Raisy i jej sojuszników, by bezpiecznie pojawić się na pogrzebie królowej, co będzie wystarczającym dowodem na to, komu należy się tron i sukcesja. Nie będzie to ani proste, ani bezpieczne, bo na życie Raisy czyhają nie tylko Bayarowie i ich najemnicy. Także niektórzy nieprzychylni sąsiedzi Fells niechętnie widzieliby Raisę na tronie. Dlatego Han z Tancerzem, Amon i jego kadeci, a nawet Cat na czele z pozostałościami Łachamianiarzy będą mieli pełne ręce roboty, a Raisa wręcz będzie się potykała o własną obstawę.
W porównaniu z częścią drugą, w której akcja toczyła się dość sennie, w części trzeciej jest nieco lepiej. Czyta się przyjemnie, bo przez tyle przewróconych stron, zdążyłam przywiązać się do bohaterów i polubić ich. Bardzo mi się podobało także to, że Fiona i Micah Bayarowie nie zostali stworzeni jako definitywnie czarne charaktery. Nie mogłam się pozbyć wrażenia, że gdyby nie chora ambicja ich ojca i jego własne interesy, rodzeństwo mogłoby (a nawet bardzo by chciało) inaczej pokierować swoim życiem i opowiedzieć się po inne stronie, niż to robili. Z Fioną może byłoby trudniej, ale po Micah wyraźnie było widać, że nie chce tego samego co jego ojciec.
Akcja części drugiej właściwie skupia się na tym, aby Raisa dożyła koronacji. Gdzieś w tle majaczy, (niczym uporczywe brzęczenie muchy) sprawa niewyjaśnionej do końca śmierci królowej, a także coraz częstsze zabójstwa magów w Łachmantargu. Nietrudno się domyślić, że wątki te autorka rozbuduje w finałowej części czwartej.
Tron Szarych Wilków posiada wszystkie cechy swoich poprzedniczek, klasyfikujące ją jako dobrą powieść fantasy, dla czytelników w niemal w każdym wieku, dlatego nie będę się powtarzać. 
Powiem tylko, że czyta się szybko i sprawnie, aż do ostatniego rozdziału i naprawdę, Ci którzy się jeszcze wahają, niech bez kolejnych oporów po cykl sięgają, bo naprawdę warto.

środa, 29 stycznia 2014

Caitlin Kittredge: Sekretny układ

Autor: Caitlin Kittredge
Tytuł: Sekretny układ
Seria: Black London, t.2.
Stron: 432
Wydawca: Jaguar
Moja ocena: 6-7/10


Sekretny układ to druga część serii Czarny Londyn i kolejne przygody Jacka Wintera i Pete Caldecott. 
Część pierwsza, jak dla mnie, była wykonana brawurowo, zarówno pod względem akcji, jak i kreacji bohaterów, dlatego po zakończeniu lektury, od razu postarałam się o egzemplarz części drugiej. 
Dla przypomnienia. Akcja powieści toczy się w Londynie, który bywa mglisty i deszczowy, a oprócz tego jest pełen magicznego pulsowania mocy, od których włos się jeży. 
Pomysł na głównych bohaterów autorka miała świetny. 
Ona to drobna, pyskata policjantka, która pozornie w magię nie wierzy, ale podskórnie wie, że są rzeczy, o których się filozofom nie śniło. Jest pracoholiczką i w sumie jedyne co ma, to właśnie praca.
On to były rockman, obecnie bezdomny ćpun, w dodatku czarownik o wielkiej mocy. 
12 lat temu odprawili wspólnie pewien rytuał, który zakończył się śmiercią Jacka. Tak przynajmniej przez te wszystkie lata Pete myślała. W pierwszej części cyklu bohaterka, przy okazji prowadzonego śledztwa, przekonała się, że choć Jack żyje, to jego obecny stan od prawdziwej śmierci niewiele się różni. Ponieważ umiejętności i kontakty Wintera były w śledztwie nieodzowne, Pete tytanicznym wysiłkiem, częściowo wyciągnęła go ze szponów nałogu. 
Historia potoczyła się jak lawina; Winter znalazł w życiu nowy cel, a Pete przekonała się, że londyńska Czerń, jest miejscem, gdzie i ona, jako istota zwana Jazem, ma swoją rację bytu. Między bohaterami aż iskrzyło i choć do niczego między nimi nie doszło, to zakończenie wiele obiecywało. Pierwsza część okazała się naprawdę dobra, taka pikantna i wyrazista. 
A jak jest z częścią drugą?
Jest drapieżnie i momentami ostro, to fakt, ale jest też wiele chwili i rozwiązań, które wydają się niekoniecznie logiczne, czy nawet potrzebne. 
Pete nie pracuje już w policji. Zamieszkała u Jacka i razem podejmują się wykonania różnych  zleceń z dziedziny ponadzmysłowej, związanej z Czernią. Kruczy Mag i Jaz razem są praktycznie niezwyciężeni, więc mogłoby się wydawać, że lepiej być nie może. Otóż nie do końca. Choć między bohaterami nadal iskrzy i wszystko wydaje się zmierzać ku łóżkowemu wulkanowi, to na razie nie są w związku, a o pełnym zaufaniu jeszcze długo nie będzie można mówić. Jest wiele spraw w przeszłości Jacka, które zwiększają dzielącą go z Pete przepaść. Tym co mi się bardzo podobało, bo było logiczne, był nałóg Wintera. Częściowo z nim zerwał. Zrobione w finale części pierwszej tatuaże miały mu pomóc w odczuwaniu i odbieraniu magii. Teraz okazuje się jednak, że nałóg może wrócić, a narkotyki wzywają Jacka, jak stęsknione kochanki. Mało tego, Jack co prawda dostrzega plusy bycia czystym, ale ciężko mu porzucić stare nawyki. Bohater jest bardzo prawdziwy w swoich rozterkach i gdyby nagle od razu stał się odporny na stare pokusy, byłoby to zupełnie nierealne.  
Przy pracy nad nowym zleceniem do Jacka zgłasza się demon, któremu 13 lat temu bohater zaprzedał duszę, a teraz domaga się on spłaty długu.  Choć warunki umowy są nie do podważenia, Jack postanawia poszukać luk, bo jak sam twierdzi teraz ma dla kogo żyć. Wyrusza więc w wariacką podróż do Tajlandii, gdzie zmierzy się z dawnym przyjacielem magiem i zawrze nowy układ z kolejnym demonem  czyli krótko mówiąc na własne życzenie wejdzie w jeszcze gorsze bagno, niż to, w którym był do tej pory. A gdzie w tym wszystkim Pete? 
A no właśnie, to było rozwiązanie, które nie bardzo mi się spodobało. Pod pretekstem trzymania jej z daleko od spraw Czerni, Jack zostawia ją samą, nie informując dokąd się udaje. Nieustanne lawirowanie bohatera między czułymi słówkami, a kolejnymi kłamstwami było trochę irytujące. Pete natomiast z twardej zaradnej policjantki stała się nadto płaczliwa. Nadal potrafi przywalić jak trzeba i jest głośna oraz pyskata, ale wyglądało to tak jakby uczucie do Wintera odarło ją z hardości i pewności siebie.
Z wyżej wymienionych powodów Sekretny układ jest znacznie słabszy od swojej poprzedniczki. Bohaterowie stracili pazur, śledztwo wcale nie jest zajmujące, ani nie mrozi krwi w żyłach. Związek niby jest, a jakby go nie było. Przykre to, ale czegoś tutaj zabrakło. 
Zdaję sobie sprawę, że co jednemu się podoba, drugiemu nie musi i na odwrót. W myśl tej zasady, mojej Mamie część druga podobała się bardzo. 
Ze swojej strony powiem tylko tyle, że lubię cykle i mają one takie niepisane prawo, że jeden tom bywa lepszy, a drugi gorszy. Dlatego, jeśli na polskim rynku pojawi się kontynuacja ( a mam szczerą nadzieję, że tak), to chętnie po nią sięgnę. Może autorka zdoła mnie przyjemnie zaskoczyć.

poniedziałek, 27 stycznia 2014

Cinda Williams Chima: Wygnana królowa

Autor: Cinda Williams Chima
Tytuł: Wygnana królowa
Seria: Siedem Królestw, t.2.
Stron: 663
Wydawca: Galeria Książki
Moja ocena: -7/10




Wygnana królowa to druga część cyklu Siedem królestw. Akcja powieści zaczyna się w momencie, w którym zakończyła się część pierwsza, a zakończyła się dramatycznie zarówno dla Raisy, jak i dla Hana.
Dzięki pomocy Amona i jego kadetów Raisie udało się uciec do Wien House, gdzie pod zmienionym nazwiskiem rozpocznie kształcenie w akademii wojskowej. Miejsce to wydaje się być idealną kryjówką, w której Raisa ma pozostać dopóty, dopóki nie zrobi się na tyle bezpiecznie, aby mogła wrócić do domu. Sprawa jednak nie jest taka prosta, jak mogłoby się wydawać. Raisa wie doskonale, że jeśli Bayarowie nie dopną swego, czyli nie wydadzą jej za Micah, wtedy zwyczajnie spróbują ją zabić. W końcu Raisa ma jeszcze młodszą, łatwiejszą do zmanipulowania siostrę. Bohaterka ma świadomość, że wiecznie nie może się ukrywać, raz, że ktoś w końcu ją rozpozna, dwa, że sytuacja w kraju pogarsza się, a widmo wojny jest coraz bardziej realne. Jako przyszła królowa nie może wiecznie uciekać przed problemami; musi im stawiać czoło. Póki co jednak księżniczka stara się jak najlepiej wykorzystać czas, który jej dano i uczy się wszystkiego, co potem może okazać się przydatne od historii kraju i sytuacji w nim panującej, do walki wręcz i samoobrony. 
Podobną drogę przebywa Han, który w finale części pierwszej nie tylko wreszcie pozbył się tajemniczych bransolet, ale też poznał całą prawdę o sobie, a jest to prawda bardzo szokująca. Od tej pory Han jest niejako na utrzymaniu i usługach klanu, który też jeszcze do końca nie wie, jak wykorzysta ogromne umiejętności Alistera. Pewną osłodą całej sytuacji jest fakt, że Han nie będzie sam, towarzyszy mu bowiem jego przyjaciel Hayden Tancerz Ognia, który w połowie także jest czarownikiem. W akademii nauki magii młodzieńcy przekonają się, jak różnorodna jest społeczność czarowników, jak wiele wysiłku kosztuje nauka magii, a także niespodziewanie dla samych siebie zakochają się. 
Drogi Hana i Raisy, którą chłopak zna jako Rebekę, ponownie się przetną. Otaczająca oboje młodych aura niezwykłości, potrzeba bliskiej osoby oraz wzajemna fascynacja sprawią, że bohaterowie będą bliscy nawiązania poważnego romansu. Okoliczności jednak nie będą dla nich łaskawe. 
Raisa będzie musiała liczyć się z tym, że na wieść o jej prawdziwej tożsamości Han może ją znienawidzić, a poza tym księżniczce Szarych Wilków raczej nie jest pisane zamążpójście z miłości.  Jak w takim układzie potoczy się historia dwojga prawie zakochanych? Mówię prawie, bo choć w drugim tomie uczucia głównych bohaterów znacznie przybierają na sile, to wątek romansowy nadal nie jest tym dominującym  i dobrze. 
Autorka, budując fabułę, skupia się bardziej na przedstawieniu zmian w kraju, na przygotowaniu się Raisy do roli królowej, na ukazaniu rosnącej roli Bayarów, czyli buduje watki, które będą najbardziej znaczące w kolejnych tomach. 
Han przygotowując się do roli czarownika i mierząc się z magią, która okazała się nieodłączną częścią jego osoby, poznaje tajemniczego czarownika, który przedstawia się jako Kruk. Wydaje się ona wiedzieć bardzo dużo i równie wiele może nauczyć Hana, ale czy jego intencje są czyste?
Mimo przystępnego języka i sympatycznych bohaterów, trzeba uczciwie przyznać, że druga część cyklu jest zdecydowanie najsłabsza pod względem "dziania się". Książka jest dość pokaźna, bo liczy sobie ponad 600 stron, a znaczących dla całej fabuły wydarzeń mamy tu naprawdę mało. Czyta się przyjemnie, nie przeczę, ale gwałtownego przyśpieszenia pulsu Wygnana królowa raczej czytelnikowi nie zagwarantuje. Opisy studenckiego życia, rozmowy Hana z Krukiem, rozterki Raisy, trochę tego za dużo jak na powieść przygodową. Pod koniec akcja nieco przyśpiesza, nie mogłam się jednak pozbyć wrażenia, że Raisa musiała się gdzieś przecież ukryć, a coś w tym ukryciu musiała robić (aby przez cały rok nie siedzieć z założonymi rękami), dlatego najlepiej było ją wysłać do szkoły. 
Warto jednak przebrnąć przez część drugą, bo trzecia będzie już znacznie lepsza, a czwarta zrekompensuje wszystko. Drugi tom cyklu został także opatrzony w mapę tego świata, czego trochę brakowało mi w części pierwszej. To zdecydowanie na plus. Bohaterowie nadal są sympatyczni. Bliżej poznajemy Amona, pozostałych kadetów, całość ubarwia pojawienie się Cat Tyburn oraz rodzeństwa Bayarów. Ciekawi są także uniwersyteccy magowie.
Pomimo mankamentów Wygnaną królową czyta się naprawdę przyjemnie i mimo, że jest nieco słabsza niż jej poprzedniczka, to i tak warta polecenia.

piątek, 24 stycznia 2014

N. K. Jemisin: Zabójczy Księżyc

Autor: N. K. Jemisin
Tytuł: Zabójczy Księżyc, t.1.
Dylogia Sen o krwi
Stron: 444
Wydawca: AKURAT
Moja ocena: 9/10


Od zawsze i w różnych kulturach snom przypisywano wielką wagę. Traktowano je jak proroctwa, ostrzeżenia, wskazówki. Z racji swojej sugestywności mało kiedy były ignorowane czy lekceważone. Ludzie, którzy potrafili tłumaczyć ich znaczenie, byli bardzo cenieni za swoje umiejętności. Nawet dziś w skomercjalizowanym, na wskroś racjonalnym świecie, wielu ludzi, sprawdza znaczenie swoich snów w sennikach. Naukowcy twierdzą, że ludzkie sny, to mieszanka naszych podświadomych, głeboko ukrytych marzeń i pragnień, które właśnie w snach dochodzą do głosu. Przychylam się do tej teorii, jednak często nie mogę wyjść z podziwu i zdumienia, jakie to ludzki mózg we śnie potrafi tworzyć zaskakujące scenariusze. 
N. K. Jemisin autorka trylogii Dziedzictwo, zainteresowała się tematem snów z zupełnie innej strony, a mianowicie władzy jaką może dawać wnikanie do ludzkich marzeń sennych oraz zbieranie ich jak najcenniejszej życiodajnej esencji.
Akcję swojej powieści umiejscowiła w pustynnym mieście - państwie Gujaareh, rządzonym przez Księcia, który według wyznawanej tu religii jest inkarnacją bogini snów Hanaji. Stosunki tu panujące, a także sposób życia ludzi, przypominają starożytny Egipt, do czego zresztą autorka przyznała się w krótkim wstępie. 
Porządek w społeczności utrzymują kapłani zwani zbieraczami. Potrafią oni wnikać do ludzkich snów i, najkrócej mówiąc, pomagają chorym, cierpiącym i starszym przejść do życia wiecznego. Zapłatą za tę usługę jest pobierana od umierającej osoby senna krew czyli coś w rodzaju esencji, wytwarzającej się z ostatniego snu, pojawiającego się w umyśle człowieka. Uzyskana w ten sposób substancja służy potem jako lekarstwo do kojenia cierpienia po stracie bliskich. Kapłan jest tu tak naprawdę tylko naczyniem, a misja zbieracza, choć często kojarzona z zabijaniem, jest niezwykle trudna, często ocierająca się o granice szaleństwa i żądzy władzy. Samo wnikanie w ludzkie sny powinno się odbywać za zgodą człowieka i jest czymś bardzo intymnym, wręcz sacrum.  Dlatego co jakiś czas zbieracz powinien się poddawać rytuałowi oczyszczenia, regularnie się modlić i panować nad swoją magią, pamiętając, że jest ona posłannictwem danym od bogini, a nie środkiem do zdobycia władzy i zaszczytów. 
Dawno zapomniane legendy mówią o Kosiarzu, uosobieniu wszelkiego zepsucia, obrzydliwości, o bestii, która upojona senną krwią, uzależniona od niej niczym od najmocniejszego narkotyku, pozbawia życia wszystkich bez wyjątku, pożerając oderwane w chwili największego strachu od ciała, ludzkie dusze. Kosiarz to tak naprawdę kapłan - zbieracz, który nie przestrzegał wyżej wymienionych zasad, to ktoś kto przekroczył cienką granicę szaleństwa i stał się wcielonym złem. 
Głównym bohaterem powieści jest doświadczony zbieracz, Ehiru, ulubieniec bogini, jedyny żyjący brat, panującego obecnie władcy. Ehiru jest wzorem dla pozostałych, a także mentorem praktykanta Nijiriego, który jest wpatrzony w swojego mistrza jak w obraz. 
Którejś nocy, podczas zbierania daniny, Ehiru natrafia na opór ze strony cudzoziemca, który umierając sugeruje mu, że wszystko w co do tej pory Ehiru święcie wierzył, jest iluzją, a wszelka świętość, wcale nią nie jest. Zaskoczony kapłan popełnia błąd, który będzie go wiele kosztował i zmieni całe jego dotychczasowe życie, a wydarzenia które niebawem nastąpią okażą się dla Ehiru i Nijiriego, czasem największej próby.  Wszystko w co bohaterowie do tej pory wierzyli, co było podwaliną ich całej misji, okaże się tknięte zepsuciem, sięgającym najwyższych szczytów władzy. 
Trzeba przyznać autorce, że udało się jej stworzyć naprawdę ciekawą historię. Początkowo trochę trudno było mi się zorientować we wszystkich zależnościach i specyfice zadań, jakie pełnią zbieracze, ale z rozdziału na rozdział jest coraz lepiej. Całość śledzi czytelnik raz z perspektywy Ehiru, zaraz potem okiem Nijiriego, a nawet jeszcze kilku innych osób. Dzięki temu wszystko nabiera głębi. 
Na uwagę i pochwałę zasługuje klimat powieści; gorące, duszne miasto na pustyni, zawikłane powiązania, intrygi, chore ambicje, nazywane w szaleństwie pragnieniem czynienia dobra i intrygujący, nietuzinkowi bohaterowie. Każdy rozdział poprzedzony jest sentencją lub wyjątkiem z obowiązującego w kraju prawa, a kilkakrotnie autorka raczy czytelnika interludiami, nawiązującymi do tutejszej religii i mitologii. Na końcu książki umieszczono także Glosariusz, wyjaśniający co trudniejsze pojęcia. 
Nie wiem, czy było to zamierzone, czy taki był mój odbiór tej powieści, bo choć podobała mi się bardzo i sam pomysł kontroli nad ludzkimi snami jest naprawdę dobry, to we mnie cała historia wzbudziła smutek. Ehiru i Nijiri będą musieli przewartościować wszystko czym do tej pory kierowali się w życiu, a w finale powieści ich własne wybory staną się odpowiedzią na pytanie, jak daleko można się posunąć, w walce o pokój i szczęście ludzi. Granica między rozsądkiem a szaleństwem jest naprawdę cienka, a słodycz sennej krwi kusi tak bardzo.  Co przeważy? Żądza czy wiara? Czy w momencie, gdy uczyni się o jeden krok za dużo, jeszcze można się cofnąć? 
Zabójczy Księżyc to historia naprawdę magiczna i powiedziałbym, magnetyczna. Zachęcam Was do zapoznania się z nią, bo warto. Fascynuje i skłania do przemyśleń. 
Za oknem tak mroźno, a wystarczy tylko przewrócić stronę, by znaleźć się w spalonym słońcem Gujaarehu...

Za książkę dziękuję pani Aleksandrze z Wydawnictwa AKURAT.
Pozdrawiam ciepło!

środa, 22 stycznia 2014

Maggie Stiefvater: Król Kruków

Autor: Maggie Stiefvater
Tytuł: Król Kruków, t. 1.
Stron: 486
Wydawca: Uroboros
Moja ocena: 7/10



Henrietta w stanie Virginia to spokojne miasteczko jakich wiele w książkach, serialach i filmach. Zazwyczaj spokojne miasteczka mają to do siebie, że spokojne są tylko pozornie, a pod cienką powłoką normalności czai się niezwykłość i wystarczy jeden drobny impuls, aby tę niezwykłość obudzić, a wtedy nic już nie będzie takie jak było wcześniej. 
Główną bohaterką powieści M. Stiefvater, autorki serii o wilkołakach z Marcy Falls, jest 16-letnia Blue, wychowująca się w domu pełnym kobiet o niezwykłych upodobaniach, ognistych temperamentach i umiejętnościach wróżenia z kart tarota. Blue nie zna swojego ojca, nigdy  go nawet nie widziała. Każda z przyszywanych ciotek, przyjaciółek jej matki, ma wpływ na jej kształtujący się światopogląd i charakter. Sama Blue nie potrafi wróżyć, ale będąc obecną przy rozkładaniu kart, swoją aurą może dany przekaz wzmocnić.  Obyta z wróżbami i przepowiedniami, trzeźwo myśląca Blue trzyma się tylko jednej przepowiedni, mówiącej, że chłopak, którego pokocha i pocałuje, umrze. Wróżba mało konkretna, bo przyczyn śmierci może być wiele, więc Blue, osłuchana z tą przepowiednią, (a chłopaka dotąd nie miała), nie żyje w strachu przed jej spełnieniem. Poza tym ma inne sprawy na głowie. Pierwszą z nich jest nauka, a drugą dorywcze prace, których się ima, aby dorobić sobie trochę grosza. 
Kiedy jednak w Wigilię świętego Marka siedząc na cmentarzu, obok ruin starego kościoła, dostrzega ducha młodego chłopaka, który, gołym okiem widać, jest bliski śmierci, wtedy zaczyna się zastanawiać.
Gansey, Ronan i Adam to trzej przyjaciele, uczniowie prestiżowej szkoły dla bogatych chłopców Aglionby Academy. To zgrane, wierne sobie trio, doskonale uzupełnia swoją osobą, nieśmiały i, wydawać by się mogło, zakompleksiony Noah. Niepisanym liderem głupy jest Gansey, którego życiowym celem jest poszukiwanie linii mocy lub jak kto woli kanałów energetycznych. Gansey ma nadzieję, że gdy odnajdzie te linie, ich przecięcie wskaże miejsce spoczynku legendarnego celtyckiego władcy Glendowera, zwanego też Królem Kruków. Według legendy Glendower nie umarł, a zasnął, a ten, kto go obudzi, zyska jego dozgonną wdzięczność i możliwość spełnienia jednego życzenia/prośby/marzenia. Skupiony na poszukiwaniach Gansey, wciąga w to swoich kolegów oraz angażuje w to wszelkie możliwe środki. Z czasem częścią tej niezwykłej paczki stanie się Blue, która postanowi włączyć się w poszukiwania, po części z ciekawości, czy dana jej przepowiednia się spełni (oby nie), a po części z potrzeby znalezienia w końcu przyjaciół, bo szkolnym odmieńcem nie lubi być nikt. 
Pierwsza część nowej serii M. Steifvater jest kroniką tych szalonych poszukiwań. Odnalezienie Glendowera mogłoby wiele zmienić w życiu tych bogatych, ale nieszczęśliwych chłopców, bo tak naprawdę każdy  z nich ma własne problemy i sekrety, których sami często, z racji młodego wieku i samotności, nie mogą unieść.
Pochłonięty poszukiwaniami Gansey ma kompleks zbawcy i ciągle łamie sobie głowę, jak uchronić swoich przyjaciół przed nimi samymi. To taki stary maleńki, jakby żywcem wyrwany ze starej epoki. 
Zbuntowany Ronan po tajemniczej śmierci ojca stał się agresywny, wagaruje i opuszcza lekcje, a przy spotkaniu ze swoim starszym bratem, od razu rzuca się na niego z pięściami.
Spokojny, pracowity Adam, który chodzi do Aglionby dzięki stypendium, godzi się na to, by ojciec alkoholik maltretował jego i jego matkę i choć wie, że tylko on może to przerwać, nie umie wyjść z roli ofiary. 
Nieśmiały, wycofany Noah, niejedno mógłby powiedzieć, gdyby tylko potraktowano go serio.
Dołączenie Blue do paczki, stanie się katalizatorem zmian, które w końcu muszą nadejść, bo obecne stany rzeczy nie mogą trwać. 
Akcja powieści nie pędzi w zawrotnym tempie. Gdzieś niedaleko, w zasięgu wzroku na bohaterów czai się niebezpieczeństwo, ale ujawni się ono dopiero na sam koniec. Okaże się bowiem, że ktoś już prowadził kiedyś podobne poszukiwania, a przy okazji przeprowadzonego wówczas rytuału, dokonano morderstwa. Mordercy, rzecz jasna nie złapano, a on wcale z poszukiwań nie zrezygnował. Przez większość trwania powieści poznajemy głównych bohaterów oraz ich wzajemne relacje. Chłopcy są naprawdę zwykli, nie ma tu mowy o jakichś ukrytych mocach i to duży plus dla fabuły. Niezwykły jest sam klimat powieści, opisy przyrody oraz zabawne, błyskotliwe dialogi, często przypominające dobijanie piłeczki, zakończone ciętą ripostą. Bardzo dobrze, że autorka nie kazała swoim bohaterom usychać z miłości. Oczywiście są pewne podchody, drobne flirty, być może nawet w przyszłości zamajaczy tu jakaś miłosna rywalizacja, ale póki co na razie nic poważnego się nie dzieje, żadne deklaracje nie padają.
Pierwsza część cyklu kończy się dość niejasno. Na wiele pytań czytelnik nie uzyskał odpowiedzi, a poszukiwania Glendowera muszą być kontynuowane, co podejrzewam nastąpi w części drugiej. Chętnie ją przeczytam, gdy nadarzy się okazja. 
Polecam szukającym lekkiej lektury na zimowe popołudnie. 

wtorek, 21 stycznia 2014

Konkursy na ferie

Dziś zachętka do udziału w dwóch konkursach organizowanych przez portal literacki Secretum.pl



1.  Nagrodami w pierwszym konkursie są 2 egzemplarze powieści Katarzyny Michalak "Gra o Ferrin". 
Zadanie konkursowe, regulamin i wszystko inne znajdują się tutaj
Czas wysyłania zgłoszeń do 31 stycznia. 














2. Nagrodami w drugim konkursie są 2 egzemplarze powieści Karoliny Michalskiej "Ginko. Księżycowy miesiąc". 
Zadanie konkursowe, regulamin i wszystko inne znajdują się tutaj
Czas wysyłania zgłoszeń do 9 lutego.


Serdecznie zachęcam do udziału!

poniedziałek, 20 stycznia 2014

Cinda Williams Chima: Król Demon

Autor: Cinda Williams Chima
Tytuł: Król Demon
Seria: Siedem Królestw, t.1.
Stron: 552
Wydawca: Galeria Książki
Moja ocena: 8/10




Do rozpoczęcia przygody z tetralogią autorstwa Cindy Williams Chimy gorąco zachęcała mnie moja Mama, która jest wielką miłośniczką tego cyklu. W te święta wreszcie uległam namowom i zaczęłam czytać i lektura wciągnęła mnie tak bardzo, że w ciągu tygodnia przeczytałam wszystkie cztery tomy. 
Krótko na temat treści. 
Akcja powieści toczy się w świecie przypominającym nasze średniowiecze (nadzwyczaj wdzięczna epoka :)) w siedmiu  królestwach, a szczególnie w jednym z nich,  Fells. Świat ten ma nadzwyczaj bogatą historię, która jak się z biegiem czasu okaże, nie do końca jest zgodna z oficjalnie głoszoną wersją. W Fells od tysiąca lat rządzą królowe z dynastii Szarych Wilków, zapoczątkowanej przez legendarną królową Hanaleę. Fells jest krajem pełnym różnic; królową wspierają czarownicy i klany wojowników. Już samo to, że na tronie zasiadają kobiety jest czymś naprawdę niezwykłym; bo zazwyczaj są to silne osobowości.
Fabuła przedstawia losy dwójki skrajnie różnych bohaterów, którzy, gdyby nie splot okoliczności, raczej nigdy by się nie spotkali.
Nastoletnia Raisa jest córką królowej i następczynią tronu Szarych Wilków.  Jest także pierwszą przyszłą królową mieszanego pochodzenia, ponieważ jej ojciec, jest Strażnikiem Kolonii Demonai czyli kimś w rodzaju wodza klanowego. Raisa, mimo początkowej niedojrzałości, już ujawnia cechy, które w przyszłości uczynią z niej dobrą królową. Jest wytrwała i umie bronić własnego zdania, co w świecie dworskich intryg i przenikających się politycznych wpływów nie jest wcale łatwe. Poza tym naprawdę interesuje ją los jej ojczyzny i ludzi, którymi kiedyś będzie rządzić. Na razie jednak, ponieważ jej matka jest młoda i zdrowa, Raisa ma nadzieję, że jej panowanie prędko się nie zacznie. Dziewczyna zwyczajnie chciałaby mieć czas dorosnąć, poznać jeszcze trochę świata, a nie od razu wychodzić za mąż i to koniecznie dla dobra dynastii. Raisa chciałaby czegoś dokonać w życiu, a jej niedościgłym wzorem jest legendarna królowa Hanalea, która pokonała Króla Demona i uratowała przed nim świat.
Drugi z bohaterów, to uliczny złodziej, herszt gangu Łachmianiarzy, zwany też Bransoleciarzem, Han Alister. W chwili, gdy go poznajemy zerwał już ze złodziejskim procederem, by zająć się utrzymaniem matki i młodszej siostry. Gołym okiem widać, że Han zwykły nie jest i autorka wcale tego przed czytelnikiem nie ukrywa. Han odkąd pamięta nosi bransolety na przegubach dłoni. Nie da się ich zdjąć, mało tego, rosną one wraz z ich właścicielem. Nie mają widocznych magicznych właściwości i w zasadzie Han już przywykł do tego, że po prostu są. Teraz jego największym problemem jest utrzymanie rodziny.
Wszystko jednak komplikuje się w dniu, w którym trzech młodych czarowników przez głupotę wywołuje w lesie pożar. Drogi Micah Bayara, (syna Wielkiego Maga) i Hana Alistera, krzyżują się; z pierwszej potyczki zwycięsko wychodzą Han i jego przyjaciel Tancerz Ognia, a dodatkowo Han zabiera Micah, potężny amulet i właśnie ten amulet stanie się przyczynkiem do dalszych komplikacji w życiu bohatera.
W pewnym momencie, jak nietrudno się domyślić, skrzyżują się także drogi Raisy i Hana, choć (i tu należy się autorce ogromny plus za pomysł i jego wykonanie) żadne z bohaterów przez bardzo długi czas nie będzie miało pojęcia, kim naprawdę jest drugie. Raisa, stworzy sobie fałszywą tożsamość, a Han, jak przystało na doświadczonego złodzieja, po prostu nie odkryje wszystkich kart. Od razu jednak zaiskrzy miedzy nimi, choć przez bardzo długi czas na iskrzeniu się skończy.
Raisa i Han są przecież bardzo młodzi i głupio byłoby już w połowie pierwszego tomu zrzucać na oboje widmo miłości aż po grób. Wątek romansowy jest w części pierwszej delikatnie zarysowany i to także mi sie bardzo podobało.
Dużym plusem powieści jest cała galeria różnorodnych postaci. Co prawda od razu widać, kto jest tym dobrym, a kto tym złym, ale niczego to książce nie ujmuje. Mamy tutaj zatem silne osobowości takie jak członkowie klanów; mądra i dobra matka Tancerza, Iwa; stanowcza i mająca własne cele Elena (babcia Raisy), łagodny i będący dla Raisy ostoją Averill, Królewski Małżonek i ojciec księżniczki. Osobną grupę, stanowią czarownicy, nazywani w powieści miotaczami czarów. Oczywiście na plan pierwszy wysuwa się tu Wielki Mag Gavan Bayar oraz jego dzieci, córka Fiona i syn Micah. Gołym okiem widać, że dla Gavana, jego dzieci, choć zdolne i piękne, są tylko środkiem do celu. Malowniczości zarówno powieści, jak i światu przedstawionemu dodaje cała społeczność z nizin; kupcy, drobni złodziejaszkowi, członkowie gangów. Nie można nie wspomnieć o Amonie Byrne, najlepszym przyjacielu i przyszłym dowódcy gwardii przybocznej Raisy. Ten spokojny i opanowany młodzieniec, ze stoickim spokojem znoszący różne pomysły księżniczki, jest po prostu wspaniały.
Jedno jest pewne, bohaterów nie da się nie lubić, a to ważne przy czytaniu książki.
Kolejną ogromną zaletą jest lekki język powieści, który sprawia, że książkę czyta się naprawdę szybko i właściwie nawet nie wiadomo kiedy, a już się człowiek pochyla nad ostatnim rozdziałem.
Króla Demona specjalnie, myślę zachwalać nie trzeba, bo wielu czytelników tę historię już dobrze zna. Powiem więc tylko, że mnie się bardzo podobała, moja Mama ją uwielbia, więc nie pozostaje mi nic innego, jak tylko polecić ją tym czytelnikom, którzy jeszcze się ociągają z lekturą.  Nie ma co zwlekać, tylko brać się za czytanie.