wtorek, 30 kwietnia 2019

Mona Kasten: Save me

Autor: Mona Kasten
Tytuł: Save me
Seria: Maxton Hall, t.1
Stron: 384
Wydawca: Jaguar








Na książkę Save me trafiłam zupełnie przypadkiem, przeglądając nowości. Z twórczością Mony Kasten nie miałam do tej pory do czynienia, choć dowiedziałam się, że w Polsce wydano też inną jej trylogię ze słowem again w tytule. 
Jeśli idzie o opis, to zainteresowała mnie głównie informacja, że główni bohaterowie pochodzą z dwóch różnych środowisk. Bardzo lubię takie motywy. Obecnie stają się one coraz bardziej ograne i trudno o dobrą realizację, więc z tym większą nadzieją podeszłam do lektury. I muszę przyznać, że zostałam bardzo miło zaskoczona. 

Jamesa i Ruby dzieli wszystko: podejście do życia, plany na przyszłość, a przede wszystkim status społeczny. On jest bajecznie bogaty, a jego rodzina znana w całej Anglii dzięki sieci domów handlowych z odzieżą dla mężczyzn. Jeszcze nie wie, kim chciałby zostać w przyszłości, choć rzecz jasna, ojciec chłopaka postanowił to już dawno. Jego odskocznią od rzeczywistości są imprezy, alkohol i narkotyki, a pieniądze środkiem, za pomocą którego można kupić i załatwić wszystko.  Ona pochodzi z ubogiej rodziny i jest skupiona na realizacji swojego życiowego marzenia: dostania się na studia w Oxfordzie. Z obsesją godną maniaka wszystko zapisuje w swoim notesie i z determinacją dba o to, aby jej dwa życia: domowe i szkolne nie miały ze sobą ani jednego punktu stycznego. 

W pewnym momencie drogi Ruby i Jamesa krzyżują się i życie obojga zmienia się diametralnie. Ruby wbrew sobie poznaje sekret, który bardzo mógłby zaszkodzić wizerunkowi rodziny Jamesa. Początkowo żadne z nich nie jest zachwycone koniecznością współpracy i obracania się w tych samych kręgach. Z czasem jednak poznają się coraz  lepiej i okazuje się, że przeciwieństwa  nie tylko się przyciągają, ale też mogą się dobrze uzupełniać.

Dużym plusem historii jest to, że, w przeciwieństwie do innych powieści tego typu, bohaterowie na początku nie myślą o sobie w kategoriach erotycznych. Nie ma więc wzdychania, kontemplowania bicepsów czy biustu, opisów pieszczot. Poznajemy bohaterów w ich naturalnym środowisku, widzimy sprawy, z którymi  muszą się zmagać. Bardzo dokładnie odmalowała autorka rodzinę Ruby oraz starania dziewczyny, by dostać się na wymarzone studia. Uczucie i wyznania pojawiają się nieco później, ale nawet wtedy nie dominują one nad fabułą. Interesujące są także wątki drugoplanowe; siostry Jamesa Lydii oraz Alastaira, skrywającego swą orientację seksualną przed przyjaciółmi. Mam nadzieję, że autorka będzie to kontynuować w drugiej części, bo aż żal byłoby to zostawić.
Jedyne co mi się nie podobało, to zakończenie. Miałam wrażenie, że to co spotkało Jamesa było nieco na siłę, zwłaszcza jego zachowanie w finale. Ale może faktycznie musi do pary spraw dorosnąć? Bo, że zachowuje się jak pętak, to fakt.

Tak jak pisałam wcześniej, mile się zdziwiłam i czekam na kontynuację perypetii Ruby i Jamesa. Mam także zamiar sięgnąć po inne powieści tej autorki. Tworzy ona naprawdę ciekawe historie młodzieżowe.

wtorek, 23 kwietnia 2019

Sabrina Jeffries: Występna miłość

Autor: Sabrina Jeffries
Tytuł: Występna miłość
Stron: 400
Wydawca: BIS







Od wydarzeń z pierwszej części minął niespełna rok. Kłopoty panien Swanlea pozornie się skończyły, finansowo są zabezpieczone. Wszystko się jednak komplikuje, gdy najmłodsza z sióstr, Julliett ucieka z nowopozonanym mężczyzną. Helena, przerażona, że reputacja rodziny legnie w gruzach, wyjeżdża do Londynu i prosi o pomoc Daniela Brenanna. Robi to, rzecz jasna w tajemnicy, mając nadzieję, że zanim Rosalind i Griff wrócą z podróży, Juliett będzie już bezpieczna w domu. 

Tak, w skrócie, zaczyna się druga powieść z cyklu Stare panny Swanlea. Tym razem bohaterami wiodącymi są najstarsza z sióstr Helena oraz dobry przyjaciel i wspólnik Griffina, Daniel Brenann, mający powiązania ze środowiskiem przemytniczym. W części pierwszej między bohaterami zaiskrzyło, niestety na przeszkodzie ich relacji stanęło kłamstwo, jakim obydwaj panowie uraczyli siostry. Griffinowi upiekło się łatwiej, ale Danielowi, nawet teraz po roku, Helena nie może tego zapomnieć. Nie ma jednak wyjścia, bo nikogo w Londynie nie zna, a czas nagli. To dlatego prosi o pomoc Daniela i tak zaczyna się pełna przygód i niespodzianek podróż.

Druga część cyklu jest dużo lepsza niż pierwsza. 
Przede wszystkim dlatego, że jest prawdziwą powieścią przygodową. Akcja toczy się w drodze i nieustannie coś się dzieje i tak właściwie jest od samego początku. Helena prosi o pomoc Daniela i akcja od razu się zawiązuje. Dalej mamy trudy podróży, zgłębianie środowiska przemytników, ciekawą przeszłość Daniela oraz poszukiwania Juliett. Są też pościgi, niebezpieczeństwo i chwile grozy. A wszystko to w scenerii rozwijającego się romansu, który jest zabawny, namiętny i prawdziwy. 
Znacznie lepiej wypadli także główni bohaterowie. Helena, pozornie sztywna i chłodna dama, a tak naprawdę pełna kompleksów związanych z chromą nogą, dzielnie znosi trudy i niewygody podróży. Jednocześnie zmienia swój pogląd na wiele spraw, staje się odważniejsza i bardziej wygadana. Daniel, mężczyzna o ogromnej posturze, ma serce i maniery naprawdę szlachetnego człowieka, który ma co prawda niskie pochodzenie, ale zrobił w swoim życiu wszystko, by wyjść na prostą i osiągnąć stabilizację. W porównaniu z Rosalind i Griffem, Helena i Daniel wypadają znacznie lepiej. Są nie tylko bardziej prawdziwi, ale też zabawni, z wadami i pragnieniami, których, jak sądzą, nie uda im się w życiu spełnić. 
Jest tu także sporo zabawnych dialogów i sytuacji. Słowem związanie ze sobą bohaterów z różnych sfer społecznych było bardzo dobrym pomysłem. 
Sama kwestia ucieczki Juliett z Morganem, także jest bardziej złożona niż się wydaje i ładnie łączy się z całą, wymyśloną przez autorkę intrygą.

To dlatego tę część znacznie lepiej się czytało i mogę ją zdecydowanie polecić szukającym dla siebie dobrego romansu. Gdyby się uprzeć, można by tę część czytać bez znajomości części pierwszej, choć w pojawiły się w niej drobne przesłanki świadczące o tym, że między tą dwójką iskrzy. 

Seria Stare panny Swanlea to dobra propozycja na wiosenne popołudnie. Polecam!

piątek, 12 kwietnia 2019

Kate Morton: Córka zegarmistrza

Autor: Kate Morton
Tytuł: Córka zegarmistrza
Stron: 544
Wydawca: Albatros






Okazuje się, że w dzisiejszych czasach znalezienie zegarmistrza z prawdziwego zdarzenia graniczy z cudem. Skąd to wiem? Ponieważ ostatnio mój stary (pamiątka po dziadkach) zegar bijący zatrzymał się i ani myślał ruszyć ponownie. Gdy zabrałam się za poszukiwania kogoś, kto do zegara zajrzy i go wyleczy, okazało się, że osoba najlepiej się do tego nadająca, mieszka blisko 60 km stąd. A przecież jeszcze 50 lat temu taki fachowiec był w każdej większej miejscowości. 

Najnowsza powieść Kate Morton Córka zegarmistrza najpierw uwodzi czytelnika okładką. Gustownie, ale i skromnie zdobiona, tarcza zegara kojarzy się z ginącym już zawodem, a także ludzkim pojmowaniem czasu i jego ciągłości.

Bardzo lubię powieści Kate Morton. Tworzone przez nią historie toczą się na kilku płaszczyznach czasowych, a sympatyczni i bardzo wiarygodni bohaterowie, mają ze sobą więcej wspólnego niż się początkowo wydaje. Polecając znajomym książki tej autorki określam ich fabułę jednym zdaniem: to intrygująca tajemnica rodzinna sprzed stu lat, którą odkrywa późny wnuk. Tym razem jest podobnie, choć autorka trochę zagrała czytelnikowi na nosie. 
Początkowo wydaje się, że główną bohaterką jest Elodie, młoda londyńska archiwistka, która zamiast szykować się do ślubu, woli odkrywać tajemnice starych przedmiotów i dokumentów. Gdy przypadkowo odnajduje starą skórzaną torbę, przekonuje się, że jej zawartość, może ją doprowadzić do poznania prawdy o przedwcześnie zmarłej matce, znanej i cenionej wiolonczelistce. 
Stara, opowiadana na dobranoc historia o bezpiecznym domu w zakolu rzeki łączy na zawsze  losy kilku kobiet, a ów magiczny, niezwykły dom staje się świadkiem tragicznych wydarzeń, które na długie lata przykryje kurz zapomnienia. 

Tytułowa córka zegarmistrza to Birdie, najpierw ukochane dziecko taty, potem uliczna złodziejka, aż wreszcie muza jednego z najpopularniejszych, angielskich malarzy drugiej połowy XIX wieku. 
Co się stało z Błękitem Radcliffów i czy Lilly Millington naprawdę uciekła do Ameryki i zdradziła miłość swojego życia? Co wspólnego z tym wszystkim ma matka Elodie? 

Córka zegarmistrza porusza wiele problemów. Pierwszym jest tęsknota za poznaniem swoich korzeni, a co za tym idzie prawdy o sobie, na którą składa się między innymi prawda o naszych rodzicach. Czy żywa legenda Lauren Adler, stanie się dla swojej swojej córki, Elodie, po prostu matką, którą można wspominać z miłością?
To także historia o płynności czasu, który lubi zataczać pętle i łączyć ze sobą ludzi, o miłości i zawiści, o prawdzie, która powinna i musi ujrzeć światło dzienne. Ale też o pięknie przyrody, która fascynuje i  inspiruje do tworzenia przepięknych dzieł, stanowiących źródło inspiracji dla kolejnych pokoleń. 

Powieść ma urokliwy, sielski klimat, do czego Kate Morton już zdążyła przyzwyczaić swoich czytelników. Ten ulotny, trudny do zatrzymania urok sprawia, że książkę czyta się z wielką przyjemnością i bardzo kibicuje się bohaterom w ich działaniach. Wzruszenie chwyta za serce, gdy pewnych spraw nie udaje się dokończyć, gdy miłość nie ma szansy na spełnienie, a prawda wychodzi na jaw tak późno. 
Polecam Córkę zegarmistrza miłośnikom dobrych powieści dla kobiet, lubiącym poczuć klimat odległej epoki, gdy wszystko wydawało się znacznie prostsze niż dziś. To dobra lektura na wiosenne, acz chłodne popołudnie. Fanów Kate Morton nie muszę zbytnio zachęcać. Powiem tylko, że to taka Kate Morton, jaką już zdążyliście pokochać. Tym razem także będziecie zadowoleni.




Dziękuję!

sobota, 6 kwietnia 2019

Erin Hunter: Ukryty wróg

Autor: Erin Hunter
Tytuł: Ukryty wróg
Seria: Sfora, t.2
Stron: 308
Wydawca: Nowa Baśń






Powieść Ukryty wróg to druga część cyklu Sfora. Jej akcja zaczyna się dokładnie w momencie, w którym zakończyła się część pierwsza. 
Mieszaniec goldena i szetlanda, Fuks już myślał, że od teraz może wreszcie być sam. Nauczył sforę swojej siostry  Belli podstawowych umiejętności i pomógł im znaleźć dobre miejsce do zamieszkania. Szybko się jednak okazało, że te tereny już ktoś dla siebie zajął i absolutnie nie chce się dzielić. Fuks musi wrócić do grupy i znowu wesprzeć ją w kłopotach. Co z tego wyniknie?

Dla przypomnienia. Cykl stworzony przez Erin Hunter zabiera czytelnika do świata, w którym psy muszą sobie radzić same. To z ich perspektywy obserwujemy świat. Ludzie, w mniemaniu psów, Długonodzy, uciekli przed skutkami Wielkiego Warczenia czyli niespodziewanej katastrofy, która kojarzy się z trzęsieniem ziemi, ale też ze skażeniem chemicznym, zwłaszcza wody. Porzucone czworonogi stają przed trudnym wyzwaniem. Muszą zapomnieć o tym, że do tej pory ludzie się nimi opiekowali i karmili. Od teraz uczą się polować, znajdować schronienie, orientować w terenie, lizać rany, a nawet, gdy przyjdzie taka potrzeba, walczyć. Psom, które były przywiązane do swoich ludzi, trudno zapomnieć o starych nawykach. Wychowane przez ludzi, w dziczy są praktycznie bezbronne. Nie wiedzą na co powinny uważać, ani czym się kierować. To dlatego Fuks, który przez większość swojego życia był samotnikiem, jest dla sfory tak cenny. Ten jednak marzy o samotniczym życiu. Jak widać na razie, daremnie. Kiedy już wydawało się, że bez obaw o los stada, może odejść, musiał wrócić i postawić się w nowej roli. 

W drugiej części cyklu Fuks zostanie szpiegiem. Dosłownie. Dla dobra swojej sfory i za namową siostry Belli, bohater przystanie do innej psiej grupy, kierowanej twardą łapą psowilka. Celem naszego dzielnego czworonoga będzie przekonanie obcego stada, by zechciało się podzielić miejscem do polowań, a przede wszystkim wodą pitną. Wilczy alfa nie wygląda na chętnego do ustępstw, a pozostałe psy są nieufne. Czy misja Fuksa się powiedzie? 

O ile pierwsza część była powieścią drogi, o tyle druga zmienia perspektywę, gdyż jej fabuła toczy się w jednym miejscu. Autor chciał tym razem pokazać inny aspekt psiego życia. 
Pierwszą kwestią są uczucia Fuksa. Nigdy nie chciał być członkiem stada, jednak zdaje sobie sprawę, że ma to swoje plusy i uroki. Przede wszystkim bohater czuje się częścią większej całości, ulega magii zespolenia z przyrodą, a może nawet z duchami Wielkich Psów. Granica pomiędzy tym, kim jest naprawdę i po co się tu znalazł, stopniowo mu się zaciera i z zaskoczeniem zdaje sobie sprawę, że bycie trybikiem w dobrze zorganizowanej machinie nie jest takie złe jak myślał.  Nie wszystko mu się jednak podoba i tu ujawnia się kwestia druga. 
Stado w Obrożach to taka namiastka demokracji. Psy domowe o wszystkim decydowały wspólnie i choć Bella czy Fuks byli dla nich autorytetami, nikomu nie przyszło do głowy, że można by kogoś poniżać czy odmawiać mu posiłku, bo jest mniejszy lub słabszy. Dobro jednostki było dobrem ogółu, a wzajemna troska podstawą. 
Dzikie stado przypomina wilczą watahę, w końcu przewodzi jej półwilk. Każda słabość jest tu surowo karana, nie ma współczucia dla przewinień, każdy dobrze zna swoje miejsce i obowiązki. Nie ma też demokracji, jest dyktatura. Teoretycznie wszystko działa jak w zegarku, jednak w praktyce okaże się, że w funkcjonowaniu stada są pewne usterki, których nie da się nie dostrzec.
Gdzie leży złoty środek? Zapewne jak zwykle gdzieś po środku, jednak zanim bohaterowie go znajdą musi minąć jeszcze sporo czasu.

Powieść Ukryty wróg przedstawia kolejny etap dojrzewania Fuksa do roli przywódcy stada. Bohater tak bardzo chciałby być sam, a jednocześnie coraz mocniej przywiązuje się do nowych przyjaciół. Funkcjonując w dwóch grupach ma możliwość porównania, dostrzeżenia różnic oraz wad obu systemów. To byłaby doskonałość do wypracowania czegoś własnego, ale czy Fuks zechce?

Cykl polecam miłośnikom psów, ale nie tylko. Pod przykrywką ras kryją się typowo ludzkie postawy i zachowania. Bytność w grupie z każdej jednostki wyzwala coś innego, niespodziewanego. Tej symboliki nie da się nie dostrzec. Logiczna i prosta fabuła aż kipi od emocji, które niby psie, a tak ludzkie. To historia o dorastaniu i podejmowaniu odpowiedzialności. Odpowiedzialności za przyjaciela, a czasem nawet za kogoś mniej lubianego. Bo tak to już w życiu jest. Gdybyśmy w życiu kierowali się wyłącznie sympatiami, nie doszlibyśmy do miejsca, w którym jesteśmy. 

Ukryty wróg to mądra i wartościowa książka, którą poleciłabym młodym czytelnikom. Dziś, gdy wszędzie panoszy się łatwizna, przygody Fuksa i jego przyjaciół, dobitnie pokazują, że do wielkości i sukcesu dochodzi się drogą wyrzeczeń i krętą. Wysiłek jednak wart jest zachodu. 


Dziękuję!

piątek, 29 marca 2019

Krista & Becca Ritchie: Addicted. Podwójna pokusa.

Autor: Krista & Becca Ritchie
Tytuł: Addicted. Podwójna pokusa.
Seria: Addicted, t.2
Stron: 557
Wydawca: WAB








Addicted, w polskim tłumaczeniu uzależniony, to druga część trylogii, dość nietypowej, powiedziałabym. 
Jej tematem bowiem są, jak sam tytuł mówi, dwa nałogi, które mogą zniszczyć człowieka doszczętnie. Dwójka przyjaciół z bogatych sfer, Loren i Lily, do pewnego momentu wspierała się w pogłębianiu swoich nałogów. Ważniejsze było dla nich upajanie się stanem, który chcieli osiągnąć, niż przyjęcie do wiadomości, że niszczą tym życie nie tylko własne, ale też bliskich. W finale części pierwszej dzięki naciskom rodziny i przyjaciół, bohaterowie zdecydowali się wreszcie podjąć walkę z nałogiem. Lo udał się na odwyk w zamkniętym ośrodku,  a Lily rozpoczęła terapię. Jak dalej potoczą się ich losy i przede wszystkim, czy uda im się pokonać własne demony? 

Druga część cyklu zaczyna się spokojnie. Loren wraca z odwyku. Jest silniejszy i stanowczy. Widać, że pobyt w ośrodku dużo mu dał. Lily czeka na niego z niepokojem. Sama uczęszcza na terapię i dużo kosztuje ją poskromienie starych nawyków. Szybko okazuje się, że bohaterom nie jest pisane sielskie życie. Po pierwsze życie toczy się dalej, a pragnienie wciąż podnosi głowę w oczekiwaniu zaspokojenia. Odwyk to tak naprawdę początek drogi. Kolejnym etapem jest odnalezienie w codzienności, a to już znacznie trudniejsze. Pomimo zażywanych lekarstw, Lo zewsząd czuje pokusy. Tym bardziej, że jest lato i alkohol leje się szerokim strumieniem. Podobnie jest z Lily lato sprzyja nagości, a ta jak wiadomo, wznieca pragnienia. 
Po drugie ktoś zna brudny sekret Lily i grozi jego ujawnieniem do mediów, a to przysporzyłoby rodzinie dziewczyny wiele kłopotów z wizerunkiem. Rozpoczyna się desperackie poszukiwanie Anonima, który wydaje się być bliżej niż można by przypuszczać. Tożsamości szantażysty trudno się domyślić; może to być jeden z byłych kochanków dziewczyny, albo ktoś z kręgu nowych przyjaciół. Muszę powiedzieć, że mnie udało się to dopiero pod koniec, co tylko dowodzi, że autorki zmyślnie uknuły całą intrygę.

Autorkom znowu należy się bardzo duży plus. W barwny i wiarygodny sposób pokazały, że codzienność dla osoby uzależnionej jest trudnym wyzwaniem. Podjęcie leczenia to dopiero początek, a przecież wokół masa pokus, a największym wrogiem człowieka jest jego własny umysł. Wszyscy dookoła piją alkohol lub uprawiają seks. Lo i Lily są tego świadomi i tym trudniej im jest znosić narzucone przez terapię ograniczenia. Oprócz tego to że się walczy z nałogiem już nie oznacza, że nie pojawią się chwile załamania czy zwątpienia. i tego także autorki nie boją się pokazywać. 

Kolejnym dobrym i wartościowym aspektem powieści jest rozbudowanie innych postaci, ważnych dla fabuły, bo gdyby akcja toczyła się tylko wokół dwojga głównych bohaterów, to byłoby trochę nudno. W tomie drugim mamy okazję lepiej poznać Rose i Connora, a przede wszystkim Daisy i Ryke'a, których to związek póki co ma status zakazanego z powodu młodego wieku dziewczyny. Bohaterowie mają jednak oddzielną powieść i mam ogromną nadzieję, że szybko zobaczymy ją w polskim przekładzie. Równie sympatycznym aspektem jest to, że łatwiej radzić sobie z nałogiem, jeśli ma się tak oddanych przyjaciół. Oczywiście nie znaczy to, że od razu jest super różowo, jednak ludzie będący obok, w każdej chwili okazujący realne wsparcie, to naprawdę bezcenny skarb. 

Druga część trylogii okazała się równie dobra jak pierwsza, a może nawet lepsza. Czyta się przyjemnie i z zainteresowaniem. Z dwóch uzależnień ciekawsze wydało mi się to związane z Lily. bohaterowie próbują nie tylko dociekać przyczyn jej stanu. Ważnym zadaniem Lo jest takie narzucenie ograniczeń ich pożyciu intymnemu, aby seks nie zdominował życia Lily ani nie zagroził jej zdrowiu i życiu. To wykonalne oczywiście, ale bardzo trudne. 
Przywiązałam się do bohaterów Addicted, dlatego niecierpliwie czekam na kolejne książki opisujące perypetie sióstr Calloway.

Dziękuję!

piątek, 22 marca 2019

Peternelle van Arsdale: Bestia

Autor: Peternelle van Arsdale
Tytuł: Bestia
Stron: 315
Wydawca: Poradnia K








W pewnej wiosce kobieta rodzi dwie identyczne córki: Angelicę i Benedictę. Ich przyjście na świat zbiega się z czasem nieurodzaju i głodu, co skłania mieszkańców Gwenith do podejrzeń, że to one są przyczyną zła. Decyzją ogółu kobieta z córkami zostaje wypędzona do lasu. Niedługo potem matka umiera, a bliźniaczki, mając już tylko siebie, stopniowo tracą człowieczeństwo. Rodzą się w nich bestie złaknione ludzkich emocji, które stają się ich pokarmem. Rodzą się? A może zawsze w nich były? Nie mamy pewności i chyba one same też nie. Odczłowieczone Pożeraczki dusz uśmieracją całe osady. Nie mają względu na wiek, płeć, stanowisko. W swojej rodzimej wiosce, zabijają wszystkich dorosłych, oszczędzając dzieci. Jest wśród nich młodziutka Alys, która jako jedyna wtedy nie spała i widziała demoniczne siostry. Alys czuje, że jest inna. Czuje dziwną więź z Pożeraczkami dusz. Czy jest taka jak one? A może ta więź odmieni losy wszystkich powiązanych z Alys? Czas pokaże.

Świat przedstawiony w powieści od razu obudził we mnie dwa skojarzenia. Zamknięta społeczność, żyjąca tak jak pierwsi osadnicy, rygorystyczny styl życia, surowe zasady eliminujące każdą odstającą od normy odmienność przypominały mi losy Hester Prynne, głównej bohaterki powieści "Szkarłatna litera" N. Hawthorne'a. Alys bardzo stara się wpasować, a jednocześnie nie umie przymykać oczu na fałsz i obłudę panujące wśród ludzi, z którymi przyszło jej żyć. Oprócz tego coraz dobitniej zdaje sobie sprawę, że mimo starań, nie jest i nie będzie taka jak inni. Czy powinna za to cierpieć, ponosić karę, czuć się winna? Jednocześnie pojawia się pytanie, czy potwory tkwiące w naszym wnętrzu budzą się same i nie mamy na to wpływu, czy podburzają je inni, zwyczajnie chcąc je w nas widzieć, czy też może my sami, kierując się jakimś skomplikowanym mechanizmem obronnym, dopuszczamy do głosu tę bestię, by walczyła ze światem w naszej obronie?  Odpowiedź nie jest tak prosta, jakby się wydawało. Jedno jest pewne, zawsze mamy wybór. 

Drugie skojarzenie  związane z zamkniętą osadą i czającym się na zewnątrz krwiożerczym zagrożeniem to film Osada w reżyserii Nighta Shyamalana, obraz z 2004 roku. Prości mieszkańcy wioski panicznie boją się Bestii i nie potrafią jej zwalczyć ani pokonać. Wszak trudno walczyć z nadprzyrodzonym. Strach jest jednak tak wielki i ogłupiajacy, że Starsi osady podejmują kontrowersyjną decyzję, aby w zamian za mieszkanie i jedzenie, chroniły je przyjęte do wioski obce dzieci. W razie zagrożenia to one właśnie, jako pierwsze, padną ofiarami potworów. A jeśli to dzieci będą pierwsze, to może Bestia się nasyci i zostawi mieszkańców przy życiu? Pierwotna chęć ocalenia budzi w ludziach paskudne instynkty, chronić się nawet kosztem drugiego człowieka. Byle przeżyć. Oni, nie my. I znowu pojawia się pytanie; czy to nie sami ludzie, mający się za pobożnych i bogobojnych, generują większe zło i wpuszczają je między siebie?

Historia ocalałej Alys, walczącej z kłębiącym się w niej mrokiem, budzi wiele pytań i wątpliwości. Czy nasz los jest z góry przesądzony i nie mamy szansy okiełznać monstrum? A może decyzja należy do nas i wystarczy tylko, by ktoś w nas uwierzył i byśmy my sami uwierzyli? Może musi w końcu znaleźć się ktoś, kto powie dość i wpuści w ten zabobonny mrok nieco światła rozsądku? Może wtedy pojawi się szansa na ocalenie? 

Powieść Bestia to mroczna i skłaniająca do refleksji historia. Klimatyczna i intrygująca nie podaje gotowych odpowiedzi, lecz zmusza do ich dostrzeżenia samodzielnie. Tym samym na długi czas pozostawia w czytelniku tę drobinę niepokoju i nie pozwala o sobie zapomnieć. 
Mocna i mądra opowieść. Polecam.



Dziękuję!

niedziela, 17 marca 2019

Niania Matylda w akcji


Na cykl o znanej niani składają się trzy, niewielkie objętościowo książki: Niania Matylda (128 str.), Niania Matylda idzie do szpitala (122 str.) i Niania Matylda w mieście (122 str.). Ich autorką jest brytyjska pisarka Christianna Brand, która także pisała historie kryminalne. Filmowa adaptacja przygód niezwykłej niani, każe ją nazywać Nianią McPhee i taką pozostała ona w mojej pamięci. 

Państwo Brown mają dużo dzieci. Właściwie to mają ich tak wiele, że nie są w stanie się ich doliczyć i dla ułatwienia dzielą je na grupy wiekowe: Starszaki, Średniaki, Maluchy i Szkraby. Jest jeszcze Bobas, który, paradoksalnie, jest najbardziej spostrzegawczy ze wszystkich dzieci. 
Powiedzieć, że Browniątka są łobuzami, to stanowczo za mało. To diabły wcielone, których obawiają się wszyscy. Żadna niania nie utrzyma się w tej pracy zbyt długo i powoli  kończy się lista możliwych kandydatek. 

Wtedy do akcji wkracza Niania Matylda. Jest brzydka: ma wystający ząb, kartoflowy nos, brodawki i zaniedbaną suknię. Niania zawsze zachowuje spokój i tylko obserwuje rozwój wypadków. Nie krzyczy, nie biega, nie zapobiega, stoi z boku i patrzy. Oczywiście jest czarodziejką, która, gdy stuknie laską, zaprowadza porządek. Wkracza, gdy sytuacja osiąga katastrofalne rozmiary. Jej misją jej nauczyć dzieci proszę i dziękuję, grzecznego jedzenia, kładzenia się spać i prostego posłuchu. Gdy się jej to udaje, stopniowo pięknieje. A wtedy odchodzi. Gdy dzieci się do niej przywiązują, tak naprawdę już nie jest im potrzebna, bo swoją rolę spełniła. 

Liczebność dzieci była dla mnie dodatkową zagadką podczas czytania części pierwszej; spisywałam sobie imiona dzieci na ostatniej, wolnej stronie. Doliczyłam się 40 gagatków. 
Bardzo podobał mi się układ części pierwszej; dzieci łobuzowały, niania obserwowała i wkraczała w odpowiednim momencie. Gdy łobuzy pojęły lekcję, wtedy wszystko wracało na swoje miejsce. 
Mój odbiór drugiej i trzeciej części nie był już tak entuzjastyczny. W drugiej części dzieci trafiają do szpitala, który stawiają na głowie,  a w trzeciej jadą nad morze i też je wywracają do góry nogami. Nianię mgliście pamięta już tylko Bobas, który wie, że trzeba powiedzieć proszę; pozostałe dzieci już o niej zapomniały. Odniosłam wrażenie, że w kontynuacjach autorka zrezygnowała z pierwotnej koncepcji. Dzieci psocą na potęgę, ocierając się o złośliwość i i czasem okrucieństwo. Zajmuje się nimi panna Krewetka, guwernantka ich kuzynki Eweliny, a niania pojawia się sporadycznie. Przyznam, że bez niej historia traciła swój urok, a sama lista dziecięcych wyskoków nabierała cech bezsensownego bałaganu. 
Nie podobało mi się także, że Ewelina zaadoptowana przez ciotkę Adelajdę, niegdyś skromna i miła, zmieniła się w  złośliwą i paskudną dziewczynę, której dzieci tylko stale robiły na złość. 

Podsumowując. Pierwsza część o niani Matyldzie jest ciepłą, mądrą historią i czyta się ją bardzo przyjemnie. Przy pozostałych dwóch miałam już przesyt i miejscami żałowałam, że zaczęłam je czytać. Za mało było niani, a za dużo dzieci psujących wszystko, co spotkają na swojej drodze.
Niemniej jednak jest to klasyk literatury dziecięcej i warto mieć tę świadomość.