sobota, 2 listopada 2019

Mona Kasten: Feel again

Autor: Mona Kasten
Tytuł: Feel again
Seria: Begin again, t.3
Stron: 344
Wydawca: Jaguar







Sawyer Dixon intrygowała mnie, odkąd tylko pojawiła się w pierwszej części serii Begin again. Była ekscentryczna, pyskata i niemiła.  Najpierw zadarła z Allie, poszło o Kadena, potem nieco się odsłoniła, zaprzyjaźniając się z Dawn i wtedy już wiedziałam, że powieść, której będzie główną bohaterką, będzie najlepsza z dotychczasowych. I miałam rację. Wątek tej bohaterki miał ogromny potencjał i autorce świetnie udało się go rozbudować. 

Sawyer jest outsiderką i wolnym duchem. Rockowy wygląd, tatuaże i partnerzy na jedną noc nie przysparzają jej sympatii, ani przyjaciół. Wręcz przeciwnie. Jednej Dawn udaje się nieco przebić przez tę otoczkę na tyle, aby dowiedzieć się, że Sawyer potrafi być wierną i lojalną przyjaciółką, ma jednak ogromne kłopoty w nawiązywaniu relacji z ludźmi, co maskuje złośliwością i drwiną. Jej największą pasją jest fotografia, co także udowodniła w poprzednim tomie i to właśnie fotografia poprowadzi ją przez drogę życiowej przemiany i pozwoli otworzyć się na miłość. 

Isaac to przyjaciel Dawn ze studiów. Grzeczny, nieśmiały, z wyglądu typowy nerd. Okulary, szelki  i staroświecka mucha u szyi dopełniają całości. Wychował się na farmie i ma liczną rodzinę.
W normalnych warunkach Sawyer i Isaac nie mieliby szansy ani okazji lepiej się poznać, a nawet zacząć rozmowy. Gdy jednak na imprezie są same pary, z braku laku, dobry i kit, czyż nie? 

Od słowa do słowa bohaterowie zawierają umowę. Sawyer pomoże Isaacowi w zmianie wizerunku, nauczy jak rozmawiać z ludźmi, a w zamian uwieczni jego przemianę na zdjęciach, które posłużą za jej projekt dyplomowy. Uczciwa i prosta umowa prowadzi naszych bohaterów znacznie dalej niż zakładali. Bo oto okaże się, że mają ze sobą więcej wspólnego niż by się wydawało. A stąd już tylko krok do zakochania się. 

Pomysł, aby wdać ze sobą w romans buntowniczkę (swoją drogą bardzo przypominała mi Maeve z Sex education i wciąż miałam ją przed oczami w trakcie lektury) z kujonem (no typ Clarka Kenta jak nic) jest ryzykowny, ale i kuszący. Autorka świetnie pokazała, jak mylące mogą być pozory i jak wiele do zaoferowania ma drugi człowiek, jeśli tylko zadamy sobie trochę trudu, by go lepiej poznać. Na tym właśnie zabiegu oparła Mona Kasten  fabułę Feel again. Zarówno Isaac, jak i Sawer wiele w życiu przeszli, doznali straty i upokorzeń, z którymi sami musieli sobie radzić, a po których rany noszą do dzisiaj. Każde z nich zyskuje przy bliższym poznaniu i jest to niesamowite, jak można odkrywać drugiego człowiek i jakim zaskoczeniem może się on okazać. Właśnie to najbardziej podobało mi się w powieści Feel again i dlatego zdecydowanie uznaję ją za najlepszą z serii.

Powieść jest wzruszająca i zabawna, ale też pikantna, kiedy trzeba. Zapadła mi w serce i nawet teraz myśląc o niej, mam uśmiech na twarzy. Bardzo się cieszę, że czytając Begin... i Trust... nie zniechęciłam się, bo pomimo plusów, bywały momenty, gdy fabuła mnie irytowała i dotarłam do Feel.... Historia jest super i jeśli ktoś miał podobne wątpliwości do moich przy lekturze pierwszej i drugiej części, to zachęcam go by się jednak przełamał i zajrzał do trzeciej, bo naprawdę warto. Polecam.

środa, 30 października 2019

Jennifer Probst: Umykająca panna młoda

Autor: Jennifer Probst
Tytuł: Umykająca panna młoda
Seria: Searching for, t. 3.
Stron: 320
Wydawca: Akapit Press







Historie o niedoszłych ślubach mają potencjał. Jeśli idzie o historię Gen, już dawno mogliśmy podejrzewać, że w jej związku z idealnym Davidem coś jest mocno nie tak.  Dawniej żywiołowa i towarzyska siostra i przyjaciółka, teraz jest zapracowanym i smutnym odludkiem. Tylko dlaczego? Ma cudownego mężczyznę, który ją wspiera i kocha, wymarzoną pracę w szpitalu, oddanych przyjaciół. Czeka ją piękny ślub, jeszcze wspanialsza podróż poślubna, wszystko jest zapięte na ostatni guzik. Dlaczego w takim razie tuż przed wejściem na ścieżkę prowadzącą do ołtarza, Gen jest w tak wielkiej desperacji, że ucieka przez okno, w którym ledwo się mieści?

Od dawna miałam ochotę przeczytać tę książkę, a że najlepiej robi się to latem, uczyniłam to w te wakacje. 
Umykająca panna młoda miała ten dodatkowy smaczek, że od razu wiedzieliśmy, że z Davidem jest coś nie tak, nie wiadomo było tylko co. Oprócz tego jest przecież Wolfe i wierzyć się nie chciało, żeby ktoś mógł być lepszy od niego. 

Genevieve, zwana przez wszystkich Gen, jest młodszą siostrą Aleksy z Układu doskonałego, a Wolfe przybranym synem Sawyera Wellsa z Małżeńskiej fuzji. Poznali się, gdy Wolfe wszedł do dużej rodziny Conte i od razu zostali przyjaciółmi. Dogadywali się na tyle dobrze, że nie chcieli psuć tej więzi i nigdy nie wyszli poza ramy przyjaźni, choć wiedzieli o sobie bardzo dużo. Gdy Gen związała się z Davidem, przyjaźń trochę poszła w odstawkę, ale mogło się to wydawać normalne, że drogi kumpli rozchodzą się, gdy nastaje codzienne życie, a w perspektywie majaczy małżeństwo i rodzina. Gdy jednak Gen decyduje się uciec sprzed ołtarza, to właśnie Wolfe wyciąga do niej pomocną dłoń, nie zadając dodatkowych pytań. 

Powieść podobała mi się z dwóch powodów. 

Po pierwsze wątek toksycznego związku; to był świetny pomysł. To niesamowite, jak ktoś przez wszystkich podziwiany i lubiany, może mieć drugie oblicze i być zwykłym tyranem domowym. Sieć, którą utkał dla Gen David, była bardzo misterna i aż dreszcze mnie przechodziły na myśl o tym, jakie miałaby z nim życie, gdyby nie uciekła. Niestety po pierwszej poważnej konfrontacji bohaterów, autorka nie zdecydowała się kontynuować wątku i zwyczajnie go wygasiła. A szkoda, bo mogła jeszcze pójść w tym kierunku. Chodzi mi o to, że zwykły zakaz zbliżania nie jest w stanie powstrzymać kogoś takiego, wydawało mi się to wręcz niewiarygodne. Gdyby to był thriller, taki zabieg nie przeszedłby i położył na starcie całą fabułę. 

Po drugie bardzo polubiłam Wolfe'a i kibicowałam mu z całych sił. Miał niesamowicie trudny start, a mimo to dzięki kochającej rodzinie otworzył się na miłość i otworzyła się przed nim wspaniała przyszłość. Chemia między nim a Gen pozwoliła czerpać z lektury prawdziwą przyjemność. 

Umykająca panna młoda to zabawna, wciągająca historia o tym, że rodzina jest prawdziwą siłą. Wspiera, gdy trzeba i jest dla człowieka wielką opoką. Wystarczy tylko pozwolić innym, by nam pomogli i uwierzyć w siebie, a cała reszta powoli się ułoży. 

W tej części pojawia się nowy bohater, posterunkowy Stone Petty, którego sarkazm pokochałam od pierwszej chwili. Będzie to miłość Arilyn z Happy Ending i tylko szkoda, ze nie ma tej części w polskim przekładzie. Bardzo chętnie przeczytałabym też o losach bliźniaczki Gen, Izzy, tu także tkwi jakiś sekret. Niestety na Umykającej pannie młodej kończą się polskie przekłady powieści J. Probst, a szkoda, bo bardzo lubię pisane przez nią historie.

piątek, 25 października 2019

Soman Chainani: Kryształ czasu

Autor: Soman Chainani
Tytuł: Kryształ czasu
Seria: Akademia Dobra i Zła, t.5
Stron: 488
Wydawca: Jaguar







Ach te Dobro i Zło! Dlaczego ich granice bywają takie płynne? Dlaczego tak łatwo przedstawić ludziom kłamstwo w szacie prawdy oraz prawdę w stroju kłamstwa? Co gorsza, dlaczego ludzie tak bez oporów i krytycyzmu przyjmą to za fakt? 
W królestwie baśni i naszych bohaterów wszystko się pokomplikowało. 
Rhian już jest niemal królem, a Tedros przebywa w lochu. Agata stała się najbardziej poszukiwaną osobą w kraju, a Sofia lada dzień zostanie królową tak jak zawsze marzyła. Rzeczywistość jak w krzywym zwierciadle, prawda? 
Krótko mówiąc, sytuacja naszych bohaterów jest niewesoła i nikt nie potrafi wyjaśnić, jak do tego doszło. 
Rhian wyciągnął Excalibur z kamienia. Tedros nie był w stanie tego zrobić. Jasnym wydaje się fakt, kto jest prawowitym następcą tronu króla Artura. Do zaślubin zostało tylko kilka dni i naszym bohaterom kończy się czas. Muszą odkryć prawdziwą przeszłość Rhiana oraz jego brata Japeta. W przeciwnym razie Kamelotem zawładnie Wąż, a wtedy wszystko będzie stracone. 

Piąta część magicznej serii o baśniowych bohaterach dwóch Akademii Doba i Zła nie zwalnia tempa. Autorytet i siła Rhiana oraz Japeta wydają się nie do podważenia. Pomimo tego, że uczniowie obu akademii zjednoczyli siły, ich wrogowie wydają się być zawsze o krok przed nimi. Giną kolejni sojusznicy, Merlin gdzieś zniknął, a Pani Jeziora bezpowrotnie straciła swoje moce. Sytuacja jest beznadziejna. 

Trzeba przyznać autorowi, że z tomu na tom klimat powieści poważnieje, a postępowanie naszych bohaterów staje się coraz dojrzalsze. W najtrudniejszej sytuacji jest tym razem Sofia, która już i tak ma opinię zdradzieckiej wiedźmy. Teraz, aby uratować przyjaciół, będzie musiała uciec się do metod, które nie przysporzą jej zwolenników oraz dodadzą kolejnych wątpliwości. 
W bardzo interesujący sposób pokazuje autor jak wygląda prawdziwe, wyrachowane zło. Tak naprawdę podział Akademii na Dobą i Złą nie był ostateczny. Baśniowe postacie o negatywnym wydźwięku, może i bywają złośliwe i paskudne, czasem samolubne i zdarza im się zrobić coś złego. Ale gdy przychodzi dzień próby, potrafią ramię w ramię z Dobrymi stanąć do obrony swojego królestwa, a nawet oddać za nie życie. W głębi serca nie są więc naprawdę złe. 

Tymczasem Rhian i jego brat Japet to fanatyczne, zimne i skalkulowane zło, które sprytnie ukrywa się za maską prawości i konieczności.  Zmusza otoczenie do porzucenia starych ideałów pod pretekstem wyższych celów i ochrony wspólnego dobra oraz bliskich. Co więcej jest w tym tak przekonujące, że nawet bystra i odporna na takie klimaty Sofia, ma wątpliwości. Zło, w które nie wierzymy lub go nie dostrzegamy, bo jest tak blisko, że tracimy czujność. Tym samym przyzwyczajamy się do niego i zaczynamy je akceptować, nie mając nawet potrzeby z nim walczyć, bo przecież wcale nie jest groźne. 

To dlatego Kryształ czasu można uznać za najdojrzalszą i najbardziej przemyślaną część serii. Książka kończy się bardzo mocnym akcentem. To znaczy jest gorzej niż się spodziewaliśmy, a tym samym lepiej to rokuje fabule części szóstej. Aż strach pomyśleć, co się będzie działo, a jednocześnie tak bardzo nie mogę się doczekać. To najcudowniejsze czytelnicze uczucie. 

Polecam miłośnikom serii, a tym którzy jeszcze do niej nie zajrzeli, mówię: zróbcie to teraz. Magiczna przygoda wciągnie Was bez wyjątku. Polecam. Bardzo, bardzo.



Dziękuję!

sobota, 19 października 2019

Valentina Fast: Miłość z aksamitu

Autor: Valentina Fast
Tytuł: Miłość z aksamitu
Seria: Royal, t.6
Stron: 352
Wydawca: Media Rodzina








Zaczęło się pięknie, kolorowo i słodko. Oto niewinna i kochana Tania wzięła udział w eliminacjach. Zyskała szansę, by powalczyć o serce księcia i być może zostać przyszłą królową Vittery, kraju pod szklaną kopułą. Udział w tym specyficznym konkursie okazał się morderczy. Bohaterka doświadczyła podziwu tłumów, ale też zawiści i okrucieństwa ze strony innych, gotowych na wszystko kandydatek. Okazało się także, że wybranek jej serca, w sumie nie wiadomo było, czy to on jest księciem, wysyła jej sprzeczne sygnały, a na koniec łamie jej serce. Czyżby dziewczyna źle coś zrozumiała? A może źle ulokowała swoje uczucia i prawdziwa miłość jest gdzie indziej? Oprócz romansowania i noszenia pięknych sukien, Tania szybko przekonała się, że historia powstania kraju także kryje wiele sekretów. Oficjalna propaganda głosiła, że poza kopułą nic nie ma. Odkrycie starannie strzeżonych tajemnic zmieni światopogląd Tani oraz jej całą przyszłość. Jak żyć z taką wiedzą? 

W finale tomu piątego bohaterowie musieli przewartościować wszystko. Stabilność i bezpieczeństwo Vittery stanęły na skraju przepaści. Tania i jej przyjaciele muszą teraz zrobić wszystko, aby uratować swój dom, w przeciwnym razie dla szczęśliwych dotąd obywateli nastąpi prawdziwy koniec świata. 
Jakich wyborów dokona Tania? Czy zrealizuje szalony plan, zyskując tym szansę na własne szczęśliwe zakończenie? Czy Vitterę jeszcze w ogóle można uratować? Tego nie zdradzę, powiem tylko, że wiele rzeczy zaskoczy czytelnika i  nie będzie to tak, jak się spodziewaliśmy.

Jeśli o mnie chodzi, to odczuwam gorzki zawód po zakończeniu lektury serii, która towarzyszyła mi przez ostatnie półtora roku. Mam świadomość, jakich zakończeń oczekuje się od historii spod znaku Kopciuszka i Księcia. Ale schematy należy przełamywać i nikt nigdzie nie powiedział, że to akurat ten, a nie inny ma tym Księciem być. W poprzednim tomie autorka poczyniła pewien zwrot fabuły i wielka szkoda, że tego kursu nie utrzymała. Gdyby poszła w tym drugim kierunku, myślę, że historia wiele by zyskała. A tak wyszło co prawda słodko i swojsko, ale mnie nie przekonało. Autorka wybrała najprostszą z dróg i myślę, że młodszym czytelnikom powinna ona przypaść do gustu. Kopciuszek, jak na bohaterkę miłosnych historii przystało, przeżył wiele przygód, przeszedł pomyślnie próby i zdobył swojego księcia.  Mnie, jako osobie starszej, marzyło się inne, dojrzalsze zakończenie. Nie będę za dużo pisać, aby nie robić spojlerów, jednak naprawdę poprzednia część sprawiła, że uwierzyłam w inną możliwość i teraz trudno mi się z tym pogodzić. 

Przygoda z serią Royal była dla mnie naprawdę wyjątkową. Pisałam rekomendacje dla kolejnych części, miałam okazję zapoznawać się z kolejnymi tomami tuż przed premierą. Zachwycałam się drobiazgami reklamowymi, a moje serce ogrzewała masa dobrych i pozytywnych słów płynących od Pań od Promocji. To dlatego traktuję tę serię trochę jak patron, który miał okazję obserwować rozwój protegowanej. A wiadomo, że wtedy taki patron - czytelnik jest w stanie więcej wybaczyć i pogodzić się z takim, a nie innym rozwojem wypadków. 

Myślę, że seria spodoba się dorastającym dziewczętom. Być może postawa Tani jednym pomoże odkryć w sobie księżniczkę, a innym wojowniczkę. A może i jedną i drugą? Bo kto powiedział, że księżniczka musi tylko wyglądać i pachnieć?
Dlatego, pomimo czytelniczego bólu w sercu, polecam serię tym, którzy szukają historii o miłości, historii z odrobiną tajemnicy i dreszczyku. Być może też odbiór całej serii będzie zupełnie inny, gdy ma się możliwość przeczytania wszystkich tomów od razu, jeden po drugim.
Jedno jest pewne. Seria ma szczególne miejsce w moim sercu oraz na regale z powodów, o których napisałam powyżej.
Przeżyć taką czytelniczą przygodę zalecałabym każdemu. To naprawdę coś niezwykłego.
Jeszcze raz, z serca dziękuję.

Dziękuję!

środa, 16 października 2019

Jacek Inglot: Eri czarodziejka

Autor: Jacek Inglot
Tytuł: Eri czarodziejka
Cykl: Eri i smok, t.2
Stron: 272
Wydawca: Nasza Księgarnia







Od wielkiej, życiowej przygody małej, rudowłosej Eri minęło pół roku. Odkąd dziewczynka ocaliła smocze jajo, a potem wyklutego zeń smoka i pokonała złego maga Widukinda, stała się miejscową legendą. Obecnie dziewczynka pobiera nauki u Maruszy i jak każdy uczeń, miewa lepsze i gorsze chwile. Trochę ją męczy ranne wstawanie i konieczność przyswojenia dużej ilości wiedzy „na pamięć”, jednak generalnie nauki u widzącej są ciekawe i oryginalne. Ten sielski spokój burzy wieść o nadejściu południc, ulotnych stworów porywających małe dzieci.  Ich pojawienie się w tych stronach może zwiastować obecność złej czarodziejki Widary. 

Nieszczęśliwym zbiegiem okoliczności południce porywają braciszka Eri, małego Miszę. Zrozpaczona dziewczynka, nie mogąc liczyć na pomoc nieobecnej w wiosce Maruszy sama decyduje wyruszyć w drogę i uwolnić brata. W podróży będą jej towarzyszyć młody bajarz Miko oraz napotkane po drodze leśne stworzenia. 

Akcja drugiej części przygód Eri ponownie toczy się w drodze. Od tego, czy bohaterka dotrze do celu  zależy przyszłość małego Miszy i choć bywa naprawdę trudno; Eri cierpi z głodu, pragnienia, bolą ją nogi, dziewczynka nie poddaje się, kierowana siostrzaną miłością i wsparciem Miko.
Drugą część cyklu czyta się bardzo przyjemnie. Autor ze swobodą i w ciekawy sposób kreśli bohaterów i świat przedstawiony. Wędrując z bohaterami przez puszczę spotkamy skrzaty, wiły, wielkiego leśniczego zwanego tu Borowym, a także inne leśne stworki. Nie tracąc z oczu celu swojej podróży, Eri i Miko pomogą rozwiązać napotkanym przyjaciołom ich kłopoty i spory, przy okazji okaże się, że Eri posiada naprawdę dużą moc i będzie w przyszłości kimś ważnym. 

Polubiłam bohaterów książki; autorowi udało się utrzymać ten sam swojski klimat co w części pierwszej. Fabuła skrywa także pewien sekret; otóż okazuje się, że zarówno Miko, jak i Widara mają powiązania z postaciami z części pierwszej. Przesłanie jest także podobne. Tylko kierując się dobrym sercem i czystymi intencjami mamy szansę pokonać zło. W przeciwnym razie wszystko co robimy może się obrócić przeciwko nam. 

Apetyt rośnie w miarę jedzenia, żywię więc wielką nadzieję, że kolejne miesiące przyniosą nam historię o przygodach Eri wśród magów.
Eri czarodziejka to prosta i mądra historia bez udziwnień i wymysłów. Jej lektura była dla mnie wielką przyjemnością.
Polecam nie tylko młodym, ale i nieco starszym czytelnikom.





Dziękuję!

sobota, 12 października 2019

Bo nie ma mocnych, gdy są Iniemamocni

Tytuł: Iniemamocni
Reżyseria: Brad Bird
Scenariusz: Brad Bird
Czas trwania: 115 min.
Wytwórnia: Disney Pixar
Rok premiery: 2004





Iniemamocnych oglądałam dawno temu i miałam takie wspomnienie, że bardzo mi się ten film podobał. Ponieważ ostatnio wakacyjna aura wymusiła siedzenie w domu, postanowiłam sobie odświeżyć tę historię i od razu  zajrzeć także do części drugiej, bo w międzyczasie zdążyła powstać. 

Jak sam tytuł mówi Bob i jego żona Helen są superbohaterami i dzięki swoim spektakularnym mocom ratują świat od złoczyńców. On - Iniemamocny jest bardzo silny, ona - Elastyna to istna kobieta guma. Przypadek sprawia, że działalność superbohaterów staje się kłopotliwa dla społeczeństwa i w efekcie rząd zakazuje im ratowania świata. W krótkim czasie nasi bohaterstwie muszą zmienić się w zwykłych, szarych obywateli.  
Mija 15 lat. 
Bob pracuje teraz w ubezpieczeniach, a Helen zajmuje się domem i trójką dzieci: Violą, Maxem i małym Jackiem. Są szczęśliwi i bardzo się kochają, jednak Bob wyraźnie więdnie jako urzędnik. Brakuje mu adrenaliny i świadomości, że robi coś ważnego dla ludzkości. Dlatego, gdy nadarza się okazja udziału w tajnym projekcie rządowym nasz bohater bez wahania i krztyny podejrzeń, zabiera się do roboty. 

Obraz otrzymał 2 Oscary za Najlepszy film animowany oraz za montaż  dźwięku.

Tytuł: Iniemamocni 2
Reżyseria: Brad Bird
Scenariusz: Brad Bird
Czas trwania: 118 min.
Wytwórnia: Disney Pixar
Rok premiery: 2018

Druga część historii jest bezpośrednią kontynuacją pierwszej. Bohaterów spotykamy dokładnie w momencie, gdy ich zostawiliśmy. Gdy dochodzi do walki z Człowiekiem Szpadlem na czoło tym razem wysuwa się Elastyna i to ona weźmie udział w misji, której celem będzie przywrócenie herosom możliwości legalnej działalności. Role się odwrócą. Helen będzie walczyć z przestępcami, a Bob zajmie się domem i dziećmi. W końcu mamy równouprawnienie, co? 



Pierwsze wrażenie to spójność fabuły i świata przedstawionego. Choć te dwie produkcje dzieli 15 lat, to świetnie one ze sobą współgrają. Oglądając te filmy jeden po drugim miałam uczucie, jakby powstały one w niedługim po sobie czasie. 
Myślę, że w dużej mierze jest to zasługa polskiego dubbingu. Piotr Fronczewski i Dorota Segda jako Bob i Helen Parrowie stanowili naprawdę świetny duet. Ich mocne, zdecydowane głosy dały dużo wiarygodności charakterom postaci. Głosu Ednie od kostiumów w obu częściach użyczyła charyzmatyczna Kora, wokalistka Maanamu, która zmarła niedługo później. 

Świetnie w roli taty  na etacie sprawił się Bob. Ta zamiana ról niosła za sobą całą gamę gagów sytuacyjnych i słownych, które świetnie znamy z naszego otoczenia. Zadania z matematyki, które dla rodzica są za trudne, bo pani kazała wykonywać nową metodą, problemy dojrzewania wrażliwej nastolatki czy najmłodsza latarośl rodu Parrów, Jack-Jack, która wykazuje więcej zdolności, niż by się chciało. Tak swoją drogą a propos Jacka dobrze obejrzeć krótkometrażówkę na jego temat zatytułowaną Niemowlę kontratakuje, która pokazuje jak muzyka poważna podczas jednej sesji z małoletnią nianią sprawiła, że w Jack-Jacku obudziło się tyle mocy. Ten krótki filmik to majstersztyk, a dubbing Dominiki Kluźniak jako nieco głupiutkiej Carrie - po prostu bomba. 

Iniemamocnych nie da się nie lubić. Filmy świetnie pokazują, że najważniejsza w życiu człowieka jest rodzina, bo to w niej tkwi siła i razem można pokonać każdy problem. Kostium co prawda wiele ułatwia, ale wcale nie jest to tego konieczny. 

Polecam gorąco. Filmy warte uwagi całej rodziny.

środa, 9 października 2019

Tabitha Suzuma: Forbidden

Autor: Tabitha Suzuma
Tytuł: Forbidden. To, co zakazane
Stron: 376
Wydawca: Młodzieżówka







Przyznam, że zaczynając czytanie książki Forbidden nie bardzo wiedziałam, czego mam się spodziewać. Miałam w głowie echa opinii innych czytelników, ale wiadomo, że punktów widzenia jest tyle, ilu odbiorców. A temat zapowiadał się mocno i kontrowersyjnie, miał bowiem dotyczyć relacji intymnych między członkami tej samej rodziny. Byłam ciekawa, jak nieznana mi autorka potraktuje to zagadnienie i w jakim kierunku podąży fabuła. 

Od razu należy przyznać autorce, że podeszła do tematu z wielką dbałością, udało się jej uniknąć zbytniej cukierkowości i zbudować postaci, które na długo zapadną mi w pamięć. Oddała także głos dwójce głównych bohaterów, dzięki czemu cała historia jest pełniejsza i bardziej wstrząsająca. 

Lochan i Maya mają 17 i 16 lat i chodzą do szkoły średniej. Pomimo młodego wieku mają większy bagaż doświadczeń życiowych niż niejeden dorosły. Na pozór są tylko uczniami, którym w głowie oceny i wybór kierunku studiów. Jednak w rzeczywistości bohaterowie są już rodzicami trójki swojego małoletniego rodzeństwa: Willi, Tiffina i Kitta. Po powrocie do domu, jak normalni rodzice, pomagają w odrabianiu lekcji, kąpią, kładą spać, opowiadają bajki na dobranoc, przygotowują posiłki, sprzątają, ustalają grafik obowiązków w domu. To tylko niektóre z licznych i bardzo wyczerpujących obowiązków, z którymi dorośli często mają trudno sobie poradzić. A Maya i Lochan robią to już od kilku dobrych lat. Z ojcem nie mają kontaktu, wyjechał i ma nową rodzinę. Na matkę, 40-letnią nastolatkę, nie mogą liczyć. Ważniejsze są dla niej alkohol, imprezy, zakupy i nowy mężczyzna w jej życiu. Bohaterowie mogą polegać tylko na sobie. 
Dom prosperuje całkiem nieźle, młodsze rodzeństwo jest zadbane i zaopiekowane, opieka społeczna niczego nie podejrzewa. Wszystko układałoby się całkiem dobrze, gdyby nie to, że między Mayą i Lochanem zaczyna się dziać coś, co znacznie wykracza poza serdeczne i głębokie więzi między bratem i siostrą. 

Bardzo się cieszę, że autorka skupiła się  na przyczynach, które doprowadziły rodzeństwo do takiego punktu w ich życiu. Zaburzony wzorzec, role, które nie powinny im przypaść w udziale, a już na pewno nie tak wcześnie. Nastolatek, jakby nie był odpowiedzialny i sumienny, jest nastolatkiem i powinien ten okres przeżyć tak jak zakłada dorastanie. Nie powinien martwić się o rachunki, ustalać zakazów i nakazów, wchodzić w rolę rodzica, na którą z pewnością nie jest jeszcze gotowy. Maya i Lochan dobrze rozumieją inność swojej sytuacji, starają się wypracować zdroworozsądkowe podejście, ale czują to co czują, a z uczuciami walczyć trudno. 

Czytając, obstawiałam różne warianty zakończenia i przyznam, że bardzo niemiłym było dla mnie to, które zaserwowała czytelnikom autorka. Czy tylko ja mam wrażenie, że rozwiązała to ze zbytnim pośpiechem? Te ostatnie rozdziały tak właśnie odbierałam. 
Smutek i żal. Oto co odczuwam po zakończeniu tej historii. Polubiłam Mayę i Lochana i uważam, że na takie zakończenie nie zasłużyli, że można było rozwiązać to inaczej. 
Forbidden jest książką, która na długo zapada w pamięć. Jest życiowa i ma gorzki wydźwięk. Jedno wiem na pewno; długo nie zapomnę Mayi i Lochana. 



Dziękuję!