wtorek, 3 stycznia 2012

Carlos Ruiz Zafon: Pałac północy

Własne książki traktuję jak dobrych, zaufanych przyjaciół i często przypisuję im cechy niemal ludzkie, daltego nie mogąc się pozbyć uczucia, że niesprawiedliwością byłoby pominięcie Pałacu północy, dziś chciałam się podzielić wrażeniami na ten temat.
Tym razem autor przenosi czytelnika do Kalkuty do roku 1932, jednak tajemnicze wydarzenia z prologu powieści, kiedy to ścigany przez tajemniczego prześladowcę Jawahala,  porucznik Peake, ucieka z dwojgiem niemowląt na rękach, dzieją się 16 lat wcześniej. Nie ma wątpliwości, że życie dzieci jest zagrożone, a pan Peake  za ich uratowanie zapłaci najwyższą cenę. 
Kilka dni później pod drzwi sierocińca St. Patrick's zostaje podrzucony mały chłopiec. Do koszka, w którym leży, są dołączone list i medalion. Dyrektor sierocińca, pan Carter okazuje się być dobrym człowiekiem i gdy niedługo potem, w sierocińcu pojawia się sam Jawahal i wypytuje o podrzucone ostatnio dzieci, pan Carter nie zdradza się ani słowem, choć rozmowa do przyjemnych i łatwych nie należy.
Kolejne rozdziały powieści dzieją się w latach 30. Poznajemy wychowanków sierocińca, grupę przyjaciół, którzy w dziecięcym entuzjazmie zakładają sekretne stowarzyszenie, które tak naprawdę jest zwykłym klubem, jaki wiele dzieciaków zakłada, stając na progu dzieciństwa i obiecując sobie wzajemnie wsparcie, pamięć i regularne kontakty. Wszyscy dobrze wiemy, że im dalej w dorosłość, tym bardziej mgliste okazują się te obietnice. Zresztą w epilogu powieści poznajemy losy, dorosłych już bohaterów i jak to w życiu bywa, nie wszystkim potoczyły się one bajkowo i w sposób udany.
Jeden z wychowanków sierocińca 16-letni Ben, niebawem opuści mury swojego pierwszego domu, by rozpocząć dorosłe życie. Tuż przed wyjazdem Bena, do sierocińca przybywa staruszka z wnuczką Sheere. Ben, od razu wyczuwając w dziewczynce pokrewną duszę, zabiera ją na spotkanie stowarzyszenia.
Sheere opowiada rówieśnikom historię swojej rodziny i domu, który ponoć jej ojciec, słynny konstruktor zaprojektował dla swojej żony i dzieci. Grupka przyjaciół postanawia poszukać tajemniczego domu. W trakcie swoich poszukiwań trafiają na opuszczony i nieużywany już dworzec, w którym,  co jakiś czas, nagle pojawia się  płonący pociąg z płaczącymi dziećmi w środku. Dzieciaki spotykają również tajemniczą i groźną ognistą zjawę. Wszystko to jest częścią śmiertelnie niebezpiecznej łamigłówki, z której rozwiązaniem przyjedzie się zmierzyć Benowi i jego przyjaciołom. 
Powieść realizuje pewien schemat, o którym już wcześniej wspominałam przy okazji recenzji  MarinyKsięcia mgły i Świateł września . Znowu jest tajemnica sprzed lat i znowu finał i rozwiązanie ma miejsce w  czasach współczesnych. Znowu nie wszyscy wyjdą cało z tej przygody, stąd gorycz i żal w finale.
Dobrym fabularnie posunięciem było umieszczenie akcji  w Kalkucie. Zafon w piękny i zagadkowy sposób opisuje miasta, nadaje im aurę tajemniczości i zagadkowości. Kalkuta, podobnie jak Barcelona w Marinie, ma swoje mroczne sekrety, które niechętnie ujawnia. W tym przypadku Kalkuta cierpi od upałów i z braku deszczu. Autor pięknie to powiązał z legendą o łzach boga Siwy, stąd niesamowity wydźwięk zaczynającego padać w finale powieści, śniegu.
Intryga znowu mocno się zapętla, choć bystry i znający literackie zabiegi pana Zafona, czytelnik szybko zorientuje się, o co mniej więcej chodzi. Niekiedy zdarza mi się mieć żal do autora, że nie oszczędził wszystkich i znowu kogoś uśmiercił. Ale zaraz potem myślę sobie, że nie wszystko w życiu kończy się happy endem. Dlatego godzę się z tym i doceniam niewątpliwy talent tego pisarza.
Osobiście byłabym za tym, żeby pan Zafon napisał jeszcze kilka powieści w konwencji młodzieżowej. Czyta się je szybko, przyjemnie i  z dużym zainteresowaniem.  Nie mają one tej dużej dawki filozofii, co Cień wiatru i Gra anioła, dzięki czemu są łatwiejsze do przyswojenia. Tutaj liczy się przygoda i zagadka, co bardzo to lubię. Jeśli macie podobnie jak ja, polecam Wam lekturę tej powieści.
Autor: Carlos Ruiz Zafon
Tytuł: Pałac północy
Wydawnictwo: Muza
Stron:287
Moja ocena: 10/10

12 komentarzy:

  1. Również książka ta bardzo mi się podobała ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. O, widzę że ostatnio Zafon króluje tu u Ciebie :) Muszę przeczytać i "Pałac północy" i "Światła września", oba tytuły są na mojej liście książek, których po prostu nie mogę ominąć :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zafon po raz kolejny :) Szczerze powiedziawszy nie czytałam jeszcze żadnej jego książki, a już gościa lubię :) Po recenzjach wcześniejszych jego powieści byłam pewna, że książki bardzo mi się spodobają, tak też jest i tym razem. Chyba będę musiała znaleźć wszystkie książki autora :) Pewnie stracę na nie majątek ;P

    OdpowiedzUsuń
  4. Muszę uzupełnić swoją wiedzę na temat książek Zafona. Zostało mi jeszcze kilka (chyba trzy) powieści do przeczytania i Pałać jest wśród nich.

    OdpowiedzUsuń
  5. Muszę dorwać tę książkę Zafona. Muszę!!

    OdpowiedzUsuń
  6. Coś mi się wydaje, że umiłowałaś Zafona :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Muszę w końcu przeczytać jakąś książkę tego autora. Świetna recenzja!

    OdpowiedzUsuń
  8. Koniecznie muszę się za nią wziąć;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Bardzo lubię książki Zafona, mają genialny nastrój. Tę także chętnie przeczytam ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja niestety ciągle nie mogę przekonać się do Zafona, więc i tym razem dam sobie spokój. Ciągle leży u mnie na półce nie przetrawiona jego książka ,,Gra anioła'' i jak się z nią uporam, to może kiedyś skuszę się na inne jego dzieła, ale nie obiecuje.

    OdpowiedzUsuń
  11. Autor wciąż pozostaje dla mnie zagadką, na pewno sięgnę po chociaż jedną z jego książek

    OdpowiedzUsuń

Co jednemu się podoba, drugiemu nie musi i na odwrót. Szanujmy się wzajemnie wyrażając własne opinie.
Wszystkie komentarze o treści obraźliwej, wulgarnej i tym podobnej będą usuwane.
Jeśli nie potrafisz wyrazić własnego zdania, bez obrażania drugiej osoby, to lepiej nie wyrażaj go wcale.

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.