wtorek, 11 marca 2014

Nigdy nie mów żegnaj (Kabhi Alvida Naa Kehna)



Tytuł: Nigdy nie mów żegnaj
Reżyseria: Karan Johar
Obsada:  
Amitabh Bachchan jako Samarjit Singh Talwar 
Shahrukh Khan jako Dev Saran 
Rani Mukerji jako Maya Talwar 
Abhishek Bachchan jako Rishi Talwar 
Preity Zinta jako Rhea Saran
Gościnnie: Kajol, John Abraham
Czas trwania: 190 minut 
Premiera: 2007 rok
Dostępny w Polsce: tak
Gatunek: obyczajowy
Ocena:10!!!/!!!
Najważniejsze motywy: zdrada małżeńska





Na pierwszy ogień pójdzie film, który należy do moich ukochanych z tego gatunku. Oglądałam go już kilka razy i z każdym razem coraz bardziej mi się podoba. Raz dlatego, że grają w nim moi ulubieni aktorzy bollywoodzcy, dwa, że wyreżyserował go Karan Johar, a trzy, że jest dopracowany w każdym detalu i to widać, zarówno pod względem muzyki, scenerii, kostiumów, a zwłaszcza tematu. 
Ponieważ w społeczeństwie hinduskim zdrada i rozwód są tematem bardzo drażliwym, przed Karanem, jako reżyserem i scenarzystą stało trudne zadanie. Czy mu się udało? Spiewająco!
Krótko na temat treści.
Dwoje głównych bohaterów poznajemy w przełomowym dla nich momencie.
Maya szykuje się do ślubu z przyjacielem z dzieciństwa Rishim i mimo że wiele on dla niej znaczy, to Maya i tak ma wątpliwości. Zastanawia się bowiem, co zrobi, gdy prawdziwą miłość spotka, będąc już mężatką?
Drugi z bohaterów Dev, właśnie osiągnął szczyty popularności; jest świetnym piłkarzem, czeka go podpisanie wielomilionowego kontraktu.
W dniu ślubu Mayi bohaterowie spotykają się po raz pierwszy. Po krótkiej rozmowie, Maya idzie na ceremonię ślubną, a Dev zamyślony wychodzi na ulicę wprost pod koła pędzącego samochodu.
Mija 5 lat.
Maya jest żoną Rishiego; pedantyczną, poukładaną przedszkolanką. Od razu widać, że małżeństwo z Rishim nie spełniło jej oczekiwań. Mimo że on zabiega o nią bardzo, to ją te zabiegi głównie irytują. Myślę, że główną przeszkodą są ich charaktery i inne podejście do życia. Maya jest poważna, ceni sobie domowe zacisze. Rishi to człowiek sukcesu, po trosze bananowy chłopak, bywalec klubów i dyskotek.
Wypadek przerwał karierę piłkarską Deva, skazując go na pracę trenera chłopięcej drużyny, a jego samego czyniąc rozgoryczonym i złośliwym człowiekiem. Nie lubi on swojej pracy, innych ludzi; momentami wydaje się też, że nie lubi nawet swojej żony i synka. Skupiona na karierze dziennikarki Rhea, wydaje się nie dostrzegać goryczy  i bólu Deva.
Gdy Maya i Dev spotkają się ponownie, świadomi niedoskonałości ich związków, a także ich samych, postanowią na zasadzie wzajemnego wsparcia i wymiany doświadczeń, pomóc sobie, doradzić, wytknąć błędy, a może nawet coś we własnych małżeństwach ulepszyć.
Ich starania trafią jak kulą w płot. Z biegiem czasu okaże się, że to czego szukają w swoich małżonkach, odnajdują w sobie nawzajem. Odkrycie to na zawsze zmieni ich życie oraz życie ich rodzin, a ich samych zmusi do ważnych decyzji.

"Miłość ma to do siebie, że przychodzi nieproszona" -  mówi jeden z bohaterów.
Czy będąc już w poważnym związku, trwającym kilka lat, ustabilizowanym, w którym jest dziecko, można sobie pozwolić na przerwanie tego, bo człowiek właśnie się zakochał? Czy wolno złamać wcześniej złożone obietnice i zranić najbliższych? Czy może należy przemóc się i zawalczyć o ten  związek, który był pierwszy? Na to pytanie twórca filmu postara się odpowiedzieć, przedstawiając dzieje trudnej, ale pięknej miłości między Mayą a Devem.
Prawda jest bowiem taka, że tych dwoje wydaje się być dla siebie stworzonych. Ona łagodzi jego wybuchowość i złośliwość, a jego cynizm i pewność siebie, zmuszają ją do większej asertywności. W dodatku oboje się raczej domatorami i nad życie zawodowe cenią to rodzinne w domowych pieleszach.
Fabuła wydaje się raczej zwyczajna, a temat zdrady małżeńskiej i rozwodu nikogo już raczej nie zaszokuje.       W społeczeństwie indyjskim jest jednak trochę inaczej i widać z jak wielkim wyczuciem o pewnych sprawach się w filmie mówi.
Wielkim atutem filmu jest muzyka, piosenki oraz układy taneczne, które pięknie oddają nastrój i melancholię. W moim odczuciu tak właśnie miało być i jako widz i słuchacz jednocześnie, jestem bardzo z tego zadowolona. Zachwycają stroje bohaterów, w pamięć zapadła mi zwłaszcza kurtka Shahrukha z czerwoną różą na plecach.
Film jest dość długi, bo trwa blisko 3 godziny, ale wcale się tej długości nie czuje. Umiejętnie rozłożone momenty komediowe, sceny muzyczne i te bardziej dramatyczne, wszystko jest idealnie dopasowane.
Z racji drażliwości kwestii rozwodu i rozbicia rodziny, także zakończenie przedstawiono tak, aby nie było ono kompletnym wybieleniem decyzji bohaterów. Konieczna była także pewna pokuta w rodzaju trzech lat, spędzonych przez bohaterów oddzielnie, w przeświadczeniu, że ta druga osoba zdecydowała się na ratowanie swojego związku. 
Będąc posiadaczem wydania dwupłytowego (prezent na Walentynki) często wracam do tego filmu, choćby po to, by posłuchać piosenek.
Zdaję sobie sprawę, że nie każdy takie kino lubi. Jednych może ono zachwycać, drugich irytować lub śmieszyć. Jeśli jednak uda mi się choćby jedną osobę do obejrzenia tego filmu zachęcić, będzie mnie to bardzo cieszyło.
***************
To pierwsze moje wrażenia z filmu, a jednocześnie próba poszerzenia zakresu bloga. Mam nadzieję, że dzięki temu będzie tu ciekawiej i kolorowiej. Miłej lektury i oglądania!

6 komentarzy:

  1. Oglądałam i przyznam, że jest całkiem niezły. Choć moim ulubieńcem z tego gatunku chyba nieodmienne pozostanie "Devdas". Polecam ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja się zawsze zastanawiam - dlaczego te bolywoodzkie produkcje są zawsze tak długie. Inne standardy, jak mniemam. U nas jest to 1,30-2 godziny, u nich zapewne 2-3 godziny ;-) Ciężko przy takim czasie nie zanudzić :-D

    OdpowiedzUsuń
  3. Rany, serio, serio, serio? :D Jesteś chyba pierwszym molem książkowym i recenzentem, który uwielbia to kino tak jak ja! :D Kabhi Alvida Naa Kehna jest po prostu przepięknym filmem. Powiedz mi, od jakiego filmu zaczynałaś przygodę z Bollywoodem? W ogóle napiszę do Ciebie na fejsie, chcę Cię poznać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dołączam do Waszego grona miłośników bollywoodów, czytelniczek i recenzentek jednocześnie ;) Może grupę na fejsie założymy? ;P

      Usuń
    2. Miło to słyszeć :) Dzięki za dobre słowo.

      Usuń
  4. Bardzo dawno nie oglądałam filmów z Bollywood. Ale lubię je. Troszkę mnie śmieszą, ale jednocześnie są urocze i często po prostu bardzo pozytywne;)
    Tej produkcji nie znam. Trochę nietypowa tematyka, jak na indyjskie kino. Tym bardziej mnie ciekawi;)

    OdpowiedzUsuń

Co jednemu się podoba, drugiemu nie musi i na odwrót. Szanujmy się wzajemnie wyrażając własne opinie.
Wszystkie komentarze o treści obraźliwej, wulgarnej i tym podobnej będą usuwane.
Jeśli nie potrafisz wyrazić własnego zdania, bez obrażania drugiej osoby, to lepiej nie wyrażaj go wcale.

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.