środa, 3 grudnia 2014

Jessica Treadway: Patrz na mnie

Autor: Jessica Treadway
Tytuł: Patrz na mnie
Stron: 448
Wydawca: Prószyński i S-ka






Powieść Patrz na mnie zaciekawiła mnie głównie opisem treści, dlatego gdy tylko do mnie trafiła, od razu zabrałam się za czytanie i nie mogłam się od niej oderwać aż do samego finału. Sklasyfikowana została jako sensacja i kryminał, jednak nie do końca się z tym zgadzam. Cała historia co prawda trzyma w napięciu, ale ja dorzuciłabym do tego jeszcze kategorię dramat psychologiczny. Wnikliwe opisy relacji między członkami rodziny Schutt bardzo mi się podobały. 
Trzy lata temu (a właśnie zbliża się rocznica) Hanna i jej mąż Joe zostali napadnięci we własnym domu, we własnym łóżku. Sprawcą napadu miał być Rud, chłopak ich młodszej córki. W wyniku ciężkiego pobicia młotkiem do krykieta Joe zmarł, a Hanna właściwie cudem uniknęła śmierci. Blizny i szpetotę ukrywa pod włosami, a wścibskich spojrzeń sąsiadów unika jak tylko może. Separuje się od starych przyjaciół, z towarzysza ma tylko psa i żyje głownie wspomnieniami. To właśnie z tych wspomnień dowiadujemy się jak funkcjonowała rodzina Schuttów. A funkcjonowała całkiem normalnie. Żyli skromnie i uczciwie, ich związkiem nie targały żadne burze, a dwóm córkom starali się poświęcać tyle samo czasu i uwagi. Z matczynych refleksji wyłania się jednak dość wyraźny obraz młodszej córki Dawn. O ile starsza Iris, jest zdolna, towarzyska i lubiana, o tyle Dawn, jest tą zezowatą, niezdarną, bardziej powolną, żeby nie rzec nieudaną. Dawn żyje we własnym świecie, o czym rodzice dowiadują się już po czasie. W marzeniach jest znana, piękna, lubiana, nie ucieka jej oko, a więc nikt się z niej nie śmieje. Można by powiedzieć, że Dawn miała prawie wszystko, ale czuła się kompletnie wyobcowana. Próżno jednak szukać błędów czy niedopatrzeń w wychowaniu Dawn przez rodziców, choć gdyby już chcieć się do czegoś przyczepić, to można by powiedzieć, że za dużo chronienia i pobłażania, a za mało mówienia pewnych ważnych rzeczy wprost.
Główną bohaterkę, Hannę poznajemy w dość trudnym dla niej momencie życiowym. Oto zbliża się apelacja
Ruda i jeśli Hanna nie zgodzi się zeznawać, jeśli nie spróbuje sobie przypomnieć wydarzeń tamtej nocy, cyniczny morderca i socjopata, wyjdzie na wolność. Bardzo prawdopodobne, że Hanna zdecydowałaby się szybciej, gdyby nie ukryte głęboko przeświadczenie, że Dawn również miała w napadzie swój udział i wcale nie jest niewinną ofiarą, a sprawcą. 
Dawn ma obecnie 21 lat i niewiele się zmieniła. Nadal jest uległa, bezwolna, nie skończyła studiów, nie ma pracy i nie wie, czego chce od życia. Po co wraca do rodzinnego domu właśnie teraz? Jakie są jej intencje? 
Tego łatwo się domyślić, bo wiadomo od razu, że autorka nie zamierzała tego przed czytelnikiem ukrywać, skupiła się raczej na tym, jak do tego doszło. 
Książkę przeczytałam w dwa wieczory, tak byłam ciekawa zakończenia.
Świat zna wiele historii, gdy dziecko obraca się przeciwko własnym rodzicom. Często jest to dyktowane złym wpływem, poczuciem doznanej krzywdy, minionym konfliktem, a nawet chciwością czy pazernością. Wtedy, gdy się o tym słyszy, jest to przynajmniej w części zrozumiałe. 
W rodzinie Schuttów nic takiego nie miało miejsca, a jednak od razu widać, że z Dawn jest coś nie tak. Denerwuje jej powolność i naiwność, która każe jej wikłać się w ciągłe kłopoty lub narażać się na ludzkie drwiny. Ta sama ociężałość nie pozwala jej wyciągać żadnych wniosków na przyszłość, co powoduje, że znowu ufa tym, którzy wcześniej sprawili jej przykrość.
Postać Dawn wzbudziła we mnie wiele emocji i do dziś nie przestaję się zastanawiać nad jej fenomenem. Nie można o niej powiedzieć, że jest amoralna, bo człowiek amoralny wie, że robi źle, ale nic sobie z tego nie robi. Dawn tymczasem, żyjąc w swoim wyimaginowanym świecie, nie rozumie, że to co zrobiła, nie tylko zniszczyło jej rodzinę, ale było zwyczajnie złe. Nie rozumie, nie odczuwa więc wstydu, skruchy czy wyrzutów sumienia. Jej postępowanie przypomina trochę zachowanie człowieka upośledzonego umysłowo; który przykładowo nie rozumie, dlaczego skoro pisał w komputerze na kolorowo, to wydrukowany w czarno-białej drukarce tekst już tych kolorów nie ma. Tłumaczy sobie to więc, że kolory "tam zostały", ale ponieważ jego umysł z różnych przyczyn nie działa tak, jak umysł człowieka zdrowego można mu to wybaczyć.
Dawn natomiast działa zupełnie inaczej. Podobnie jak jej matka, Hanna, chcielibyśmy otrzymać wyjaśnienie, przyczynę, dla której do tego doszło i jest to zrozumiałe, bo każdy rodzic w trudnych chwilach szuka odpowiedzi. Tutaj jednak takiej odpowiedzi nie dostajemy, dlatego zachowanie Dawn, podbudowane takim życiorysem, tak czytelnika szokuje.
Patrz na mnie to dobry dramat psychologiczno - obyczajowy. Historia w niej opowiedziana na długo zapada w pamięć i jest nietuzinkowa. Dlatego polecam ją każdemu, kto takiej właśnie historii dla siebie szuka.

Dziękuję!

5 komentarzy:

  1. Hm.. Chyba jednak podziękuję i nie przeczytam. Nie moje klimaty. [ Szept Myśli ]

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam tę książkę w planach, brzmi naprawdę intrygująco i ten wspomniany przez Ciebie dramat psychologiczny? Wisienka na torcie:) Mam nadzieję, że się nie zawiodę.

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo chętnie bym ją przeczytała i mam nadzieję że mi się to uda :D
    Pozdrawiam i zapraszam do siebie.
    http://in-our-different-world.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Kryminałów nie lubię, ale dobremu dramatowi psychologicznemu nie odmówię :)

    OdpowiedzUsuń

Co jednemu się podoba, drugiemu nie musi i na odwrót. Szanujmy się wzajemnie wyrażając własne opinie.
Wszystkie komentarze o treści obraźliwej, wulgarnej i tym podobnej będą usuwane.
Jeśli nie potrafisz wyrazić własnego zdania, bez obrażania drugiej osoby, to lepiej nie wyrażaj go wcale.

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.