sobota, 15 lutego 2014

Thomas E. Sniegoski: Raj utracony

Autor: Thomas E. Sniegoski
Tytuł: Raj utracony
Seria: Upadli, t.3.
Stron: 357
Wydawca: Jaguar
Moja ocena: 7/10





Po pokonaniu drzemiącego we wnętrzu tajemnej groty Lewiatana, Aaron i jego towarzysze kontynuują podróż. Przy okazji razem z głównym bohaterem dowiadujemy się o istnieniu Aerie, namiastce raju, który liczni aniołowie utracili przez błędną decyzję lub jej brak. Aerie jest rodzajem enklawy, gdzie Nefilimowie i upadli aniołowie mogą żyć obok siebie, zajmować się tym, co akurat ich zafascynowało lub po prostu czekać na dzień, w którym otrzymają przebaczenie. W Aerie, jak nigdzie indziej, przepowiednia o Wybrańcu, który zmieni podły los anielskich istot, jest bardzo żywa. Ponieważ Aerie jest ledwie namiastką raju, a praktycznie służy jako kryjówka przed Anielską Strażą, zazwyczaj znajduje się w miejscu bardzo odosobnionym i mało przyjemnym. 
Na początku trzeciej części Aaron, Kamael i Gabriel trafiają właśnie do takiego Aerie (potem okazuje się, że takich enklaw jest znacznie więcej, rozsianych po całym świecie). Początkowo nie zostają przyjęci zbyt mile. Aerie, o którym mowa znajduje się na terenach skażonych przez funkcjonującą tu kiedyś fabrykę. Mieszkańcy włożyli sporo trudu w przystosowanie tego miejsca do życia, choć w dalszym ciągu pozostawia to wiele do życzenia. Najlepszym tego przykładem jest stary anioł Belfegor, który z poświęcaniem własnego zdrowia, uzdrawia glebę od skażenia, wchłaniając je w siebie i skracając sobie w ten sposób życie.
Początkowo mało który z mieszkańców Aerie wierzy w to, że Aaron jest wybrańcem, lecz z czasem zaczynają się do niego przekonywać. Z pomocą Belfegora i jeszcze kilku starych upadłych aniołów młodzieniec uczy się, jak kontrolować swoją moc, by nie zaszkodzić otoczeniu, a przede wszystkim sobie samemu.
Tymczasem Werchiel  coraz bardziej zatruwa się własną nienawiścią do ludzi, a misja, która kiedyś miała być chwalebna, zaczyna się zmieniać w jego osobistą krucjatę nie tylko przeciwko upadłym, ale też i Stwórcy. Dowódca Anielskiej Straży nie potrafi jednak zawrócić z raz obranej drogi, ani choćby dopuścić do siebie myśli, że może Bóg wcale nie popiera tego co on robi. 
Trzecia część cyklu wprowadza nowy wątek, zasygnalizowany w finale części drugiej. Oto ukochana Aarona Vilma zostaje porwana przez Werchiela, który postanawia ją wykorzystać jako przynętę do zwabienia Aarona. Vilma jest w kiepskim stanie, przechodzi bowiem przemianę i ewidentnie sobie z tą sytuacją nie radzi zarówno fizycznie jak i umysłowo.
Aaron wyruszy dziewczynie na ratunek, co uruchomi lawinę wydarzeń. Dojdzie do rozstrzygającej bitwy pomiędzy żołnierzami Werchiela a mieszkańcami Aerie. Ciężką walkę stoczy także Aaron, któremu przyjdzie się zmierzyć z Malakiem, odmienionym Steviem. Czy w krwawej bestii, tropiącej upadłych, zostało jeszcze coś z małego, autystycznego chłopca? Aaron zostanie postawiony przed naprawdę trudną decyzją. 
Czy to będzie oznaczało zakończenie historii? Czy podstępny Werchiel przypadkiem nie chowa czegoś w zanadrzu? Kim jest tajemniczy więzień katowany przez Werchiela? 
Trzecia część (już przeczytałam także czwartą) jest zdecydowanie najlepsza z całego cyklu i naprawdę mogłaby być jego finałem. Dzieje się tutaj sporo, więc trudno o nudę, poza tym fabuła obfituje w wiele dramatycznych momentów. Całość jest umiejętnie złagodzona przez biszkoptowego Gabriela, dzięki czemu jest trochę sytuacji komicznych. Więcej dowiadujemy się o buncie aniołów, a także o ich naturze. Jedni, przez swój upadek lepiej zrozumieli ludzi i potrafili się przystosować do życia na ziemi. Inni poddali się nałogom takim jak lenistwo, obżarstwo i niechlujstwo. Jedni wyciągnęli nauczkę z własnych, często błędnych wyborów i teraz robią wszystko, by odkupić dawne winy. Inni upadli jeszcze bardziej, poddając się słabościom typowym dla ludzi. 
Autor jednak miał trochę więcej do powiedzenia w tym temacie, dlatego dopisał część czwartą. Na jej temat już niebawem.

1

14.02.2014
Na lekcji z gramatyki w klasie II gimnazjum szukamy słowa, które byłoby synonimem dla umowy i porozumienia, a jednocześnie należałoby do konkretnej rodziny wyrazów. Idzie marnie, nikt nie może wpaść na właściwe słowo. Chodzi rzecz jasna o układ, więc w końcu mówię:
- Na literę u - 
Wyrywa się zazwyczaj spokojny Paweł:
- u...u...u... Urugwaj! - 
Klasa w śmiech. No tak :) litera się zgadza.:)

środa, 12 lutego 2014

Konkurs ze Złodziejką Książek!

Serdecznie zapraszam do udziału w konkursie organizowanym 
przez portal literacki Secretum.pl 
Nagrodami są egzemplarze lubianej i cenionej powieści Markusa Zusaka pt. Złodziejka książek
Szczegóły i regulamin znajdują się tutaj 
Zgłaszać się można do 16 lutego. 
Zapraszam!

poniedziałek, 10 lutego 2014

Thomas E. Sniegoski: Lewiatan

Autor: Thomas E. Sniegoski
Tytuł: Lewiatan
Seria: Upadli, t.2.
Stron: 303
Wydawca: Jaguar
Moja ocena: 7/10




Lewiatan to druga część cyklu Upadli. Powieść kontynuuje wątki rozpoczęte w Nefilimie. Finał części pierwszej był dramatyczny: Straż Anielska pod wodzą okrutnego Werchiela zabiła przybranych rodziców Aarona oraz porwała jego autystycznego braciszka Steviego. Wszystko co Aaron kochał i do czego przywiązał się po latach tułaczki przez kolejne rodziny zastępcze, w jednej chwili spłonęło w anielskim ogniu.
Teraz Aaron ma jeden cel; rusza w pościg za aniołami, bo chce uwolnić brata. W podróży towarzyszą mu poznany niedawno anioł Kamael oraz wierny labrador Gabriel. Świadomy swojego mieszanego i bardzo niezwykłego pochodzenia Aaron nadal nie chce go zaakceptować. Nie czuje się lepszy, wyjątkowy, a już na pewno nie czuje się Wybrańcem. Wolałby wrócić do dawnego życia, szkoły i snuć plany na zwyczajną ludzką przyszłość. Niestety do tego co było już nie da się wrócić i bardzo to Aarona boli.
W trakcie swojej wędrówki bohaterowie są zmuszeni się zatrzymać w niewielkim miasteczku Blithe i niespodziewanie okaże się, że przyjdzie im tam pozostać na dłużej. 
Dowódca Potęg nie próżnuje; najpierw dokonuje na małym Steviem okrutnej przemiany, która czyni z niego tropiciela i łowcę Nefilimów. Następnie wysyła tropem Aarona dziwaczne stworzenia o nazwie Orisha. Jedna z tych maszkar dotkliwie rani Gabriela i właśnie to zajście wymusza na bohaterach postój w miasteczku. 
Pomimo pozornego spokoju, Blithe tchnie jakąś tajemnicą i pulsującą grozą. Od pewnego czasu mieszkańcy miasteczka znikają w niewyjaśnionych okolicznościach, a pobliski las nawiedzają zmutowane potwory, będące mieszanką różnych gatunków zwierząt. Niedługo potem zupełnie niespodziewanie znikają Kamael, Gabriel oraz nowo poznane przez Aarona Katie (miejscowa weterynarz) i starsza gospodyni chłopaka, pani Provost.
Aaron nie ma innego wyjścia jak odszukać przyjaciół, którzy prawdopodobnie wpadli w duże tarapaty. Chłopak udaje się do opuszczonej fabryki, pod którą znajduje się ukryta grota. To w niej właśnie od wieków mieszka ogromny potwór, który nie tylko zawładnął życiem mieszkańców Blithe, dając im upragnione iluzje, ale też ma ogromne ambicje zarażenia tą iluzją całej ziemi. 
Zbliża się czas ostatecznej walki. Czy Aaron pozwoli dojść do głosu swojej anielskiej naturze i pokona plugawą bestię? Czy uwolni przyjaciół i mieszkańców miasteczka, a może przy okazji dowie się czegoś nowego? Czy też może raczej ulegnie toksycznym ułudom Lewiatana i stanie się jego źródłem energii? 
To wszystko wyjaśni się w  części drugiej.
Powieść Lewiatan jest znacznie lepsza do części pierwszej. Dzieje się tu znacznie więcej i nie ma czasu na nudę. Można by zadać pytanie o zasadność niektórych wydarzeń. Mogą się one bowiem wydawać niepotrzebnym opóźnianiem tego co nieuniknione czyli rozprawy z Werchielem i jego siepaczami.  Z drugiej strony do tej walki Aaron powinien stanąć przygotowany i świadomy własnej mocy, a tego na razie o głównym bohaterze nie można powiedzieć. Być może mistrz manipulacji, jakim się okazuje być prastary morski potwór ma za zadanie uświadomić Aaronowi pewne sprawy i skłonić go do działania. Słowem potrzebny jest bodziec i to naprawdę silny.
Część druga sygnalizuje też kilka ciekawych wątków, które niebawem się pojawią. Okazuje się, że z Vilmą, bliską Aaronowi dziewczyną dzieje się coś niepokojącego. Stevie zaś uległ okrutnej przemianie i jest teraz Malakiem. Spotkany w finale części drugiej archanioł Gabriel sugeruje Aaronowi, że jest on bardzo podobny do swojego anielskiego ojca. Słowem sporo się jeszcze wydarzy w tej historii. 
Powieść nie jest oczywiście idealna. Są w niej pewne wątki i rozwiązania, które nie pasują ani do całości, ani do charakteru tej historii, jak tworzenie w podziemnym laboratorium przerażających stworów z wykorzystaniem do tego psów czy kotów. To wydawało mi się kompletnie niepotrzebne i bez logiki. 
W stosunku do części pierwszej widać jednak pewną poprawę, dlatego nie warto się zniechęcać. Poza tym, jeśli szuka się łatwej, niezobowiązującej lektury, to druga część cyklu Upadli idealnie się do tego nadaje.

piątek, 7 lutego 2014

Cinda Williams Chima: Karmazynowa korona

Autor: Cinda Williams Chima
Tytuł: Karmazynowa korona
Seria: Siedem Królestw, t.3. 
Stron: 666
Wydawca: Galeria Książki
Moja ocena: 9+/10





Karmazynowa korona to zakończenie, czwarta i ostatnia część cyklu pt. Siedem królestw
Zmagania sojuszników Raisy zakończyły się sukcesem; księżniczka z racji należnych jej praw, popartych gorącym życzeniem kochającego ją prostego ludu, została koronowana na królową.
W tym momencie autorka mogłaby jeszcze dokończyć watek miłosny i w zasadzie 4 tom nie byłby już potrzebny. 
Sęk w tym, że tom 3 wiele spraw pozostawił nierozwiązanych, a poza tym byłoby nudno i banalnie, gdyby bohaterów zostawić z krótkim "długo i szczęśliwie". To znaczy można i trzeba jak najbardziej, ale dobrze jeszcze tę chwilę poodwlekać, jeszcze trochę pokibicować bohaterom, popatrzeć na ich zmagania  z losem i innymi przeciwieństwami. 
Jak już wspomniałam wyżej Raisa została królową; koronacja to jednak dopiero początek. Teraz przyjdzie pora na uporządkowanie spraw wewnętrznych kraju oraz koniecznie tych związanych z polityką zagraniczną, a zwłaszcza z coraz bardziej wyraźnym widmem wojny. 
Rosną napięcia między klanami a czarownikami. Klany odmawiają wytwarzania nowych amuletów, tak potrzebnych magom. Stąd już bardzo blisko do desperackich kroków ze strony czarowników.  Jakby tego było mało, w Łachmantargu coraz częściej dochodzi do zabójstw, przypadkowych mogłoby się zdawać magów, a pozostawione na miejscu zbrodni ślady, sugerują działanie Hana Alistera. 
Raisa, jako królowa, staje się pożądaną partią dla wszystkich, którzy widzieliby siebie w roli królewskiego małżonka, a może nawet i samego króla. Wspierana dobrymi radami przyjaciół i wiernych doradców, młoda władczyni zdumiewająco dobrze radzi sobie w rożnych sytuacjach, a jej troska o losy Fells, prostota w działaniu, odwaga i stanowczość, zjednują jej coraz większe rzesze popleczników. Raisa zdaje sobie jednak sprawę, że polityka nie jest rzeczą łatwą, ani przewidywalną i każda nawet najdrobniejsza decyzja może zadziałać na zasadzie domina. Poza byciem głową państwa, królową, Raisa jest też przecież młodą kobietą, która ma marzenia, jest zakochana i to w najgorszym (w opinii wielu) z możliwych kandydatów. 
Han Alister, już pogodził się z faktem, że Raisa, którą kiedyś poznał pod imieniem Rebeki, jest królową, ale nie pogodził się z tym, że ich związek plasuje się w kategorii niemożliwy. Historia legendarnej królowej Hanalei i jej wielkiej miłości do Króla Demona, ma być dla Hana przestrogą. Młodzieniec odkrył już prawdziwą tożsamość, swojego doradcy Kruka i ma nadzieję, że jego doświadczenie i wiedza, pomogą mu nie tylko raz na zawsze rzucić Bayarów  na kolana, ale też znaleźć sposób, by on i Raisa, mogli być ze sobą bez szkody dla kogokolwiek.
Tymczasem wrogowie królestwa, zarówno ci w kraju, jak i poza jego granicami, nie ustają w wysiłkach, by zdobyć to, na czym im zależy. 
Zbliża się czas decyzji; każdy będzie musiał się opowiedzieć po jednej ze stron. 
W 4. części autorka naprawdę nie pozwala czytelnikowi się nudzić. Wszystkie rozpoczęte, a nawet ledwo zasygnalizowane wątki znajdują tu swój finał. Ośmielę się zasugerować, że tych zwrotów akcji i niespodziewanych wydarzeń jest aż za dużo, tak że czytelnik nie ma czasu na oddech. Kiedy już mi się wydawało, że nic nowego się nie wydarzy, nagle Hana lub Raisę spotykało coś, czego nie przewidziałam. 
Swoje zakończenie znajdzie tu zatem nie tylko historia Hana i Raisy. Przyjrzymy się bliżej pochodzeniu Haydena Tancerza Ognia; zobaczymy Cat Tyburn w roli pałacowej damy dworu; będziemy śledzić przemianę Michah i rozterki Fiony. Nie zabraknie oczywiście wiernego i lojalnego Amona, mądrej Iwy, czy pozostałych członków klanów. Nawet Kruk otrzyma swoje szczęśliwe zadośćuczynienie.
Trzeba przyznać autorce, że bardzo starała się zadowolić czytelnika, a w ostatnim momencie finału udało się jej go zaskoczyć. Kiedy bowiem wyjdzie na jaw tożsamość zabójcy magów, podejrzewam, że niejeden czytelnik zada sobie pytanie, jak mógł nie podejrzewać akurat tej osoby?
Na tle swoich poprzedniczek Karmazynowa korona wypada chyba najlepiej; głównie dzięki tempu akcji i atrakcyjności wydarzeń. Wszystko spójnie się ze sobą łączy i żaden element nie jest zbędny. 
Cykl Siedem królestw naprawdę jest wart przeczytania i myślę, że na ma tu limitu wieku; czego dowodem możemy być moja Mama i ja, a przecież trochę lat nas dzieli. Każdy czytelnik znajdzie w cyklu coś dla siebie. 
Polecam, bo naprawdę warto!

wtorek, 4 lutego 2014

Thomas E. Sniegoski: Nefilim

Autor: Thomas E. Sniegoski
Tytuł: Nefilim
Seria: Upadli, t.1.
Stron: 318
Wydawca: Jaguar
Moja ocena: 6+/10




W wolnej chwili lubię sięgać po starsze cykle. Czekają sobie one cierpliwie na swoją kolej i bywa, że się doczekują. Ostatnio przyszła pora na serię Upadli T. E. Sniegoskiego, znanego scenarzysty komiksowego, któremu zawdzięczamy m.in. opowieści o Punisherze, Batmanie czy Wolverinie.
Kilka lat temu, gdy w literaturze i filmie mieliśmy istny wysyp postaci z pogranicza postrzegania ponadzmysłowego, obok wampirów, wilkołaków, swoje pięć minut miały także upadłe anioły. Temat to przecież dość wdzięczny i dający twórcy pole do popisu, więc czemu nie skorzystać i nie stworzyć jakieś prostej i miłej w odbiorze historii?
Miłą odmianą jest fakt, że głównym bohaterem swojego cyklu uczynił Sniegoski, chłopaka, a nie dziewczynę. Żeńskich bohaterek, heroin i "wybranek" mamy już całe zatrzęsienie, a chłopaków nadal jak na lekarstwo.
Aaron ma lat 18 i jak to w takich historiach bywa, na pozór nie wyróżnia się niczym szczególnym. Jest pracowity, grzeczny, odpowiedzialny, naprawdę przeciętny. Ma dwoje zwykłych, ciężko pracujących rodziców i młodszego chorego na autyzm brata, Stevena. Jest to co prawda rodzina zastępcza, ale dają Aaronowi tyle ciepła i wsparcia, że brak więzów krwi nie ma tutaj znaczenia. Najbliższym przyjacielem chłopaka jest biszkoptowy labrador o imieniu Gabriel. (Tutaj ujawniają się osobiste sympatie autora, który także ma psa tej rasy).
Tuż przed 18 urodzinami Aaron zaczyna śnić o wielkiej wojnie, która już się wydarzyła. W snach widzi krew, miecze, słyszy bojowe okrzyki... i łopot skrzydeł, które wydają się przesłaniać niebo. Na snach się jednak nie kończy. Aaron zaczyna słyszeć niepokojące głosy i, ku swemu zaskoczeniu, rozumieć języki, z którymi nigdy nie miał styczności. Jakby tego wszystkiego było mało, Aaron zaczyna rozumieć co mówi do niego Gabriel. Czyżby popadał w obłęd? Wszystko na to wskazuje. W końcu nie zna swojego pochodzenia; może więc w jego rodzinie były przypadki szaleństwa?
Spotkany  w parku tajemniczy starzec, ku zdziwieniu Aarona, podaje się za upadłego anioła i próbuje wytłumaczyć chłopakowi co się z nim dzieje i kim tak naprawdę jest. Dla bohatera, który ma już ukształtowaną wizję swojej przyszłości, teoria, jakoby był Nefilimem czyli pół - aniołem, pół - człowiekiem, jest nie do przyjęcia, dlatego postanawia nic z tym nie robić i po prostu żyć dalej. 
Okazuje się jednak, że nie będzie to łatwe. W mieście coraz częściej wybuchają tajemnicze pożary, a tajemniczy prześladowcy z ognistymi mieczami zabijają pozornie przypadkowe osoby.  
Pierwsza część cyklu Upadli jest lekturą lekką, taką na jeden wieczór. Niewielka objętościowo, z dość dużą czcionką czyta się naprawdę szybko i przyjemnie. Nie dzieje się tutaj co prawda za wiele, a akcja nie pędzi w zawrotnym tempie, ale warto przejść przez to zbyt długie wprowadzenie. Druga połowa książki jest zdecydowanie lepsza. Gdy ujawnia się prawdziwa, do tej pory głęboko ukryta, natura Aarona, robi się naprawdę ciekawie. Zwykłe życie, bezpieczne i nudne, bohater będzie musiał zostawić daleko za sobą i zmierzyć się nie tylko ze sobą samym, ale też z zaciekłym i bezlitosnym dowódcą Anielskiej Straży Werchielem, który zagrozi rodzinie chłopaka. No i jest jeszcze przepowiednia. Czy faktycznie dotyczy ona Aarona? To się zapewne niebawem okaże. 
Nie mogę nie wspomnieć o kreacji Gabriela, który na skutek uzdrowienia przez Aarona, stał się czymś więcej niż zwykłym psem. Widać, że autor wyjątkowo lubi tę rasę psów, bo wiem, nie da się ich nie lubić. Gabriel i jego łakomstwo oraz bezinteresowna miłość do całego świata oraz psi sposób postrzegania wszystkiego co ludzkie były bardzo zabawne i momentami pies kradł rolę człowiekowi! Od siebie (jako właścicielki czekoladowego łobuza) dodam tylko, że wszystkie labki są takie same! Kochane, żarłoczne, troskliwe i prześmieszne. 
A wracając do Nefilima. Ponieważ książkę czyta się szybko, warto mieć od razu pod ręką kolejną część. 
Co do mnie, to losy Aarona zaciekawiły mnie, a Gabe ujął mnie za serce, dlatego jeśli ktoś lub lekkie, niewymagające historie z anielskim akcentem, to polecam na zimowy wieczór.

sobota, 1 lutego 2014

Polscy Fani Uniwersum Metro 2033: W blasku ognia

Autorzy: Polscy Fani Uniwersum Metro 2033
Tytuł: W blasku ognia
Stron: 160
Format: e-book
Data premiery: 28.10.2014
Wydawca: Insignis




Czasami się zastanawiam; gdy Dmitry Glukhovsky pisał Metro 2033,  to czy choć raz przyszła mu do głowy myśl, że wykreowany przez niego w tej książce świat spotka się z takim przyjęciem czytelników, że jedna powieść zapoczątkuje cały projekt i że cały świat Metra tak się rozrośnie, że kolejni pisarze zaczną tworzyć własne książki, a fani własne opowiadania. Jak dla mnie, tak wielki i długofalowy oddźwięk na jedną powieść, opisującą świat po wybuchu, jest ewenementem. To naprawdę coś wspaniałego. 
Kto wie, może kiedyś któraś z serii Metra będzie szkolną lekturą? 
W ubiegłym roku serwis metro2033.pl zorganizował konkurs na opowiadanie ze świata Metro. Najlepsze opowiadania złożyły się na zbiór, który ukazał się w  formie elektronicznej pod koniec stycznia tego roku. E-book można za darmo pobrać z takich platform jak Legimi, Publio, Wooblink i jeszcze kilku innych. Dostępne są formaty EPUP i MOBI. (Z tym to w ogóle był problem, bo pobrany na czytnik MOBI, okazywał się uszkodzony, dlatego koniec końców przyszło mi czytać na ekranie komputera).
Zbiór jest niewielki; znajdziemy w nim 12 krótkich opowiadań, poprzedzonych prologiem. Klamrą łączącą wszystkie opowiadania jest ognisko, przy którym są one snute. Często monologi się rwą, ktoś komuś przerywa, bo wyrazi wątpliwość lub chce coś dodać od siebie. Tak to przecież bywa w tego typu sytuacjach. Klimat jest niepowtarzalny, bo ognisko jest jak sfera sacrum. Ogień ogrzewa skostniałe ręce i dusze ludzi, którzy tak wiele przeżyli. Jedni urodzili się tu w tunelach, inni pamiętają świat przed wybuchem i samą katastrofę. Każdy tu coś stracił; kogoś bliskiego, rodziców, przyjaciół, ukochanych. Niemal każdy doznał bólu, poczucia osamotnienia, czy nawet zdrady ze strony najbliższych. Rzeczywistość metra jest bardzo okrutna i obawiać się tu należy właściwie wszystkiego; polityki, różnorako interpretowanej religii, promieniowania, mutantów, mroków własnego umysłu, a przede wszystkim innych ludzi. To z ich strony spotkać człowieka może to co najgorsze. Tym, czego w takiej rzeczywistości należy się najbardziej obawiać, jest ludzka chciwość i chęć zysku oraz bardzo tu powszechne odczłowieczenie podszyte szaleństwem.
Opowiadania zawarte w tym zbiorze są tak różne, jak różni ich autorzy. Wpływ miał na to, podejrzewam i wiek i poglądy i temat, którego się podjęli.
Treści tych opowiadań są od siebie odmienne, bo wiadomo, że każdy opowiadacz co innego uzna za dobrą historię, czym innym będzie chciał słuchaczy zaskoczyć, przerazić, zmusić do refleksji, a nawet wzruszyć. Najlepsze jest tu to, że tak naprawdę do końca nie wiemy, ile prawdy, a ile zmyślenia jest w zasłyszanych historiach. Słabnąca pamięć to jedno, halucynacje wywołane radiacją to drugie, a dochodzi do tego jeszcze kwestia wiarygodności opowiadających. Coś się komuś zmyśliło, przyśniło w pijackim zwidzie, a nawet jeśli było, tak jak mówi historia, to jak to udowodnić?
Przy ognisku, z cynowym kubkiem gorącej herbaty, który znakomicie ogrzeje nam dłonie usłyszymy o miejscach nawiedzonych, opuszczonych przez Boga i ludzi, a zamieszkanych przez... no właśnie, do końca nie wiadomo przez co. Poznamy zasady podziemnej sprawiedliwości, posłuchamy o miłości, której nie dane było zaistnieć, bo ważniejsze były układy i polityka. Dowiemy się, z jakimi potworami można się tu spotkać i czy faktycznie istnieją, czy może są tylko wytworem ludzkich lęków, obrastających w śluzowaty strach bujd, przenoszonych z ust do ust. W finałowym opowiadaniu pojawi się także polski akcent, co powitałam z miłym zaskoczeniem.
Od strony redakcyjnej natomiast mogłoby być trochę lepiej. W tekstach są błędy interpunkcyjne, zdarzają się literówki, wypatrzyłam nawet jeden czy dwa ortograficzne. Szkoda, że dokładniej się temu nie przyjrzano, zanim wybrane opowiadania ujrzały światło dzienne. 
Zbiór ten powstał z wielkiej pasji i widać, że tę pasję odzwierciedla. Stworzyli go fani Metra 2033 dla innych fanów i w takiej właśnie kategorii należy to przedsięwzięcie postrzegać.
Kto zechce, ten przeczyta. Mnie się podobało i mile spędziłam popołudnie.
Pozdrawiam!