sobota, 31 marca 2012

Kenneth B. Andersen: Uczeń diabła

Autor: Kenneth B. Andersen
Tytuł: Uczeń diabła
Tytuł serii: Wielka wojna diabłów, cz. 1.
Wydawca: Jaguar
Stron: 364
Moja ocena: 10/10
Zastanawialiście się kiedyś, nad tym, dokąd człowiek udaje się po śmierci? Obawialiście się, że może nie jesteście wystarczająco dobrzy, by trafić do Nieba lub mruczeliście pod nosem, że za to lub za tamto na pewno traficie do Piekła?  Na pewno tak. Każdy człowiek ma czasem takie myśli. Kenneth B. Andersen puścił w tym temacie wodze fantazji i w ten oto sposób powstała powieść, zaczynająca cykl zatytułowany Wielka wojna diabłów.
Głównym bohaterem jest trzynastolatek Filip Engell, chłopiec grzeczny, miły i uczynny. Któregoś dnia, po nieprzyjemnym incydencie w szkolnej szatni, w której to zamknął go najgorszy z łobuzów Soren, Filip wraca do domu i pomaga zejść z drzewa zabłąkanemu kotu. W sumie byłby to nic nie znaczący drobiazg, gdyby nie fakt, że kot dziękuje, mówiąc ludzkim głosem, po czym ucieka na drugą stronę ulicy. Zafascynowany Filip udaje się w ślad za tajemniczym zwierzęciem i na skutek głupiego psikusa, śledzącego go Sorena wpada pod nadjeżdżający samochód. Ginie na miejscu i ku swojemu ogromnemu zaskoczeniu budzi się w Przedsionku samego Piekła. Okazuje się, że nie trafił  tam przypadkiem. 
Oto bowiem sam wielki władca Piekła, Lucyfer jest śmiertelnie chory i wybrał Filipa na swojego następcę. Gorzej trafić nie mógł, bo chłopiec jest tak przebrzydle dobry, że nie ma w tym sobie równych. Szybko okazuje się, że doszło do koszmarnej pomyłki i Śmierć przysłała nie tego chłopca, a w dodatku jest już za późno na wymianę. 
Zdesperowany Lucyfer postanawia przerobić anielsko dobrego Filipa na rasowego diabła, takiego złośliwego i podłego, z prawdziwymi rogami, skrzydłami i ogonem. Przyśpieszony kurs diabelstwa okazuje się być iście Syzyfową pracą, bo Filip jest naprawdę anielsko dobry, a przy tym dość odporny na diabelskie zakusy. Oczywistym jest, że owa diabelska edukacja i jej finał są tylko kwestią czasu. W towarzystwie przemądrzałego kota Lucyfaksa i pięknej diablicy Satiny, Filip będzie zgłębiał działanie piekielnej społeczności, powodując tym naprawdę spory chaos i przewrót w demonicznym świecie. Przy okazji wtykania nosa w nie swoje sprawy bohater odkryje, że choroba Lucyfera ma swoje podłoże zupełnie gdzie indziej,  niż wszyscy sądzili i wpadnie na trop spisku, którego udaremnienie zmieni losy całego podziemnego świata.
Powieść duńskiego pisarza wnosi świeży powiew do fantastycznego świata Piekieł, tak chętnie opisywanego w literaturze. Okazuje się, że w wielu sprawach Piekło swoim funkcjonowaniem bardzo przypomina ziemski świat; kipi od intryg, namiętności i aż trzęsie się od pogoni za władzą.
Początkowo akcja jest nieco wolna, ale to tylko przez kilka pierwszych rozdziałów; potem przyśpiesza i robi się coraz ciekawiej. Z ogromnym zainteresowaniem obserwowałam zmiany, zachodzące w osobie Filipa i z przyjemnością zgadywałam, jak zakończy się cała ta historia.
Powieść mogę śmiało polecić zwłaszcza młodzieży, szukającej dla siebie ciekawej lektury. Książkę czyta się szybko i lekko, i na pewno nikogo ona nie znuży. Jest napisana dowcipnym, błyskotliwym językiem, bawi, wzrusza i sprawia, że chce się sięgnąć po kolejny tom.
Oczywiście nieco starsza młodzież też może po Ucznia diabła sięgnąć i powinna być zadowolona. Sama żałuję, że za moich nastoletnich czasów nie było tak ciekawych książek jak dziś. Na szczęście są książki, co do których nie obowiązuje limit wieku, dlatego można je czytać po każdej kolejnej osiemnastce.
Książkę serdecznie polecam, a sama, w obliczu sobotniego popołudnia, raz po raz sypiącego śniegiem, zabieram się za drugą część, której recenzja pojawi się na dniach.
Pozdrawiam wszystkich i dobrego weekendu!

             
                                                *******************
Kenneth Boegh Andersen to obecnie najbardziej poczytny w Danii pisarz specjalizujący się w literaturze młodzieżowej. 
Kolejne tomy serii o Filipie, władcy piekieł, zostały wyróżnione prestiżową Nagrodą Orla, przyznawaną przez Duńskie Ministerstwo Kultury i Związek Bibliotekarzy oraz dziecięcy i młodzieżowy oddział Danmark Radio.

czwartek, 29 marca 2012

Licia Troisi: Ostatni bohaterowie

Autor: Licia Troisi
Tytuł: Ostatni bohaterowie
Tytuł cyklu: Legendy Świata Wynurzonego, t.3.
Wydawca: Videograf II
Stron: 342
Moja ocena: 9/10
Ostatnia część przygód w Świecie Wynurzonym to zarazem podsumowanie pisarskiej wędrówki po wykreowanym przez autorkę  świecie. Licia Troisi na napisanie wszystkich trzech trylogii potrzebowała dziesięciu lat i jak sama mówi, zdążyła przez ten czas dojrzeć. Dorastała zresztą razem ze swoimi bohaterami, bo gdy zaczynała pisać miała 20 lat,  a więc była młodą dziewczyną. Gdy zakończyła pracę nad książkami z tego cyklu dobiegła trzydziestki i stała się dojrzałą kobietą. 
Powieść Ostatni bohaterowie kontynuuje wątki przerwane w części drugiej zatytułowanej Córka krwi.
W Świecie Wynurzonym trwa walka ze straszliwą zarazą. Odkryto co prawda antidotum, ale jest go bardzo mało. W takiej sytuacji Theana i jej pomocnicy stają przed straszliwym dylematem; lekarstwo podaje się tylko tym, którzy mają realne szanse na wyzdrowienie. Okrutne, ale konieczne. 
Tymczasem Elfy pod wodzą króla Kryssa zdobywają niemal całkowitą kontrolę nad Krainą Wiatru. Sposób, w jaki to robią jest okrutny i jest dziełem szaleńca. Przyznam, że przy czytaniu aż mnie ciarki przechodziły. 
Wysiłki królowej Dubhe nie zdają się na wiele; bohaterka, która tyle zrobiła do królestwa ginie podczas próby zabicia Kryssa. Śmierć dzielnej królowej staje się impulsem do jeszcze jednego wojennego zrywu. 
Zrozpaczona po śmierci swojego przybranego ojca Adhara trafia do niewoli Elfów, walczących z reżimem Kryssa i stopniowo odkrywa źródła strasznej siły, jaką dysponuje król Elfów. Dziewczyna pogodziła się już z myślą, że jest Sheireen - Poświęconą i że jej przeznaczeniem jest walka z Marvashem, którym w tym wcieleniu jest jej ukochany Amhal. Adhara wie, że starcie pomiędzy tymi dwoma siłami jest nieuniknione i tylko jedna ze stron wychodzi z niego żywa. Tym razem Adhara postanawia zawalczyć o przyszłość Świata Wynurzonego na własnych zasadach. 
Czy się jej to uda, czy może jej plany to szalone zamysły zakochanej dziewczyny? Czy Amhal, który wciąż podąża drogą do unicestwienia i który już wyrządził tyle złego może jeszcze zawrócić? Czy irracjonalne pragnienie Sana, pielęgnowane w jego sercu od tylu lat wreszcie się spełni? 
Odpowiedzi na te i wszystkie dręczące czytelnika pytania znajdą swoje odpowiedzi w ostatniej części trylogii. 
Jedno jest pewne; Świat Wynurzony, bardzo już w gruncie rzeczy stary i doświadczony, po tym wszystkim już nie będzie taki sam. Zmiany są konieczne, taka jest kolej rzeczy. 
Moja przygoda z bohaterami Świata Wynurzonego trwała blisko rok, ponieważ na ostatnie części trzeba było czekać, aż się ukażą w Polsce. Pamiętam tę niecierpliwość przy lekturze świeżo zakupionej części i niedosyt po jej przeczytaniu. Dziś cykl ten należy do jednego z moich ulubionych. Można mu wiele zarzucić, to fakt, m.in. zbytnią cukierkowość i schematyczność przy prezentowaniu niektórych wątków, ale gdy się na to przymknie oko, to historia okazuje się całkiem ciekawa, przemyślana, a niekiedy nawet refleksyjna.Tym co mi się bardzo podobało było stopniowe dorastanie bohaterów, takich jak Nihal czy Dubhe i to, że bohaterkami nie stały się z dnia na dzień. Do bohaterstwa prowadzi długa i trudna droga, okupiona cierpieniem, pracą nad własnym charakterem, walką z własnymi słabościami  i pokusami, jakie się pojawiają po drodze. Dorastanie to także podejmowanie decyzji, które mogą być błędne i mieć przykre konsekwencje; często bohaterowie takie właśnie decyzje pod wpływem chwili czy emocji podejmowali.
Do książek z tego cyklu na pewno jeszcze nie raz wrócę. Natomiast wszystkim, którzy jeszcze nie mieli okazji się zapoznać z cyklem serdecznie go polecam. 
Pozdrawiam!
                                                                 **********************
Remont dobiega końca, będę zatem miała więcej czasu na blogowanie i czytanie. Poza tym już niecierpliwie czekam przerwy świątecznej. A już jutro weekend, nareszcie! 
Udanego i spokojnego końca tygodnia dla wszystkich!


sobota, 24 marca 2012

F. G. Cottam: Mroczne echo

Autor: F. G. Cottam
Tytuł: Mroczne echo
Wydawca: Amber
Stron: 255
Moja ocena: 7/10
Pochodzenie książki: Weltbilt -  zakładka Wyprzedaż, cena: 13.00 zł
Dziś chciałam napisać kilka słów o książce, pochodzącej z wyprzedaży Weltbiltu. Od razu muszę się przyznać, że podczas lektury popełniłam zasadniczy błąd, który zaważył negatywnie na końcowej ocenie książki.  Mianowicie czytałam ją zbyt długo, a wszystko przez remont w domu. Spowodowało to, że nie mogłam się należycie skupić na lekturze, gubiłam wątek i nie dałam rady wczuć się w atmosferę tej krótkiej powieści, która sama w sobie nie jest taka zła, choć w normalnej cenie raczej bym jej nie kupiła. 
Choć obecnie historie z dreszczykiem czytam raczej rzadko, to jednak od czasu do czasu po nie sięgam. Cenię sobie zwłaszcza te o nawiedzonych domach, przedmiotach czy pojazdach. Do moich ulubionych książek w tym temacie należą Christine S. Kinga i Walhalla G. Mastertona. 
Książka Mroczne echo jest taką właśnie historią, z tym że nawiedzony jest tutaj tytułowy jacht, a jego historia sięga początków lat 20. XX wieku. 
Głównym bohaterem i jednocześnie narratorem powieści jest Martin, mężczyzna w średnim wieku. Miejscami rolę narratora przejmuje także dziewczyna Martina, Suzanne. Wszystko zaczyna się od chwili, gdy  bogaty i stanowczy ojciec Martina kupuje na licytacji stary, prawie stuletni jacht. Planuje go odrestaurować i wyruszyć w rejs, spełniając tym swoje młodzieńcze marzenia. Martin początkowo jest zdziwiony planami ojca, z którym od śmierci matki ma raczej znikomy kontakt. Gdy jednak podczas prac renowacyjnych zaczyna dochodzić do tragicznych w skutkach wypadków, właściciel stoczni sam rezygnuje ze zlecenia, a archiwum, w którym znajdują się stare dzienniki pokładowe jachtu płonie, Martin stara się odwieść ojca od tego niebezpiecznego planu. Słusznie obawia się, że żaden z nich może tego rejsu nie przeżyć.
Z czasem okazuje się, że jacht ma niesamowicie krwawą i długą historię, w której trup naprawdę ściele się gęsto, zaś pierwszy właściciel jachtu Harry Spalding tylko trochę różni się od diabła wcielonego. Śledztwo prowadzone przez Martina, a potem przez jego dziewczynę Suzanne ujawnia zaskakujące i zatrważające fakty z życia Spaldinga. Historia sprzed lat wcale się nie zakończyła, a jej finał ma mieć miejsce dopiero teraz u brzegów Irlandii. 
Czy Suzanne zdąży pomóc ukochanemu i jego ojcu, którzy stracili panowanie nad demonicznym jachtem? Czy zdejmie klątwę? Finał historii okazuje się dość zaskakujący.
Jak już wspomniałam, gdyby moja kondycja czytelnicza była w tym tygodniu lepsza, być może ocena książki byłaby wyższa. Warunki do czytania były jednak mało sprzyjające, a ja przekonałam się dobitnie na własnej skórze, jak źle to wpływa na lekturę.
Fabuła jest dość dobrze przemyślana i choć na początku nieco się dłuży, potem znacznie przyśpiesza i robi się coraz ciekawiej. 
Jednak w przypadku historii o nawiedzonych i demonicznych pojazdach od fabuły oczekuje się naprawdę sporo, zwłaszcza dużej dawki emocji i dreszczu niepewności. Trochę mi tego tutaj brakło, choć mam także świadomość, że z zazdrosną i zimno dedukującą Christine Kinga, mało który pojazd może konkurować.
Dlatego lekturę, mogę polecić tylko tym, którzy naprawdę nie mają już nic innego do czytania, albo nie mają w domu remontu. Może wtedy okazać się, że książka ma więcej walorów niż ja zdołałam dostrzec.

                                                         *****************
U mnie pogoda ładna, choć wietrzna. Życzę wszystkim dobrego weekendu. A na koniec zdjęcie oznak życia w moim ogrodzie. Już niedługo będzie naprawdę ładnie i niecierpliwie na to czekam. ;)
Pozdrawiam wszystkich i miłego weekendu. I pamiętajcie, że dziś śpimy o godzinę krócej! 

piątek, 23 marca 2012

Trzeci w blogowym życiu stosik do recenzji!




Kolejny, już pochłonięty, stosik do recenzji. 
Kolejno od góry:
1. S. Deas: Łowca złodziei,      
od Pana Marcina 
z Wydawnictwa Prószyński i s- ka. Recenzja
2. C. M. Vallente: Nieśmiertelny od Pani Katarzyny z Wydawnictwa MAG.  Recenzja
Jak dla mnie ta książka to zdecydowany i bezdyskusyjny hit marca.
3. A. Bradley: cykl o Flawii De Luce czyli
Zatrute ciasteczko, Recenzja
Badyl na katowski wór, Recenzja
Ucho od śledzia w śmietanie. Recenzja
Całość od portalu Secretum. 
Za egzemplarze do recenzji serdecznie dziękuję.
Pozdrawiam serdecznie!

środa, 21 marca 2012

Licia Troisi: Córka krwi

Autor: Licia Troisi
Tytuł: Córka krwi
Tytuł serii: Legendy Świata Wynurzonego, t. 2.
Wydawca: Videograf II
Stron: 266
Moja ocena: 9/10
Córka krwi to druga część Legend Świata Wynurzonego, która zaczyna się dokładnie w momencie, gdy kończy się część pierwsza. To już zresztą stały dla powieści z tego cyklu schemat. Dla kogoś, kto czyta te książki jedna po drugiej, to duży komfort. Kończy się pierwszą część i zaraz zaczyna następną. Finał części pierwszej obfitował w wiele ekscytujących wydarzeń. Zachorował król Learchos i w bardzo szybkim czasie umarł. Rządy objął Neor, syn Dubhe, ale i on w krótkim czasie poniósł śmierć i to z rąk Sana. Tego samego Sana, którego babka Nihal ponad sto lat temu pokonała Tyrana i uratowała cały Świat Wynurzony. Zdesperowany San nie ma żadnych sentymentów ani litości, dla ludzi, którzy kiedyś byli mu bliscy. Ma bowiem własne plany, do których realizacji jest mu potrzebny Amhal. Ten ostatni balansuje na cienkiej granicy, oddzielającej dobro od zła. Amhal nie daje sobie rady z ogarniającym go uczuciem, by niszczyć; sprawy zaszły za daleko i już nie można ich zatrzymać. San w roli demonicznego nauczyciela, który pomaga odkryć młodemu jeźdźcowi smoka jego mroczną stronę,  jest naprawdę niesamowity i choć budził mój niesmak i niechęć, to był przekonujący, nie powiem. Początkowo trudno było mi zrozumieć, do czego Sanowi jest potrzebny Amhal, ale z czasem wszystko się wyjaśniło.
Tymczasem Adhara wszelkimi sposobami stara się odseparować Amhala od Sana. Bezskutecznie. Nierozstrzygnięty pojedynek między nią a Amhalem przekonuje ją, że ukochany jest zdecydowany, by odejść z Sanem. Gdy San z Amhalem znikają, Adharę ratuje nowo przybyły nieznajomy, który wyjawia bohaterce całą prawdę o jej pochodzeniu. Zrozpaczona Adhara początkowo nie chce w to wierzyć, jednak pod wpływem emocji wszystko sobie przypomina.
Druga część Legend to długa droga Adhary do odnalezienia własnej tożsamości i pogodzenia się z tym, kim jest. Jednak nie tylko Adhara stara się odnaleźć swoje miejsce w życiu. W o wiele gorszej sytuacji znajduje się księżniczka Amina, która nagle straciła dziadka i ojca i nie umie się odnaleźć w nowym ogarniętym wojną i epidemią świecie oraz jej brat Kalth, któremu przyjdzie stanąć na czele państwa i objąć władzę. Natomiast Dubhe, kobieta już przecież dość wiekowa, zastanawia się, co jeszcze ona sama może zrobić dla kraju, nad którego dobrobytem ona i Learchos przez tyle lat tak ciężko pracowali.
Tymczasem Amhal wraz z Sanem docierają do obozu króla Elfów Kryssa i stopniowo zapoznają czytelnika z planami elfów wobec ludzkiego miasta Makrat.
Niespodziewanie dla niej samej Adhara dostrzega na swojej dłoni znamię, panoszącej się wszędzie epidemii. Jej stwórca Adrass przekonuje ją, że recepta na lek, znajduje się w zaginionej bibliotece w Makracie i namawia dziewczynę do podróży. Przerażona perspektywą szybkiej i ohydnej śmierci Adhara godzi się i wyruszają w drogę. Czy zdąży tam dotrzeć, zanim będzie za późno? Czy pogodzi się ze swoim przeznaczeniem i zrezygnuje z prób uratowania Amhala? Jaki los czeka Świat Wynurzony? Czy znajdzie się lekarstwo na epidemię? Na te i inne pytanie można znaleźć odpowiedzi w drugim tomie trylogii.
Sprawna narracja, dobre tempo akcji, ciekawi bohaterowie i zbliżający się wielkimi krokami finał to niewątpliwe zalety tej książki. Mnie podobała się bardzo i niemal od razu zabrałam się za część trzecią. Polecam ją także i Wam.
Pozdrawiam serdecznie!

poniedziałek, 19 marca 2012

Helen McCabe: Grajek


Autor: Helen McCabe
Tytuł: Grajek
Wydawca: Bullet Books
Stron: 282
Moja ocena: 10/10
Pochodzenie książki: Weltbilt -  zakładka Wyprzedaż, cena: 12.90 zł
O książce Grajek dowiedziałam się zupełnie przypadkowo z wkładki w innej książce z tego wydawnictwa. Zainteresował mnie opis treści i wiedziałam, że tylko kwestią czasu jest to, że ją przeczytam. Potem na blogach pojawiło się kilka jej recenzji, które tylko utwierdziły mnie w przekonaniu, że książka jest warta przeczytania. Aż w końcu na Weltbilcie w zakładce wyprzedaż pojawił się Grajek o połowę tańszy niż normalnie, bo za 13 złotych. Takiej okazji nie mogłam przepuścić. Kupiłam go, podobnie jak kilka innych i już dziś, po lekturze, wiem, że wszystko co sobie wyobrażałam na jej temat było prawdą. Książka jest naprawdę dobra.
Krótko na temat treści. Powieść nawiązuje do starej legendy o fleciście z Hammelin, który nie otrzymawszy zapłaty za oczyszczenie miasta ze szczurów, w zemście wyprowadził stamtąd wszystkie dzieci. Prawdopodobnym źródłem inspiracji dla tej legendy stała się Dziecięca Krucjata z roku 1212, kiedy to ok 30 tys. dzieci wyruszyło za tajemniczym chłopcem Nicholasem do Ziemi Świętej w nadziei, że dzięki ich niewinności zostanie uratowane Jeruzalem. Oczywiście do Ziemi Świętej nie dotarł nikt; większość dzieci zmarła po drodze lub została sprzedana do niewoli. Autorka Grajka wykorzystała oba te motywy i na ich kanwie uplotła całkiem zgrabną historię, od której aż włos się jeży.
Historię legendarnego Grajka i jego demonicznego wpływu na otoczenie, a zwłaszcza na dzieci, poznajemy z dwóch perspektyw.
W małej rumuńskiej wiosce młody lekarz bada fenomen wysokiej zapadalności miejscowych kobiet na schizofrenię. Choroba kobiet wydaje się być powiązana z miejscowym kultem jakiegoś starego bóstwa, któremu oddają cześć młode dziewczęta. Dodatkowo małą społecznością wstrząsa wiadomość o brutalnej napaści i gwałcie na jedną z młodych mieszkanek wioski. Lekarz stara się odkryć źródło choroby i niechcący wplątuje się w poważne kłopoty, które mogą zagrażać jego życiu.
Akcja części drugiej przenosi czytelnika do Ameryki, gdzie rodzina miejscowego szeryfa oczekuje przyjazdu nowego nauczyciela muzyki. Wszyscy członkowie rodziny, a zwłaszcza matka, wiążą z osobą nauczyciela duże nadzieje. Możliwe, że umiejętne podejście i właściwy tok nauki dobroczynnie wpłyną na najstarszego syna, który ogłuchł od uderzenia piorunem. Nowy nauczyciel budzi ogólny zachwyt, zwłaszcza małoletnich członków rodziny. Tylko jeden kaleki Mike widzi prawdziwą naturę nauczyciela i jest przerażony dostrzeganą przez siebie prawdą. Zdaje sobie sprawę, że jego rodzina, a zwłaszcza sześcioletnie rodzeństwo jest w ogromnym niebezpieczeństwie. Co może zrobić kaleki chłopiec, gdy musi liczyć tylko na siebie? Tego warto się dowiedzieć, czytając Grajka.
Powieść ma zgrabnie zbudowaną fabułę, a napięcie jest stopniowane za pomocą niedomówień lub sugestii, na tyle jasnych, że łatwo się można wszystkiego domyślić. Bardzo mi się również podobało ukazanie osoby Flecisty z Hemmelin w dwóch światach i z zupełnie bliska. Pozorne piękno i słodycz skrywają ogromną brzydotę, okrucieństwo i dewiację.
Książkę czyta się szybko. Opisy nie nużą i ani się człowiek obejrzy a już okazuje się, że lektura dobiega końca.
Na pochwałę zasługuje też zakończenie; niby zamknięte, ale z małą sugestią, że nie wszystko tak naprawdę się skończyło.
Ukoronowaniem całości jest umieszczona na końcu ballada autorstwa Roberta Browninga zatytułowana Flecista z Hammelin, która znakomicie współgra z fabułą książki i czyni ją bogatszą.
Grajek to doskonała pozycja książkowa nie tylko dla miłośników dobrych historii z dreszczykiem. Każdy, kto lubi czasem przeczytać coś niepokojącego, zmuszającego do myślenia jeszcze długo po zakończeniu lektury, na pewno znajdzie w Grajku coś dla siebie.
Mnie książka bardzo się podobała. Polecam, bo warto. 

                                                             *************
Helen McCabe -  urodzona w Worcestershire, gdzie wciąż mieszka. Pracowała jako bibliotekarka, sekretarka i nauczycielka angielskiego. Od roku 1983 jest profesjonalną pisarką, która napisała ponad 20 książek - zarówno pod własnym nazwiskiem, jak i pod pseudonimami Aisling Byrne i Liberty Brett. Do jej głównych gatunków należą współczesne oraz historyczne romanse, jednak bardzo interesuje się także zjawiskami paranormalnymi.
 

niedziela, 18 marca 2012

Ulubione seriale

Do zabawy zaprosiła mnie Książkozaur za co bardzo jej dziękuję. 
Obecnie nie oglądam seriali prawie wcale, trochę z braku czasu, trochę dlatego, że ciężko mi znaleźć coś dla siebie. Jednak kiedyś byłam prawdziwą maniaczką i gdy wybierałam te najukochańsze momentami miałam naprawdę spore dylematy. Obudziło się sporo sentymentów. 
W końcu zawęziłam listę do siedmiu, co uwierzcie, nie było łatwe. 



 1. Przyjaciele 
Nawet dziś czasem zerknę na emitowany w tv odcinek. Oglądałam wszystkie sezony, chyba trzy lub cztery razy i za każdym razem śmiałam się tak samo dziko. Jak dla mnie to najlepszy serial komediowy wszech czasów i żaden inny go nie pobije.



2. McGyver 
Jako nastolatka kochałam się w nim na zabój. Jego swobodny styl bycia i umiejętność wyjścia cało z każdej sytuacji przy zastosowaniu złotka z czekolady w połączeniu ze scyzorykiem budziły we mnie zbożny podziw.



3. Północ - Południe
Oglądany razem z Rodzicami w każdą niedzielę. Z zapartym tchem śledziliśmy losy dwóch rodzin Mainów i Hazardów, kibicowaliśmy im, gdy w czasie wojny musieli walczyć przeciw sobie, potępialiśmy intrygantkę Ashton, a kochaliśmy wspaniałego i opiekuńczego Orry' ego. Ostatnio zakupiłam sobie całość na DVD  i stwierdzam, że mimo upływu lat, serial jest równie dobry.







 4. Xena, wojowniczka księżniczka
Zaczęło się tak naprawdę od serialu o Herkulesie, a potem zrobiono jego spin off, który, moim zdaniem, okazał się dużo lepszy.  Wojownicza Xena wraz z przyjaciółką pacyfistką Gabriellą, przeżywała całą masę przygód, podróżowała po Azji i Europie i w ogóle była w zasadzie niezniszczalna. Serial zaspokajał moje zainteresowania mitologią, którą tam co prawda traktowano czasem bardzo po macoszemu, ale co tam. Jak na tamte czasy był super i wspominam go do dziś. Umieszczam też tutaj zdjęcie Aresa, boga wojny, który był niesamowicie uroczym łajdakiem.

5. Roswell: W kręgu tajemnic
Każde sobotnie popołudnie było dla mnie święte. Losy trójki kosmitów i ich przyjaciół absorbowały mnie i moje koleżanki, prowokując nas do nieustannego dyskutowania na temat, co będzie dalej. A miłosne perypetie Maxa i Liz co rusz przyśpieszały nasze tętna. Serial miał wszystko co powinien mieć dobry serial dla młodzieży: wątek sensacyjny, miłosny, a wszystko zakropione porządną dawką paranormalności. Zakończył się godziwie na trzech sezonach i satysfakcjonującym fana happy endem. Płyta z muzyką z serialu do dziś należy do moich najcenniejszych. 

6. Anioł ciemności Zwany przez wszystkich Angelusem. Historia wampira z duszą, który w ramach pokuty musi walczyć z demonami, rozpalała moją wyobraźnię niemal tak samo jak wyżej wspomniane Roswell. Angel, niegdyś bogaty złoty chłopak,  a obecnie bladolicy wampir, bardzo rzadko się uśmiechający, był niesamowity i cudowny. Serial powstał jako spin off  Buffy postrachu wampirów i był dużo lepszy, bardziej mroczny, z przemyślaną fabułą. W tym przypadku święte były dla mnie wieczory poniedziałkowe, kiedy to na wynajętym studenckim okupowałam tv, nikomu nie dając obejrzeć w tym czasie nic innego. Być może teraz dlatego mam do Davida Boreanaza taki sentyment i lubię go oglądać w serialu Kości.


7. Nikita z niezapomnianą i niezastąpioną Petą Wilson w roli tytułowej.
Serial powstał w nawiązaniu do francuskiej wersji filmu Luca Bessona i przedstawiał losy młodej narkomanki zwerbowanej do pracy w tajemniczej Sekcji 8. Próby buntu bohaterki i zachowania własnej tożsamości oraz prawa do decydowania o własnym losie, mimo krwawej profesji, jaką była zmuszona wykonywać skłaniały mnie do wielu refleksji. Nie można zapomnieć niesamowitym uczuciu pomiędzy Nikitą a milczącym i tajemniczym Michaelem.






Wymieniać mogłabym jeszcze długo, bowiem takich seriali było mnóstwo. Ograniczyłam się jednak do siedmiu, co także trudno mi przeboleć. 
Do zabawy zapraszam Dosiak, Isztar, Finkę oraz wszystkich, którzy mają ochotę podzielić się swoimi typami. 
Pozdrawiam serdecznie!