piątek, 2 listopada 2012

Adrian Tchaikovsky: Spadkobiercy ostrza

Autor: Adrian Tchaikovsky
Tytuł: Spadkobiercy ostrza
Tytuł cyklu: Cienie Pojętnych, t. 7.
Wydawca: Rebis
Stron: 668
Moja ocena: 7/10
Spadkobiercy ostrza to siódma już część cyklu Cienie Pojętnych. Bohaterami tego rozbudowanego i niezwykle skomplikowanego świata są  ludzie, posiadający  owadzie cechy; pojętni, zajmujący się nauką i budową machin oraz niepojętni, władający tzw. sztuką, noszącą znamiona magii. 
Ludzie z cechami owadów, to może brzmieć nieco dziwnie i kojarzyć się z komiksowymi mutantami, okazuje się jednak, że może to być połączenie nad wyraz udane. Brawa należą się autorowi już za sam pomysł, a kolejne za jego umiejętne wykonanie i wdrożenie w całą opowiadaną przez siebie historię.
Przyznam, że na Spadkobierców ostrza czekałam z niecierpliwością, bardzo się bowiem chciałam dowiedzieć jak dalej potoczą się losy bohaterów. Po rewelacyjnej części szóstej wymagania miałam spore. Czy zostały one zaspokojone? O tym poniżej.
Krótko na temat treści. 
Imperatorowa Os, młodziutka Seda marzy o prastarej mocy z zamierzchłej przeszłości; mocy ukrytej w labiryntach sennego miasta Khanaphes. Świadoma oczekującej ją przyszłości i zdecydowana na wszystko, udaje się tam w konkretnym celu: by stawić starożytnym jedno żądanie. Czy sprosta ich wymogom, czy  narazi się na ich destrukcyjny gniew? A może otrzyma odpowiedź nie zupełnie taką, jakiej się spodziewała?
Ogarnięta szaleństwem i bólem Tynisa nadal ucieka przed demonami, które zagnieździły się w jej umyśle. Wojowniczka wciąż rozpamiętuje śmierć trzech bliskich jej mężczyzn: ojca, zabitego na jej oczach przez siepaczy cesarza Os; Salmy, który zginął w słusznej sprawie, jak bohater oraz Achaeosa, ukochanego jej siostry Che. O tym ostatnim Tynisa nie chce pamiętać, tym bardziej, że sama się do tej śmierci przyczyniła.
Osamotniona, otumaniona bólem, z mrocznym demonem, który czai się w zakamarkach jej umysłu, Tynisa próbuje znaleźć swoje miejsce wśród Ważców i zacząć od nowa. Wspólnota kieruje się jednak swoimi prawami i niezrozumiałymi konwenansami, co może raczej Tynisie zaszkodzić niż pomóc. Czy z morza przelanej krwi i z mroku szaleństwa uda się jej znaleźć wyjście ku normalności i światłu? Co zwycięży: mordercza natura Modliszek, czy pokrętne, uwodzicielskie dziedzictwo Pająków?
Trzeci wątek dotyczy Che, która wraz z Thalrykiem, poszukuje przybranej siostry, świadoma, że bez jej pomocy, Tynisa stoczy się po równi pochyłej. Ze skromnej i nieudolnej żukczanki, Che stanie się godnym przeciwnikiem, no właśnie kogo? Tego nie zdradzę, powiem jednak, że sam pomysł postawienia przeciwko sobie tych dwóch bohaterek niezmiernie mi się podoba i aż żal, że na konfrontację trzeba będzie jeszcze zaczekać. Che będzie również walczyła z własnym bólem i wspomnieniami. Czy Thalryk, dawny wróg, obecnie towarzysz podróży i opiekun, stanie się kimś więcej? Związek tych dwoje nie będzie taki łatwy jak mogłoby się wydawać. 
Nie da się nie zauważyć, że tym razem autor dał pole do popisu bohaterkom kobiecym i to one wiodą prym zarówno w podejmowaniu decyzji, jak i w działaniu. Bohaterowie męscy zostali zredukowani do niezbędnego minimum, a ich głównym zadaniem jest towarzyszenie, ewentualnie wspomaganie w walce. Przyznam, że takie rozwiązanie bardzo przypadło mi do gustu, a sam autor zaskoczył mnie umiejętnością ukazywania głębi kobiecej psychiki, czy to tej dojrzewającej do magicznej wielkości, jak w przypadku Che, czy też tej pogrążającej się w odmętach opętania, na przykładzie Tynisy. 
Postać Sedy w pewnym momencie zostaje odsunięta na bok, czytelnik ma jednak świadomość, że to dopiero początek jej działań i rosnących ambicji. Ogromny potencjał tej postaci budzi we mnie dreszcze, ponieważ to co może zrobić i zmienić w całym tym świecie, jest niewyobrażalne.
Siódma część została podzielona na cztery mniejsze księgi zatytułowane Samotniczka, Wdowa, Łowczyni oraz Zerwane więzy. Ułatwia to znacznie orientację w fabule i sprawia, że jest bardziej przejrzysta. 
Początkowo akcja rozwija się bardzo powoli, stopniowo jednak przyśpiesza. Szkoda tylko, że w sumie w najciekawszym momencie powieść się kończy, zostawiając czytelnika z uczuciem niedosytu. 
Tym razem nie spotkamy się ze Stenowoldem ani Totho, na temat sytuacji na Nizinach będą się pojawiały tylko strzępy informacji i można podejrzewać, że w kolejnej części to właśnie tam przeniesie się akcja, co będzie się równało, że znowu nie dowiemy się niczego na temat Che i Tynisy. Dla czytelnika pochłaniającego cały cykl księga po księdze jest to nie lada próba na cierpliwość, tym bardziej, że finałowe powieści cyklu są dopiero w przygotowaniu.
Powieść polecam przede wszystkim tym czytelnikom, którzy mają za sobą części od pierwszej do szóstej. O ile w przypadku Morskiej Straży można było sobie pozwolić na lekturę od środka, ewentualne zrobienie sobie smaku i sięgnięcie po pozostałe części, o tyle w przypadku Spadkobierców ostrza zrobić się tego nie da. Za dużo tu wspominania wydarzeń z poprzednich części, nawiązań do tego co już było, a jeśli się nie wie, o czym mowa, to lektura traci na atrakcyjności i zrozumieniu.
Czytając część siódmą zdałam sobie również sprawę z tego, dlaczego tak lubię cykle powieściowe. Przyjemnie jest wracać do bohaterów, którym się kibicuje i których się lubi, widzieć ich w nowych dla nich sytuacjach i podejmujących nowe wyzwania. Gdy porównałam sobie Che i Tynisę z części siódmej z tymi niedoświadczonymi dziewczątkami z pierwszej części cyklu, byłam pod wrażeniem tego, jak długą drogę przeszły. A co jeszcze je czeka? Strach pomyśleć i aż żal ogarnia, że trzeba czekać na tę wiedzę. 
Kolejna część cyklu budzi we mnie jako w czytelniku pewną swojskość, co daje niesamowite poczucie komfortu. Mam już świadomość, jaką techniką posługuje się autor, jak kreuje świat przedstawiony, a jednocześnie jest mi przyjemnie, że wciąż potrafi wieloma rzeczami zaskoczyć. Dlatego mimo że na finałowe trzy części przyjdzie mi pewnie jeszcze poczekać, to w sumie się cieszę, że to jeszcze nie koniec. Uczucie czytelniczego niedosytu jest bezcenne i nie da się go porównać z niczym innym. 
Na uwagę zasługuje również okładka oraz ilustracja na stronie tytułowej autorstwa Jona Sullivana. Surowość bieli przemieszanej z szarością i zielenią jest idealnie wyważona i po prostu genialna, nie mówiąc już o tym, że znakomicie oddaje stan psychiczny jednej z głównych bohaterek. Do tej pory według mnie najlepsza była okładka części szóstej (tak, turkusowa toń wody przemawia do mnie jak żadna inna barwa), ale teraz okładka Spadkobierców ostrza stała się jej godną rywalką.
Zachęcam raz jeszcze do zapoznania się z cyklem A. Tchaikovsky'ego. 
Za egzemplarz do recenzji dziękuję 
jak zwykle niezawodnemu Panu Bogusławowi 
z Domu Wydawniczego Rebis
Pozdrawiam serdecznie!









14 komentarzy:

  1. Uwielbiam ten cykl. Mam wszystkie części. Miło mi, że to autor polskiego pochodzenia stworzył taki niesamowity świat powieściowy.

    OdpowiedzUsuń
  2. Wstyd się przyznać, ale jeszcze nie znam tego cyklu ;o Muszę to jak najszybciej zmienić!

    OdpowiedzUsuń
  3. Podobają mi się okładki tego cyklu ;) Zarys historii również wygląda interesująco. Kupiłabym sobie ale mam już na półce sporo różnych cykli do przeczytania więc na razie nie powinnam pakować się w kolejny, na dodatek jeszcze nie ukończony. Ale będę o nim pamiętać na przyszłość :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo bym chciał mieć ten cykl na swojej półce, jestem pewien, że by mi się spodobał :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Niestety, ale kompletnie mnie te książki nie interesują :(

    OdpowiedzUsuń
  6. Cóż. Będę chyba musiała kiedyś nadrobić zaległości z tą serią :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Zapowiada się więcej niż ciekawie :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Jeszcze nie czytałam żadnej części z tej serii, ale mam ją w planach. Tym bardziej, że słyszałam o niej naprawdę wiele dobrego :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Łał, już 7 tom za Tobą :) Ja raczej nie sięgnę po tę serię, przynajmniej nie w najbliższym czasie, bo mam coraz mniej czasu na czytanie książek.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie czytałam jeszcze nic z tego. Seria wydaje się ok, ale nie mam na nią teraz czasu. Boję się, że mogłaby mnie za bardzo wciągnąć ;)
    Pozdrawiam gorąco z www.ksiazka-od-kuchni.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie ciągnie mnie do tej powieści, chociaż całkiem dobre opinie słyszałam. A że 7 tom nadal trzyma poziom, to może kiedyś warto to nadrobić :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Boże, czemu pozwalasz, żeby tworzono takie piękne okładki? No czemu, ja się pytam?!?! Jestem zachwycona tą grafiką :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Nie przekonasz mnie do tego typu książek ;O :D

    OdpowiedzUsuń

Co jednemu się podoba, drugiemu nie musi i na odwrót. Szanujmy się wzajemnie wyrażając własne opinie.
Wszystkie komentarze o treści obraźliwej, wulgarnej i tym podobnej będą usuwane.
Jeśli nie potrafisz wyrazić własnego zdania, bez obrażania drugiej osoby, to lepiej nie wyrażaj go wcale.

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.