niedziela, 8 września 2013

Dmitry Glukhovsky: Metro 2034

Autor: Dmitry Glukhovsky
Tytuł: Metro 2034
Stron: 488
Wydawca: Insignis
Moja ocena: 8/10


Metro 2034 to druga powieść Dmitra Glukhovsky'ego o tematyce postapokaliptycznej. 20 lat temu w wyniku nuklearnej wojny cała planeta pogrążyła się w chaosie, a ocalała ludzkość (nieliczna należy dodać) schroniła się w metrze, które pełni teraz rolę podziemnego świata. Na poszczególnych stacjach metra potworzyły się społeczności, nawiązały zależności, narodziły nowe ideologie, czy odnowiły stare. To tu we względnie bezpiecznych podziemiach ludzkość uczy się życia na nowych zasadach; w świetle lamp, w cieniu wszędobylskiej radiacji, w szumie starych przewodów. Na powierzchni natomiast oprócz śmiertelnego promieniowania panoszą się zmutowane, krwiożercze bestie, dla których ludzkie drobiny są zaledwie nędzną przekąską. Nieliczni pamiętają, jak wyglądał świat i życie przed wybuchem; kiedy niebo było błękitne, słońce nie wypalało oczu, a trawa pachniała ziemią i zdrową wilgocią. Życie w metrze jest inne; nastawione na przetrwanie, opierające się na handlu wymiennym i prawie silniejszego. Co ciekawe w obliczu takiej katastrofy ludzkość zamiast próbować się jednoczyć czy solidaryzować, nadal jest wrogo nastawiona na inność i obcość. Można zaryzykować stwierdzenie, że wraz z zejściem do podziemi, ludzie zostawili na powierzchni empatię, litość i miłosierdzie. 
Od tragicznych wydarzeń na stacji WOGN, które śledziliśmy oczami młodego Artema, minął rok. Z niesamowitej kolonii czarnych, których ludzie tak się obawiali, nie pozostało nic. Jeśli czytelnik spodziewał się, że w Metrze 2034 pozna dalsze losy Artema, to będzie zaskoczony, ponieważ powieść ta nie jest bezpośrednią kontynuacją swojej poprzedniczki. Dużą niespodzianką jest, że autor skupia się tu na losach nowych bohaterów oraz wraca do postaci Huntera, któremu w poprzedniej części kazał tak niespodziewanie zniknąć. 
Tym razem będziemy się przyglądać losom mieszkańców stacji Sewastopolska. Losy niemal każdej stacji zależą od regularnych dostaw, przede wszystkim amunicji, dostarczanej przez karawany. Kiedy nagle dostawy ustają, karawany zaczynają znikać, a łączność się urywa zaczyna się rozprzestrzeniać pogłoska o tajemniczej epidemii. Sytuacja wymaga wyjaśnienia, dlatego na szybko zostaje zebrana ekipa, która wyruszy w drogę i wyjaśni mroczną zagadkę.  Na czele ekspedycji staje naznaczony bliznami, niemal zmartwychwstały Hunter, leciwy kronikarz metra Homer oraz osierocona przez ojca, młodziutka Sasza. 
Z jakimi przeciwnościami i okropieństwami przyjdzie się zmierzyć bohaterom? Czy Hunter faktycznie jest tym, za kogo się podaje i co go tak drastycznie zmieniło? Czy istnieje lekarstwo na nuklearną dżumę? Na te i inne pytania daje (albo i nie) odpowiedź powieść Metro 2034. 
O ile w części pierwszej autor skupił się raczej na przekroju politycznym społeczeństwa i na nowych rządach, o tyle w części drugiej próbuje przemyśleniami Homera odpowiedzieć na pytania o to, czy po globalnej katastrofie ludziom jeszcze potrzebna jest kultura? Czy kogokolwiek obchodzi słowo pisane i zachowanie świadectwa dla potomnych, gdy nie wiadomo, czy człowiek dożyje jutra, ani czy w ogóle będzie komu co przekazać? Zapewne stary Homer nie jest osamotniony w swoich marzeniach, niemniej jednak jego pragnienia w takim świecie wydają się dziecinne, a zamiary niepotrzebne. 
Przyjemnie i ciekawie było poznać dalsze losy Huntera i zobaczyć, jakie skutki wywarł na nim kontakt z czarnymi. O ile jednak Hunter był intrygujący i tajemniczy, o tyle nie mogłam znieść naiwnej i momentami głupiej Saszy. Być może to izolacja, w której żyła przez kilka lat, tylko z ojcem, wykształciła w niej tę naiwność i niewinność, ale przecież nie była to izolacja aż tak kompletna, żeby w zetknięciu z innymi ludźmi wykazywać się potem aż takim brakiem myślenia. Starałam się, ale nie mogłam się do Saszy przekonać, ani pozbyć wrażenia, że tacy bohaterowie w świecie metra nie mają racji bytu.
Myślę, że powieści Glukhovsky'ego nie trzeba nikomu polecać, ani specjalnie zachwalać. Pisać o poszczególnych aspektach tej historii czy kreacji świata przedstawionego można by jeszcze bardzo długo. Prawda jest jednak taka,  powieść ta jest wartością samą w sobie. To smutna refleksja na temat pogoni człowieka za rzeczami, które w obliczu prawdziwej katastrofy w ogóle nie mają znaczenia. Niestety w obliczu klęski okazuje się, że już na wszystko jest zwyczajnie za późno. Pozostaje tylko gorycz i wspomnienia tego co zostało bezmyślnie przegapione.

6 komentarzy:

  1. Uwielbiam powieści Glukhovsky'ego i wszystkie inne wchodzące w skład Uniwersum Metro 2033 :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeśli jest aż tak dobrze jak w recenzji, to z chęcią się zapoznam. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ciągle mam ją w tych bliższych planach :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Słyszałam, że słabsza ta część od pierwszego tomu, ale i tak jestem jej niesamowicie ciekawa. No i niedługo trzeci tom - Metro 2035 :) Czekam z niecierpliwością!

    OdpowiedzUsuń
  5. Czytam Metro 2033 i choć o drugim tomie krążą raczej niepochlebne opinie (w porównaniu do pierwszego), to i tak pewnie sięgnę po kontynuację. Dobrze, że chociaż Ty oceniłaś ją dobrze :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ale super, że już przeczytałaś drugą część. Szkoda, że jest słabsza od pierwszej, ale i tak warto ją przeczytać. :)

    OdpowiedzUsuń

Co jednemu się podoba, drugiemu nie musi i na odwrót. Szanujmy się wzajemnie wyrażając własne opinie.
Wszystkie komentarze o treści obraźliwej, wulgarnej i tym podobnej będą usuwane.
Jeśli nie potrafisz wyrazić własnego zdania, bez obrażania drugiej osoby, to lepiej nie wyrażaj go wcale.

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.