czwartek, 2 sierpnia 2018

Guillermo del Toro & Chuck Hogan: Wieczna noc

Autor: Guillermo del Toro & Chuck Hogan
Tytuł: Wieczna noc
Seria: Wirus t.3
Stron: 563
Wydawca: Zysk i S-ka





Jeśli myślałeś Czytelniku, że o wampirach napisano już wszystko, to się myliłeś. 
Od chwili, gdy na lotnisku JFK wylądował samolot z gotowymi do przemiany w strzygi pasażerami, minęły ponad 2 lata. Sytuacja w samolocie wyglądała na zaczątek epidemii, bo nikt przy zdrowych zmysłach nie chciał wierzyć w teorię naszych bohaterów, że wampiry chcą opanować świat.

Obecnie świat jaki znamy, już nie istnieje. Pod wodzą Mistrza, zbuntowanego siódmego Pradawnego, wampiry zawładnęły Ziemią. Światowi przywódcy zostali zlikwidowani, a zwykli obywatele umieszczeni  w obozach, gdzie zostali sprowadzeni do roli produkujących krew zwierząt. Na Ziemi panuje atomowa zima, więc strzygi mogą niemal bez przykrych dla siebie konsekwencji chodzić po ulicach. Teraz są zbiorowym umysłem i każdy z nich jest okiem i ustami Mistrza, któremu w ten sposób nic nie umknie.
Ocalali ludzie ukrywają się w podziemiach i prowadzą bardzo nędzną egzystencję. Najcenniejszą walutą jest obecnie jedzenie.
Grupa naszych bohaterów walczących z Mistrzem uległa pewnemu rozproszeniu. Co prawda nadal współpracują, ale nie jest to już takie łatwe. Setriakin nie żyje. Próbując zabić Mistrza, poświęcił własne życie. Starą księgę, będącą kluczem do zagadki pochodzenia Mistrza, przekazał w ręce Feta, wspomaganego przez Norę. W najgorszej kondycji psychicznej znajduje się Eph Goodweather, któremu przed dwoma laty Mistrz uprowadził syna, Zacka. Spowodowało to w Ephie nie tylko osłabienie woli walki, ale też podatność na zakusy Mistrza, który upatrzył sobie w Ephie wyjątkowego przeciwnika.

Od przeczytania pierwszej i drugiej części miałam dwuletnią przerwę, ale bardzo szybko zatopiłam się w wykreowanej przed del Toro i Hogana rzeczywistości. Sytuacja jest beznadziejna. Ludzie są tylko workami z krwią, chorzy i starzy są eliminowani na wstępie, ale ludzie, którym udało się zdobyć nieco lepszą pozycję, pełnią rolę komendantów obozu. Myślę, że podobieństwo do obozów III Rzeszy było tutaj zamierzone i nad wyraz się autorom udało.
Nasi bohaterowie to wrogowie publiczni numer jeden, głównie Eph, ale Nora i Fet także. Ich możliwości działania są ograniczone, bo co może zdziałać kilka mieczy i lamp uv w starciu z morzem strzyg, żądnych krwi. Jest jednak Occido Lumen, prastara, oprawiona w srebro księga, która właściwie odczytana, zdradzi zagadkę pochodzenia Mistrza, pozwalając tym samym go unicestwić. I to właśnie będzie tematem finałowej części trylogii Wirus.

Powieść czyta się tak, jak ogląda sensacyjny film. Obrazy podsuwane czytelnikowi zaskakują, intrygują, zachęcają, by zgadywać, jakie będzie rozwiązanie konfliktu. 
Kto zdoła odczytać Lumen? Czym jest Czarne Miejsce? Jaką rolę dla Zacka zaplanował Mistrz i kogo zdecyduje się zdradzić Eph Goodweather? Co okaże się dla bohatera droższe: losy ludzi czy własny syn? Na te i inne pytania przynosi odpowiedzi pieczołowicie przygotowana historia zawarta w powieści Wieczna noc.

Guillermo del Toro to człowiek o bogatej wyobraźni filmowej jak i literackiej, a trylogia stworzona do spółki z Chuckiem Hoganem udowadnia, że można stary, już przecież,  motyw wampirów przedstawić w zupełnie nowym i atrakcyjnym dla odbiorcy świetle. Upiorne strzygi są odrażające i rodem jak z najgorszych koszmarów, a autorska wizja świata opanowanego przez potwory budzi grozę. Czyta się jednym tchem, a wątki biblijne dotyczące pochodzenia Mistrza są po prostu fascynujące. 
Polecam gorąco wszystkim czytelnikom trylogię Wirus. Każdy, kto choć trochę interesuje się ciemną stroną wampiryzmu, koniecznie musi ją przeczytać.



Dziękuję!

wtorek, 31 lipca 2018

Sabrina Jeffries: Kochanek z piekła rodem

Autor: Sabrina Jeffries
Tytuł: Kochanek z piekła rodem
Cykl: Diablęta z Hallstead Hall, t. 2
Wydawca: BIS
Stron: 376






Jeszcze dobrze nie ostygły weselne dekoracje ze ślubu Olivera i Marii, a Jarret Sharpe już czuje, że pętla wokół jego szyi się zaciska. Za czyją sprawą? Oczywiście babci, która nie dość, że się pochorowała, to teraz jeszcze żąda od wnuków kolejnych związków małżeńskich. Jarret, zadeklarowany karciarz i wolny duch, postanawia zawrzeć z babcią układ. Przez rok poprowadzi w jej zastępstwie rodzinny browar, ale nie będzie musiał się żenić. Ma tym samym nadzieję, że jeśli interes utrzyma się na takiej prostej jak dotychczas, zdoła utrzymać za jego pomocą rodzeństwo i siebie bez konieczności żenienia się/wychodzenia za mąż. Przyparta do muru babcia zgadza się. 

Prowadzenie browaru okazuje się tym, co Jarret zawsze chciał robić, choć już zdołał o tym zapomnieć. Jednocześnie, gdy poznaje piękną i stanowczą piwowarkę Annabel, dochodzi do wniosku, że być może i sama kwestia ożenku nie jest taką tragedią, jak pierwotnie myślał.  Tym bardziej, że starszy brat, Oliver wydaje się szczęśliwy i zadowolony z życia jako mąż. Annabel ma jednak swoje sekrety i zobowiązania i choć serce bije jej mocniej w obecności uroczego karciarza, zdaje sobie sprawę, że chyba więcej ich dzieli niż łączy. Czy zdołają wspólnie wypracować korzystną recepturę dla ich interesu i związku? To się okaże.

W drugiej części kolorów nabiera także wątek kryminalny dotyczący śmierci rodziców Diabląt. Nasi bohaterowie byli wtedy bardzo młodzi, więc niewiele pamiętają, ale żyją wciąż słudzy pracujący wtedy u Sharpe'ów. Ich zeznania, jako niemal naocznych świadków, mogłyby rzucić nowe światło na kilka niejasności w sprawie.  Z fantazją i dociekliwością sprawą zajmuje się Jackson Pinter, którego polubiłam już w części pierwszej i który niebawem stanie się bohaterem wiodącym jednego z wątków romansowych. 

Jednocześnie stopniowo wprowadza autorka bohaterów ważnych dla dalszych tomów, co jest bardzo dobrym posunięciem. Fajnie, że przyszli małżonkowie naszych bohaterów nie biorą się z Księżyca. Fakt trzeba się obracać w pewnych kręgach, by móc ich poznać, tak jak to było w przypadku Olivera i Jarreta. Ale może czasami ukochana osoba jest bliżej niż się nam wydaje i trzeba tylko ją dostrzec oraz się dogadać? Bardzo mi się taki zabieg podoba, tym bardziej, że są to bohaterowie, których nie da się nie lubić. Mają oni swoje wady i sekrety, ale są porządnymi ludźmi i już nie mogę się doczekać lektury kolejnych części. Z tomu na tom robi się coraz zabawniej i ciekawiej. Autorka nie zapomina także o wprowadzaniu postaci drugoplanowych, tak jak to było poprzednio oraz  nie porzuca tych, których poznaliśmy wcześniej. Dialogi są zabawne, sceny erotyczne wysmakowane, ale też nie wygładzone niepotrzebnie. Porusza się coraz więcej spraw ważnych w tamtym okresie, takich jak sytuacja kobiety będącej matką, a nie będącej żoną, alkoholizm członków rodziny czy kwestię pracy kobiet. Przede wszystkim zaś dużo miejsca poświęca autorka macierzyństwu i temu, jak bardzo jest potrzebna matka dorastającemu dziecku. Widać to zwłaszcza w scenach z małym Geordiem oraz w rozmyślaniach Jarreta.

Diablęta z Hallstead Hall to bardzo sympatyczna seria i polecam ją wszystkim fankom romansów historycznych. Polubicie sprytną panią Plumtree oraz jej wnuczęta, a także współpracowników i przyjaciół rodziny. Polecam! 

Seria Diablęta z Hallstead Hall: 

1. Narzeczeni mimo woli, 2. Kochanek z piekła rodem,
4. Zaloty Gabriela, 5. Polowanie na męża.

czwartek, 26 lipca 2018

Jay Asher & Carolyn Mackler: Ty, ja i fejs

Autorzy: Jay Asher & Carolyn Mackler
Tytuł: Ty, ja i fejs
Stron: 360
Wydawca: Rebis




Jak długo by się nie spierać, wskazywać minusy i zagrożenia, jedno trzeba Facebookowi przyznać. Jest swoistym społecznym fenomenem i zmienił wielu ludzi, a zwłaszcza sposób postrzegania siebie, innych oraz perspektywę zawierania relacji. Okazuje się dziś, że nie trzeba z kimś się znać czy rozmawiać w realu, ale jeśli przejrzeć listę znajomych, to oczywiście znajomymi się jest. Do niczego to jednak nie zobowiązuje. Taki mamy dziś typ relacji i myślę, że gdyby nie Facebook, to z pewnością weszłoby coś innego podobnego i przejęłoby monopol na bycie numerem jeden w dziedzinie portali społecznościowych.
Dzisiejsze pokolenie nastolatków urodzone po roku 2000 już nie pamięta świata bez Fb i całej tej technologicznej otoczki i trudno mu uwierzyć, że kiedyś spędzanie wolnego czasu i utrzymywanie przyjaźni wyglądało zupełnie inaczej. Czy ktoś jeszcze pamięta rzeczywistość bez wszechobecnego Internetu? Należę do tej grupy osób, powiem nawet więcej, jestem członkiem pokolenia pośredniego. Co to znaczy? Otóż pamiętam dobrze, jak to było nie mieć komputera i nowoczesnego smartfona, ale stosunkowo łatwo przyszło mi się do tej całej techniki przyzwyczaić, co na przykład pokoleniu naszych rodziców przyszło już znacznie trudniej. 
Dlatego właśnie z wyżej opisanych powodów tak mi przypadła do gustu powieść Ty, ja i fejs, owoc pisarskiej współpracy Jaya Ashera i Carolyn Mackler. Autorzy umieścili bowiem akcję w roku 1996, kiedy jeszcze nie istniał Facebook.
Dorastająca Emma stoi na rozdrożu. Przed nią wizja matury i wybór kierunku studiów. Straszna sprawa. W domu mama z ojczymem robią remont, ojciec ma drugą rodzinę i wydaje się nie przejmować sprawami córki, a najbliższy sąsiad i dawny przyjaciel jakoś wyszedł z roli. No i jest jeszcze chłopak, którego bohaterka niezbyt lubi i inny, którego lubi bardziej. Jak widać nie ma łatwo.

Któregoś dnia Josh przynosi Emmie płytę instalacyjną do nowo zakupionego komputera. Ku swojemu zaskoczeniu Emma odkrywa, że może się dzięki temu zalogować do Facebooka i podejrzeć swoje życie za 15 lat. Co będzie robiła? Z kim będzie w związku i czy będzie zadowolona z życia?
Na tej samej zasadzie co w Efekcie motyla bohaterka zaczyna trochę ingerować we własną przyszłość. A to mąż się jej wydaje nie taki, a to praca nie dość zadowalająca, a to pozycja społeczna. Wystarczy coś zdecydować i kliknąć Odśwież, a wizja przyszłości już ulega zmianie. Bardzo łatwo się od tego uzależnić, o czym Emma szybko się przekona.
Przeciwwagą dla poczynań Emmy jest jej sąsiad Josh, który co prawda poznaje ułamek własnej przyszłości, ale podchodzi do tego dość krytycznie i woli sam kształtować zarówno swoje prywatne relacje, jak i to kim oraz z kim będzie. Oprócz tego woli spędzać czas z przyjaciółmi, czy też ćwicząc na deskorolce. Komputer nie jest dla niego priorytetem i jest to bardzo zdrowe.

Powieść Ty, ja i fejs nie jest może jakaś wielce odkrywcza, ani nowatorska. Opowiada o sprawach, które są nam dobrze znane i raczej nie ma na celu moralizowania, jakim to złem jest Facebook czy ogólnie Internet. Mimo to jest zabawna, sympatyczna i ma ten ulotny klimat czasów, gdy Internet nie był jeszcze taki wszędobylski, a spędzanie czasu poza domem, czy to w parku czy na plaży było normą. Uroczą i taką swojską.
Czy Emma zrozumie, że człowiek sam jest kowalem własnego losu i zacznie decydować z perspektywą na teraz, a nie na potem? Okaże się.
Polecam nastolatkom. To dobra historia na wiosenne popołudnie.

czwartek, 19 lipca 2018

Sabrina Jeffries: Narzeczeni mimo woli

Autor: Sabrina Jeffries
Tytuł: Narzeczeni mimo woli
Cykl: Diablęta z Hallstead Hall, t.1
Wydawca: BIS
Stron: 356







Niełatwo znaleźć dobrą powieść z elementami romansu, przygody i żeby nie była ckliwa i okraszona tylko erotyką. Wbrew pozorom mało która książka spełnia te warunki. Chciałabym, aby bohaterowie byli w miarę prawdziwi i nie myśleli tylko o seksie, lecz mieli w miarę pookładane w głowach. Niech będzie zabawnie, na przykład za sprawą bohaterów drugoplanowych. Fajnie by było, gdyby to było coś w realiach kostiumowych XIX wieku Europy bądź Ameryki. Mile widziany przemyślany aspekt społeczny, w którym solidnie osiądzie fabuła.  Szukając dobrego romansu na wakacyjną lekturę  przypadkiem natknęłam się na serię zatytułowaną Diablęta z Hallstead Hall. Tytuł był obiecujący i postanowiłam dać szansę przynajmniej części pierwszej. 

Bogato usytuowane rodzeństwo Sharpe'ów: Oliver, Jaret, Gabriel, Minerva i Celia, nie kwapi się do małżeństwa. Po pierwsze dlatego, że jest im dobrze tak jak jest, czyli w stanie wolnym. Mogą dzięki temu robić, to im się żywnie podoba. Młodzieńcy więc grają w karty, piją, uwodzą tancerki, biorą udział w różnorakich awanturach, a dziewczęta mogą poczuć posmak wolności i decydowania o sobie. Jest jednak poważniejsza przyczyna tego stanu. Otóż małżeństwo rodziców naszych bohaterów nie było szczęśliwe i skończyło się skandalem. Zatem skoro się nie miało dobrego wzorca, to po co wikłać się w coś podobnego? Będą zdrady, kłótnie, sceny zazdrości, łzy, a w tym wszystkim z pewnością nieszczęśliwe dzieci. Diablęta ewidentnie chcą tego uniknąć i pomimo trzydziestek na karku ani myślą wstępować w małżeńskie więzy. 
Nestorka rodu pani Hetty Plumtree decyduje się na poważny krok. Stawia rodzeństwu ultimatum i daje im rok na zawarcie związków. Pozwala sama wybrać kandydatów i kandydatki, ale musi się to zakończyć ślubem. W przeciwnym razie odetnie wnuki od gotówki. Tym razem babcia wygląda na zdeterminowaną i słodkie słówka wnuków czy smutne oczy wnuczek nie robią na niej wrażenia. 

Najstarszy w rodzeństwa, to jemu poświęcona jest część pierwsza, markiz Oliver Stoneville, postanawia przechytrzyć babcię. Gdy na skutek zbiegu okoliczności poznaje stanowczą Amerykanką Marię Butterfield, proponuje jej pomoc w poszukiwaniach zaginionego narzeczonego. W zamian oczekuje, że Maria przez kilka tygodni poudaje jego przyszłą żonę, a gdy babcia zobaczy, że dziewczyna ma niskie pochodzenie, jest zza oceanu i w dodatku Oliver poznał ją w domu uciech, z pewnością zrezygnuje z pomysłu żenienia wnucząt. 
Przyparta do muru Maria zgadza się na propozycję markiza. 
Co z tego wyniknie? Kto pęknie pierwszy: babcia czy wnuk?  I czy małżeństwo faktycznie może być takim dramatem życiowym? To się jeszcze okaże.

Książkę czyta się bardzo przyjemnie. Jak to w takich historiach bywa; hulaszczej rodziny Sharpe'ów nie da się nie lubić. Mogą oni naginać społeczne konwenanse, być powodem do plotek lub przyczyną skandali, ale mają złote, gołębie serca i w razie potrzeby stoją za sobą murem, co pozwala im przezwyciężyć wszystkie kłopoty, w których się znajdą. 
Bardzo zabawne były sceny braterskich podchodów oraz próby rodzeństwa, by oprzeć się babcinym żądaniom. Ważne, by w opowiadanej historii romansowej wątki obyczajowy i społeczny były w miarę dobrze rozrysowane. Sabrinie Jeffries się to udało. Nie jest to może powieść historyczna na miarę rozmachu Philippy Gregory, ale czyta się ją z uśmiechem na ustach i miło się ją wspomina. Zakończenie zachęca, by zajrzeć do kolejnej części, zarysowano tu bowiem delikatnie wątek kryminalny i jestem ciekawa, co z tego wyniknie. 
Powieść Narzeczeni mimo woli to dobra lektura na wakacyjne popołudnie. Nie dłuży się, jest zabawna i lekka. Polecam.


Seria Diablęta z Hallstead Hall: 

1. Narzeczeni mimo woli, 2. Kochanek z piekła rodem,

niedziela, 15 lipca 2018

Nancy Milford: Miłość w chłodnym klimacie

Autor: Nancy Milford
Tytuł: Miłość w chłodnym klimacie
Stron: 312
Wydawca: Spółdzielnia Wydawnicza Czytelnik






Nancy Milford powieścią Miłość w chłodnym klimacie przenosi czytelnika w lata 20. i 30. XX wieku. Oczyma młodej, niezamężnej jeszcze Fanny obserwujemy usilne  starania lady Montdore, aby dobrze wydać za mąż jedyną córkę Polly, dziedziczkę wielkiej fortuny. Władcza i trudna w codziennym pożyciu lady Montdore dwoi się i troi, marząc o wspaniałej przyszłości dla córki. Tymczasem wszystkie jej zabiegi kończą się fiaskiem, gdyż zdystansowana i zamknięta w sobie piękna Polly robi tylko tyle, ile musi, zniechęcając swoim zachowaniem kolejnych kandydatów do jej ręki. Czyżby tkwiła w tym jakaś zagadka, jakiś wstydliwy sekret. Na rozwiązanie tej sprawy nie będzie musiał czytelnik czekać zbyt długo. Zresztą autorka już od początku rozsiewa pewne poszlaki, z których można przynajmniej domyślić się, co lub kto jest celem życiowym Polly.

Lektura powieści Nancy Milford pozwala czytelnikowi przenieść się w świat arystokracji, żyjącej zupełnie innym życiem, niż zwykli śmiertelnicy. Podejrzewam, że gdyby pewne sprawy uwspółcześnić, powieść w wersji XXI wieku, mówiąca o życiu dzisiejszych możnych i szlachetnie urodzonych tego świata, nie różniłaby się tak bardzo od tego, jak było kiedyś.
Podczas gdy my, przeciętni zjadacze chleba martwimy się ratami kredytowymi i szybko mijającą codziennością, oni, ci arystokratyczni, żyją na oczach całego świata, zadowoleni i bez zmartwień o takie przyziemności jak socjal, podatki i rodzinny plan finansowy, skonstruowany tak, aby nie zabrakło do pierwszego. Nie to, że im zazdroszczę, nie. Po prostu prowadzimy zupełnie inne życia, to wszystko. 

Podobnie jest z bohaterami powieści Miłość w chłodnym klimacie. Plotki rozprzestrzeniają się tutaj szybko niczym wiatr i żyje się nimi całymi  miesiącami. Największym zmartwieniem matek jest dobrze wychować córki, a potem dobrze je wypromować i wspaniale wydać za mąż. Największym zmartwieniem córek jest dobrze wyglądać, aby znaleźć porządnego kandydata na męża. Mężczyźni, choć w sumie mogą sobie pozwolić na więcej niż kobiety i tak wcześniej czy później trafią pod pantofel zaradnej i ambitnej żonki. Środowisko arystokracji jest dość konserwatywne i niechętnie przyjmuje w swoje kręgi wszelaką inność. Ten opór na zmiany i postęp dziś może się wydawać zabawny, podejrzewam jednak, że wtedy musiał bardzo utrudniać życie, tym, którzy zdecydowali się podążyć inną drogą niż ta powszechnie wytyczona. 

I właśnie ten aspekt obyczajowy jest najcenniejszą stroną książki. W warstwie fabularnej nie dzieje się tutaj zbyt wiele. Ktoś wychodzi za mąż, zza oceanu przyjeżdża daleki kuzyn, ktoś urządza bal, a ktoś jedzie na tydzień do rodziny. Bohaterowie śpią, jedzą, grają w karty, spotykają się towarzysko, a całą resztą, tą przyziemną zajmuje się niemal niewidoczna służba.
Bardzo ciekawe są za to relacje rodzinne, stosunki matek z córkami, stopniowo narastające różnice w wychowaniu dzieci, wkradająca się stopniowo w życie bohaterów rewolucja seksualna i społeczna, to wszystko sprawia, że książkę czyta się lekko i przyjemnie.  Do gustu przypadła mi zwłaszcza rodzina Radlettów i przyznam, że nie miałabym nic przeciwko, aby przeczytać powieść im poświęconą w całości. 
Miłość w chłodnym klimacie tchnie urokiem czasów, które minęły bezpowrotnie i w tym tkwi jej największy urok.


Dziękuję!

niedziela, 24 czerwca 2018

Anna Day: Fandom

Autor: Anna Day
Tytuł: Fandom
Stron: 416
Wydawca: Jaguar







Któż z nas, zapalonych czytelników, po przeczytaniu wspaniałej, wciągającej swą fabułą książki, nie chciał choć na chwilę trafić do wymyślonej rzeczywistości, aby spotkać ulubionych bohaterów? Porozmawiać z nimi, pooddychać tym powietrzem, spojrzeć w oczy cudownego bohatera, w którym skrycie się kochamy. A może nawet wpłynąć na losy tej rzeczywistości, wykazać się odwagą, zaradnością, zasmakować bohaterstwa. 

Nastoletnia Violet właśnie o tym marzy. Uwielbia książkę Taniec na szubienicy. Przeczytała ją setki razy, film zna na pamięć, a temat może drążyć godzinami. Na Comic Con też pójdzie. Oczywiście w odpowiednim kostiumie, przypominającym główną bohaterkę, Rose. 
Pomysł fabuły powieści Fandom jest prosty. Główna bohaterka Violet, wraz z bratem i dwiema koleżankami wybierają się na zlot fanów, gdzie mają nadzieję spotkać odtwórców głównych ról z ekranizacji książki, którą uwielbiają. Wszystko idzie dobrze do momentu, w którym w niewytłumaczalny sposób bohaterowie trafiają do  uniwersum swojej ukochanej historii. Jakby tego było mało, powodują nieodwracalne zmiany w przebiegu historii, doprowadzają bowiem do śmierci głównej bohaterki, która miała przecież ratować ten świat i doprowadzić do przewrotu społecznego, który zrówna wreszcie w prawach ludzi genetycznie zmodyfikowanych oraz tych zwykłych. Uwięzieni bohaterowie nie mają wyjścia. Muszą tak poprowadzić fabułę, by opowieść mogła się zakończyć,w  przeciwnym razie utkną w tym świecie na zawsze. 

Bardzo podobała mi się ta powieść. Fabularnie przypomina Atramentowe serce C. Funke w którym bohaterowie dosłownie wczytują się w wyimaginowany przez autorkę świat. Natomiast sam świat przedstawiony przypomina klimatem trochę  Igrzyska śmierci S. Collins, a jeszcze bardziej serię Brzydcy S.Westerfelda, gdzie uroda i zewnętrze stanowiły o pozycji społecznej. 
Wcielająca się w rolę głównej bohaterki Rose, Violet szybko zdaje sobie sprawę, że to co wydawało się jej tak piękne i prawdziwe, wcale takie być nie musi. Główny bohater Willow nie jest tak cudowny i pociągający, jak to sobie wyobrażała. Znacznie bardziej podoba się jej ktoś inny, ale czy fabuła powieści pozwoli na takie odstępstwo? Mało tego. 
Ratowanie świata wcale nie jest takie proste, na jakie wyglądało, bo ciągle coś wypada po drodze, a oprócz tego najlepsza przyjaciółka wcale nie gra, tak jak każe scenariusz. 

Książka jest naprawdę dobra. Żaden z bohaterów nie jest tu taki, jak miał być. Przyjaciel może zdradzić, a ktoś, kogo od razu oceniliśmy na minus, może okazać się przydatny i pomocny. Jak to w życiu, prawda? Pięknie jest tu pokazana przyjaźń przechodząca poważną próbę, miłość braterska oraz rodzące się uczucie. 

Polecam bardzo. Fandom to świetna lektura na wakacje. Daj się wciągnąć do świata Genuli i Niedosków i wspólnie z Violet przekonaj się, jak to jest ratować świat, gdy się nie ma żadnych cudownych mocy, oprócz tej jednej umiejętności szybkiego czytania.

Papierowe Motyle
Dziękuję!

poniedziałek, 14 maja 2018

Ewa Nowak: Yellow Bahama w prążki

Autor: Ewa Nowak
Tytuł: Yellow Bahama w prążki
Stron: 198
Wydawca: Jacek Santorski & Co





Bardzo długo było mi nie po drodze z tą książką. Po pierwsze zniechęcał mnie tytuł, wydawał mi się dziwaczny, a po drugie kiedyś sięgnęłam po jedną z książek tej autorki z serii Miętowa i no cóż... nie zaiskrzyło. To zniechęcało dodatkowo. 
W chwili obecnej jestem po lekturze i mogę z całą mocą powiedzieć, że to nie tylko dobra powieść młodzieżowa, ale też jedna z lepszych pozycji na liście lektur szkolnych w gimnazjum. 

Książka ma formę epistolarną. Nastoletnia Hania pisze e-maile do znanej pisarki, która była w szkole bohaterki na spotkaniu autorskim. Jak Hania sama twierdzi, nie umie pisać książek, ale bardzo chciałaby, aby o niej taka powstała. Postanawia więc dostarczyć pisarce materiału, opisując w mailach swoje życie i otoczenie. Opowiada o szkole, kolegach, koleżankach, życiu rodzinnym, a to, odkąd trafia do niego waran Krzysiek, staje się znacznie ciekawsze. Szczerze, z dystansem, ale też dowcipnie i błyskotliwie opisuje rodzinne i sąsiedzkie perypetie, swoje marzenia, obawy, towarzyskie potknięcia i sukcesy.

Powieść porusza wiele aktualnych problemów społecznych w dużej mierze dotyczących jednostki, rodziny, grupy rówieśniczej, społeczeństwa. Mądra i błyskotliwa Hania ma problemy z akceptacją siebie i samooceną, choć tyle może zaoferować innym i jest przecież lubiana. Najbliższy sąsiad i przyjaciel pępowinowy bohaterki Jacek, to postać tyleż sympatyczna, co tragiczna. Inteligentny chuligan, ziejący gniewem do biologicznego ojca, potrafi być złośliwy i przykry, ale jest też bystrym i dobrym przyjacielem. Każdy z bohaterów coś ma. Jest tu wątek toksycznej matki, a także takiej, co bije córkę. Jest i córka, sprawiająca matce masę kłopotów.  Są nauczyciele, którzy przede wszystkim są niedoskonałymi ludźmi i wiele im można zarzucić. Myślę, że żaden szanujący się nauczyciel nie chciałby być posądzony o złośliwość, nieznajomość imion swoich uczniów, czy bycie do kogoś uprzedzonym tylko z powodu kojarzącego się imienia. Nie ma co jednak się łudzić, są i tacy. 

Przeciwwagą dla nieco smutnej strony świata przedstawionego jest rodzina Hani. Rodzice są nie tylko kochający, ale też mądrzy i normalni. Można z nimi porozmawiać, udzielą rady, gdy człowiek potrzebuje, przytulą w potrzebie i w razie czego oddaliby nerkę.  Co prawda tatuś czasem udaje warana, a mama jest nieco naiwna, ale i tak lepszych ze świecą szukać. 

Powieść jest prześmieszna, trzeba przyznać autorce, że ma dar opisywania sytuacji prostych i codziennych. Jeśli ktoś sięgając po książkę spodziewa się Bóg wie jakiej akcji i wybuchów, z pewnością się zawiedzie. Jeśli jednak ktoś lubi czytać o problemach i wpadkach dorastania, o poszukiwaniu swojego miejsca w grupie, z dużą rolą rodziny w roli głównej, to Yellow Bahama w  prążki jest właśnie taką historią. Nie wszystko kończy się tu dobrze, nie ma nawet jednolitego zakończenia, bo przecież życie toczy się dalej i nie można na nim ot tak postawić kropki. 
Myślę, że wielu młodych czytelników odnajdzie w sposobie myślenia Hani, Jacka, czy Pauliny odzwierciedlenie swoich obaw, lęków, poglądów. Oczywiście warto też dowiedzieć się, co oznacza ten intrygujący tytuł.
Dlatego gorąco polecam. To bardzo ciepła, mądra historia o tym, że najważniejsze są drobiazgi, bo to one składają się w całość i nawet z pozornie błahego wydarzenia może się wykluć coś pozytywnego.