poniedziałek, 6 sierpnia 2018

Sabrina Jeffries: Miłosne wyzwanie

Autor: Sabrina Jeffries
Tytuł: Miłosne wyzwanie
Cykl: Diablęta z Hallstead Hall, t. 3
Wydawca: BIS
Stron: 372







Trzecia z rodzeństwa Sharpe, Minerwa, jest autorką poczytnych powieści przygodowych. Zakochana od wielu lat w tym samym mężczyźnie, do czego nie przyznaje się nawet przed sobą, nie chce wychodzić za mąż i tracić niezależności. Co prawda jej łobuzujący bracia Oliver i Jarret się ustatkowali, ale czy wytrzymają stale w tym zobowiązaniu? Mając w pamięci historię małżeństwa rodziców, Minerwa nie jest tego taka pewna. Naciskana przez babcię dziewczyna postanawia zrobić coś w rodzaju castingu na przyszłego małżonka. Stawia swoje wymogi i umieszcza anons w gazecie. Ma nadzieję, że w obliczu takiego postawienia sprawy babcia skapituluje i zrezygnuje z całego przedsięwzięcia.  
Ku zaskoczeniu i oburzeniu Minerwy, jednym z poważnych kandydatów do zalotów okazuje się Giles Masters, wieloletni przyjaciel jej starszych braci, karciarz i hulaka. Propozycja Gilesa jest poważna, oprócz tego twierdzi on, że nie ma nic przeciwko pisarstwu żony, z drobnymi wyjątkami. Jakie są jego prawdziwe motywy? To się okaże.

W trzeciej części cyklu autorka dotyka ważnego problemu, przed którym staje także wiele współczesnych związków. Chodzi mianowicie o rodzaj więzi między małżonkami. Minerwa będąca pierwowzorem współczesnej feministki (choć w praktyce okazuje się, że raczej tylko z nazwy) oczekuje od męża, że będzie się z nią dzielił tym, co dla niego ważne i że pojawiające się problemy będą rozwiązywać wspólnie. W czasach, gdy toczy się akcja książki, małżeństwo było społecznym wymogiem, korzystnym kontraktem i nikomu nie przyszłoby do głowy, żeby mąż opowiadał żonie, dokąd idzie, co go trapi, a jeszcze pytał ją o radę. Wychowanemu w takim społeczeństwie Gilesowi, początkowo trudno jest ten fakt przeskoczyć. Pragnie on głębszej więzi, ale nie chce jej dać od siebie. Jednocześnie z zaskoczeniem odkrywa, jak wspaniale jest się dzielić z drugą osobą ważnymi sprawami i rozwiązywać problemy we dwoje, a nie w pojedynkę. Będzie musiał do tego dojrzeć. Tak jak i do myśli, że dobrze zaufać przyjaciołom, aby nas wspomogli w trudnych chwilach.
Jednocześnie kwestia pisarstwa Minerwy także jest bardzo interesująca. W tamtych czasach, dopóki kobieta była panną, można to było jeszcze uważać za dziwne, ale w sumie nieszkodliwe zajęcie. Gdy natomiast stawała się żoną, uważano, że powinna z tego zrezygnować, ba, mąż powinien jej tego wręcz zakazać. Dziś może się to wydawać oburzające, wtedy tak właśnie to wyglądało. 
(Dygresja. Przypomniała mi się lektura powieści L.M Montgomery Emilia na falach życia. Czas akcji to koniec XIX wieku. Główna bohaterka chciała zostać pisarką.  Wieloletni przyjaciel ofiarnie ją w tym wspierał, czytał jej utwory, doradzał. Kiedy był przyjacielem. Ale gdy miał zostać mężem, nagle okazało się, że już nie chce, by jego żona pisała. Będąc żoną, ma być żoną, a więc do dyspozycji męża. Szowinistyczne, nie? Pamiętam, że notowania tamtego bohatera drastycznie w moich oczach spadły. )

Rozwija się także wątek kryminalny. Wreszcie czytelnik dowie się, co ze sprawą śmierci państwa Sharpe ma ich kuzyn Desmond Plumtree. 
Dodatkowo sam wątek związany z osobą Gilesa, królewskiego szpiega wiele wnosi do powieści i czyni ją barwną i ciekawszą. 
Jednocześnie w tle cały czas pojawiają się bohaterowie poznani wcześniej oraz ci, którzy ważni dopiero będą. 
Miłosne wyzwanie do bardzo sympatyczna i zabawna powieść. Giles jest wspaniały naprawdę. Minerwa także budzi szacunek czytelnika. 
Polecam tę powieść na letnie lenistwo na leżaku.


Seria Diablęta z Hallstead Hall: 


3. Miłosne wyzwanie,

sobota, 4 sierpnia 2018

Stephen King: Outsider

Autor: Stephen King
Tytuł: Outsider
Stron: 640
Wydawca: Prószyński i S-ka







Kilka lat mija, odkąd czytałam coś autorstwa Kinga, a przecież wszem i wobec mówię, że to mój ukochany pisarz grozy i mistrz nad mistrze. Każdy wzięty przez niego na warsztat literacki motyw zostaje przedstawiony w nowym, atrakcyjnym i nieoczekiwanym świetle. Oprócz tego, jak w każdej jego książce, bardzo dokładnie jest nakreślone tło obyczajowe, co sprawia, że świat przedstawiony jest wiarygodny, po prostu prawdziwy. Jedno jest pewne; każdy fan historii grozy, powinien znać twórczość tego autora.

W małym Flint City zostaje znalezione ciało chłopca, zamordowanego w bestialski sposób. Śladów DNA  na miejscu zbrodni jest na tyle dużo i są one tak dokładne, że miejscowa policja od razu identyfikuje sprawcę. Dodatkowo zeznania świadków zdarzeń poprzedzających zabójstwo, potwierdzają tożsamość mordercy. To Terry Maitland, miejscowy nauczyciel angielskiego, trener młodzików, mąż Marcy, ojciec dwóch córek. Szanowany obywatel. Nigdy nie karany. Dowody zbrodni nie pozostawiają jednak wątpliwości. To on zabił chłopca.
W dalszym toku śledztwa okazuje się jednak, że w czasie, gdy doszło do zbrodni, Terry wraz z grupą kolegów z pracy przebywał zupełnie gdzie indziej. I na to także są dowody.

Już na samym początku dostajemy niezłą zagwozdkę. Trudno zdecydować, czy wierzyć Terry'emu czy nie. Może towarzyszące mu zdziwienie, to tylko cyniczna maska, jaką okrywał się już niejeden potwór? Im dalej w śledztwo, tym bardziej prowadzący je Ralph Anderson ma wątpliwości. To znaczy i ma je i nie ma. A przecież jeden człowiek nie może być w dwóch miejscach jednocześnie. Manipulacja dowodami? Sobowtór? Bliźniaczo podobny wspólnik?

W 2004 roku po zamachu bombowym w Madrycie aresztowano człowieka, podejrzanego o udział w tym zdarzeniu.  Zebrane na miejscu odciski linii papilarnych wykazały stuprocentową zgodność. W toku śledztwa oskarżony Brandon Mayfield udowodnił, że znajdował się wtedy na innym kontynencie. Uniewinniono go i otrzymał od rządu dwumilionowe odszkodowanie. Być może ta historia zainspirowała Stephena Kinga do napisania Outsidera, jednak w książce fabuła zmierza w zupełnie inną stronę.

Historia outsidera nawiązuje do wczesnych powieści Kinga, w których to co realne zgrabnie mieszało się ze sferą ponadzmysłową, tworząc wspaniałe połączenie. Tutaj mamy podobnie, dlatego czyta się z takim uczuciem swojskości, jakbyśmy już tu kiedyś byli. W tym przypadku mamy nawiązanie do meksykańskich legend o Czarnym Panu, Cuco, zabierającym dzieci do swojego worka. Drugą inspiracją było dla Kinga był XIX -wieczny motyw alter ego, sobowtóra, pojawiającego się głównie w literaturze schyłku wieku, u nas znanego pod nazwą Młoda Polska.
Dodatkowym  smaczkiem powieści jest pojawiająca się, zupełnie jak na występie gościnnym, Holly Gibney, znana już z trylogii pt. Pan Mercedes, która ukierunkowuje poszukiwania bohaterów, pomagając im znaleźć faktycznego sprawcę makabrycznych zbrodni. 
Zabawny był książkowy ukłon Stephena Kinga w stronę kolegi po fachu Harlana Cobena. Autor poczytnych powieści sensacyjnych stał się kluczowym alibi dla głównego bohatera, dzięki czemu mieliśmy cień pewności, że być może nie zrobił tego, o co jest oskarżony.

Ousider okazał się bardzo przyjemną lekturą na wakacje. Przypomniał mi inne powieści tego autora, zwłaszcza napisane pod pseudonimem Richard Bachman  Desperację i Regulatorów. Kto zna te książki, zrozumie co mam na myśli.
Polecam Outsidera. Miłośnikom twórczości tego autora raczej nie muszę. Ale może tym, którzy jeszcze jego utworów nie znają? Być może będzie to dobra okazja, by rozpocząć literacką przygodę ze Stephenem Kingiem? 

czwartek, 2 sierpnia 2018

Guillermo del Toro & Chuck Hogan: Wieczna noc

Autor: Guillermo del Toro & Chuck Hogan
Tytuł: Wieczna noc
Seria: Wirus t.3
Stron: 563
Wydawca: Zysk i S-ka





Jeśli myślałeś Czytelniku, że o wampirach napisano już wszystko, to się myliłeś. 
Od chwili, gdy na lotnisku JFK wylądował samolot z gotowymi do przemiany w strzygi pasażerami, minęły ponad 2 lata. Sytuacja w samolocie wyglądała na zaczątek epidemii, bo nikt przy zdrowych zmysłach nie chciał wierzyć w teorię naszych bohaterów, że wampiry chcą opanować świat.

Obecnie świat jaki znamy, już nie istnieje. Pod wodzą Mistrza, zbuntowanego siódmego Pradawnego, wampiry zawładnęły Ziemią. Światowi przywódcy zostali zlikwidowani, a zwykli obywatele umieszczeni  w obozach, gdzie zostali sprowadzeni do roli produkujących krew zwierząt. Na Ziemi panuje atomowa zima, więc strzygi mogą niemal bez przykrych dla siebie konsekwencji chodzić po ulicach. Teraz są zbiorowym umysłem i każdy z nich jest okiem i ustami Mistrza, któremu w ten sposób nic nie umknie.
Ocalali ludzie ukrywają się w podziemiach i prowadzą bardzo nędzną egzystencję. Najcenniejszą walutą jest obecnie jedzenie.
Grupa naszych bohaterów walczących z Mistrzem uległa pewnemu rozproszeniu. Co prawda nadal współpracują, ale nie jest to już takie łatwe. Setriakin nie żyje. Próbując zabić Mistrza, poświęcił własne życie. Starą księgę, będącą kluczem do zagadki pochodzenia Mistrza, przekazał w ręce Feta, wspomaganego przez Norę. W najgorszej kondycji psychicznej znajduje się Eph Goodweather, któremu przed dwoma laty Mistrz uprowadził syna, Zacka. Spowodowało to w Ephie nie tylko osłabienie woli walki, ale też podatność na zakusy Mistrza, który upatrzył sobie w Ephie wyjątkowego przeciwnika.

Od przeczytania pierwszej i drugiej części miałam dwuletnią przerwę, ale bardzo szybko zatopiłam się w wykreowanej przed del Toro i Hogana rzeczywistości. Sytuacja jest beznadziejna. Ludzie są tylko workami z krwią, chorzy i starzy są eliminowani na wstępie, ale ludzie, którym udało się zdobyć nieco lepszą pozycję, pełnią rolę komendantów obozu. Myślę, że podobieństwo do obozów III Rzeszy było tutaj zamierzone i nad wyraz się autorom udało.
Nasi bohaterowie to wrogowie publiczni numer jeden, głównie Eph, ale Nora i Fet także. Ich możliwości działania są ograniczone, bo co może zdziałać kilka mieczy i lamp uv w starciu z morzem strzyg, żądnych krwi. Jest jednak Occido Lumen, prastara, oprawiona w srebro księga, która właściwie odczytana, zdradzi zagadkę pochodzenia Mistrza, pozwalając tym samym go unicestwić. I to właśnie będzie tematem finałowej części trylogii Wirus.

Powieść czyta się tak, jak ogląda sensacyjny film. Obrazy podsuwane czytelnikowi zaskakują, intrygują, zachęcają, by zgadywać, jakie będzie rozwiązanie konfliktu. 
Kto zdoła odczytać Lumen? Czym jest Czarne Miejsce? Jaką rolę dla Zacka zaplanował Mistrz i kogo zdecyduje się zdradzić Eph Goodweather? Co okaże się dla bohatera droższe: losy ludzi czy własny syn? Na te i inne pytania przynosi odpowiedzi pieczołowicie przygotowana historia zawarta w powieści Wieczna noc.

Guillermo del Toro to człowiek o bogatej wyobraźni filmowej jak i literackiej, a trylogia stworzona do spółki z Chuckiem Hoganem udowadnia, że można stary, już przecież,  motyw wampirów przedstawić w zupełnie nowym i atrakcyjnym dla odbiorcy świetle. Upiorne strzygi są odrażające i rodem jak z najgorszych koszmarów, a autorska wizja świata opanowanego przez potwory budzi grozę. Czyta się jednym tchem, a wątki biblijne dotyczące pochodzenia Mistrza są po prostu fascynujące. 
Polecam gorąco wszystkim czytelnikom trylogię Wirus. Każdy, kto choć trochę interesuje się ciemną stroną wampiryzmu, koniecznie musi ją przeczytać.



Dziękuję!

wtorek, 31 lipca 2018

Sabrina Jeffries: Kochanek z piekła rodem

Autor: Sabrina Jeffries
Tytuł: Kochanek z piekła rodem
Cykl: Diablęta z Hallstead Hall, t. 2
Wydawca: BIS
Stron: 376






Jeszcze dobrze nie ostygły weselne dekoracje ze ślubu Olivera i Marii, a Jarret Sharpe już czuje, że pętla wokół jego szyi się zaciska. Za czyją sprawą? Oczywiście babci, która nie dość, że się pochorowała, to teraz jeszcze żąda od wnuków kolejnych związków małżeńskich. Jarret, zadeklarowany karciarz i wolny duch, postanawia zawrzeć z babcią układ. Przez rok poprowadzi w jej zastępstwie rodzinny browar, ale nie będzie musiał się żenić. Ma tym samym nadzieję, że jeśli interes utrzyma się na takiej prostej jak dotychczas, zdoła utrzymać za jego pomocą rodzeństwo i siebie bez konieczności żenienia się/wychodzenia za mąż. Przyparta do muru babcia zgadza się. 

Prowadzenie browaru okazuje się tym, co Jarret zawsze chciał robić, choć już zdołał o tym zapomnieć. Jednocześnie, gdy poznaje piękną i stanowczą piwowarkę Annabel, dochodzi do wniosku, że być może i sama kwestia ożenku nie jest taką tragedią, jak pierwotnie myślał.  Tym bardziej, że starszy brat, Oliver wydaje się szczęśliwy i zadowolony z życia jako mąż. Annabel ma jednak swoje sekrety i zobowiązania i choć serce bije jej mocniej w obecności uroczego karciarza, zdaje sobie sprawę, że chyba więcej ich dzieli niż łączy. Czy zdołają wspólnie wypracować korzystną recepturę dla ich interesu i związku? To się okaże.

W drugiej części kolorów nabiera także wątek kryminalny dotyczący śmierci rodziców Diabląt. Nasi bohaterowie byli wtedy bardzo młodzi, więc niewiele pamiętają, ale żyją wciąż słudzy pracujący wtedy u Sharpe'ów. Ich zeznania, jako niemal naocznych świadków, mogłyby rzucić nowe światło na kilka niejasności w sprawie.  Z fantazją i dociekliwością sprawą zajmuje się Jackson Pinter, którego polubiłam już w części pierwszej i który niebawem stanie się bohaterem wiodącym jednego z wątków romansowych. 

Jednocześnie stopniowo wprowadza autorka bohaterów ważnych dla dalszych tomów, co jest bardzo dobrym posunięciem. Fajnie, że przyszli małżonkowie naszych bohaterów nie biorą się z Księżyca. Fakt trzeba się obracać w pewnych kręgach, by móc ich poznać, tak jak to było w przypadku Olivera i Jarreta. Ale może czasami ukochana osoba jest bliżej niż się nam wydaje i trzeba tylko ją dostrzec oraz się dogadać? Bardzo mi się taki zabieg podoba, tym bardziej, że są to bohaterowie, których nie da się nie lubić. Mają oni swoje wady i sekrety, ale są porządnymi ludźmi i już nie mogę się doczekać lektury kolejnych części. Z tomu na tom robi się coraz zabawniej i ciekawiej. Autorka nie zapomina także o wprowadzaniu postaci drugoplanowych, tak jak to było poprzednio oraz  nie porzuca tych, których poznaliśmy wcześniej. Dialogi są zabawne, sceny erotyczne wysmakowane, ale też nie wygładzone niepotrzebnie. Porusza się coraz więcej spraw ważnych w tamtym okresie, takich jak sytuacja kobiety będącej matką, a nie będącej żoną, alkoholizm członków rodziny czy kwestię pracy kobiet. Przede wszystkim zaś dużo miejsca poświęca autorka macierzyństwu i temu, jak bardzo jest potrzebna matka dorastającemu dziecku. Widać to zwłaszcza w scenach z małym Geordiem oraz w rozmyślaniach Jarreta.

Diablęta z Hallstead Hall to bardzo sympatyczna seria i polecam ją wszystkim fankom romansów historycznych. Polubicie sprytną panią Plumtree oraz jej wnuczęta, a także współpracowników i przyjaciół rodziny. Polecam! 

Seria Diablęta z Hallstead Hall: 

1. Narzeczeni mimo woli, 2. Kochanek z piekła rodem,
4. Zaloty Gabriela, 5. Polowanie na męża.

czwartek, 26 lipca 2018

Jay Asher & Carolyn Mackler: Ty, ja i fejs

Autorzy: Jay Asher & Carolyn Mackler
Tytuł: Ty, ja i fejs
Stron: 360
Wydawca: Rebis




Jak długo by się nie spierać, wskazywać minusy i zagrożenia, jedno trzeba Facebookowi przyznać. Jest swoistym społecznym fenomenem i zmienił wielu ludzi, a zwłaszcza sposób postrzegania siebie, innych oraz perspektywę zawierania relacji. Okazuje się dziś, że nie trzeba z kimś się znać czy rozmawiać w realu, ale jeśli przejrzeć listę znajomych, to oczywiście znajomymi się jest. Do niczego to jednak nie zobowiązuje. Taki mamy dziś typ relacji i myślę, że gdyby nie Facebook, to z pewnością weszłoby coś innego podobnego i przejęłoby monopol na bycie numerem jeden w dziedzinie portali społecznościowych.
Dzisiejsze pokolenie nastolatków urodzone po roku 2000 już nie pamięta świata bez Fb i całej tej technologicznej otoczki i trudno mu uwierzyć, że kiedyś spędzanie wolnego czasu i utrzymywanie przyjaźni wyglądało zupełnie inaczej. Czy ktoś jeszcze pamięta rzeczywistość bez wszechobecnego Internetu? Należę do tej grupy osób, powiem nawet więcej, jestem członkiem pokolenia pośredniego. Co to znaczy? Otóż pamiętam dobrze, jak to było nie mieć komputera i nowoczesnego smartfona, ale stosunkowo łatwo przyszło mi się do tej całej techniki przyzwyczaić, co na przykład pokoleniu naszych rodziców przyszło już znacznie trudniej. 
Dlatego właśnie z wyżej opisanych powodów tak mi przypadła do gustu powieść Ty, ja i fejs, owoc pisarskiej współpracy Jaya Ashera i Carolyn Mackler. Autorzy umieścili bowiem akcję w roku 1996, kiedy jeszcze nie istniał Facebook.
Dorastająca Emma stoi na rozdrożu. Przed nią wizja matury i wybór kierunku studiów. Straszna sprawa. W domu mama z ojczymem robią remont, ojciec ma drugą rodzinę i wydaje się nie przejmować sprawami córki, a najbliższy sąsiad i dawny przyjaciel jakoś wyszedł z roli. No i jest jeszcze chłopak, którego bohaterka niezbyt lubi i inny, którego lubi bardziej. Jak widać nie ma łatwo.

Któregoś dnia Josh przynosi Emmie płytę instalacyjną do nowo zakupionego komputera. Ku swojemu zaskoczeniu Emma odkrywa, że może się dzięki temu zalogować do Facebooka i podejrzeć swoje życie za 15 lat. Co będzie robiła? Z kim będzie w związku i czy będzie zadowolona z życia?
Na tej samej zasadzie co w Efekcie motyla bohaterka zaczyna trochę ingerować we własną przyszłość. A to mąż się jej wydaje nie taki, a to praca nie dość zadowalająca, a to pozycja społeczna. Wystarczy coś zdecydować i kliknąć Odśwież, a wizja przyszłości już ulega zmianie. Bardzo łatwo się od tego uzależnić, o czym Emma szybko się przekona.
Przeciwwagą dla poczynań Emmy jest jej sąsiad Josh, który co prawda poznaje ułamek własnej przyszłości, ale podchodzi do tego dość krytycznie i woli sam kształtować zarówno swoje prywatne relacje, jak i to kim oraz z kim będzie. Oprócz tego woli spędzać czas z przyjaciółmi, czy też ćwicząc na deskorolce. Komputer nie jest dla niego priorytetem i jest to bardzo zdrowe.

Powieść Ty, ja i fejs nie jest może jakaś wielce odkrywcza, ani nowatorska. Opowiada o sprawach, które są nam dobrze znane i raczej nie ma na celu moralizowania, jakim to złem jest Facebook czy ogólnie Internet. Mimo to jest zabawna, sympatyczna i ma ten ulotny klimat czasów, gdy Internet nie był jeszcze taki wszędobylski, a spędzanie czasu poza domem, czy to w parku czy na plaży było normą. Uroczą i taką swojską.
Czy Emma zrozumie, że człowiek sam jest kowalem własnego losu i zacznie decydować z perspektywą na teraz, a nie na potem? Okaże się.
Polecam nastolatkom. To dobra historia na wiosenne popołudnie.

czwartek, 19 lipca 2018

Sabrina Jeffries: Narzeczeni mimo woli

Autor: Sabrina Jeffries
Tytuł: Narzeczeni mimo woli
Cykl: Diablęta z Hallstead Hall, t.1
Wydawca: BIS
Stron: 356







Niełatwo znaleźć dobrą powieść z elementami romansu, przygody i żeby nie była ckliwa i okraszona tylko erotyką. Wbrew pozorom mało która książka spełnia te warunki. Chciałabym, aby bohaterowie byli w miarę prawdziwi i nie myśleli tylko o seksie, lecz mieli w miarę pookładane w głowach. Niech będzie zabawnie, na przykład za sprawą bohaterów drugoplanowych. Fajnie by było, gdyby to było coś w realiach kostiumowych XIX wieku Europy bądź Ameryki. Mile widziany przemyślany aspekt społeczny, w którym solidnie osiądzie fabuła.  Szukając dobrego romansu na wakacyjną lekturę  przypadkiem natknęłam się na serię zatytułowaną Diablęta z Hallstead Hall. Tytuł był obiecujący i postanowiłam dać szansę przynajmniej części pierwszej. 

Bogato usytuowane rodzeństwo Sharpe'ów: Oliver, Jaret, Gabriel, Minerva i Celia, nie kwapi się do małżeństwa. Po pierwsze dlatego, że jest im dobrze tak jak jest, czyli w stanie wolnym. Mogą dzięki temu robić, to im się żywnie podoba. Młodzieńcy więc grają w karty, piją, uwodzą tancerki, biorą udział w różnorakich awanturach, a dziewczęta mogą poczuć posmak wolności i decydowania o sobie. Jest jednak poważniejsza przyczyna tego stanu. Otóż małżeństwo rodziców naszych bohaterów nie było szczęśliwe i skończyło się skandalem. Zatem skoro się nie miało dobrego wzorca, to po co wikłać się w coś podobnego? Będą zdrady, kłótnie, sceny zazdrości, łzy, a w tym wszystkim z pewnością nieszczęśliwe dzieci. Diablęta ewidentnie chcą tego uniknąć i pomimo trzydziestek na karku ani myślą wstępować w małżeńskie więzy. 
Nestorka rodu pani Hetty Plumtree decyduje się na poważny krok. Stawia rodzeństwu ultimatum i daje im rok na zawarcie związków. Pozwala sama wybrać kandydatów i kandydatki, ale musi się to zakończyć ślubem. W przeciwnym razie odetnie wnuki od gotówki. Tym razem babcia wygląda na zdeterminowaną i słodkie słówka wnuków czy smutne oczy wnuczek nie robią na niej wrażenia. 

Najstarszy w rodzeństwa, to jemu poświęcona jest część pierwsza, markiz Oliver Stoneville, postanawia przechytrzyć babcię. Gdy na skutek zbiegu okoliczności poznaje stanowczą Amerykanką Marię Butterfield, proponuje jej pomoc w poszukiwaniach zaginionego narzeczonego. W zamian oczekuje, że Maria przez kilka tygodni poudaje jego przyszłą żonę, a gdy babcia zobaczy, że dziewczyna ma niskie pochodzenie, jest zza oceanu i w dodatku Oliver poznał ją w domu uciech, z pewnością zrezygnuje z pomysłu żenienia wnucząt. 
Przyparta do muru Maria zgadza się na propozycję markiza. 
Co z tego wyniknie? Kto pęknie pierwszy: babcia czy wnuk?  I czy małżeństwo faktycznie może być takim dramatem życiowym? To się jeszcze okaże.

Książkę czyta się bardzo przyjemnie. Jak to w takich historiach bywa; hulaszczej rodziny Sharpe'ów nie da się nie lubić. Mogą oni naginać społeczne konwenanse, być powodem do plotek lub przyczyną skandali, ale mają złote, gołębie serca i w razie potrzeby stoją za sobą murem, co pozwala im przezwyciężyć wszystkie kłopoty, w których się znajdą. 
Bardzo zabawne były sceny braterskich podchodów oraz próby rodzeństwa, by oprzeć się babcinym żądaniom. Ważne, by w opowiadanej historii romansowej wątki obyczajowy i społeczny były w miarę dobrze rozrysowane. Sabrinie Jeffries się to udało. Nie jest to może powieść historyczna na miarę rozmachu Philippy Gregory, ale czyta się ją z uśmiechem na ustach i miło się ją wspomina. Zakończenie zachęca, by zajrzeć do kolejnej części, zarysowano tu bowiem delikatnie wątek kryminalny i jestem ciekawa, co z tego wyniknie. 
Powieść Narzeczeni mimo woli to dobra lektura na wakacyjne popołudnie. Nie dłuży się, jest zabawna i lekka. Polecam.


Seria Diablęta z Hallstead Hall: 

1. Narzeczeni mimo woli, 2. Kochanek z piekła rodem,

niedziela, 15 lipca 2018

Nancy Milford: Miłość w chłodnym klimacie

Autor: Nancy Milford
Tytuł: Miłość w chłodnym klimacie
Stron: 312
Wydawca: Spółdzielnia Wydawnicza Czytelnik






Nancy Milford powieścią Miłość w chłodnym klimacie przenosi czytelnika w lata 20. i 30. XX wieku. Oczyma młodej, niezamężnej jeszcze Fanny obserwujemy usilne  starania lady Montdore, aby dobrze wydać za mąż jedyną córkę Polly, dziedziczkę wielkiej fortuny. Władcza i trudna w codziennym pożyciu lady Montdore dwoi się i troi, marząc o wspaniałej przyszłości dla córki. Tymczasem wszystkie jej zabiegi kończą się fiaskiem, gdyż zdystansowana i zamknięta w sobie piękna Polly robi tylko tyle, ile musi, zniechęcając swoim zachowaniem kolejnych kandydatów do jej ręki. Czyżby tkwiła w tym jakaś zagadka, jakiś wstydliwy sekret. Na rozwiązanie tej sprawy nie będzie musiał czytelnik czekać zbyt długo. Zresztą autorka już od początku rozsiewa pewne poszlaki, z których można przynajmniej domyślić się, co lub kto jest celem życiowym Polly.

Lektura powieści Nancy Milford pozwala czytelnikowi przenieść się w świat arystokracji, żyjącej zupełnie innym życiem, niż zwykli śmiertelnicy. Podejrzewam, że gdyby pewne sprawy uwspółcześnić, powieść w wersji XXI wieku, mówiąca o życiu dzisiejszych możnych i szlachetnie urodzonych tego świata, nie różniłaby się tak bardzo od tego, jak było kiedyś.
Podczas gdy my, przeciętni zjadacze chleba martwimy się ratami kredytowymi i szybko mijającą codziennością, oni, ci arystokratyczni, żyją na oczach całego świata, zadowoleni i bez zmartwień o takie przyziemności jak socjal, podatki i rodzinny plan finansowy, skonstruowany tak, aby nie zabrakło do pierwszego. Nie to, że im zazdroszczę, nie. Po prostu prowadzimy zupełnie inne życia, to wszystko. 

Podobnie jest z bohaterami powieści Miłość w chłodnym klimacie. Plotki rozprzestrzeniają się tutaj szybko niczym wiatr i żyje się nimi całymi  miesiącami. Największym zmartwieniem matek jest dobrze wychować córki, a potem dobrze je wypromować i wspaniale wydać za mąż. Największym zmartwieniem córek jest dobrze wyglądać, aby znaleźć porządnego kandydata na męża. Mężczyźni, choć w sumie mogą sobie pozwolić na więcej niż kobiety i tak wcześniej czy później trafią pod pantofel zaradnej i ambitnej żonki. Środowisko arystokracji jest dość konserwatywne i niechętnie przyjmuje w swoje kręgi wszelaką inność. Ten opór na zmiany i postęp dziś może się wydawać zabawny, podejrzewam jednak, że wtedy musiał bardzo utrudniać życie, tym, którzy zdecydowali się podążyć inną drogą niż ta powszechnie wytyczona. 

I właśnie ten aspekt obyczajowy jest najcenniejszą stroną książki. W warstwie fabularnej nie dzieje się tutaj zbyt wiele. Ktoś wychodzi za mąż, zza oceanu przyjeżdża daleki kuzyn, ktoś urządza bal, a ktoś jedzie na tydzień do rodziny. Bohaterowie śpią, jedzą, grają w karty, spotykają się towarzysko, a całą resztą, tą przyziemną zajmuje się niemal niewidoczna służba.
Bardzo ciekawe są za to relacje rodzinne, stosunki matek z córkami, stopniowo narastające różnice w wychowaniu dzieci, wkradająca się stopniowo w życie bohaterów rewolucja seksualna i społeczna, to wszystko sprawia, że książkę czyta się lekko i przyjemnie.  Do gustu przypadła mi zwłaszcza rodzina Radlettów i przyznam, że nie miałabym nic przeciwko, aby przeczytać powieść im poświęconą w całości. 
Miłość w chłodnym klimacie tchnie urokiem czasów, które minęły bezpowrotnie i w tym tkwi jej największy urok.


Dziękuję!