piątek, 19 lutego 2016

Sarah Waters: Muskając aksamit

Autor: Sarah Waters
Tytuł: Muskając aksamit
Stron: 592
Wydawca: Prószyński i S-ka





Zachwycona losami tytułowej "Złodziejki" zdecydowałam, że w miarę możliwości przeczytam wszystkie książki tej autorki. Bardzo spodobał mi się rys obyczajowy epoki, dokładnie zarysowany klimat i zwroty akcji, a przede wszystkim świetnie wykreowane postacie kobiece: delikatne, a jednak uparte w dążeniu do celu, w epoce tak zdominowanej przez mężczyzn. Słowem, byłam oczarowana. Potem książkę przeczytali inni członkowie mojej rodziny, i o dziwo, także im się spodobała. 

To dlatego, gdy nadarzyła się okazja przeczytania kolejnej książki tej autorki pt. Muskając aksamit bardzo, bardzo się ucieszyłam. Teraz, po skończonej lekturze, uczucia mam trochę mieszane. Dlaczego? O tym poniżej. 

Fabuła powieści znowu zabiera nas do XIX- wiecznej Anglii. Stopniowo wchodząca w życie ludzi rewolucja obyczajowa cichcem dociera także na prowincję i wywraca życie Nan Astley do góry nogami. 
W większych i pomniejszych teatrach triumfy świętuje wodewil, specyficzna mieszanka kabaretu i farsy, suto oprawiona śpiewem, tańcem i pantomimą. 
Nan, której całym życiem są ostrygi i praca przy nich, chłonie atmosferę tych przedstawień. Kiedy jednak widzi na scenie genialną i niepowtarzalną Kitty Butler, już wie, że od tej pory nic nie będzie dla niej takie samo. Początkowa fascynacja osobą Kitty, zmienia się w głęboką zażyłość między dwoma dziewczętami, co zaprowadzi je na większe sceny Londynu. Tam, po wstępnych sukcesach, będą musiały dokonać wyboru, który zdeterminuje ich przyszłe życie. 

Początkowo miałam w planach ocenić Muskając aksamit bardziej surowo. Dlaczego? 
Po lekturze Złodziejki miałam bardzo wysokie wymagania. Sarah Waters ma doktorat z tej dziedziny literatury, posłużył on zresztą jako jako inspiracja do jej kolejnych powieści. Myślę, że to właśnie dlatego autorka wie, o czym pisze i robi to naprawdę dobrze. Pamiętam, że długo zachwycałam się Złodziejką. Najbardziej podobało mi się to, że do samego końca nie było wiadomo, kto kogo oszuka i wywiedzie w pole, a delikatnie zarysowany wątek miłości dwóch kobiet, był subtelny i wyrafinowany. 

Tymczasem w Muskając aksamit sytuacja przedstawia się nieco inaczej. Powieść jest podzielona na trzy części. Pierwsza nieco spokojna i senna przedstawia rodzinną miejscowość Nan i jej stopniowe dorastanie do decyzji, by w imię miłości opuścić dom. Kończy się nieco dramatycznie, zaś  w drugiej części fabuła przybiera dość nieoczekiwany kierunek. Pomijając dość liczne sceny erotyczne, można tu sporo dowiedzieć się o samej epoce i w sumie niełatwej wówczas sytuacji obyczajowej i materialnej kobiet. Natomiast trzecia część to kompletny spadek formy. Historia pada na pysk i ciągle irytuje głupotą i brakiem woli do działania głównej bohaterki. O ile na początku Nan miała jeszcze trochę ikry, o tyle z czasem, ma jej coraz mniej. Co gorsza w ogóle nie wyciąga wniosków ze swoich doświadczeń. Jest bezwolna i brakuje  jej pomysłu na samą siebie. A działa tylko wtedy, gdy jest z kimś. 

To dlatego byłam zawiedziona. Ale pozwoliłam emocjom opaść i przede wszystkim spojrzałam na datę wydania tej powieści. Jest to debiut tej autorki z roku 1998 i nie można go porównywać ze świetnie dopracowaną i przemyślaną fabularnie Złodziejką, która powstała 4 lata później. Wiadomo, że z czasem zmienia się perspektywa autora, on sam dojrzewa, a z nim jego pomysły. 

Zatem myślę, że Muskając aksamit można potraktować jako wstęp do literackiej przygody z prozą Sarah Waters i za nic w świecie nie można się zniechęcać pewnymi wpadkami i niedociągnięciami. Złodziejka jest po prostu genialna, a kolejne powieści autorki, mam nadzieję, równie dobre. Zaś Muskając aksamit ma swoje plusy i minusy i najlepiej pamiętać o plusach, a na minusy patrzeć z przymrużeniem oka. 
Dlatego mając na uwadze plusy, a  więc atmosferę kabaretu, wyzwolenie seksualne kobiet i ich dążenie do wolności i możliwości kochania tego, kogo się samemu wybierze  oraz poszukiwanie własnej drogi w życiu, polecam lekturę niniejszej powieści, przypominając, że to debiut i tak właśnie należy go oceniać. 


Dziękuję!

1 komentarz:

  1. Nie ukrywam, że Anglia XIX wieku to mój świat, ale czy akurat w historii stworzonej przez tę autorkę mnie zachwyci? Złodziejkę chętnie poznam, ale nad tym tytułem się jeszcze zastanowię.

    OdpowiedzUsuń

Co jednemu się podoba, drugiemu nie musi i na odwrót. Szanujmy się wzajemnie wyrażając własne opinie.
Wszystkie komentarze o treści obraźliwej, wulgarnej i tym podobnej będą usuwane.
Jeśli nie potrafisz wyrazić własnego zdania, bez obrażania drugiej osoby, to lepiej nie wyrażaj go wcale.

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.