Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przyjaźń. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przyjaźń. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 22 grudnia 2016

Każdy chce mieć zwierzątko domowe czyli Jak wytresować smoka

Tytuł: Jak wytresować smoka
Reżyseria: Dean DeBlois, Chris Sanders
Scenariusz: Dean DeBlois, Chris Sanders, William Davies
Czas trwania: 98 min.
Wytwórnia: DreamWorks






Uwielbiam tę historię. Obłędnie, bezwzględnie, niepodzielnie i te wszystkie inne. Z mnóstwa wspaniałych animacji komputerowych to właśnie Jak wytresować smoka należy do moich ukochanych. Opowiedziana w tej bajce historia jest nie tylko mądra, promuje wartości rodzinne, ale też jest zabawna, wciągająca i nie pozwala się nudzić ani przez chwilę z tych 98 minut swojego trwania. 

Wyspa Berg. Zamieszkuje ją plemię rudowłosych, hałaśliwych i dość topornych w obyciu Wikingów. Ich życie nie należy jednak do łatwych i to nie ze względu na surowy klimat, czy styl bytowania na Berg. Problemem Wikingów są szkodniki, które porywają owce, niszczą zabudowania, paląc wszystko co się nawinie. Oczywiście chodzi o smoki, których w okolicy jest mnóstwo i nie starczy ani życia, ani Wikingów, by je wszystkie wytępić. 

Dorastający Czkawka (imię, które ma odpędzać trolle) jest synem wodza i ma świadomość, że nie spełnia oczekiwań, jakie chciałby przed nim postawić jego ojciec. Czkawka jest drobnej postury, wręcz chuderlawy, cięgle pakuje się w kłopoty, a czas najchętniej spędzałby w kuźni lub na projektowaniu nowych rzeczy. W mniemaniu ojca powinien zaś być wojownikiem o barach jak szynki, powinien zabijać smoki, a w przyszłości przewodzić plemieniu. Jak pogodzić te dwa sprzeczne pragnienia? 

W czasie jednej z napaści smoków na wioskę Czkawka, stworzonym przez siebie wynalazkiem (skrzyżowanie harpuna z kuszą) rani najpotężniejszego ze znanych smoków, Nocną Furię. Oczywiście nikt mu nie wierzy, gdyż Nocna Furia w przeciwieństwie do swoich pobratymców, jest smokiem legendarnym; nikt nigdy go nie widział, a co dopiero żeby próbował upolować. Czkawce jednak faktycznie się to udało. 
Spotkanie w dolinie z rannym smokiem staje się początkiem wielkiej przyjaźni, która zmieni oblicze całej społeczności Wikingów, okaże się bowiem, że ludzie i smoki nie muszą się wzajemnie zwalczać. Mogą nie tylko egzystować obok siebie, ale także wzajemnie się o siebie troszczyć i chronić. Do tego jednak daleka droga. 
Młodzieniec będzie musiał przejść smocze szkolenie oraz przekonać Wikingów z ojcem na czele, że nie ma konieczności zabijania smoków.

Jak wytresować smoka jest niezwykle zabawną historią o dorastaniu i odkrywaniu w sobie odwagi, by zmieniać świat wokół siebie, by iść własną drogą wbrew temu, co próbują narzucić nam inni. W przemyślany sposób pokazano także, że czasem nie obywa się bez ofiar lub uszczerbków na zdrowiu i że czasem tylko razem jest się czymś kompletnym, całością, bo osobno to już zupełna kicha. 
Rozczula niesamowita ścieżka dźwiękowa utrzymana w irlandzko-walijskich klimatach oraz dbałość o szczegóły, np. jak pokazywane są okręty Wikingów, to na ich burtach widoczne są morskie ślimaki. Niby to szczegół, a jednak przyjemnie go zaobserwować. 
Majstersztykiem jest natomiast Szczerbatek; jego mimika pyszczka, kocio-psie gesty i ruchy są obłędne. Jego rozmiary, w sumie jest dość niewielki, zadają kłam twierdzeniu, że tylko duży może dokonać wielkich rzeczy. Mimo tego, że są większe od niego smoki, Szczerbatek potrafi od nich znacznie, znacznie więcej. 

Jako wierny fan tego filmu, płaczący na każdym seansie, mogę tylko serdecznie polecić albo w wersji rodzinnego oglądania, albo miłego przerywnika po stresującym dniu. Bo wbrew pozorom, tresura i dla pana i dla pupila wcale nie jest taka łatwa.

poniedziałek, 24 października 2016

Sekretne życie zabawek czyli Toy story

Tytuł: Toy story
Reżyseria: John Lasseter
Scenariusz: Joss Whedon, Andrew Stanton,  Joel Cohen, Alec Sokolow
Czas trwania: 80 min.
Wytwórnia: Disney - Pixar






Toy story znają chyba wszyscy, ale założę się, że mało kto zdaje sobie sprawę, że animacja ta ma już 21 lat.  Niezły wynik, co? 
Dziś Toy story to już klasyk w swojej dziedzinie. Dziedzinie, która niesamowicie się rozrosła i wyewoluowała. Stworzony techniką animacji komputerowej film otworzył worek, z którego zaczęły się wysypywać inne animacje. Jedni je lubią, (tak jak ja), inni nie mogą na nie patrzeć (jak np. pokolenie mojej Mamy). Nie da się jednak zaprzeczyć, że w przypadku tego gatunku nie ma mowy o limicie wiekowym, tym bardziej, że animacje nie stoją w miejscu i nie mam tu na myśli tylko osiągnięć techniki, ale przede wszystkim podejście do tematu. Powstające filmy mają coraz lepsze intrygi, mogące się równać z tymi w filmach fabularnych, że już nie wspomnę o całej masie nawiązań do kultury popularnej. 

Przyznam, że akurat Toy story nigdy mnie specjalnie nie pociągało, ale skoro ostatnio zajęłam się tematem animacji na serio, nie mogłam przegapić okazji obejrzenia filmu, skoro wyemitowała go telewizja. 
Bohaterami filmu są zabawki małego chłopca o imieniu Andy i to z ich perspektywy śledzimy całą fabułę. To dlatego pojawiający się w tej historii ludzie są najczęściej widziani tylko do kolan. Widać wtedy wyraźnie, jakimi olbrzymami są ludzie, a jak małe i kruche są zabawki. Grupie zabawek przewodzi kowboj Chudy, ulubiona zabawka chłopca i niekwestionowany lider tej grupy. Oprócz tego mamy tu jeszcze zielonego tyranozaura o małej pewności siebie, pana Bulwę stale gubiącego oczy i wąsy, pasterkę z trzema owieczkami, pieska, którego ciałko rozciąga się dzięki sprężynie, samochodzik na baterie, zielone żołnierzyki i kilka innych pomniejszych. Wszystko układa się dobrze do momentu, gdy Andy dostaje na urodziny najnowszy model robota Buzza Astrala. Naturalnie, że od teraz to on będzie ulubieńcem chłopca. Chudy nie może się z tym pogodzić i próbując pozbyć się rywala, powoduje, że obaj z Buzzem trafiają w ręce małego Sida, który lubi poddawać swoje zabawki nieprzyjemnym eksperymentom. Zabawki muszą wrócić do domu Andy'ego, ale jak to zrobić?

Podczas seansu widać różnice pomiędzy animacjami współczesnymi a tym, co stało się dla nich początkiem, choć jak na debiut, to i tak niezły start. Nie uświadczymy tu tylu zabawnych powiedzonek, których obecnie jest cała masa, ale trochę ich już tu mamy. Opowiedziana historia jest zabawna i do samego końca trzyma w napięciu, bo nie mamy pewności, czy Chudemu i Buzzowi uda się dogonić chłopca. Wszystko zależy od ich własnej pomysłowości, a tej, jak na ich małe możliwości, im nie brakuje. Prowodyrem jest tu oczywiście Chudy, bo Buzz, co jest akurat bardzo zabawne, bardzo długo żyje w przekonaniu, że nie jest zabawką, a prawdziwym Buzzem Astralem. 

Toy story to historia o przyjaźni, która przychodzi trochę znienacka, a wzmacnia się pod wpływem wspólnych przeżyć. Kibicujemy bohaterom w ich staraniach, śmiejemy się z ich obaw i życia uczuciowego, które jak na zabawki, mają bardzo bogate. Grunt to trafić do rąk odpowiedniego dziecka bez sadystycznych skłonności, a wtedy wszystko się jakoś ułoży.

piątek, 2 września 2016

Inwazja oBUWowa czyli Dom (każdy chce mieć)

Tytuł: Dom
Reżyseria: Tim Johnson
Scenariusz: Matt Ember, Tom J. Astle
Czas trwania: 94 min.
Wytwórnia: DreamWorks








O istnieniu tej animacji dowiedziałam się przypadkiem ze zwiastunów zawartych na innym dvd.  Moje zaciekawienie tą historią było na tyle silne, że natychmiast dokonałam zakupu i obejrzałam zaraz po otrzymaniu do rąk własnych. 

Sympatyczne z pozoru Buwy to małe, kolorowe stworki z innej galaktyki. Przekonane o własnej wyższości nad innymi istotami, gdy przychodzi taka potrzeba, zbierają swoje buwowe manele i dokonują inwazji. W sumie odbywa się to dość bezboleśnie, gdyż rdzennych bywalców wysyła się na inny kontynent. Tak też staje się z Ziemią. Buwy dokonują kolonizacji, a ludzi wysyłają do... Australii. W końcu było tam tyle wolnego miejsca. Ziemia i ludzkie gadżety przypadają Buwom do gustu i planują zostać tu na dłużej, licząc, że ich odwieczni wrogowie Gorgi, tym razem ich tak szybko nie znajdą. 
Drobny błąd małego Oh, powoduje że stworek staje się persona non grata w swojej społeczności. Zmuszony do ucieczki, przypadkiem poznaje nastoletnią Tip, ukrywającą się przed kosmitami. Zmuszeni do zawarcia tymczasowego sojuszu, bohaterowie udadzą się w podróż, która zrewiduje poglądy Oh'a na ludzi i takie pojęcia jak przyjaźń, lojalność i odpowiedzialność za bliskich.

Trzeba przyznać twórcom filmu, że zarówno pomysł, jak i jego realizacja są naprawdę dobre i powiedziałabym, rozczulające. 
Mały Oh, pragnący mieć przyjaciół, tak naprawdę nie ma zielonego pojęcia co znaczy przyjaźń, dopóki nie pozna Tip. Boleśnie przekona się, jak wielką odpowiedzialnością jest dotrzymywanie słowa, które się komuś dało i jak boli rozstanie. Wygadana i pewna siebie Tip, to w duchu, przestraszona dziewczynka, wciąż tęskniąca za mamą. Czy to możliwe, zaprzyjaźni się z kosmitą odpowiedzialnym za zniknięcie jej mamy?

Bajka, skierowana do młodszego odbiorcy, powinna się spodobać także tym nieco starszym dzieciom. Zabawne są Buwy, które zależnie od stanu emocjonalnego zmieniają swój kolor. Przezabawny jest obecny król Buwów, który ludzkich przedmiotów używa zupełnie inaczej niż to było im przeznaczone, np. taki grill może być dobrą koroną.  Swoją drogą mniemanie Smeka o sobie i traktowanie poddanych przypomina króla Juliana z Pingwinów z Madagaskaru. 
Jak Buwy tańczą i co robi z nimi muzyka? Czy jeśli kot wibruje, to zaraz wybuchnie? Jaki jest przepis na udaną imprezę? I czego chcą Gorgi? 
Dom to zabawna i mądra opowieść o tym, co najbardziej liczy się w życiu. To rodzina i przyjaciele nadają sens naszemu istnieniu, w końcu bez rodziny nie byłoby nas samych.

niedziela, 14 sierpnia 2016

Zielony, opryskliwy i ... jak cebula czyli Shrek

Tytuł: Shrek
Reżyseria: Andrew Adamson, Vixky Jenson
Scenariusz: Joe Stillman, Roger S.H. Schulman, Ted Elliott, Terry Rossio
Czas trwania: 90 min.
Wytwórnia: Dream Works





Kiedy wiosną 2001 roku na ekranach kin pojawił się Shrek, był to początek końca tradycyjnego postrzegania bajek.  Od tej pory każda historia mogła się co prawda zakończyć happy endem, ale przewrotnym, kpiarskim i puszczającym oczko do widza. 
Tego roku filmowy Shrek obchodzi swoje 15 urodziny. Kto by pomyślał, że historia zielonego ogra i jego przyjaciół nie tylko doczeka się czterech części, ale też stanie się filmem kultowym, kochanym przez widzów na całym świecie. 

Akcja filmu dzieje się w baśniowym świecie. To tyle, jeśli idzie o tradycję. Cała reszta to już novum. Główny bohater jest ogrem; jest zielony, gburowaty i lubi mieszkać na swoim bagnie. Sam. Wszystko jednak się zmienia, gdy lord Farquaad zaczyna ścigać przeróżne baśniowe stworzenia, a ze zdobytego mówiącego zwierciadła dowiaduje się, że gdyby się ożenił z królewną, zostałby królem. Wybór pada na zamkniętą w wieży, strzeżonej przez smoka, królewnę Fionę.  
Kiedy na bagnie Shreka zaczyna się robić tłoczno, poirytowany ogr idzie z lordem na układ. Dostarczy mu uratowaną z wieży królewnę, a w zamian chce bagno tylko dla siebie. W drogę wyrusza z poznanym wcześniej gadatliwym i irytującym Osłem, który nie chce się odczepić. 
Tak zaczyna się podróż, podczas której mamy okazję obserwować, jak twórcy filmu zagrali na nosie tradycyjnym bajkom. I co tu dużo mówić udało im się to koncertowo! 

Po raz pierwszy obejrzałam Shreka na studiach, na komputerze u koleżanki i do dziś część pierwsza z tamtym seansem mi się kojarzy. Tak sobie myślę, że dziś widzów Shreka można z grubsza podzielić na dwie grupy. 
Pierwsza, wiekowo bliższa mnie, traktuje film nie tylko jak świetną komedię pełną dowcipów, aluzji i nawiązań, ale też coś co na stałe wrosło do kultury popularnej. Pamiętam dobrze, jak zachwyciła nas Fiona walcząca z Robin Hoodem i ta sekwencja, gdy bohaterka przez ułamek sekundy wisi w powietrzu, zanim odda kluczowy cios; fani Matrixa i Neo dobrze wiedzą, o czym mówię. Oczarował nas gadatliwy Osioł, który flirtował ze Smoczycą, rozczulił torturowany Ciastek, śmieszył lord Farquaad, niewątpliwie mający jakiś kompleks. Oglądanie Shreka i wyłapywanie wszystkich aluzji i nawiązań było dla nas jak dobre ćwiczenie, jak swoista gra. 
Druga grupa to pokolenie, które dorastało wraz z pojawianiem się kolejnych części Shreka, ale nie znało tego, co było przed nim. Dla tego pokolenia Shrek jest po prostu bajką, obfitującą w ciekawe stworzenia, ociekającą dowcipami fizjologicznymi i ... to chyba wszystko. 

Kiedy ostatnio powiedziałam moim uczniom, że Shrek jest ich rówieśnikiem prawie nie chcieli wierzyć. Zresztą, czy w epoce, gdy tego typu animacji mamy istny zalew, Shrek może być konkurencyjny? Myślę, że tak, bo po pierwsze przetarł szlaki, po drugie naprawdę moim zdaniem jest już klasyką, a klasykę warto znać. I nie mam tu na myśli samej tylko fabuły. Kultowe stały się kwestie z filmu.  Skopać schodom poręcz, teoria o tym, że ogry są jak cebula, czy też informacja, że Żwirek kręci z Muchomorkiem. To było takie odkrywcze, zabawne, świeże.

Nie można nie wspomnieć o genialnym polskim dubbingu. Osioł już zawsze będzie dla mnie mówił głosem Jerzego Stuhra, a Shrek kpiącym tonem Zbigniewa Zamachowskiego.

Oprócz tego, pomijając niekiedy głupawy klimat, film jest naprawdę mądry. Przyjaciele wspierają i wybaczają, mówi wkurzony Osioł do Shreka i ma rację. Przyjaciele, jakby pozornie wydawali się niedobrani, pójdą za nami wszędzie, nie opuszczą w potrzebie, gdy trzeba powiedzą przykrą prawdę, a potem pomogą ocalić księżniczkę i zawalczyć o szczęśliwe zakończenie. Najwspanialsze jednak jest to, że piękno nie musi być takie wyraziście piękne i na wierzchu. Bardzo często, to co piękne jest ukryte i niedostrzegalne na pierwszy rzut oka. Piękno nie musi być klasyczne i mieć idealnych wymiarów Kopciuszka czy Śnieżki. Może mieć okrągłą, zieloną buzię, miły uśmiech i głos oraz dobre, uczciwe spojrzenie Fiony. Bo to co obdarzamy uczuciem, staje się piękne. I to jest właśnie główne przesłanie tego filmu.

czwartek, 4 sierpnia 2016

Pojedziemy w Dzicz! Czyli na Madagaskar!

Tytuł: Madagaskar
Reżyseria: Tom McGrath, Eric Darnell
Scenariusz: Eric Darnell, Tom McGrath, Mark Burton, Billy Frolick
Czas trwania: 86 min.
Wytwórnia: Dream Works






W nowojorskim zoo żyją sobie spokojnie i bez stresu przeróżne zwierzęta. Opiekunowie dbają o ich komfort i wygodę, a odwiedzający podziwiają je i kochają.  
Głównymi bohaterami filmu uczyniono tym razem cztery zwierzęta. Lew Alex, o bujnej grzywie i sympatycznej aparycji, to gwiazda wybiegu i wielbiciel surowych steków. 
Żyrafa Melman najchętniej nie wychodziłby od lekarza. To prześmieszny hipochondryk, niezgrabny i wiecznie przestraszony. 
Hipopotamica Gloria, pomimo opasłych kształtów ( w końcu to hipopotam) ma wdzięk i urok, a także siłę przekonywania. 
Zebra Marty to najlepszy przyjaciel Alexa. Właśnie nadchodzą jej 10 urodziny i Marty zaczyna marzyć o czymś więcej niż tylko szczerzenie się przed odwiedzającymi. Marty'emu marzy się dzicz, taka prawdziwa, jak ta z fototapety przed jego wybiegiem  

Niebawem na skutek zbiegu przezabawnych okoliczności (będą w tym miały udział wspominane wcześniej Pingwiny) czwórka naszych bohaterów trafi na wyspę u wybrzeży Afryki, tytułowy Madagaskar.
O ile Alex, Gloria i Melman nie są tym zbyt zachwyceni, o tyle Marty czuje się jakby wygrał na loterii. Wyspa jest ogromna, zielona, przepiękna, a ile tu miejsca do biegania. No prawdziwa, wymarzona dzicz. Na Madagaskarze mieszkają też lemury, (o cudnych, długich ogonach w poprzeczne czarno-białe paski), którym panuje król Julian XIII. 
Podobnie jak dla Pingwinów, tak i dla króla Juliana, film Madagaskar stał się trampoliną dla solowej kariery. Samouwielbienie króla i jego powiedzonka stały się już kultowe. Kto dziś nie zna tekstu wyginam śmiało ciało, mienie władzy to obowiązek króla czy ucieleśnianie ideału? Król Julian jest po prostu jedyny w swoim rodzaju i przyjemnie dziś, już przez pryzmat tego, jak stał się znany i kochany, obejrzeć jego początki. 

Początki pobytu na wyspie są dla naszych bohaterów przyjemne i sielskie. Nie minie jednak dużo czasu, gdy budzący się w Alexie głód mięsa, zagrozi życiu wszystkich niemięsożernych ssaków. W zoo było łatwo. Podali przepięknie soczyste steki i gotowe. A w dziczy? Nie dość, że nie ma gotowych steków, to jeszcze gdy Alex patrzy na przyjaciół, to zamiast nich widzi steki! 
Czy lew zapanuje nad naturą drapieżnika, czy sprawdzą się czarne przepowiednie Maurice'a? A może jest jakieś inne rozwiązanie? 

Madagaskar obejrzałam właściwie z sentymentu dla Pingwinów i Juliana, ale przyznaję, że bardzo dobrze się bawiłam. To zabawna, trochę przewrotna historia o tym, że marzenia czasem się spełniają, tylko nie do końca tak jakbyśmy tego chcieli. Antarktyda może się bowiem okazać za biała, a dzicz ... za dzika. Ale wszystko idzie okiełznać, gdy ma się przy boku oddanych przyjaciół i pomysłowe Pingwiny. 

poniedziałek, 1 sierpnia 2016

Co by było, gdyby ich zabrakło? Film o pszczołach

Tytuł: Film o pszczołach
Reżyseria: Steve Hickner, Simon J. Smith
Scenariusz:  Jerry Seinfeld , Spike Feresten, Barry Marder, Andy Robin
Czas trwania: 90 min.
Wytwórnia: Dream Works






Dorastający w wielkim ulu Barry B. Benson, młoda pszczoła, jeszcze nie wie, kim chce być. Świadomy, że życie pszczoły do długich nie należy, chciałby robić coś, co da mu satysfakcję, ale przede wszystkim poczucie sensu i celu. Tylko, czy praca w ogromnej pszczelej korporacji Miodex, gdzie każdy owad, to trybik w machinie, takiego sensu mu dostarczy? 
Któregoś dnia Barry wybiera się na wycieczkę poza ul. Przypadkowo poznaje właścicielkę kwiaciarni Vanessę, z którą się zaprzyjaźnia. Dowiaduje się także, że ludzie sprzedają miód. Oburzony decyduje się pozwać ludzi i odebrać im prawo do kontrolowania tej pszczelej krwawicy, która jeszcze daje ludziom dodatkowy zysk. Co z tego wyniknie? 

Film o pszczołach to historia jednostki, która swoim działaniem wpływa na życie całego roju. Bardzo podobny motyw występuje w innej animacji Mrówka Z, o której być może niebawem będę pisać. Jak na indywidualistę przystało, Barry patrzy na życie pszczół i ludzi inaczej niż jego rodacy, co przyczynia się do ogromnej rewolucji. Nie tylko wpłynie to na relacje pszczół z ludźmi, na postrzeganie tego, jak ciężko pracują i jakim długim procesem jest powstawanie miodu. Nasz bohater, a wraz z nim oglądający film widz, przekonają się, że co prawda fajnie jest być i działać solo, ale bywają też momenty, gdy bez pomocy bliskich obyć się nie da. Po prostu potrzebne jest działanie roju, który wspólnie może osiągnąć bardzo wiele. 

Film o pszczołach jest zabawny od pierwszej sceny. Bardzo lubię, gdy życie bohaterów, w tym wypadku pszczół, pokazuje się w przekroju. Możemy zatem zobaczyć, jak działa cały ul, jakie zawody uprawiają pszczoły, jak postrzegają świat na zewnątrz. W komiczny, czasem ironiczny sposób pokazuje, że trudno tu o bycie kimś, gdy jest się częścią tak wielkiej całości. Stąd już blisko do depresji i wypalenia zawodowego. Przypomina to wielkie ludzkie korporacje i myślę, że efekt ten był zamierzony.

Bajka zawiera także bardzo silne, nie da się tego nie zauważyć, przesłanie moralne i ekologiczne. Pokazuje bowiem bardzo dobitnie, co w szybkim tempie stałoby się z naszym ekosystemem, gdyby zabrakło pszczół. Początkowo, oglądając film, kibicujemy Barry'emu w jego sporze z ludźmi. Tak, źli ludzie zabierają biednym, ciężko pracującym owadom miód, wykorzystują je i źle traktują. Co się jednak stanie, gdy pszczoły będą tego miodu miały za dużo? Mówi się, że od przybytku głowa nie boli, ale z drugiej strony co za dużo, to nie zdrowo.  Warto zobaczyć to oczami twórców filmu. Polecam i zachęcam, by obejrzeć film razem z dziećmi, koniecznie zwracając im uwagę na ten aspekt. A tak poza tym, Film o pszczołach do dowcipna, niekiedy dwuznaczna komedia o bardzo pozytywnym wydźwięku. Do tego dochodzi dobry polski dubbing i wszystko to sprawia, że historię się dosłownie chłonie. 
Polecam raz jeszcze, naprawdę fajne.

niedziela, 17 lipca 2016

Do zadań specjalnych? Tylko nieloty czyli Pingwiny z Madagaskaru

Tytuł: Pingwiny z Madagaskaru
Reżyseria: Simon J. Smith, Eric Darnell
Scenariusz: John Aboud, Michael Colton,
Brandon Sawyer
Czas trwania: 92 min.
Wytwórnia: Dream Works




Kiedy po spektakularnym sukcesie filmów z serii Shrek, twórcy zielonego ogra postanowili zrobić film o czwórce zwierząt z nowojorskiego zoo, wątpię, by choć przez myśl im przeszło, że film owszem sprzeda się i zyska grono wiernych fanów, ale serca widzów skradnie kto inny. 
Pingwiny. Cztery szybkie, zwinne nieloty, z ambicjami ratowania świata i przeprowadzania tajnych misji. 

W 2008 roku, trzy lata po premierze pierwszej części Madagaskaru, Pingwiny dostały swój serial animowany. Stworzono 3 sezony w sumie 80 odcinków. Akcja działa się w nowojorskim zoo, a osią fabuły były działania Pingwinów i perypetie ich przyjaciół z innych zwierzęcych wybiegów: wydry Marlenki, króla lemurów Juliana czy dwóch cynicznych małp. Szczerze przyznam, że dziś jest to jeden z moich ulubionych seriali animowanych. Świetne teksty Skippera czy króla Juliana, zabawne sytuacje, wszystko to sprawiało, że po ciężkim dniu w pracy z przyjemnością zasiadałam do tv, by przez 20 minut śmiać się do łez. 

W 2014 roku Pingwiny dostały swój film kinowy, co było zresztą tylko kwestią czasu. Jeśli ktoś lub coś jest tak bardzo na topie i tak chwytliwe, trudno się oprzeć pokusie, dania tej postaci jej własnych, kinowych pięciu minut. 
Tym razem dane nam jest poznać początki wielkiej czwórki, która pod wodzą Skippera już od małego, ma pragnienie czegoś więcej niż tylko uczestnictwo w wielkim marszu pingwinów i bycie po prostu słodkim. Skipper, Kowalski, Rico i Szeregowy mają misję ratowania świata. To taka zwierzęca wersja serialu Drużyna A. Skipper o ujmującym głębokim głosie to przywódca, który nawet w najcięższych sytuacjach nie traci głowy. Rico to spec od połykania przeróżnych rzeczy, które potem potrafi zwrócić w nienaruszonym stanie; najczęściej są to narzędzia, bądź materiały wybuchowe. Kowalski to analityk, który wszystko przelicza na procenty, a najmłodszy Szeregowy jest słodki i ma tę słodkość wpisaną w zakres obowiązków. 

Tym razem Pingwinom przyjdzie się zmierzyć z doktorem Davem Mackiewiczem, który na cel wziął sobie wszystkie pingwiny z całego świata. Przed bohaterami trudne zadanie, gdyż wróg jest wciąż o krok przed nimi. To dlatego w pewnym momencie na arenę wkroczy ściśle tajna organizacja Północny Wiatr, której celem jest ratowanie zwierząt w tarapatach. Początkowo te dwie drużyny, jak to zwykle bywa, nie potrafią działać wspólnie, tak silne osobowości jak Skipper i Utajniony, zamiast słuchać, chcą rozkazywać, a to nie wróży dobrze misji. Z czasem jednak... No właśnie, to już warto zobaczyć samemu. 

Kinową wersję przygód Pingwinów ogląda się jak film sensacyjny. Mamy tutaj pościgi, wybuchy, nowoczesne gadżety, tajne bazy, geniusza zła i jego pomagierów. Są nawet dylematy moralne oraz wątek małego bohatera, który bardzo pragnie się wykazać i będzie mu to dane. Jest kolorowo, zabawnie, zaskakująco. Wprowadzenie członków Północnego Wiatru: wilka Utajnionego, śnieżnej sowy Evy (co za piękne rzęsy i akcent!), foki Detonatora oraz podatnego na słodkość misia polarnego Kaprala, nadało historii świeżości i więcej (o ile to jeszcze możliwe) dowcipu. 
Co najlepsze w tego typu historiach, film ten można oglądać kilka razy, bo trudno wyłapać wszystkie smaczki słowne i aluzje za jednym razem. 

Pingiwiny z powodzeniem mogą oglądać widzowie w każdym wieku, ci młodsi i ci starsi. Blisko 1,5 godziny dobrej rozrywki gwarantowane. Polecam. Z pewnością poprawi humor, co na bank wyjdzie na zdrowie.

środa, 13 lipca 2016

Zwierzęca utopia czyli Zwierzogród

Tytuł: Zwierzogród
Reżyseria: Byron Howard, Rich Moore
Scenariusz: Jared Bush, Phill Johnston
Czas trwania: 108  min.
Wytwórnia: Disney





Utopia w wydaniu animalistycznym? Czemu nie! Muszę przyznać, że popołudniowy seans Zwierzogrodu zapewnił mi blisko dwie godziny śmiechu i błyskotliwie podanej rozrywki. Sama nie wiem, czemu tak długo zwlekałam z obejrzeniem tego obrazu. 

Czym jest Zwierzogród? To wielka metropolia zamieszkana wyłącznie przez zwierzęta. To istny raj. Małe i duże, ssaki i drapieżniki żyją tutaj obok siebie w zgodnym i w miarę szczęśliwym bytowaniu. To przecież miejsce, gdzie spełniają się marzenia. 

Ambitna króliczka Judy Hops nie chce, tak jak jej rodzice i stadko młodszego rodzeństwa, całe życie prowadzić straganu z marchewkami. Judy chce zostać stróżem prawa i faktycznie, dzięki uporowi i zaciętości, kończy akademię jako pierwszy królik. Pełna dobrych chęci przybywa do stolicy i... zostaje policjantem od mandatów parkingowych. Przypadek sprawia, że bierze udział w ulicznym pościgu za złodziejem, a to uruchamia lawinę wydarzeń, które naprowadzą Judy i jej nowo poznanego przyjaciela lisa Nicka na ślad wielkiej intrygi, która może zagrozić stabilności i bezpieczeństwu całego świata zwierząt.

Ogromną siłą polskiej wersji językowej jest dubbing. To naprawdę niesamowite, jak dobrze podłożony głos, wpływa na odbiór postaci. Głosu Judy i Nickowi użyczyli Julia Kamińska i Paweł Domagała. Ten ostatni znany między innymi z serialu O mnie się nie martw, w którym to pokazał się jako przezabawny, były mąż, ma tak światy głos, że już samo słuchanie go wywołuje uśmiech na twarzy. Tryskająca wokalnym entuzjazmem Julia Kamińska wzmocniła w postaci Judy entuzjazm i żywiołowość. 

Fabuła Zwierzogrodu została oparta na opowieści policyjnej. Oto młoda, nieco jeszcze naiwna policjantka, zaczyna pracę i trafia na ślad wielkiej afery. Oczywiście tylko ona ją dostrzega, a zatem może liczyć tylko na siebie i lisa cwaniaczka, który niestety wiarygodnym świadkiem nie jest. Wspólnie zagłębiają się w podejrzane dzielnice miasta, zasięgają opinii u lokalnego mafiosa, a nawet w urzędzie komunikacji u szybkiego (!!!) leniwca. 
Ale to nie wszystko. Film porusza takie problemy jak tolerancja i walka ze stereotypami. Dobrym przykładem tego jest sam Nick, który zwątpił w dobrą wolę zwierząt pod wpływem przeżyć z dzieciństwa. Czy lis może być uczciwy? A mały królik może być dobrym policjantem? Czy warto walczyć o swoje marzenia, czy też może lepiej trzymać się utartych ścieżek? 

Zwierzogród to naprawdę dobrze skonstruowane kino. Spodoba się dzieciom, ze względu na mnogość występujących tu zwierząt oraz pięknie dobrane kolory. Dorośli zasmakują w błyskotliwych dialogach i licznych nawiązaniach do filmowych, znanych hitów. 
Przede wszystkim jednak Zwierzogród to mądra, zabawna historia o tym, że warto czasem o siebie powalczyć, bo istnieje naprawdę spora szansa, że się uda i osiągniemy to o czym od dawna skrycie marzyliśmy. 
Polecam! Doskonała rozrywka.