sobota, 14 września 2013

Stos 7/2013

Z różnych względów nie wstawiałam wcześniej zdjęcia stosu. Albo się zwyczajnie nie składało, albo na jakieś jeszcze książki czekałam. Część książek nadal do mnie nie dotarła. Żeby więc nie był przedawnienia, bo niektóre książki przeczytałam jeszcze  w wakacje, niektóre dotarły w tym tygodniu, a inne myślę, przyjdą niebawem, to wstawiam teraz. 
Kolejno od góry:
1. M. Marr: Opiekunka Grobów, wygrana na portalu Fantasy Book. Czytało się nawet miło, ale "miło" to trochę za mało.  (Recenzja)
2. L. Braswell: Dziewięć żyć Chloe King od Magdy :) W sumie mogło być lepiej, pomysł niestety nie wykorzystany w pełni (Recenzja)
3. J. Walton: Wśród obcych, od Wydawnictwa Akurat, powieść nazbierała masę nagród m.in. Hugo i Nebulę, więc ciekawa jestem bardzo. (Recenzja)
4. G. Martin i L. Tuttle: Przystań wiatrów od Wydawnictwa Zysk i S-ka.( Recenzja)
5. Ch. Mieville: Ambasadoria, j.w. Magnetyczna i barwna. Niesamowita. (Recenzja)
6. M. Ruff: Miraż, od Wydawnictwa Rebis (Recenzja)
7. K. Hearne: Kijem i mieczem, j.w. (Recenzja)
8. A. Tchaikovsky: Podniebna wojna, j.w. (Recenzja)

A jutro recenzja Skazanej H. Kent. 
Pozdrawiam i miłej soboty!

czwartek, 12 września 2013

Deszczowa refleksja...

Jazda samochodem w ulewnym deszczu bez wycieraczek? 
Maskara, poczucie kompletnej ślepoty i dezorientacji, strach przed kolizją. 
Spotkanie kogoś, kto pomoże, naprawi, a dodatkowo zrobi to z kojącym uśmiechem? 
BEZCENNE!!! (i niestety rzadkie).

niedziela, 8 września 2013

Dmitry Glukhovsky: Metro 2034

Autor: Dmitry Glukhovsky
Tytuł: Metro 2034
Stron: 488
Wydawca: Insignis
Moja ocena: 8/10


Metro 2034 to druga powieść Dmitra Glukhovsky'ego o tematyce postapokaliptycznej. 20 lat temu w wyniku nuklearnej wojny cała planeta pogrążyła się w chaosie, a ocalała ludzkość (nieliczna należy dodać) schroniła się w metrze, które pełni teraz rolę podziemnego świata. Na poszczególnych stacjach metra potworzyły się społeczności, nawiązały zależności, narodziły nowe ideologie, czy odnowiły stare. To tu we względnie bezpiecznych podziemiach ludzkość uczy się życia na nowych zasadach; w świetle lamp, w cieniu wszędobylskiej radiacji, w szumie starych przewodów. Na powierzchni natomiast oprócz śmiertelnego promieniowania panoszą się zmutowane, krwiożercze bestie, dla których ludzkie drobiny są zaledwie nędzną przekąską. Nieliczni pamiętają, jak wyglądał świat i życie przed wybuchem; kiedy niebo było błękitne, słońce nie wypalało oczu, a trawa pachniała ziemią i zdrową wilgocią. Życie w metrze jest inne; nastawione na przetrwanie, opierające się na handlu wymiennym i prawie silniejszego. Co ciekawe w obliczu takiej katastrofy ludzkość zamiast próbować się jednoczyć czy solidaryzować, nadal jest wrogo nastawiona na inność i obcość. Można zaryzykować stwierdzenie, że wraz z zejściem do podziemi, ludzie zostawili na powierzchni empatię, litość i miłosierdzie. 
Od tragicznych wydarzeń na stacji WOGN, które śledziliśmy oczami młodego Artema, minął rok. Z niesamowitej kolonii czarnych, których ludzie tak się obawiali, nie pozostało nic. Jeśli czytelnik spodziewał się, że w Metrze 2034 pozna dalsze losy Artema, to będzie zaskoczony, ponieważ powieść ta nie jest bezpośrednią kontynuacją swojej poprzedniczki. Dużą niespodzianką jest, że autor skupia się tu na losach nowych bohaterów oraz wraca do postaci Huntera, któremu w poprzedniej części kazał tak niespodziewanie zniknąć. 
Tym razem będziemy się przyglądać losom mieszkańców stacji Sewastopolska. Losy niemal każdej stacji zależą od regularnych dostaw, przede wszystkim amunicji, dostarczanej przez karawany. Kiedy nagle dostawy ustają, karawany zaczynają znikać, a łączność się urywa zaczyna się rozprzestrzeniać pogłoska o tajemniczej epidemii. Sytuacja wymaga wyjaśnienia, dlatego na szybko zostaje zebrana ekipa, która wyruszy w drogę i wyjaśni mroczną zagadkę.  Na czele ekspedycji staje naznaczony bliznami, niemal zmartwychwstały Hunter, leciwy kronikarz metra Homer oraz osierocona przez ojca, młodziutka Sasza. 
Z jakimi przeciwnościami i okropieństwami przyjdzie się zmierzyć bohaterom? Czy Hunter faktycznie jest tym, za kogo się podaje i co go tak drastycznie zmieniło? Czy istnieje lekarstwo na nuklearną dżumę? Na te i inne pytania daje (albo i nie) odpowiedź powieść Metro 2034. 
O ile w części pierwszej autor skupił się raczej na przekroju politycznym społeczeństwa i na nowych rządach, o tyle w części drugiej próbuje przemyśleniami Homera odpowiedzieć na pytania o to, czy po globalnej katastrofie ludziom jeszcze potrzebna jest kultura? Czy kogokolwiek obchodzi słowo pisane i zachowanie świadectwa dla potomnych, gdy nie wiadomo, czy człowiek dożyje jutra, ani czy w ogóle będzie komu co przekazać? Zapewne stary Homer nie jest osamotniony w swoich marzeniach, niemniej jednak jego pragnienia w takim świecie wydają się dziecinne, a zamiary niepotrzebne. 
Przyjemnie i ciekawie było poznać dalsze losy Huntera i zobaczyć, jakie skutki wywarł na nim kontakt z czarnymi. O ile jednak Hunter był intrygujący i tajemniczy, o tyle nie mogłam znieść naiwnej i momentami głupiej Saszy. Być może to izolacja, w której żyła przez kilka lat, tylko z ojcem, wykształciła w niej tę naiwność i niewinność, ale przecież nie była to izolacja aż tak kompletna, żeby w zetknięciu z innymi ludźmi wykazywać się potem aż takim brakiem myślenia. Starałam się, ale nie mogłam się do Saszy przekonać, ani pozbyć wrażenia, że tacy bohaterowie w świecie metra nie mają racji bytu.
Myślę, że powieści Glukhovsky'ego nie trzeba nikomu polecać, ani specjalnie zachwalać. Pisać o poszczególnych aspektach tej historii czy kreacji świata przedstawionego można by jeszcze bardzo długo. Prawda jest jednak taka,  powieść ta jest wartością samą w sobie. To smutna refleksja na temat pogoni człowieka za rzeczami, które w obliczu prawdziwej katastrofy w ogóle nie mają znaczenia. Niestety w obliczu klęski okazuje się, że już na wszystko jest zwyczajnie za późno. Pozostaje tylko gorycz i wspomnienia tego co zostało bezmyślnie przegapione.

czwartek, 5 września 2013

Liz Braswell: Dziewięć żyć Chloe King. Upadła, t.1.

Autor: Liz Braswell
Tytuł: Upadła, t.1
Seria: Dziewięć żyć Chloe King
Stron: 208
Wydawca: FILIA
Moja ocena: 6/10






Chloe King ma 16 lat i dość przeciętne życie; mamę, z którą trudno jej się porozumieć, dwoje oddanych przyjaciół, popołudniową pracę, marzenia i zainteresowania. Jest wiele rzeczy, które zmieniłaby, gdyby mogła,  ale jednocześnie wie, że nie jest to możliwe. Najbardziej chyba boli bohaterkę fakt, że jej ojciec opuścił rodzinę, gdy Chloe była mała. 
Któregoś dnia wszystko się zmienia. Dziewczyna spada z ogromnej wysokości i o dziwo wychodzi z tego bez szwanku. Jednak od tej pory wszystko się zmienia. Chloe staje się bardziej nerwowa, pewna siebie i myśli głównie tylko o chłopcach. Kwestia ta na najbliższe tygodnie zdominuje całe życie bohaterki. To jednak nie wszystko, bo nagle okaże się, że na życie Chloe czyha tajemniczy prześladowca, a nastolatka zaczyna odkrywać w sobie dziwne umiejętności.
Dziewięć żyć Chloe King kusi czytelników głównie tytułem, budząc skojarzenia z kocimi żywotami i innymi cechami, w które natura tak bogato obdarzyła te piękne i bardzo inteligentne zwierzęta, czy to te mniejsze domowe, czy te większe dzikie. 
W myśl tej grupy skojarzeń autorka postanowiła wyposażyć swoją bohaterkę w kocie upodobania, umiejętności i namiętności. Niestety odniosłam wrażenie, że nie do końca się jej to udało. Powiedzmy sobie jasno: koty, czy to kocice czy kocury, to nie tylko hormony i humory. To także ogromna inteligencja, dbałość o siebie i swoje stado, czy potomstwo i dobra pamięć. To także skłonność do leżakowania, pewna niezdarność przy schodzeniu z drzew, ogromne łakomstwo i częsty egoizm. Przede wszystkim jednak to chodzenie własnymi ścieżkami i kochanie na własnych warunkach. Osobiście miałam wiele kotów na przestrzeni lat i wiem, że potrafią darzyć opiekunów naprawdę głębokim uczuciem, a w zamian żądają nie tylko wzajemności, ale i zgody na samodzielność. 
Obserwując Chloe i jej buzujące hormony odniosłam wrażenie, że autorka dała jej tylko właśnie tę kocią seksualność i pazury. Jak dla mnie było to trochę za mało. Uczuciowe perypetie bohaterki są może i dobrym wabikiem na dorastające nastolatki, ale dla nieco starszego czytelnika to trochę za mało. Jedynym plusem wszystkiego jest, jak dla mnie, fakt, że Chloe pomimo swojej niedojrzałości i nieostrożności, trafia na samych fajnych chłopaków. A może to po prostu ślepy traf?
Lektura tej krótkiej powieści pozostawia czytelnika w ogromnym niedosycie i wynika to z faktu, że w pierwowzorze  cała historia była jednoczęściowa. Nie wiem, kto przy opracowywaniu polskiej wersji wpadł na pomysł zrobienia z książki trylogii, ale dobrym pomysłem to niestety nie było. Nie mówię tu już o sztucznym pompowaniu kosztów trzech książek zamiast jednej, ale o tym, że pierwsza część tak naprawdę wygląda jak pierwszy dłuższy rozdział, a nie jak samodzielna powieść. Zbyt długie wprowadzenie, a potem zbyt nagły zwrot akcji, następujący zbyt późno, żeby czytelnika pobudzić i zaciekawić. Wiele do życzenia pozostawia także sam epilog, który tak naprawdę nie jest epilogiem, a krótkim rozdzialikiem, z którego ten epilog zrobiono, bo taka była potrzeba wydawnicza.
Nie dowiadujemy się także niczego o tajemniczym bractwie i jego konflikcie z ludźmi kotami. Swoją drogą sam pomysł, że ludzie koty opanują świat, jest trochę trywialny. Świat borykał się już z gorszymi mutantami i jakoś wyszedł z tego cało.
Plusem książki jest lekka narracja i brak dłużyzn. Czyta się szybko, choć naprawdę mogłoby być ciekawiej.
niebawem polska premiera części drugiej i może to właśnie ona rzuci nieco więcej światła na sytuację bohaterki i choć w części wyjaśni jej pochodzenie i umiejętności. No nic, poczekamy, zobaczymy. Ze swojej strony ani nie polecam jakoś szczególnie, ani nie zaprzeczam. Podejrzewam, że książka znajdzie swoich wiernych czytelników, bo w końcu każdemu podoba się co innego, a o gustach się nie dyskutuje.


poniedziałek, 2 września 2013

Witaj szkoło...

Pogoda jest tak szkaradna, że trudno cieszyć się z witania kogokolwiek. Ba, trudno mieć chęć kogokolwiek lub cokolwiek witać. 
Ze strony ucznia powitanie nowego roku szkolnego zazwyczaj polega na tym, żeby przyjść, zapisać plan zajęć lub zrobić jego zdjęcie telefonem; spotkać niewidzianych dawno znajomych, pokazać ile się urosło wzdłuż czy schudło wszerz. Ogółem jeszcze nikt nie myśli o nauce, ocenach, zbieraniu uwag, czy unikaniu ich. Wraca się do domu i jest luz. Zaczyna się od jutra.
Od strony nauczyciela wygląda to podobnie, choć jest obłożone masą roboty papierowej i nie mam tu na myśli tylko dzienników. Jest tego o wiele, wiele więcej. O tyle, że jak teraz o tym pomyślę, to zaczyna boleć mnie głowa. Wierzcie mi jest tego naprawdę duuuuużo; rośnie liczba procedur, faktów, które należy znać, rzeczy, których należy być świadomym, spraw, o których nie można zapomnieć i terminów, których koniecznie, bezwzględnie należy się trzymać.
Szukałam jakiegoś fajnego, budującego cytatu czy motta na dziś, ale jakoś nic co znalazłam mi się nie podobało, albo czytane na głos brzmiało trywialnie. 
Po dłuższych poszukiwaniach znalazłam jedno, które jakoś bardzo mi się skojarzyło z dzisiejszą pracą nauczyciela. Choć jak nad tym dłużej pomyślę, w świecie papierologii i biurokracji, to chyba pasuje to nie tylko do nauczycieli, ale do każdej pracy w ogóle. 
Z nauką jest jak z wiosłowa­niem pod prąd. Sko­ro tyl­ko zap­rzes­ta­niesz pra­cy, za­raz spycha cię do tyłu. (Benjamin Britten) 
Życzę zatem wszystkim nauczycielom i pedagogom, oby nie zabrakło im sił, do tego naszego codziennego "wiosłowania", tak często niestety pod prąd. 
Pozdrawiam i dobrego popołudnia!

piątek, 30 sierpnia 2013

Dmitry Glukhovsky: Metro 2033

Autor: Dmitry Glukhovsky
Tytuł: Metro 2033
Stron: 591
Wydawca: Insignis
Moja ocena: 9/10

Tej książki chyba nikomu specjalnie ani przedstawiać, ani zachwalać nie trzeba. Bardzo ciekawy jest fakt, że początkowo pierwsze rozdziały książki Glukhovsky publikował na swojej stronie internetowej, a głównego bohatera zamierzał uśmiercić. Potencjalni wydawcy książki odmówili wydania książki z takim zakończeniem. Po kilku latach autor postanowił przeredagować powieść i od tej pory Metro 2033 powstawało przy ścisłej współpracy w Internautami, którzy mogli na bieżąco komentować kolejne rozdziały, dodawać sugestie, dzielić się spostrzeżeniami. Wiedzą na temat funkcjonowania metra, maszyn, czy broni chętnie dzielili się inżynierowie, biolodzy, a nawet wojskowi. Do dziś na stronie internetowej autora można przeczytać całkowicie za darmo pełny tekst powieści w języku rosyjskim. Jedna powieść zapoczątkowała cały projekt literacki pod tytułem Uniwersum Metro 2033. W myśl tego projektu każdy pisarz może stworzyć własną powieść dziejącą sie w opisanych przez Glukhovsky'ego realiach. Do dziś w samej tylko Rosji takich książek powstało ponad 30, a ostatnio polscy czytelnicy mieli okazję zapoznać się z Korzeniami niebios, których autorem jest Włoch, Tulio Avoledo. Projekt więc zatacza coraz szersze kręgi i robi się coraz ciekawiej. 
Akcja powieści toczy się w moskiewskim metrze, które zmieniło się w podziemny świat, wielki schron przeciwatomowy. 20 lat temu w wyniku wojny atomowej cała planeta uległa skażeniu, a ludzie w poszukiwaniu schronienia zeszli do podziemi i od tamtej pory tam toczy się życie. Człowiek przyzwyczaił się do ciemności, ciasnoty, brudu, braku normalnego jedzenia, słowem do nowych często bardzo trudnych warunków. W metrze na rożnych stacjach utworzyły się nowe społeczności, ugrupowania polityczne i religijne. Trwa handel wymienny, podstawową walutą są naboje, także paliwo, lekarstwa. Na powierzchnię, narażając życie, wychodzą jedynie stalkerzy, (przypominający komandosów), którzy przeszukują opuszczone dzielnice miasta. Jedynie nieliczni pamiętają lub chcą pamiętać czasy sprzed skażenia, gdy słońce nie wypalało oczu, powietrze pachniało roślinnością, a woda nie miała w sobie tej wstrętnej goryczy co teraz. 
Głównym bohaterem powieści jest Artem, mieszkający na stacji WOGN. Młodzieniec był jednym ze świadków katastrofy, gdy bowiem doszło do wybuchu miał około 3 lat. Z tamtego okresu Artemowi pozostały jedynie przebłyski wspomnień i wielka niechęć do szczurów.
WOGN jest jedną z najdalszych stacji metra. Do tej pory było tu względnie bezpiecznie, jednak teraz zaczyna się dziać coś niepokojącego. W niewyjaśnionych okolicznościach znikają ludzie, a ostatnio nawet dwa oddziały. Ludzie zamieszkujący stację są bliscy paniki. I wtedy właśnie na stacji pojawia się stalker, nazywany Myśliwym, który wyznacza Artemowi zadanie; młodzieniec ma wyruszyć w długą  podróż do serca moskiewskiego metra, do niemal mitycznego Polis, gdzie ponoć ludziom żyje się wręcz bajkowo. Kierowany wewnętrznym przymusem Artem wyrusza w drogę. Będzie to podróż jego życia, w trakcie której przede wszystkim pozbędzie się wielu złudzeń, by na samym końcu odkryć smutną i gorzką prawdę na temat kondycji pozostałej przy życiu ludzkości. Okaże się bowiem, że to co uważano, za wroga i potwora, może się okazać forpocztem zbawienia, niewidzialną, czy też niedostrzeganą szansą na ..., no właśnie na co? Zrozumienie? Polepszenie obecnej sytuacji? Możliwość nauczenia się czegoś nowego?
Swoją przygodę z powieściami z Uniwersum Metro 2033 zaczęłam niejako od końca, ponieważ najpierw przeczytałam książki Diakowa i Avoledo, a dopiero teraz sięgnęłam po  Metro 2033, od którego przecież wszystko się zaczęło. Powieść Glukhowsky'ego jest dość obszerna i przyznam, że początkowo trudno mi było połapać się w politycznych meandrach  i skomplikowanych powiązaniach. Autor dużo miejsca poświęcił tworzącym się nowym ugrupowaniom, odnawiającym się starym. Okazuje się, że w świecie po katastrofie mają szansę zaistnieć każda religia czy  ideologia, pod warunkiem, że się je odpowiednio uzasadni i nawiąże do bieżącej rzeczywistości. I tak razem z Artemem spotkamy faszystów, komunistów, nacjonalistów, kapitalistów, trockistów, a nawet satanistów. Czasami ta podróż może być nużąca, dla kogoś, kto tak jak ja nie lubi polityki i tego całego bełkotu, ale w każdym z tych obrazów kryje się gorzka refleksja na temat postępu i najnowszych osiągnięć cywilizacji. Nasuwa się myśl, z jaką przerażającą łatwością bohaterowie pociągają za spusty, czy naciskają guziki wypuszczające rakiety. W finale powieści Artem widzi to bardzo wyraźnie, a jego bezradność i bezsilność, są naprawdę dojmujące. 
O Metro 2033 napisano już wiele i pewnie jeszcze drugie tyle zostanie napisane. Sama jestem pod wielkim wrażeniem spójności tej książki i tego jak wiele zdołał w niej autor umieścić, zapewne także dzięki pomocy Internautów.
Jedno jest pewne. Każdy czytelnik mieniący siebie miłośnikiem antyutopii, powinien tę książkę przeczytać.
Polecam. Bez dwóch zdań.


wtorek, 27 sierpnia 2013

Odważyła się otwarcie sprzeciwić tyranii...


Już 30 sierpnia czyli w najbliższy piątek swoją premierę miała będzie powieść o tajemniczo brzmiącym tytule Dziewczyna w stalowym gorsecie autorstwa Kady Cross. 
Krótki opis treści sugeruje steampunk i wielką przygodę: 
Szesnastoletnia Finley Jayne nie ma nikogo i niczego za wyjątkiem pewnej rzeczy, która znajduje się w jej wnętrzu.

Ciemna strona bohaterki sprawia, że jest ona zdolna zabić. W dodatku bardzo mocnym ciosem. Tylko jeden człowiek widzi magiczną aurę otaczającą dziewczynę.

Powieść osadzona w XIX wiecznej Anglii, która przenosi czytelnika w świat pełen przygód.
A tymczasem już dziś zapraszam Was do obejrzenia trailera książki.  Zazwyczaj tego typu filmiki zdradzają bardzo mało, a jeszcze mocniej rozbudzają ciekawość czytelnika.
I jak Wam się podoba? Przeczytacie?