wtorek, 24 lipca 2012

Terry Goodkind: Nadzieja pokonanych

Autor: Terry Goodkind
Tytuł: Nadzieja pokonanych
Tytuł serii: Miecz prawdy, t. 6.
Wydawca: Rebis
Stron: 696
Moja ocena: 10/10
Szóste prawo magii:  Możesz się podporządkować wyłącznie władzy rozumu.
Nadzieja pokonanych to szósta już część znanego na całym świecie cyklu Miecz Prawdy. Lektura tej powieści bezdyskusyjnie przywróciła mi chęć do dalszego czytania i zwróciła wszystko to, co próbowała odebrać część piąta.  Książka choć dość ceglasta i opasła jest przemyślana pod względem fabularnym, z umiejętnie zbudowanym zakończeniem, które daje czytelnikowi nie tylko dużą satysfakcję, ale i zmusza do refleksji nad wartością życia i znaczeniem wolności, wolnej woli i wyboru drogi życiowej. Jestem totalnie usatysfakcjonowana i jak najbardziej pozytywnie nastawiona do kolejnej części siódmej, której lektura przede mną.
Historia przedstawiona w tomie szóstym zaczyna się dość niewinnie i trudno podejrzewać, co tym razem spotka bohaterów. 
Po brutalnej napaści, która to niemal nie pozbawiła ją życia, Kahlan bardzo powoli wraca do pełnej sprawności. Pod troskliwą opieką Richarda i Cary, w chacie, ukrytej w lasach, spędza jedne z najlepszych chwil w swoim życiu. Ale nic nie trwa wiecznie. Do bohaterów wciąż docierają wieści o ruchach wojsk imperatora, a armia d'harańska czeka wiernie na rozkazy lorda Rahla. Jakież jest ich zaskoczenie, gdy człowiek, z którym połączyli się więzią, nagle stwierdza, że na skutek objawienia, nie może poprowadzić armii, co więcej zakazuje bezpośrednich ataków, gdyż wtedy przeciwnicy Ładu Imperialnego poniosą ostateczną klęskę. Richard, bo rzecz jasna o niego chodzi, z uporem odmawia powrotu do roli wodza. Ma dość przekonywania ludzi, że Ład przyniesie im niewolę i śmierć. Zachowanie głównego bohatera, dla wszystkich, którzy tak w niego wierzyli, trąca szaleństwem, znużeniem lub utratą wiary w to co robił do tej pory. Czas pokaże, że nic bardziej błędnego. Dlaczego ludzi nie można zmusić do walki, dopóki sami jej nie zechcą i co zrobić, żeby zechcieli? To właśnie na przykładzie postawy Richarda pokazuje Goodkind w kolejnym tomie cyklu. 
A teraz trochę z innej beczki. 
Kiedy Rycerz i Księżniczka już pokonali wszystkie przeszkody i w końcu mogli mieć swoje szczęśliwe zakończenie, wtedy niespodziewanie pojawiła się zła Czarownica. Rzuciła czar na Księżniczkę i szantażem zmusiła Rycerza, by odszedł z nią w Zapomnienie. Czy Rycerz i Księżniczka ostatecznie zostali pozbawieni szansy na swoje "żyli długo i szczęśliwie"? Czy coś Wam to przypomina? Na pewno. Każdy kto czytał w dzieciństwie baśnie, teraz właściwie to sobie skojarzy.
Na tym starym motywie zbudował autor fabułę Nadziei pokonanych.
Z sobie tylko znanych powodów, choć może nie do końca, Nicci znana już czytelnikom jako Siostra Mroku, a teraz częściej pod przydomkiem Pani Śmierci, pojawia się przed domem bohaterów i rzuca na Kahlan czar "macierzyńskiego zespolenia". W praktyce oznacza to, że każdy ból jaki odczuwa jedna z kobiet, czuje również druga. Więcej, jeśli jedna umrze, druga też. Następnie czarodziejka żąda od Richarda, by odszedł z nią i całkowicie się jej podporządkował. Oczywiście jeśli chce, by Kahlan nie stała się krzywda. W jakim celu to wszystko? Czego chce Nicci? Czego może chcieć kobieta, która ma za sobą lata pobytu w Pałacu Proroków, gdzie była wiecznie młoda, która jest jedną z najpotężniejszych czarodziejek Starego i Nowego Świata, która doświadczyła mroku Opiekuna oraz bólu i upokorzenia od Jaganga? 
Nicci sama nie jest tego pewna, a ponieważ sądzi, że tę tajemnicę nosi w sobie właśnie Richard, zmusza go do odejścia. Główny bohater, pozbawiony możliwości wyboru czy walki, godzi się na jej warunki. By ratować ukochaną jest gotów na każde poświęcenie. Znosi więc trudy podróży, głód, ciężkie warunki bytowe i pracę ponad siły. Co z tego wyniknie i czy Nicci pozna to "niewiadome", które od tylu lat ją dręczy i jej umyka?
Pozostawiona samej sobie Kahlan wraz z Carą wyruszają na pomoc armii d'harańskiej i zmieniają się w bezlitosne boginie wojny.  Czy stutysięczna armia ma szansę z przeważającymi siłami wroga?
Te dwa wątki dominują w powieści, choć nie ukrywam, że bardziej interesował mnie ten dotyczący Richarda. Od razu powiem, że Nicci nie chodziło o aspekt seksualny, byłoby to zbyt banalne i proste. Dlatego doceniam głębię i sens gry, jaka toczy się między Richardem a Nicci. 
W Altur's Rang, dokąd udają się bohaterowie czytelnik ma okazję obserwować zasady jakimi rządzą się Bractwo Ładu (strona religijna) i Komitet Ładu (strona urzędnicza). Wszystko jest nastawione na wyzysk, mamienie obywateli wspólnym (broń Boże jednostkowym, osobistym dobrem), co w efekcie prowadzi nie tylko do nieustannej korupcji, inwigilacji i zabijania. Zmieniają się również ludzie; stają się ponurzy, leniwi i pozbawieni ambicji. Zrobić coś dla kogoś? Jak to, niech ktoś zrobi coś dla mnie! Idąc tym tokiem rozumowania, nikt nie robi nic i wszędzie panuje brud, nędza i przygnębienie. 
W historii zniewolonego przez Nicci Richarda można się dopatrywać głębszego sensu. Pozbawiony możliwości decydowania o sobie, bez Miecza Prawdy przy boku, bez rangi Lorda Rahla, Richard nadal potrafi być sobą. Nadal potrafi powściągnąć gniew i emocje, w trudnych warunkach, widzieć sens pracy i robienia czegoś bezinteresownie dla innych. Więcej, dostrzega wyraźnie, że natura ludzka jest jak stal. Jeśli się jej nie rozgrzeje, nie da się przekuć i uformować; podobnie jest z ludźmi. Dopóki chęć i potrzeba zmiany, doprawione szczyptą świadomości, nie opanują ludzi, dopóty będą bezmyślnie pozwalać na to, by demagogia i wyzysk czyniły z nich bezrozumnie, niecne twory nastawione jedynie na branie, a nie dawanie czegoś od siebie.
Budzenie się świadomości w ludziach jest przedstawione po mistrzowsku. Postać Nicci, która szuka, a tak naprawdę nie wie, czego i czy to w ogóle istnieje również jest majstersztykiem. Dokonująca się w niej przemiana, jest dowodem na to, że wszelkie zło można pokonać. Potrzebny jest tylko czas i odpowiedni klucz.
Nadzieja pokonanych zachwyciła mnie równie mocno, co początkowe części cyklu. Jest przemyślana i dopracowana w każdym szczególe. Wzrusza i zmusza do myślenia, a tego zawsze oczekuję od dobrej książki. Jeżeli po odłożeniu jej na półkę, nadal analizujesz, wracasz myślami do niektórych kwestii, czy wyborów bohaterów, to bezapelacyjnie, bezdyskusyjnie, jest to dobra powieść. Takie są moje odczucia po lekturze szóstego tomu. Czuję się tak jakby to na mnie rzucono czar "macierzyńskiego zespolenia".
Książka jest godna poznania, ma wartość samą w sobie i broni się sama. 
Rewelacja! 
Polecam!




12 komentarzy:

  1. Gdybym tylko znała poprzednie części to może by coś z tego wyszło, Twoja rekomendacja rozbudza wyobraźnię, ale co z tego jak ja nawet na starcie nie jestem :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może warto zacząć? Ja zachęcam :)

      Usuń
  2. Chyba muszę zacząść ten cykl

    OdpowiedzUsuń
  3. Jeżeli dostałbym pierwszy tom, pewnie bym przeczytał, ale do szóstego chyba bym nie dotrwał. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. niestety, ale pierwszy raz słyszę o tej serii o.0

    OdpowiedzUsuń
  5. Niestety książka nie dla mnie.. :) Nie sięgnę :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ach, czy ja już mówiłam, że się czaję na tę serię? Szkoda tylko, że te tomy w tak dużej ilości i takie drogie ;(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się z Tobą, że są drogie. Fuksem w zeszłym roku kupiłam od jednego Pana za pół ceny i raz czytane. Inaczej trudno miałabym sobie pozwolić. :)

      Usuń
  7. Serdecznie zapraszam do wzięcia udziału w konkursie na moim blogu. Do wygrania powieść naszej rodzimej autorki o temacie, który chyba wszystkich nas się tyczy - "Blogostan"
    Szczegóły: http://zlodziejkaksiazek.blogspot.com/2012/07/konkurs-czym-jest-dla-ciebie-blog.html

    OdpowiedzUsuń
  8. Czytałam 2 pierwsze tomy;) Kolejne przede mną? Na pewno! Koniecznie przeczytać. Choć fakt, faktem, że są drogie.

    OdpowiedzUsuń

Co jednemu się podoba, drugiemu nie musi i na odwrót. Szanujmy się wzajemnie wyrażając własne opinie.
Wszystkie komentarze o treści obraźliwej, wulgarnej i tym podobnej będą usuwane.
Jeśli nie potrafisz wyrazić własnego zdania, bez obrażania drugiej osoby, to lepiej nie wyrażaj go wcale.