niedziela, 10 sierpnia 2014

Tricia Rayburn: Mroczna toń

Autor: Tricia Rayburn
Tytuł: Mroczna toń, cz.3. 
Stron: 389
Wydawca: Dolnośląskie



Po dramatycznych zmaganiach z łaknącymi zemsty syrenami z Winter Harbour nadszedł czas na finał historii autorstwa T. Rayburn.
Minął rok. W tym czasie w życiu Vanessy i jej bliskich wiele się zmieniło. Bohaterka ukończyła szkołę średnią i ku radości rodziców, wybiera się na studia. Żałoba po śmierci jej siostry także powoli mija i wydaje się, że rodzice się z niej podnoszą. Gdy zaczyna się część trzecia, cała rodzina Sands wybiera się na wakacje. Mają w planach sprzedać stary dom nad jeziorem i kupić coś bliżej oceanu, tak aby Vanessa miała łatwy i natychmiastowy kontakt ze słoną wodą. Dodatkowym plusem tych wakacji będzie spotkanie z Paige, która stara się ratować przed bankructwem rodzinną restaurację oraz spotkanie z Simonem, z którym Vanessa, z bólem serca się rozstała. Jakie będą te wakacje? 
Początkowo wszystko układa się dobrze, choć nasilające się kłopoty Vanessy ze zdrowiem, wiele rzeczy bohaterce utrudniają. Picie słonej wody i przesalanie jedzenia oraz kąpiele w słonej wodzie, nie pomagają już tak jak kiedyś. Skuteczne są flirty i zainteresowanie innych mężczyzn, ale tej metody akurat Vanessa wykorzystywać nie chce. Trudno jej jednak walczyć z syrenią naturą, tym bardziej, że w głębi duszy dziewczyna kocha Simona i to z nim chce być.
Przez kilka pierwszych rozdziałów, nie dzieje się praktycznie nic. Czyta się przyjemnie, ale autorka nie wprowadza do fabuły nic nowego, są to raczej przypomnienia tego co już się wydarzyło lub opisy stanów ducha głównej bohaterki. 
Atmosfera zagęszcza się, gdy do miasta przyjeżdża biologiczna matka Vanessy, Charlote. Wraz z jej przyjazdem w mieście dochodzi do napaści na młode kobiety. Podnoszą się głosy na temat minionych wydarzeń i coraz częściej pada słowo syrena. Jakby tego było mało ktoś wysyła do Vanessy maile, a bohaterka ma wrażenie, że jest śledzona. Czyżby ktoś wiedział kim jest i czyhał na jej życie?
Na wstępie można by zapytać o zasadność tworzenia tej trzeciej części. Skoro w finale drugiej syreny zostały pokonane, to po co pisać część trzecią? Czy nie lepiej stworzyć dylogię? Czego miałaby dotyczyć część trzecia i czy to nie tylko odcinanie kuponów? Trylogie są ostatnio bardzo modne, tylko czy ta moda nie szkodzi fabule? No właśnie. 
W czasie lektury Mrocznej toni często nasuwała mi się taka myśl, że o ile na początku autorka miała jasną wizję tego, jak powinna się potoczyć ta historia, o tyle po usunięciu syren, te pomysły jakby się rozmyły, albo zupełnie ich zabrakło. 
Sprawę z napaściami na młode kobiety jeszcze jakoś da się przełknąć, choć i ona jest mocno naciągana, bo początkowo się zastanawiałam, co to w ogóle ma wspólnego z syrenami? Jedyną prawdopodobną odpowiedzią było, że ktoś mści się i zabija, bo uważa te kobiety za syreny. Tylko, że to już trochę za daleko idąca logika. 
Niekorzystnej zmianie uległa także główna bohaterka. Odkąd do głosu doszły jej syrenie potrzeby, stała się słaba, płaczliwa, chwiejna, a przecież syreny to wyrachowane uwodzicielki i manipulantki. W dodatku cały czas mówi się, że ród, z którego pochodzi Vanessa jest wyjątkowo potężny. Po głównej bohaterce jakoś tej potęgi nie widać.
Na pysk padło także całe zakończenie. Vanessa miała podjąć ciężką decyzję, która nie tylko zaważy na jej dalszym życiu, ale też w pewnym sensie odseparuje ją od bliskich. Miłość nie jest dla syreny korzystna, właściwie nic jej nie daje. Dziewczyna miota się,  a w zakończeniu cała sprawa zostaje zamieciona pod dywan. W poprzednich rozdziałach pół dnia nie mogła przeżyć bez męskiego podziwu i uległości, słabła i bardzo źle się czuła. W rozdziale końcowym nagle o jej dolegliwościach nie ma już mowy, a w zamian mówi się o... nadziei. Brzmi to trochę jak kiepski żart. Wiem, że powieść jest skierowana do młodzieży, ale pewna logika powinna mimo wszystko być zachowana. A tu autorka na siłę stworzyła przesłodki happy end z wielką szczęśliwą rodziną i bohaterką, która z optymizmem patrzy w przyszłość. 
Jako czytelnik czuję się oszukana. Kiedy zaczynam czytać dany cykl, lubię go skończyć, choćby dla samej świadomości, co jak się potoczyło. A jednak takie zakończenie trylogii, która jak na młodzieżówkę rokowała całkiem nieźle, jest po prostu kpiną z czytelnika i odbiorcy. 
Czytając trylogię, miałam przed oczami wizję syren stworzoną  na potrzeby filmu Piraci z Karaibów. Na nieznanych wodach. Syreny były tam nie tylko piękne, ale też okrutne i bardzo silne. Fakt, że jako stworzenia wodne, bez wody słabły, ale trudno osią istnienia czynić fakt, że to męski podziw czyni je silnymi.
Dlatego na tle pierwszej i drugiej części, finałową, trzecią część oceniam jako słabą.  Historia ma potencjał, którego niestety autorka nie wykorzystała. Zaczęło się lepiej niż dobrze, zakończyło tak, że szkoda mówić. 

4 komentarze:

  1. Nie przeczytam, to jest pewne. Nie mam ochoty sprawdzić, jak to się skończy
    http://zakurzone-stronice.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie czytałam żadnej z części i jakoś ta trylogia nie przekonuje mnie do siebie, nie lubię syren, a jeszcze płaczliwa bohaterka, uguh, okropieństwa!

    http://dzikie-anioly.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Nieraz tworzenie na siłę jest bezzasadne, co tu się niestety potwierdza.

    OdpowiedzUsuń
  4. Dla mnie druga była najgorsza, ta trzecia część miała w sobie odrobinę klimatu z pierwszej. Ale i tak Syrena była najlepsza ;)

    OdpowiedzUsuń

Co jednemu się podoba, drugiemu nie musi i na odwrót. Szanujmy się wzajemnie wyrażając własne opinie.
Wszystkie komentarze o treści obraźliwej, wulgarnej i tym podobnej będą usuwane.
Jeśli nie potrafisz wyrazić własnego zdania, bez obrażania drugiej osoby, to lepiej nie wyrażaj go wcale.

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.