piątek, 8 sierpnia 2014

Stephen King & Joe Hill: W wysokiej trawie

Autorzy: Stephen King & Joe Hill
Tytuł: W wysokiej trawie
Stron: 46
Format: e-book
Wydawca: ALBATROS. A. Kuryłowicz




Dawno temu, kiedy miałam 8-9 lat, podczas luźnej rozmowy koleżanka powiedziała mi, że w wysokiej, nieskoszonej trawie mogą być węże i żmije. Nie poczułam się po tym stwierdzeniu zbyt pewnie, zwłaszcza że w takiej trawie właśnie stałam. Koleżanka nie chciała być złośliwa ani mnie nastraszyć, raczej było to stwierdzenie czysto informacyjne. Nieważne, że ówczesna trawa sięgała mi do połowy łydek i nie była zbyt gęsta. Nieważne, że naprawdę nic tam nie było, może z wyjątkiem pająków czy biedronek. Pomijam sam fakt, że w naszym klimacie tych żmij mamy raczej mało. Nieważne, że ja sama dobrze wiem, że w trawie tego typu stworzenia ani się nie czają, ani nie czekają na mnie specjalnie, aby mnie capnąć za kostkę. Nieważne. Od tamtej pory, a minęło już blisko 20 lat, nie cierpię trawy, chaszczy ani zarośli. Jeśli już muszę tam wejść, to zakładam buty z cholewkami i długie spodnie. Powtarzam: nie cierpię nieskoszonej, wysokiej trawy. 
A co by mogło powstać, gdyby fantazja literacka dwóch inteligentnych pisarzy wzięła na warsztat właśnie wysoką trawę? Ale taką naprawdę wysoką, na 2-2,5 metra. Co mogłoby się kryć w takim gąszczu? 
Na opowiadanie W wysokiej trawie trafiłam kompletnie przypadkiem i gdy miałam chwilę czasu, zakupiłam sobie e-book, bo w takiej formie zostało ono wydane, biorąc pod uwagę jego niewielkie rozmiary.  Dla lubiących słuchać, wydano też audiobook. Sam tytuł i opis treści zelektryzował mnie i od razu przypomniała mi się tamta rozmowa z dzieciństwa. To było zupełnie tak, jakby ktoś włożył klucz do zamkniętej szuflady i mechanizm  zaskoczył tak mocno, że szuflada sama się otworzyła. 
Główni bohaterowie opowiadania to zżyte ze sobą rodzeństwo: Cal i Becky.  Niedawno okazało się, że Becky zaszła w ciążę, co zmieniło jej plany życiowe, dlatego brat decyduje się pomóc siostrze i odwieźć ją do rodziny na drugim końcu Stanów. Podróżują bocznymi drogami i gdzieś na granicy Kansas z Colorado natrafiają na namiastkę ludzkich osiedli: ot kilka domów zabitych deskami,  dziwaczny kościół, a przy drodze jak okiem sięgnąć pole wysokiej trawy. Kiedy na chwilę się zatrzymują, gdzieś ze środka pola, wydaje się, że całkiem blisko dobiega ich wołanie o pomoc. Krzyczy mały chłopiec, który twierdzi, że się zgubił. Potem słychać też jego matkę, która mimo wyraźnego lęku w głosie, nie każe rodzeństwu wchodzić na pole, wręcz przeciwnie, stara się ich do tego zniechęcić. Wołanie jednak przybiera na sile, więc Cal i Becky decydują się wejść, odszukać małego i wyprowadzić go. Wydaje się to banalnie proste, tym bardziej, że na poboczu stoi jeszcze jeden samochód, a więc chyba właśnie tych zgubionych.
Młodzi wchodzą w trawę i wtedy się zaczyna. 
Dość szybko się rozdzielają i choć próbują się znowu połączyć, nie mogą. Słyszą się i wydaje się, jakby byli tuż obok, a jednak się nie widzą. Pole wydaje się nieprzebrane i ogromne, a szosa oddala się coraz bardziej. Zmęczenie, frustracja i pragnienie, bo jest bardzo gorąco, szybko dają się im we znaki. Gdy próbują wrócić do szosy, nie mogą. W trawie spotykają też innych ludzi. A w samym jej środku znajduje się...
A! A! A! Tego nie powiem! 
Muszę przyznać, że to krótkie opowiadanie jest rewelacyjne. Czyta się bardzo szybko, raz że jest krótkie, a dwa, tak bardzo chce się wiedzieć, co będzie dalej. Kiedy do głosu dochodzą wspomnienia Becky z chwili, kiedy pracowała jako niańka, czytelnik daje się złapać na myśli, że może to tylko senny koszmar, jakaś kara za dawne przewiny. A kiedy bohaterowie zaczynają słabnąć z pragnienia, a potem z głodu, kolejne wydarzenia wybrane w iluzoryczne majaki, przerażają jeszcze mocniej, bo trudno stwierdzić, czy to się dzieje naprawdę, czy tylko się majaczy. 
Jako zagorzały miłośnik cyklu Mroczna Wieża dostrzegam tu pewien ukłon w jej stronę. Tak już mam, że wszystko co u Kinga złe, wykoślawione i ponadzmysłowe, a także obleśnie nieludzkie, pochodzi z tamtej właśnie strony. 
Trudno rozgraniczyć ile kto z siebie dał; czy ojciec mistrz, czy syn, który dopiero zaczyna zdobywać pisarskie szlify. Ale chyba nie ma to znaczenia, gdyż opowiadanie jest po prostu dobre i warto się z nim zapoznać. 
Uważacie, że fajnie byłoby sobie pobrodzić w wysokiej trawie? Posłuchać jej szelestu na wietrze, zatracić się w jej miarowym falowaniu? Przeczytajcie to opowiadanie, a każdy gąszcz czy chaszcze już nigdy nie wydadzą się Wam przyjazne.
Polecam. Naprawdę super!

3 komentarze:

  1. Skoro to tylko 46 stron to spróbuję jak najszybciej odnaleźć książkę i w kilka minut ją przeczytać. Czuję że będzie dobra! :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak, to książka bardzo w stylu Kinga. Chyba więc czas do niego powrócić :)

    ps. a trawy się nie boję i wolę nieskoszoną ;) Szczególnie łąkową :)

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Już sama informacja, że to syn Kinga - brzmi zachęcająco. Poszukam.

    OdpowiedzUsuń

Co jednemu się podoba, drugiemu nie musi i na odwrót. Szanujmy się wzajemnie wyrażając własne opinie.
Wszystkie komentarze o treści obraźliwej, wulgarnej i tym podobnej będą usuwane.
Jeśli nie potrafisz wyrazić własnego zdania, bez obrażania drugiej osoby, to lepiej nie wyrażaj go wcale.

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.