piątek, 26 lipca 2013

Mark Hodder: Zdumiewająca sprawa nakręcanego człowieka

Autor: Mark Hodder
Tytuł: Zdumiewająca sprawa nakręcanego człowieka
Seria: Burton & Swinburne
Stron: 505
Wydawca: Fabryka Słów
Moja ocena: 10/10!!!


Macie tak może po przeczytaniu książki, że brak Wam słów na wyrażenie tego, co czujecie? Możliwości zazwyczaj są dwie. Albo książka podobała się bardzo i każda próba jej oceny lub próba dokonania choć drobnej refleksji jest niesamowicie trudna, gdyż w oczach takiego czytelnika powieść broni się sama. Po cóż więc cokolwiek wtedy dodawać? Możliwość druga jest natomiast taka, że książka nie podobała się wcale i wtedy jeszcze trudniej wymyślić coś co można by o taki egzemplarzu napisać. 
W moim wypadku oczywiście miejsce ma możliwość pierwsza. 
Zdumiewająca sprawa nakręcanego człowieka to druga część cyklu o przygodach dwóch dżentelmenów sir Richarda Burtona i  młodego poety Algernona Swinburne'a oraz bezpośrednia kontynuacja Dziwnej sprawy Skaczącego Jacka. Akcja powieści toczy się w wiktoriańskim Londynie w roku 1862. Powieść reprezentuje bardzo ostatnio modny w fantastyce nurt zwany steampunkiem. Co to takiego? Właściwie to taki literacki misz-masz. Do takiej powieści można wrzucić wszystko, grunt, aby te składniki umiejętnie połączyć. Na porządku dziennym u Hoddera są zwyczaje spod znaku "rewolweru i melonika", dżentelemeńska mentalność i takiż sposób życia. Ale to nie wszystko. Bo tylko w steampunkowym Londynie po ulicach mogą oprócz maszyn parowych, przemieszczać się mechaniczne konie, ogromne kraby czyściciele, wiadomości mogą przenosić wiecznie głodne psy kurierskie lub obrażające odbiorców hałaśliwe papugi. Gdyby komuś zamarzył się lot nad miastem może wynająć olbrzymiego łabędzia, do którego podpina się latawiec. Tylko w wersji steampunk historia ludzkości może się potoczyć zupełnie inaczej (lepiej lub gorzej, zależy), a znane nam osobistości możemy zobaczyć w zupełnie innych rolach od tych, które nasza historia im przeznaczyła. I tak dla przykładu młodziutki Oscar Wilde jest ulicznikiem i gazeciarzem, a filozof Herbert Spencer to uliczny włóczęga i obdartus.
Pierwsza część przygód Burtona i Swinburne'a podobała mi się bardzo. Część druga jest nie tylko jej godną następczynią. W moim odczuciu jest dużo lepsza! Mark Hodder zafundował czytelnikowi dziką jazdę bez trzymanki i nie pozwolił, by czytelnik choć przez chwilę się nudził.  
Na skutek ingerencji Skaczącego Jacka w różne zdarzenia, cała historia potoczyła się nieco inaczej, niż powinna była. Burton jest tego doskonale świadom i choć wie, że zrobił wszystko co mógł, to i tak ma poczucie niedosytu. 
Tymczasem Londynem wstrząsa wieść, że zaginiony dziedzic rodziny Tichborne odnalazł się i ma zamiar dochodzić swoich praw. Zarówno w kręgach arystokracji, jak i w klasie robotniczej wrze. Jakby tego było mało sprawa ta wiąże się z kradzieżą drogocennych czarnych diamentów zwanych Oczami Naga, starą rodzinną klątwą, nawiedzonym domem oraz zjawami i martwiakami atakującymi mieszkańców miasta. To jednak dopiero początek wielkiej przygody, w którą uwikłany zostanie Burton, wraz z Swinburnem, Trouncem, Spencerem oraz nakręcanym Lordem Nelsonem.
Każdy rozdział powieści jest poprzedzony wycinkiem z gazety, ogłoszeniem społecznym lub reklamą znanego wówczas produktu. Dodaje to światu przedstawionemu nie tylko głębi i prawdziwości, ale też stanowi doskonałe tło dla działań bohaterów.
Krótko mówiąc czyta się od deski do deski, choć jednocześnie nie chciałoby się skończyć nigdy. Bohaterowie są barwni i dowcipni. Bardzo rozwinął autor postać Swinburne'a, który oprócz swych specyficznych upodobań, jest niesamowicie zaradny, błyskotliwy, a co najważniejsze jest wiernym przyjacielem. Przezabawne są także postaci drugoplanowe takie jak gosposia Burtona pani Angell. Trudno nie wspomnieć o dowcipie, którym aż skrzy każda z kart powieści; wyzwiska papug oraz ich niezwykła sympatia do Spencera, pociąg Swinburne'a do szukania rozkoszy w bólu, udoskonalany eugeniczne premier (dziś byłby uzależniony od operacji plastycznych), czy martwiaki przepraszające za to, że zaraz ogryzą człowiekowi ramię. 
Umiejętnie połączył również autor wątek pretendenta do tytułu ze sprawą czarnych diamentów, a wszystko okrasił motywami miediumicznymi,  kontrolą umysłu, upiorami i zombiakami. Wydawać by się mogło, że jest to literacka potrawa nie do przełknięcia. Nic bardziej błędnego.
Zdumiewająca sprawa nakręcanego człowieka wciąga już od pierwszych stron. Zjawiskowa, pełna humoru i wielkiej przygody, obejmującej nie tylko Londyn, ale sięgająca również dalej, od Ameryki Południowej, przez Australię, Rosję i Niemcy. Niesamowita. Inspirująca i działająca na wyobraźnię. Po prostu super.
Długo jeszcze mogłabym chwalić. Powiem więc tylko, że czekam niecierpliwie na Wyprawę w Góry Księżycowe. 
A Wam polecam. Bez dwóch zdań. 

5 komentarzy:

  1. świetna recenzja :) skusiłaś mnie do przeczytania! pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja mam tak prawie - przy każdej książce (oczywiście, ta pierwsza możliwość). :) Ten gatunek jest na razie mi obcy, więc mogę spróbować, czemu nie. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie słyszałam nigdy o tej książce, ale skoro tak dobrze ją oceniłaś to, czemu nie? :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Kurczę, nawet mnie zaintrygowała Twoja recenzja! :) To musi być rewelacyjna książka, skoro tak Ci się podobała.

    OdpowiedzUsuń
  5. Uwielbiam tę trylogię! Właśnie zaczytuję się w ostatnim już tomie :( Trochę szkoda, ale oderwać się nie da :D

    OdpowiedzUsuń

Co jednemu się podoba, drugiemu nie musi i na odwrót. Szanujmy się wzajemnie wyrażając własne opinie.
Wszystkie komentarze o treści obraźliwej, wulgarnej i tym podobnej będą usuwane.
Jeśli nie potrafisz wyrazić własnego zdania, bez obrażania drugiej osoby, to lepiej nie wyrażaj go wcale.

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.