niedziela, 30 października 2011

Recenzja książki Czarna, bezgwiezna noc

Z racji panującego wszędzie klimatu grozy i duchów postanowiłam umieścić recenzję książki pisarza, który dla mnie jest niekwestionowanym mistrzem słowa i pióra i horroru i w ogóle, w ogóle. Książkę przeczytałam kilka miesięcy temu, w zasadzie zaraz po polskiej premierze, ale to niczemu nie wadzi. 
Dla kogoś, kto w ciągu kilku ostatnich lat przeczytał niemal wszystko, co King napisał, każda nowa książka jest na wagę złota. Czekam na taką niecierpliwie i pochłaniam ją tak szybko, jak wygłodniały człowiek obiad. Wspominam przy tym zawsze moje początki z literaturą tego Pana, gdy nieświadomie sięgałam po powieść o dziwacznym tytule Sklepik z marzeniami i nie wiedziałam, że to co mnie czeka podczas lektury spowoduje, że żaden inny pisarz nie będzie już  dla mnie równie dobry. Owszem są dobrzy w moim odczuciu twórcy horroru, thrilleru, ale zawsze mi coś szepce w duszy, że King to to nie jest i nigdy nie będzie.
Tym razem autor serwuje czytelnikowi cztery długie opowiadania, które łączy jeden motyw, mianowicie obecności obcego w każdym człowieku. U większości ludzi jest on uśpiony, niczym wirus i hibernuje sobie przez lata, by umrzeć wraz z zakończeniem życia człowieka. Często jednak bywa, że na skutek dramatycznych przeżyć, ten obcy się w człowieku budzi i nie tyle przejmuje nad nim kontrolę, ile zaczyna szeptać i zmusza do spojrzenia na pewne sprawy z innego punktu widzenia. Kiedy już do tego dojdzie i człowiek wysnuje pewne, często bolesne wnioski, obcy zdecydowanie popycha nas do działania. Bo na bezczynność, czy bierność nie można tu sobie pozwolić. Działanie jest koniecznością.
Bohaterka mojego ulubionego opowiadania zostaje napadnięta i zgwałcona. Obcy nie pozwala jej jednak wejść w rolę ofiary, nakazuje jej myśleć i poszukać potrzebnych informacji, a na koniec wymierzyć sprawiedliwość na własną rękę. Przyjemnym dla czytelnika będzie zapewne (jak to było dla mnie) samodzielne domyślenie się, jak bohaterka się w tę sytuację wpakowała.
Do kompletu mamy też stary jak świat motyw paktu z diabłem, dla przedłużenia życia. Motyw już znany i oklepany, ale King przedstawia go w nieco innym świetle, przypominając wtajemniczonym o istnieniu innych wymiarów i istot pochodzących ze świata Mrocznej Wieży. Opowiadanie pozostawia pewien niedosyt. Jak dla mnie zabrakło końcowego rozrachunku, którego możemy się niestety sami domyślać.
Najbardziej psychodeliczne opowiadanie pierwsze w tym tomie, opowiada historię człowieka, który kłóci się z żoną o sprzedaż rodzinnej ziemi. Żonie marzy się przeprowadzka do miasta, mężowi powiększanie ojcowizny. Nie widząc innego wyjścia z sytuacji mąż w drastyczny sposób zabija żonę. To co jednak miało w jego mniemaniu być zakończeniem konfliktu, jest tak naprawdę tylko początkiem długiego końca spirali przemocy, brutalności i nienawiści. Wszystko zbliża go do totalnej porażki. A fakt, że przez większość czasu tak naprawdę nie wiemy, czy to co się dzieje z bohaterem i to co on widzi, jest prawdziwe, czy dzieje się tylko w jego głowie jest iście przerażające. Chyba właśnie dlatego to opowiadanie tak przygnębia, co nie oznacza, że nie jest majstersztykiem.
Na sam koniec zaś mamy zwykłą przykładną żonę i matkę, która zupełnym przypadkiem odkrywa, że człowiek, z którym ma dzieci, dom, wspólne życie, którego przez blisko 30 lat uważała za najlepszego przyjaciela, jest w rzeczywistości, sadystycznym psychopatą, poszukiwanym w kilku stanach. Bohaterka stanie przed poważnym wyborem: czy ujawnić wszystko i zniszczyć życie sobie i dorosłym już dzieciom, czy poszukać innego wyjścia z sytuacji. Oczywiście poszuka, ale co znajdzie, tego już nie zdradzę.
Opowiadania napisane sprawnie, bez niepotrzebnych dłużyzn, jednak z charakterystycznym dla Kinga dokładnym rozrysowaniem psychiki bohaterów, umiejętnym stopniowaniem napięcia i zadowalającym zakończeniem.
Zachęcam gorąco do przeczytania tej książki. Fanów mistrza, jak sądzę, nie muszę, ale dla tych którzy jeszcze Kinga nie znają ( co w dzisiejszym świecie wydaje mi się wręcz niewiarygodne) może to być całkiem niezły początek długiej i owocnej czytelniczo pisarskiej przyjaźni.
Polecam, bo naprawdę warto.

11 komentarzy:

  1. Mam tę książkę na swojej priorytetowej liście i wprost nie mogę się doczekać kiedy ją przeczytać. Niech no tylko wpadnie w moje ręce...
    Pozdrawiam:))

    OdpowiedzUsuń
  2. Już ostatnio znajomy mi mówił, że MUSZĘ przeczytać ;) Kinga czytałam tylko "Komórkę", ale że lubię opowiadania i lubię ostatnio mroczne klimaty, to zdecydowanie w końcu się na nią skuszę :D

    OdpowiedzUsuń
  3. :) Lubię książki Kinga, chociaż już dwa razy czy trzy trochę się sparzyłam na tym, ale wybaczam mu :P Po książkę sięgnę w każdym bądź razie, jak nie teraz to później. :)

    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  4. Generalnie unikam książek z tego gatunku, ale po przeczytaniu "Zielonej mili" postanowiłam dać szansę Kingowi i nawet zapisałam się do udziału w wyzwaniu "Czytamy Kinga", więc z pewnością przeczytam :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Zgodzę się z całym pierwszym akapitem. King jest NAJLEPSZY, ale najdziwniejsze jest to, że właśnie dlatego przestałam po niego sięgać. Po jego książkach zaczynam cierpieć na obsesję, paranoję, nerwicę i depresję w jednym. Długo po odłożeniu książki nie mogę z tym wygrać i dlatego już dawno nauczyłam się omijać dużym łukiem jego powieści. Ostatnio wyszłam nawet z pokoju gdy mój chłopak oglądał "Pokój 1408".

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja Kinga nic nie czytam, a jeśli czytałam to pojedyncze książki i sama już nie pamiętam tytułów. trochę nie mój typ, ale kiedyś naprawię ten grzech ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja przyznaję, dopuściłam się jeszcze większego grzechu, czytałam tylko "Zieloną milę". Tak, jednak zaczarowała mnie i w planach mam inne książki tego autora. Na początku wspomniany przez Ciebie "Sklepik z marzeniami" oraz "Cztery pory roku", a potem zobaczymy...

    OdpowiedzUsuń
  8. Niestety, ale nie lubię twórczości tego autora, a przynajmniej tych powieści (prócz jednej), które dotychczas miałam sposobność przeczytać. Zatem i tym razem sobie odpuszczę.

    OdpowiedzUsuń
  9. No cóż, King to King prawda? :D Nie ma co się dziwić, że i ta książka jest rewelacyjna. Z przyjemnością bym ją przeczytała!

    OdpowiedzUsuń
  10. Jestem w kropce. Z jednej strony uwielbiam Kinga, z drugiej nienawidzę opowiadań. Zobaczymy, zobaczymy...

    OdpowiedzUsuń
  11. jeśli chodzi o książki Kinga to niestety nie przeczytałam ich zbyt wiele, ale nadrabiam zaległości :) w najbliższych planach mam inny tytuł, ale na Czarną, bezgwiezdną noc na pewno też się skuszę :)

    OdpowiedzUsuń

Co jednemu się podoba, drugiemu nie musi i na odwrót. Szanujmy się wzajemnie wyrażając własne opinie.
Wszystkie komentarze o treści obraźliwej, wulgarnej i tym podobnej będą usuwane.
Jeśli nie potrafisz wyrazić własnego zdania, bez obrażania drugiej osoby, to lepiej nie wyrażaj go wcale.

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.